- abcdepresja.pl
- Wszystkie artykuły
- Depresja i jej objawy
Depresja i jej objawy
Depresja ze względu na swą złożoną naturę ma szereg różnych objawów. W szpitalnym lecznictwie psychiatrycznym częściej spotyka się rozwinięte formy depresji, które nasileniem swoich objawów nie nastręczają lekarzowi trudności w postawieniu rozpoznania. Lekarz pierwszego kontaktu w swoim gabinecie w większości przypadków ma do czynienia z mało nasilonymi objawami zaburzeń depresyjnych. Takie sytuacje sprawiają trudności diagnostyczne.
Najczęstsze objawy depresji
Podział depresji na epizod depresyjny, zaburzenia depresyjne nawracające i dystymię - należącą do grupy uporczywych zaburzeń depresyjnych, ma swoje odzwierciedlenie między innymi w nasileniu i rodzaju objawów prezentowanych przez chorych.
Na obraz kliniczny epizodu depresyjnego składa się szereg charakterystycznych cech, nazywanych też objawami podstawowymi albo osiowymi (stanowiącymi centrum zespołu), oraz licznych nieswoistych objawów wtórnych. Symptomy wtórne mogą być odmienne u różnych chorych i prawdopodobnie wynikają z reakcji pacjenta na pojawienie się objawów podstawowych. Do objawów osiowych należą: obniżenie nastroju, osłabienie tempa procesów myślowych i ruchowych, objawy somatyczne i lęk.
Obniżenie nastroju i osłabienie tempa procesów myślowych i ruchowych
Chorzy żyją w stanie stałego smutku i przygnębienia. Nie są w stanie odczuwać radości, szczęścia czy satysfakcji. Bywa, że stają się zobojętniali na wszystkie wydarzenia, które toczą się wokół nich. Osoby cierpiące na depresję tracą zainteresowanie dotychczasowymi zajęciami czy hobby. Przestają odczuwać przyjemność z czynności, które do tej pory im ją sprawiały. Do tego dołączają się takie objawy jak: poczucie własnej bezwartościowości i winy, uporczywe myśli na temat własnej śmierci i samobójstwa. Objawy te są bardzo poważne, dlatego ważne są skuteczne metody leczenia depresji, by je zminimalizować.
Zdarza się, że chorzy z zaburzeniami depresyjnymi miewają urojenia (nieprawidłowe konstrukcje myślowe, uważane przez chorego za prawdziwe; najczęściej są to myśli absurdalne, tzw urojenia nihilistyczne - chorzy twierdzą, że nie żyją lub jakaś część ich ciała obumarła) oraz omamy (halucynacje, mogą być: wzrokowe, słuchowe, dotykowe, smakowe, węchowe).
Może się ono objawiać spowolnieniem tempa myślenia i kojarzenia, osłabieniem pamięci. Chorzy ci zaczynają się wolniej poruszać (chodzi tu zarówno o chodzenie czy czynności wykonywane rękami, jak i o spowolnienie i ściszenie mowy). Niekiedy zdarza się, że zupełnie zamierają w bezruchu. Stan taki nazywamy osłupieniem. Bywa jednak, że u chorych pojawia się nadmierne ożywienie ruchowe i niepokój. Osłupienie i nadmierne pobudzenie ruchowe mogą występować naprzemiennie.
Objawy somatyczne depresji
Do jednych z poważniejszych dolegliwości u chorych na depresję możemy zaliczyć: zaburzenia snu (od bezsenności poprzez częste budzenie się w nocy, do nadmiernej senności w ciągu dnia i nocy (samopoczucie poprawia się z biegiem dnia, najgorzej jest rano). Do tego dochodzi utrata apetytu, spadek lub przyrost masy ciała. Do objawów o mniejszym nasileniu należą: zaburzenia miesiączkowania (brak miesiączki, nieregularne krwawienia miesiączkowe), bóle głowy i karku, potylicy (tak zwane „opasujące bóle głowy”), a także zaparcia i wysychanie błon śluzowych (suchość w jamie ustnej, suche i piekące oczy) oraz spadek libido.
Lęk w depresji
Jest w depresji objawem stałym, utrzymującym się nieustannie. Wykazuje falujący przebieg. Może osiągać różne nasilenie (od lęku niewielkiego stopnia do ataków paniki włącznie). Chorzy często „lokalizują” go, między innymi w okolicy serca czy w brzuchu. Nie znaleziono jednoznacznej przyczyny jego występowania. Towarzyszy chorym przez cały czas trwania choroby.
