5 mitów na temat depresji
4 luty 2009, godz. 11:39
Czy depresja to usprawiedliwienie dla lenistwa? Czy antydepresanty uzależniają i wywołują bardzo wiele skutków ubocznych? Czy tylko słabi psychicznie ludzie mogą zachorować? Na temat depresji krąży wiele nieprawdziwych plotek.
1. Depresja to nie choroba, tylko usprawiedliwienie dla lenistwa.
Nieprawda. To, że można symulować depresję, żeby wykręcić się od obowiązków, nie oznacza, że wszystkie symptomy choroby można lekceważyć. Istnieje zjawisko polegające na wmawianiu sobie złego nastroju po to, żeby uciec od prozaicznych czynności, takich jak praca czy uczenie się do egzaminu. Argumentowanie własnego lenistwa w taki sposób przyczynia się do ignorancji społecznej prawdziwego problemu.
2. Depresja to poczucie smutku i bezsensu – człowiek chory na depresję to po prostu ktoś stale smutny i niezadowolony z życia.
Nieprawda. Wszyscy od czasu do czasu jesteśmy smutni czy wręcz załamani. Nie każdy przygnębiony człowiek, widzący życie w czarnych barwach ma depresję. O chorobie możemy mówić wtedy, gdy to przygnębienie trwa ponad 2-3 tygodnie i dezorganizuje nasze dotychczasowe życie. Porzucamy zainteresowania, obowiązki, a codzienne czynności sprawiają nam niemożliwą do przełamania trudność.
3. Depresja to interesujący stan, który sprzyja kreatywności.
Nieprawda. Choć niejedno przeżycie może być inspirujące, to depresja ogranicza aktywność człowieka i prowadzi do poczucia bezużyteczności. Wyjaławia uczuciowo i emocjonalnie, więc nie jest stanem, do którego warto dążyć w celu przeżycia lub stworzenia czegoś interesującego. Jeśli wybitni artyści, tacy jak Van Gogh czy Wirginia Woolf, cierpieli na depresję, to sławę zdobyli raczej pomimo choroby, a nie dzięki niej. Temat tego mitu podejmuje Peter Kramer w książce ,,Czym jest depresja", do której lektury zachęcamy.
4. Leki na depresję uzależniają i powodują ciężkie skutki uboczne.
Nieprawda. Leki stosowane odpowiedzialnie i ściśle według zaleceń lekarza są bezpieczne. Każda substancja wprowadzona do organizmu człowieka może wywoływać skutki uboczne i działania niepożądane. Aby zminimalizować ryzyko ich wystąpienia, pacjentowi podaje się najniższą skuteczną dawkę preparatu. Leczenia nie powinno się nagle przerywać. Odstawienie leku bez konsultacji z lekarzem może skutkować wystąpieniem zespołu odstawiennego i nawrotem choroby.
5. Na depresję chorują tylko słabi ludzie, a tymczasem antidotum jest „wzięcie się w garść”.
Nieprawda. Przede wszystkim źródłem depresji wcale nie musi być charakter człowieka ani jego sytuacja życiowa. Choroba może mieć podłoże genetyczne lub być wywołana innymi schorzeniami albo przyjmowanymi lekami. Osoby słabsze psychicznie są bardziej podatne na wystąpienie depresji, ale to nie oznacza, że zawsze lub tylko one chorują. „Wzięcie się w garść” może być co najwyżej lekarstwem na przemijające obniżenie nastroju, a nie depresję, która wymaga pomocy lekarza i specjalistycznej terapii.
- Zaloguj się lub utwórz konto aby dodać komentarz



Komentarze
Depresja jest chorobą - łatwo powiedzieć, ale jak to wytlumaczyć w pracy, rodzinie? Napiszcie lepiej, jak przekonać osoby które nic nie wiedza o depresji do tego, że nie udajemy!
NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK DEPRESJA. TO BARDZO WYGODNA WYMÓWKA LUDZI SŁABYCH I NIEUDACZNIKÓW. DLA MNIE TO JEST ŻAŁOSNE
Prowokacja!
O jej, to ta osoba, która to napisała, nic w życiu nie przeżyła. Depresja jest chorobą powolnej śmierci. Powoli odsuwamy się od wszystkiego, człowiek traci wszystko a przede wszystkim siebie, to przykre, że nie wiedza powoduje taki brak współczucia dla tych cierpiących osób. Ja wiem co to depresja, brak uczuć i zainteresowania oraz niesienia pomocy ją pogłębia. Powodzenia.
To zadzwoń i mi pomóż, jak jesteś taki mądry, widziałeś chorych ludzi! Magda, tel. 793285037. Kim ty jesteś, żeby tak twierdzić, na pewno nie psychologiem, tylko tym, który nie zna życia.
"nie siej głupich, sami wschodzą..." - tyle w temacie tego czegoś co napisało komentarz na który odpowiadam. Takich rzeczy nie warto nazywać "kimś" czy człowiekiem.
Jeśli twierdzisz, że nie ma depresji to poważnie się zastanów nad wizytą u psychiatry.
Psychiatra może co najwyżej wyleczyć chorobę psychiczną, ale na głupotę nie pomoże.
Szczerze mówiąc ja nie mam ochoty nikogo przekonywać...w końcu sami się dowiedzą...
depresja moze kazdego spotkac mania
Nie sądzę, żeby był taki sposób. Ja od ojca usłyszałam, że jak sama sobie z tym nie poradzę, to nikt i nic mi nie pomoże.
Całkowicie zgadzam sie z lusią. W moim otoczeniu wszyscy powtarzają mi, że jestem poprostu leniwa i sie wykręcam od wszystkiego. Ludzie tego nie rozumieją :(
Depresja - to stan ducha, z którym jest Ci źle, nie szukasz pomocy, by z tego wyjść, ale pogłębiasz się coraz bardziej w smutku, odcinasz od ludzi, nie chcesz pomocy. Pragniesz być ze swoim smutkiem sama. Całkiem sama i nie dajesz rady!!!
To nie stan ducha! Na Boga! Depresja "rozgrywa" się w MÓZGU! To jest właśnie dramat, bo człowiek w depresji zdany jest na łaskę lub niełaskę własnego mózgu.
Masz rację. Magda.
brawo dla uzytkownika anonimowego. tez tak uwazam. ja juz nie daje rady. nie rozumie siebie coraz bardziej. chcialabym zeby mi ktos pomogl ale nie chce. czy ktos to rozumie?? ja nie!! nie chce gadac o tym bo nie wiem co ma powiedziec poza tym co kogo interesuje to co sie ze mna dzieje??
Niestety ten stan tak ma, wiem coś na ten temat. Przez 2 tygodnie sama się z tym męczyłam. Potem poszłam do lekarza i przez następne 2,5tyg. biorąc leki nadal czułam się beznadzieje. Już myślałam, że taki stan pozostanie. Teraz wiem, że to mija tylko cierpliwości i to nie jest tak, że nikogo to nie interesuje tylko wszyscy są bezradni. Jak ktoś nie miał depresji to choćby chciał to nie zrozumie. Ważne jest żeby udawał, że rozumie, bo w tym czasie bardzo ważna jest wyrozumiałość bliskich i pozostaje tylko leczenie farmakologiczne i cierpliwość.
Rozumieć, tej choroby nie da się kontrolować. Ona nagle przychodzi i nagle znika pod wpływem leków jest to żmudne leczenie, człowiek nie wie co się z nim dziej ma ochotę leżeć i płakać, bo tak cię boli głowa jak nie popłaczesz to mało ci nie pęknie.
Depresja to ciężka choroba. naprawdę. i rzeczywiście- jeśli ktoś jej nie ma, to nawet jeśli miałby niesamowicie rozbudowane poczucie empatii- nie jest w stanie wyobrazić sobie tego, co siedzi w człowieku chorującym na depresję.
A co mogą zrobić blizscy,którzy chcieliby pomóc? Człowiek w depresji ma swój świat! Blokuje się przed wszystkimi! I nie chce tej pomocy...i to jest najbardziej przygnębiające.
Dokłanie! Zadaję to samo pytanie, bliska mi osoba potrzebuje pomocy, ale nie pozwala sobie pomóc, zamknęła się w swoim świecie i nikogo tam nie wpuszcza, nie ma mowy o pomocy psychiatry czy kogokolwiek. Może ktoś podpowie, jak pomóc?