Do objawów mniej charakterystycznych obserwowanych w przebiegu depresji należą także:
-
Dysforia (zjawisko dosyć powszechne, objawiające się zniecierpliwieniem, rozdrażnieniem, gniewem; często bywa źródłem autoagresji i prób samobójczych);
-
Tak zwane „sądy depresyjne” – należą do zaburzeń myślenia; przejawiają się negatywnymi opiniami o sobie, własnej przyszłości, zdrowiu i postępowaniu; chorzy pesymistycznie oceniają zarówno swoją sytuację obecną, jak i perspektywy życiowe;
-
Myśli lub czynności natrętne (uporczywe myśli pojawiające się wbrew woli chorego, jak również pojawiający się przymus wykonania i powtarzania jakiejś czynności) – obserwowane rzadziej od pozostałych objawów; zwykle o treściach nasilających poczucie bezwartościowości chorego;
-
Zaburzenia funkcjonowania w grupie społecznej (rodzinie, miejscu pracy) – zwykle spowodowane spadkiem zainteresowania otaczającym światem; może prowadzić do całkowitego zerwania kontaktu z otoczeniem;
-
Uczucie ciągłego zmęczenia.
Przebieg depresji u poszczególnych chorych jest różny. Nasilenie objawów bywa też różne w każdym nawrocie depresji u jednego pacjenta. Wiek odgrywa tu rolę, mianowicie u osób młodych depresja częściej przebiega łagodnie, natomiast w wieku późniejszym choroba przybiera na sile. Epizod depresyjny może trwać różnie długo – od kilku dni do kilku tygodni, miesięcy, a nawet lat.
Bibliografia
Święcicki Ł. Depresja - zwykła choroba?, Urban & Partner, Wrocław 2010, ISBN 978-83-7609-276-8
Dudek D., Zięba A., Depresja - wiedzieć aby pomóc, Krakowskie Wydawnictwo Medyczne, Kraków 2002, ISBN 83-88614-05-3
Heitzman J. (red.), DEPRESJA - odpowiedzi na pytania, Urban & Partner, Wrocław 2007, ISBN 83-60290-22-4
Jarema M., Rabe-Jabłońska J., Psychiatria, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2011, ISBN 978-83-200-4180-4
Różne twarze depresji







Witam
mój problem to to, że od prawie dwóch miesięcy nagle zaczęłam odczuwać lęk, niepokój praktycznie przed każdym wyjściem z domu. Serce zaczyna wariować tak bardzo kołacze, do tego jakieś dolegliwości żołądkowe bywają jakieś mdłości po przebudzeniu. Jestem cała połamana wszystko mnie boli jakieś zawroty głowy, nawet nie mogę za bardzo gdzieś podbiec w razie konieczności i wiele rożnych rzeczy tylko ze mniej dokuczliwe. Wcześniej przed tymi objawami czułam się tylko bardziej zmęczona niż zwykle i częściej niż zwykle byłam śpiąca, ale zanim to wszystko się zaczęło najpierw straciłam pracę we wrześniu 2008, popadłam w długi, ciągły stres nerwy, że nie ma środków do przeżycia i opłat, a do tego ponad dwa miesiące temu mój partner jadąc ze mną do pracy dostał pierwszy raz padaczki, co mnie przeraziło, bardzo przeraziło (co po badaniach uznano, że ma padaczkę na tle nerwowym, wyczerpanie organizmu, niedożywienie, niedosypianie itd itd)i właśnie od tamtej chwili jakby we mnie coś pękło i nie wytrzymało, nagle i ze mną coś zaczęło się dziwnego dziać, czyli to co powyżej opisałam. Nie wiem co o tym myśleć czy to jakaś depresja ze silnym przeżyciem i sytuacja z moim partnerem. Dodam, że mam co prawda 49 lat, ale to nie znaczy, że tak z dnia na dzień mogę zacząć przechodzić menopauzę. Do tego wszystkiego dodam jeszcze, że większość mojego życia to stres nerwy. Proszę o radę co robić w momencie, kiedy odczuwam lęk, pocę się jak mysz cała, łącznie z dłońmi i stopami serce chce ze mnie wyskoczyć, a najczęściej mam taki stan, kiedy wracają natrętne myśli o tym co przeżyłam.
to co tu piszesz to nic innego jak rozstrojone nerwy.ja mam 34 lata a z depresją żyje 20 lat.i jakoś żyje.natrętne mysli i nawet te najgorsze to dla mnie chleb powszedni.czuje sie tak naprawdę lepiej 2 razy do roku.reszta do bani.nigdy nie podejmowałem leczenia ,bo się boje.a że sie uzależnie od leków,a że może mi zaszkodzą.po prostu zle mi jest z depresją ,ale leczenia boje się podjąć.wiecznie rozpamiętuje to co przeżyłem i chętnie bym wrócił w tamte stare czasy.te myśli mnie nie opuszczają.kiedyś byłem wesoły i pogodny.moja praca była moja pasją.dzisiaj jestem zamknięty w sobie i robie to , co kiedyś było moim życiem a teraz jest przymusem.pracuje żeby się czymś zająć i nie zwariować.kiedyś praca mnie odprężała a dzisiaj jest jakąś karą.niestety ,to o czym marzyłem legło w gruzach.po prostu mam pecha i już nie chce mi sie walczyc.kiedyś robiłbym wszystko , ale teraz to jest jak wejść na himalaje z kijkiem i butelką wody.po tylu latach męczarni,zacząłem dochodzić do pewnych wniosków co mogło to spowodować.czasu jednak nie cofniemy.jest to przykre ,ze ludzie z marzeniami i chęcią do życia,z planami na przyszłość ,są tak traktowani przez los.i już dawno przestałem wierzyć w bajki ,że szczęściu trzeba pomagać.po prostu jeden z nim się rodzi ,a drugi musi obejść się smakiem....