Jestem w podobnej sytuacji. Sama leczę się na depresję i widzę, że mój narzeczony również potrzebuje pomocy. Jego stan bardzo wpływa na mój, bo się o niego niesamowicie martwię - wiem, jakie cierpienie człowiek czuje podczas depresji i jak trudne jest samodzielne wyjście z tego stanu... ale na moje próby namówienia go na terapię, leczenie odpowiada, że musi poradzić sobie sam,inaczej woli już zginąć, bo to by oznaczało, że już do niczego się nie nadaje...:(
A jak to jest z tą kreatywnością? Depresja sprzyja czy jest to obojętne, taki jest znany wzór artysty chorego na depresje? Mit prawda?!
Ja od miesięcy nie daje sobie rady z sobą.
Ten stan przygnębienia, bezradności, beznadziejności tak zmienia człowieka jego tok myślenia, że przychodzi taki moment, kiedy trzeba powiedzieć dość nie można tak żyć ! Albo wybiera się leczenie albo można się naprawdę pogubić. Byłam u psychologa i powiedział mi że muszę iść do psychiatry po leki, które mnie postawią na nogi i zaleciła dodatkowo terapie dostałam namiary na lekarza zapisałam się na wizytę i nie pojechałam, bo wszyscy z mojego otoczenia mi to odradzają ale ile można siedzieć domu i myśleć, że się czuję źle, że się do niczego nie nadaję, że jestem tępa.Tak nie można, trzeba iść do przodu i próbowa,ć bo jak się nie próbuje to się nigdy nie dowiem czy dorady z tego stanu wyjść.
Powiem tylko tyle, depresja może doprowadzić do podjęcia decyzji, które są nieodwracalne. Leczcie się.
Właśnie, nie można tak żyć! Idź do lekarza specjalisty i nie czekaj. I nie"po leki" ale na terapię. Psychiatra pokieruje twoim leczeniem. W leczeniu depresji ważne są i leki i odpowiednia terapia. Sama przecież czujesz, że nie radzisz sobie bez pomocy. Więc nie bój się z niej skorzystać. Im szybciej to zrobisz, tym szybciej pojawia się pozytywne efekty. I przejrzyj też rady jak wybrać sobie psychiatrę. Bo to ważne znaleźć człowieka, któremu możesz zaufać i dobrze się z nim czuć.
To, że tu jesteśmy wszyscy z naszymi problemami, to nasza siła. To znaczy, że się nie poddajemy, że szukamy pomocy i wierzymy, że nam się uda. I dopóki tak jest, jest dobrze. I będzie lepiej. Pozdrawiam.
Jeszcze niedawno myślałam że depresja nie istnieje, że ludzie tak mówią dla własnej wygody i z lenistwa, było to dla mnie śmieszne, do czasu kiedy mnie nie dopadła, a stało się to ponad 2 miesiące temu, po rozstaniu z partnerem. Od tamtego momentu, każdy dzień sprawia mi ból, jest na prawdę ciężko, próbuję z tym walczyć, bo mam dla kogo, ale to jest silniejsze ode mnie. Wiem jednak będę próbowała, bo życie jest jedno. Pozdrawiam!
Wiele osób zawsze mi powtarzało, że mam silny charakter oraz psychikę. Na studiach nawet pani od psychiatrii stwierdziła, że mam małe predyspozycje w porównaniu z resztą grupy zapadnięcia na depresję. Niestety nie dałam rady. We wrześniu w ubiegłym roku straciłam kogoś kogo bardzo kochałam, kogoś na kogo czekałam tak długo, kogoś z kim miałam plany na całe życie (zginął w wypadku). Niestety, nie poradziłam sobie. Mam stwierdzoną depresję. Pomocną dłoń wyciągnęła mi koleżanka która jest psychologiem. Pomogła mi znaleźć lekarkę, która mi teraz pomaga "wrócić do siebie".
Mi tylko jest przykro jak osoby którym ufałam (znajomi). odwrócili się ode mnie jak stwierdzono u mnie depresję. Uważają to za chorobę umysłową (porównują np. do schizofrenii ). Przykro mi tym bardziej, że ci ludzi jak i ja uczyliśmy się na temat depresji jak i innych chorób wymagających interwencji psychiatry.
Bardzo mi pomogła strona, na której udzielają darmowych porad. Nie mam za wiele kasy, a oni pomogli i to nawet szybko.