Miałem tak samo, lęk społeczny, lęk przed wyjściem z domu ... na lęki pomogły psychotropy (A...). Generlanie lek mi pomógł, jestem w trakce odstawiania leku i objawy wyżej wymienione nawracają. Psychotropy z jednej strony pomagają ale z drugiej strony mają szereg skutków ubocznych.
Wyjście jest jedno. Lekarz psychiatra pomoże. Wizyty u psychologa także. ale łącznie, bo z tego co czytam to bez leków się nie obejdzie. Mam podobnie. Od 2 tygodni zażywam leki które stopniowo mam odrzucać. Poprawa jest minimalna na razie, ale lek zaczyna działać po około 3 tygodniach. Pozdrawiam, życzę wiary i siły. Sobie też.
Mam wszystkie wymienione w artykule objawy depresji. Mam 25 lat, kilka dni temu otrzymałam tytuł magistra, jeżdżę na rozmowy o pracę, więc jest szansa, że wkrótce zacznę pracować, mam cudownego mężczyznę, który kocha mnie ponad wszystko i któremu mogę w pełni ufać. Wszystko niby super. A ja nawet nie ucieszyłam się z obrony, ciągle chodzę smutna i mój chłopak bardzo się o mnie martwi i wykańcza go mój humor. Moje ciągłe zdenerwowanie jemu też się udziela. Co mam zrobić? Nie mam siły udawać, że jestem szczęśliwa, a nie wiem co mu powiedzieć. Najgorsze jest to, że on myśli, że nie daje mi tego czego potrzebuje i dlatego jestem nieszczęśliwa. Nie wiem, jak mu powiedzieć, co mi jest... Wstydzę się prosić kogoś o pomoc a taki stan (z przerwami nawet kilkumiesięcznymi) utrzymuje się u mnie już od kilku lat. Nie chce popełnić samobójstwa ale czasami myślę, że dopiero wtedy pozbyłabym się tego ciężaru na sercu. Jestem zmęczona...
Kordi- skąd ja to znam? nic mnie już nie cieszy.. będąc w pracy potrafię uśmiechać się, a w głębi duszy to ciążące uczucie. bardzo trudno mi to wyjaśnić. mam stałą pracę, studiuję, mam wspaniałą rodzinę i życiowego partnera, a jednak wciąż odnoszę wrażenie, że moje życie nie ma sensu. czuję się bardzo nieszczęśliwa, wbrew własnej woli. ktoś zdrowy na pewno tego nie zrozumie.. mam wrażenie, że w towarzystwie wychodzę na głupią, nie mam nic ciekawego do powiedzenia, źle wyglądam, że ludzie się ze mnie śmieją. kiedyś tak nie było, nie zwracałam uwagi na innych. gdy spoglądam na stare zdjęcia i patrzę na 'dawną mnie' myślę sobie, że chciałabym być taka jak kiedyś. oczywiście okropnemu samopoczuciu towarzyszy ciągłe zmęczenie i zły sen.
Witam. Mam 17 lat i mam prawie wszystkie objawy tej choroby. Chodzę do szkoły średniej i nie mam zbyt wielu dobrych i życzliwych koleżanek/kolegów. W domu mam problemy. Mieszkam u dziadka w miejscowości gdzie jest moja szkoła. moi rodzice nie za bardzo mną się interesują (czasami do mnie zadzwonią jak długo nie przyjeżdżam, albo przyjadą na 2-3 godziny). Praktycznie codziennie myślę o swojej śmierci, kilka razy próbowałam popełnić samobójstwo ale "delikatnie", bo boję się tego bulu. Praktycznie nie mam dla kogo żyć. nie mam żadnego chłopaka, ufam jedynie mojej drugiej babci (pierwsza zmarła kiedy miałam 2-3 latka i nie pamiętam jej), w szkole koleżanki z klasy dokuczają mi albo wogóle ze mną nie rozmawiają. Mam nieregularny okres do tego. Biorę tabletki na to.
jestem od ciebie starszy o 20 lat. mam to samo co ty z jedna roznica, ze wiem jak z tego wyjsc i robie to. w swoim zyciu mialem kilka dziewczyn, ale na krotko. najwiekszy wplyw na moje zycie mialy dwie dziewczyny. pierwsza miala tzw zaburzenie osobowosci typu BPD. kiedy ktos wiaze sie z taka osoba mniej wiecej po 1,5 roku czasu staje sie wrakiem czlowieka. jedyny sposob to odejsc od takiej osoby. mnie sie udalo :) druga dziewczyna jest obecnie w moim zyciu i rowniez ma BPD. niestety dowiedzialem sie o tym za pozno. wykancza psychicznie: dostarcza niezapomnianych wspomnien po czym zdradza. bylem z nia 4 lata. obecnie jest z innym na moje wlasne zyczenie (za chwile wyjasnie). niedawno spotkalem sie z nia po 4 miesiacach niewidzenia sie i niekontaktowania (ten okres okazal sie dla mnie jak leczenie sie od niej - czulem sie duzo lepiej mimo ze bylem sam). po moich doswiadczeniach powinienem znienawidziec wszystkie dziewczyny, ale wiem, ze nie mam powodu. nie wszystkie dziewczyny maja BPD, nie wszystkie sa zle, ba bardzo wiele dziewczyn ma zlote serca i wiem to na pewno. Ta mysl jest prawda i dlatego gdy zakrecil sie przy mojej dziewczynie ten jegomosc (zdradzila mnie) za wszelka cene od niej odszedlem mimo ogromnego bolu. Dwie mysli trzymaja mnie przy zyciu: sa na swiecie dobre dziewczyny i jest ich mnostwo oraz ze nie ja sie teraz bede meczyl tylko ten jegomosc, ktory na razie nawet nie wie w co sie pakuje. Przez jakis czas bede sam. Wylecze pierw rany. Pozniej otworze sie na te dobre dziewczyny, zeby pokonac swoj lek i strach. Nagroda bedzie to ze poznam te wlasciwa i bede z nia juz do konca zycia. Jestem od ciebie starszy o 20 lat. Oddalbym wszytko zeby byc w twoim wieku :) masz przed soba cale zycie i mnostwo chlopakow, ktorzy by sie o ciebie pozabijali. ten chlopak o ktorym piszesz nie jest ciebie wart i GWARANTUJE ci ze poznasz i pokochasz innego pod warunkiem ze za wszelka cene sprobujesz pokonac strach i otworzyc sie, dac szanse innemu. Bedziesz 10 krotnie silniejsza a co za tym idzie szczesliwa. Tego ci zycze i na pewno sie uda :)
Mam większość z wymienionych objawów. Wszystko się zaczęło jak poznałam mojego byłego. Zrywał ze mną ciągle a ja go kochałam i wracałam, naprawiałam wszystko. Myślałam, ze się zmieni, ze tym razem będzie inaczej, ale zawsze było tak samo... Przez niego ciągle płakałam, chciałam umrzeć, nie chciałam jeść, chciałam się zagłodzić. Nic mnie nie cieszyło i nadal nie cieszy, przez niego moje życie to niekończące się cierpienie. Czasami gdy przyjdę ze szkoły i mam zły humor, bo ktoś mi sprawił przykrość lub czasami bez powodu mam ataki i płaczę, rzucam wszystkim i wyzywam siebie od najgorszych. Mam bardzo niska samoocenę i nikt mnie nie potrafi przekonać, ze mam choć jedna pozytywna cechę. Jestem wrakiem człowieka. Wyniszczył mnie. Już nigdy nie będzie dobrze. Nigdy się z niego nie wyleczę. A najgorsze, ze muszę go codziennie widywać ( chodzimy do tej samej klasy) .... cały czas się powstrzymuje żeby do niego nie napisać i nie próbować wszystkiego naprawiać. A oprócz tego nie mam nikogo, jestem samotna. Nie mam komu się zwierzyć i wypłakać. Niby mam przyjaciółkę, ale jej nie obchodzą moje problemy. Ja jestem jej potrzebna tylko po to żeby jej się nie nudziło... Co weekend mam chandrę i dola. Płaczę i siedzę sama. Nudzi mi się strasznie. I nic się chyba nie zmieni... a w dodatku on ma dziewczynę z innej klasy co już mnie całkiem dobija...
Mam tyle problemów i tylko 15 lat... I jak tu mam się nie zabić, no powiedzcie jak ?
Moi drodzy...
Czasami pomaga takie coś jak nie zagłębianie się w siebie. W stanach depresyjnych koniecznie próbujemy ocenić siebie,przeanalizować życie, chcąc ujrzeć chocby jeden plus tego wszystkiego ale to na marne.
Myślę,że w drobnych stanach depresyjnych (jeśli można je tak nazwac),- chodzi mi o te psychogenne spowodowane konfliktem ze sobą lub wpływem środowiska - należy zrobić na przekór wszystkiemu.
O co mi chodzi... np.chęć samobójstwa zastąpić czynnościami zajmującymi nam mózg od myślenia na swój temat.
Ważne jest aby zahaczyc się o jakąś pasję...wymyśleć cos co jednak sprawi nam przyjemność. NAM a nie innym.
Uśmiechnąć się do siebie samego i powiedzieć do lustra,że cholera po coś jestem na tym świecie.
Co do 15 latki która mieszka z babcią.
Masz trudną sytuację ale pamiętaj,że nic absolutnie nie jest w stanie powstrzymać Cię od tego czego pragniesz. Prędzej czy później osiągniesz jeśli tylko będziesz wytrwała. Małymi kroczkami i zobaczysz.