Magda31, nerwica z depresją, leczę się 7 rok i dalej to samo, uczucie jest, jakbym chodziła w siatce na ryby, a do tego skrajne jazdy nastroju, że tylko tabletki pomagają ***, ale przy nerwicy lekarze nie chcą przepisywać, bo benzodiazepiny uzależniają. To niech poszukają czegoś, co zadziała i wyleczy. W Japonii wszczepili czip kobiecie i o zdrowiała, u nas to nierealne nawet za 100 lat. Co do nerwicy, niech lekarze ruszą makówką, bo na razie to całkowita żenada, niech zaczną słuchać ludzi!!!
Mam na imię Anna i mam 20 lat. Mam przewlekłą depresję. Nie przypominam sobie, kiedy miałam ostatnią przerwę w moim "epizodzie" i jak ona wyglądała. Czuję się coraz gorzej. Ból psychiczny zaczyna przeradzać się w ból fizyczny. Nikt nie jest w stanie zrozumieć mojego stanu. Nawet moja mama, która na tę sama chorobę cierpi od 30 lat i też jest w coraz gorszym stanie. Wszyscy się ode mnie odwrócili. Mam wrażenie, że mnie znielubili. Że nie chcą mi pomóc, że mają mnie po prostu gdzieś. Że wykreślili mnie ze swojego życia, że o mnie zapomnieli. Leczę się, ale leki nie pomagają. Tylko powodują, że jestem znacznie spokojniejsza, ale wcale nie zmniejszają smutku i wręcz otępiają jeszcze bardziej. Chcę po prostu umrzeć. Ludzie, w których wierzyłam i o których myślałam, że są moimi prawdziwymi przyjaciółmi całkowicie mnie olali. Całkowicie przestali się mną interesować. A Ci, którzy jeszcze nie przestali mówią mi takie głupie rzeczy, niby chcąc mi "pomóc" typu właśnie "ogarnij się" ... moim zdaniem depresję mam od przedszkola (jeśli nie wcześniej) z małymi przerwami, albo wręcz z manią. Przewinęłam się przez wielu psychologów (z różnych powodów) i żaden nie zauważył, że nie mam zainteresowań, że się samookaleczam, że cierpię, że mam myśli samobójcze. Albo po prostu mieli to gdzieś, albo to po prosu idioci, nie wiem. Muszę w tym momencie również się pochwalić, że mimo iż praktycznie zupełnie nic nie robię i najlepiej się czuję, kiedy cały dzień nie ruszam się z łóżka, to kiedy już jestem zmuszona gdzieś wyjść i coś załatwić nakładam maskę miłej, uśmiechniętej dziewczyny. Może dzięki temu obcy ludzie nie są w stanie zauważyć, że moje życie jest tak naprawdę wegetacją, ale psycholodzy powinni i to ich mam zamiar winić za pogłębienie się mojej choroby aż do tego stopnia (zwłaszcza, że przy zbieraniu wywiadu musieli wiedzieć, że moja mama jest chora). Nie wiem. Psychiatra każe mi iść na terapię, ale ja tak bardzo nie lubię tych niekompetentnych ludzi. Wiem, że nawet jak do kogoś pójdę to tego człowieka w ogóle nie będę obchodzić. Prawdopodobnie w ogóle nie będzie chciał mi pomóc. Mówię to nie tylko na podstawie własnego doświadczenia, ale i o doświadczenia mojej mamy - która jest w tak głębokiej depresji, że nie jest w stanie w ogóle wyjść z domu. Dzwoniła do jakiś 10 lekarzy - psychiatrów (PRYWATNYCH) i żaden za pieniądze nie chciał do niej przyjść, zwłaszcza kiedy mówiła słowo „depresja” natychmiast starali się ją spławić. Myślę, że jakby nakłamała, że chodzi o schizofrenię i agorafobię to któryś by przyszedł, ale moja mama przez tą pieprzoną chorobę nawet nie potrafi kłamać!
Jeszcze co do samej depresji i aspektu związanego ze sztuką. Zanim mój stan depresyjny tak bardzo się pogłębił, uwielbiałam pisać wiersze, opowiadania, śpiewać, rysować, słuchać muzyki. Teraz żadna z tych rzeczy nie sprawia mi najmniejszej przyjemności, ani satysfakcji, w ogóle tego nie robię, tak naprawdę już nic nie robię. Tak więc w moim przypadku - im cięższy stan depresyjny tym inwencja twórcza bardziej zanika... aż do zera.