Będąc w Twoim wieku także miałam prolemy, myśle,że większość młodzieży je ma - jedni mniejsze a inni olbrzymie chodz jest to kwestia subiektytwnej oceny.
Witajcie! Ja od 3 tygodni mam takie stany..Mój każdy dzień wygląda tak: wstaje z wielkim zmęczeniem jem lub nie lekkie śniadanie; idę do pracy- uśmiecham się do wszystkich, robię pilne rzeczy i czekam aż minie 8h i wychodzę, jem obiad lub nie i zamykam się w pokoju i śpię.. Wstaję rano.... a jeśli jest weekend to po za wyjściem do toalety nie opuszczam łóżka... Nie spotykam się z nikim.. Czuje się beznadziejnie, nic nie jestem warta, głupia.. Czuję sie ociężała.. Każdego wieczoru obmyślam plan jak skutecznie się zabić by już innych nie męczyć sobą, by nie zawracać im głowy.. Przecież nikt nawet nie zauważy ,że mnie nie ma. Dobija mnie ta samotność, ale nie umiem wyjść z łóżka by z kimś pogadać. Już cały plan samobójstwa przygotowany listy pożegnalne napisane.. czekam tylko na odpowiedni moment.. Wiem powinnam iść do psychologa tylko ja juz byłam i nic to nie daje... Co jakiś czas pojawia się ten sam stan..trwa do m-ca i później pojawia się euforia przeplatana z rozpaczą... po czym stan ten wraca.. Pozdrawiam i życzę szczęścia w tym,, cudownym życiu,,.
Witaj sniezko75.
Przeczytalam to co napisalas o swoim zyciu.I chce zapytac czy mozesz sie do mnie odezwac na maila??? Mamy podobne problemy.Jeszcze nigdy nie rozmawiałam z kims kto tak samo zle sie czuje jak ja.Jesli zechcesz napisać to czekam na e-maila:katarzyna-wichowska@wp.pl
pozdrawiam.
Być może to trochę dziwnie zabrzmi, ale... zazdroszczę Ci. Trzy miesiące temu próbowałam popełnić samobójstwo. Czułam się tak jak Ty mniej więcej od czerwca, byłam wrakiem człowieka, nie mogłam wytrzymać narastającego poczucia bezsilności, upijałam się, albo brałam co popadło, byleby tylko było lepiej. Moim największym marzeniem była moja śmierć, pragnęłam jej bardzo lecz jednocześnie bałam się. Cały czas powtarzałam sobie, że przecież nie jestem na tyle silna żeby to zrobić. Przede wszystkim jednak czułam się wolna. Mogłam zrobić cokolwiek, bo na niczym mi nie zależało.
Po wyjściu ze szpitala moja rodzina i lekarze zrobili wszystko, żebym zaczęła żyć na nowo. Codziennie biorę leki, raz w tygodniu spotykam się z psychologiem, raz na miesiąc z psychiatrą. Nie mogę pić, ani brać narkotyków. Moje życie jest rutyną, czuję się jak zamknięta w klatce. Kiedy tylko nachodzi mnie myśl o popełnieniu samobójstwa zaraz dopadają mnie wyrzuty sumienia, przypominają mi się zdegustowane twarze byłych znajomych, którzy zerwali kontakt, ich docinki i żarty. Przede wszystkim jednak słyszę płacz mojej mamy siedzącej przy mnie, nieprzytomnej, leżącej na łóżku szpitalnym.
Czy żałuję? Być może. Ciężko stwierdzić jednoznacznie. Żałuję, ponieważ zniszczyłam wszystko co kiedykolwiek się dla mnie liczyło. Nie żałuję, ponieważ gdyby nie to, prawdopodobnie nie uzyskałabym pomocy. Tęsknię jednak do tego stanu, który opisałaś. Tęsknię do wolności, niepewności, lęku. Chciałabym coś poczuć.
Szukałam informacji o "hormonach szczęścia", o naturalnych lekach, które pomogły by mi normalnie funkcjonować i "przypadkiem" trafiłam na to forum. Nawet nie chcę dopuścić do siebie myśli, że opisane tu objawy dotyczą także i mnie. Wolę myśleć, że moje dolegliwości są chwilowe, że miną: lęki, bezsenność, brak apetytu, skrajne zmiany nastroju (od totalnego zobojętnienia do histerycznego płaczu z byle powodu), pojawiające się nowe schorzenia, jedne ustępują, pojawiają się nowe - silne bóle kręgosłupa, zdiagnozowana arytmia i nerwica serca; zapalenie płuc i kilka innych. Nie wiązałam tego w całość, jedną chorobę o nazwie depresja. Pochodzę z patologicznej rodziny (alkoholizm ojca, który mnie molestował do ok. 13 roku mojego życia, z tego powodu też moczyłam się w nocy, ze strachu nie spałam, matka obwiniająca mnie o zachowanie pijanego ojca), całkowity brak wsparcia, miłości ze strony rodziców, strach o młodszych braci. Mimo to z całych sił starałam się ukryć to wszystko w szkole, przed otoczeniem, stwarzać pozory, że jest dobrze - miałam bardzo dobre wyniki w nauce, w podstawówce i szkole średniej świadectwa z paskiem, ponadprzeciętne zdolności manualne - zwłaszcza plastyczne, muzyczne i wokalne, pisałam wiersze, piosenki, a nawet scenariusze do przedstawień. Dziś mam ponad 30 lat, 3 zawody, tytuł magistra, na koncie dwa gwałty (w tym zbiorowy), dwie próby samobójcze, z których zostałam (niestety) odratowana, miałam własną firmę (całkiem dobrze prosperującą), którą zlikwidowałam po prawie 5 latach. Spore powodzenie u mężczyzn, wiele poważnych związków, całkowity brak szczęścia w miłości. Mam pracę, pensję najniższą krajową po 15 latach stażu pracy, mieszkanie, którego nie jestem w stanie sama utrzymać, wielu znajomych, jednego przyjaciela, ciągłe potępienie ze strony rodziców - z góry skreślają każde moje przedsięwzięcie skazując je na niepowodzenie. Od roku przeżywam piękną miłość, ciągle dojrzewającą, ale też trudną, nie mającą szans na spełnienie (tzw. zakazany związek). Marzę o własnym domu, rodzinie, jakiej sama nigdy nie miałam i dziś już wiem, że mieć nie będę. Mężczyzna, którego kocham nie może mi tego zapewnić. Muszę chwytać każdą wspólną chwilę na przyszłość, gdy już go nie będzie. Staram się myśleć pozytywnie, cieszyć się z tego, co mam, co osiągnęłam i z tego co jeszcze przede mną (chociaż przyszłość napawa mnie niewypowiedzianym lękiem). Samotne wieczory, ból samotności znieczulany alkoholem, żeby zasnąć, ale jakoś sen nie przychodzi, potworne samopoczucie i zmęczenie, żadnego wsparcia. Jest wielu ludzi, którzy przychodzą porozmawiać o swoich problemach, godzinami mówią o sobie, ja łagodnie się uśmiecham, pocieszam, przytulam, ocieram łzy, a potem znów zostaję sama - w środku rozdarta, potrzaskana, niezrozumiana, niepotrzebna. Modlę się o śmierć, ciszę... Chciałabym pomóc i być dla każdego, kto potrzebuje się wygadać, poradzić, ale sama tego nie doświadczam. Nie potrafię cieszyć się z tego, co mam i kim jestem, bo cierpię z tęsknoty za tym, co chciałabym w życiu osiągnąć. Czy to depresja? Czy zwyczajna bezradność i poczucie bezsilności wobec ludzkiej okrutności, nienawiści, braku miłości, zwłaszcza od tych, od których najbardziej jej oczekuję. Łykam tableteczki, które mają podreperować mój organizm, wyregulować spanie, poprawić samopoczucie itd. Jednak farmaceutyki nie zmienią rzeczywistości, nie wpłyną na koleje losu – nastąpi to, co ma się wydarzyć; nie usuną z przeszłości potwornych zdarzeń, wspomnień; nie zrealizują za mnie marzeń. Pomogą jedynie w dążeniu do celu… A co właściwie jest tym celem, życie?.. Ktoś powie, że jestem atrakcyjna, zdolna, silna, ale ja tego nie czuję, uważam to za słodkie kłamstwo, które ma mnie pocieszyć, bo przecież są dookoła ludzie przeżywający większe dramaty niż ja.... Skąd więc moja siła na każdy kolejny dzień życia, co sprawia, że wciąż mam nadzieję na zaznanie odrobiny szczęścia?... Jedynym, który przy mnie był i jest w moich trudnych doświadczeniach, który przeprowadził mnie przez tyle upokorzeń, trzymając mocno moje serce, żeby nie pękło jest BÓG. Wiem, że to dzięki Niemu wciąż żyję, bo sama od dawna nie mam już takiego pragnienia ani siły. Wiem, że tylko w Jego oczach naprawdę jestem cenna i nie pozwoli, aby spadło na mnie więcej niż mogę udźwignąć, a jeśli spadnie, to On mi pomoże - zawsze tak robi. Dlatego jeszcze jestem…
czytając słowa "karwika" widzę siebie. ... chciałabym skontakt. się z Tobą jeśli czytasz. . poczułam się blisko czytając to. . mineły 3 miesiące od tego postu, na ten portal trafiłam dzis zupełnie przypadkiem wyszukując czegoś co mi pomoże nie wiem do końca czego, może odpowiedzi na wiele pytań; z pewnościa nie dopuszczam do siebie myśli, że cierpię na depresję. Funkcjonuję całkiem normalnie, ale to zapewne maska, którą zdejmuję gdy jestem sama. odpycham często ludzi aby być sama ze sobą bo wtedy czuję sie bezpiecznie. Czasem traktuję wszystkich jak wrogów. Dodatkowo straciłam kochanego brata więc moja złość dodatkow niestety eskaluje. nieznosze siebie choć podobna atrakcyjna, udana praca w miarę stabilne życie. . . i wciąż ta osłona na buzi. . nie potrafię odnaleźć szczęścia. Patrzę w lustro i są chwile, że chciałabym zasnąć . . i modlę sie o to by tych chwil nie było za dużo
Lek o nazwie rexetin, bardzo pomaga, jednak trzeba zażywać dawki mniejsze niż przepisane, to z mego doświadczenia
Juz od kilku lat jestem smutny, nie cieszy mnie dobra praca ktorej kilku mi zazdrosci, zyjemy na srednim poziomie, problemy z doratsajacymi dziecmi moze wieksze niz u innych...az w koncu zaczelo sie w styczniu 2010.
Mialem dobry samochod, dobrze wyposazony, dobrej klasy. Ukradziono mi go. Najstarszy syn wyszedl z pudla. Mial zajac sie szkola albo praca. Nic z tych rzeczy, wolal spac do poludnia. Czesto kiedy ja wracalem z pracy on lezal jeszcze w lozku. NIe pomagaly grozby i prosby. Zona stracila prace pod koniec roku. POmimo niedostatku materialnego nie myslala o tym aby poszukac sobie pracy. Cale dnie spedzala na garch internetowych. Weekend mialem po to by posprzatac zaniedbane przez caly tydzien mieszkanie. Do tego robienie zakupow tez bylo moim obowiazkiem. Dawno stracilismy wszystkich znajomych, przyjaciol chyba nigdy obok nas nie bylo. Nikt nas nie odwiedza i my nikgo nie odwiedzamy. Nigdzie nie wyjezdzamy. Aby zalatwic sprawy dzieci w szkole musze ja tam isc, do urzedu ide ja, do lekarza z dziecmi - ja. Czesto chodze niewyspany, wstaje juz zmeczony jak po ciezkim dniu pracy. Moj ciezko zapracowany urlop przesiedzialem na kanapie. Zdesperowany wyciagalem pieniazki z oszczednosci aby przezyc do nastepnej wyplaty a dorosly syn i zona przesypiali caly dzien. Niedlugo po kradziezy pierwszego samochodu ukradzino drugi. Ten jednak zostal odnaleziony tylko ze rozbity. Naprawa kosztowala. Nikt nie pomyslal zeby moze gdzies pare groszy zarobic. W miedzy czasie zaczely sie problemy dosc powazne ze srednim. Wezwania na policje, drobne kradzieze. Wszystko to owocowalo ciaglym podenerwowaniem , przyszly problemy w pracy, jednak nie takie powazne. W koncu jesienia najstarszy wyladowal w pudle. W tydzien po jego zatrzymaniu ja wyladowalem w szpitalu z objawami...roztrzesienia ktorego nie moglem opanowac, oslabienia, zawrotow glowy wraz z chwilowymi utratami przytomnosci. Seria badan wykazala ze jestem zdrowy. po tygodniu podobne objawy i znow szpital. Tomografia, ekg, usg, blednik...jestem zdrowy?! Tak fizycznie jestem zdrowy ale moja psychika jest w rozsypce. Termin do psychoterapeuty za dwa miesice. MOje mysli uciekaja ciagle do tego co dzieje sie na swiecie, mysle o wszelkiej niesprawiedliwosci na swiecie, mysle o sobie, co osiagnalem , ze to wlasciwie nic wielkiego, ze jestem nikim i nic nie zrobilem w zyciu pozytecznego , nie potrafilem nawet wychowac dzieci. Nie potrafie dac rodzinie utrzymania bo mam kiepska prace i za malo zarabiam. Mam pretensje do siebie ze jestem tylko jakims drobnym szefem kilkunastosobowej grupy pracownikow. Boje sie przyszlosci. Boje sie tego co bedzie na swiecie wokol mnie i boje sie tego co mnie czeka osobiscie, co szeka moja rodzine, Czy moje dzieci beda jak ja? Takimi zyciowymi niedorajdami?. Czasami mysle o tym zeby uciec od tego wszystkiego, uciec gdziec i choc przez kilka dni byc soba, robic to co sie chce a potem...uciec przed konsekwencjami. Uciekac. Zobaczymy co powie moj psychoterapeuta, czy bedzie w stanie mi pomoc?
chce uciec z toba i byc soba
Witam . Bardzo podobna historia do mojej, doskonale rozumię co Pana czuję, mam nadzieje ze daje Pan sobie jakoś radę. Pozdrawiam serdecznie
Witam,
czytając niektóre z Waszych postów miałam wrażenie, że czytam swoją charakterystykę. Poczucie pustki, beznadziejności, nudy, ciągła ospałość, niemoc, nerwowość, kłopoty w komunikacji (w tym objawy fobii społecznej) itp., to cechy, które od dłuższego czasu mi towarzyszą. Chociaż mam dopiero 18 lat, czuję się zmęczona życiem. Znajduje się w trudnej sytuacji rodzinnej- niedawno przeżyłam chorobę i śmierć bliskiej mi osoby, z którą mieszkałam, żyję z ojcem o cechach psychopatycznych, który zdradza matkę, robi awantury. Moja rola jako dziecka zmieniła się w rolę rodzica- opiekuję się matką, staram się ją wspierać, a tym samym żyję jej życiem. Mam niewielu znajomych, chciałabym być w związku, ale boję się kontaktu z ludźmi, szczególnie z mężczyznami. Chociaż zawsze miałam powodzenie u płci przeciwnej, mam wiele kompleksów i zastanawiam się, co oni we mnie widzą. Oprócz tego wyładowuje swój gniew poprzez objadanie się (chociaż nie jestem gruba). Od pół roku leczę się u psychoterapeuty, co spotyka się z agresją (psychiczną) ze strony rodzeństwa, które lepiej radzi sobie z tą sytuacją, a które uważa, że tracę tylko czas i pieniądze. Ja jednak zauważam duże postępy, jeżeli chodzi o moje stany depresyjne i problemy z jedzeniem. (Psychoterapeuta zdiagnozował u mnie m.in. nerwicę.)Najgorsze są dla mnie wahania nastrojów- raz myślę, że dam radę, jestem silna, innym razem marzę o tym, żeby się nigdy więcej nie obudzić , o co proszę Boga. Za rok matura, a ja nie mam motywacji do nauki, zawsze byłam ambitna, dobrze się uczyłam, teraz z niczym się nie wyrabiam, najchętniej cały dzień spędziłabym w łóżku. Ale jak już pisałam czuję się o wiele lepiej, te stany zdarzają się rzadziej, właśnie dzisiaj mam gorszy dzień, zastanawiam się czy to kiedyś minie, czy przez całe życie będę czuła pojawiającą się apatię, stany depresyjne. Dzięki terapii jestem, jak już wspominałam, spokojniejsza, próbuje żyć własnym życiem, pokonywać lęki, wiem, że chociaż jedna osoba we mnie wierzy- moja terapeutka (wiem, że to trochę naiwne-ona bierze za to pieniądze, zawód jak każdy inny, ale staram się nie myśleć w ten sposób i to daje mi siłę). Chciałabym zostać psychologiem, strasznie interesuję się ludzką psychiką, myślę, że ze względu na własne doświadczenia będę potrafiła pomóc innym, lepiej zrozumiem, co czują. Muszę wierzyć, że do tego czasu uda mi się wyjść z tego stanu, wiem też, że często potrafimy pomóc innym bardziej niż sobie. Trzymam za Was kciuki, musimy wierzyć, że po każdej burzy przychodzi spokój (jak w piosence Budki Suflera).:)
Kocham męża i jego dzieci z pierwszego małżeństwa,ale od kilku dni mam ochotę uciec z domu i wrócić do dawnego życia.... Jestem smutna i obojętna na wszystko, mam wrażenie,że nie mam już własnego życia, jestem tylko częścią życia mojego (od czterech miesięcy) męża....
przezylam dokladnie to samo bedac w zwiazku z kims kto ma dzieci z wczesniejszego malzenstwa..zajelo mi to rok zeby zdac sobie sprawe ze w takim zwiazku traci sie jakby swoja indywidualnosc..wszystko zalezy oczywscie od partenera ale rzadki to przypadek by byli tak wspanialomyslni zeby sprawic bysmy znow poczuly sie jak ksiezniczki..moze sie myle...ale uczucie bycia piatym kolem u wozu, mimo wszelakich zapewnien ze tak nie jest, wszystko zniszczylo...
bycie z kims kto ma dzieci , samemu ich nie majac, jest czyms abstrakcyjnym..szczegolnie bedac kobieta...nie wiem czy dobrze wywnioskowalam, ale swoich nie masz...
nie win sie za swoje uczucia..to normalne..przeanalizuj to raz jeszcze,,poki nie jest za pozno..im dalej tym gorzej...
witam! mam 26 at i w sumie wszystkie objawy depresji. nie chce mi sie zyc, nie odczuwam takej potrzeby. za to odczuwam lek wlasciwie przed wszystkim np zalatwieniem jakies sprawy. Nie potrafie walczyc o swoje, bardzo przeszkadza mi to w zyciu, np w znalezieniu pracy. trudno mi sie zmotywowc do jakiego kolwiek dzialania, prawie caly czas siedze w domu, nie mam kontaktu z ludzmi poza moim partnerem i dzieckiem(mam 7 letinego syna, ktorgo przez 6 lat wychowywalam sama). jestem nerowa i bardzo rozdrazniona przez to cierpia moi najblizsi. do tego wlasciwie ciagle chce mi sie spac, jestem blada, slaba, serce mi bardzo dokucza, tzn czesto odczuwam silne kolatanie serca, boli mie glowa i brzuch. Jestem a moze bylam? bardzo inteligentna osoba, najlepsza uczennica:) a teraz trudno mi zebrac mysli i skupic sie na jednej czynnosci. zauwazylam tez ze mam lekkie zaburzenia pamieci.Wiem ze jestem brdzo atrakcyjna wizualnie kobieta ale nawet mnie to nie cieszy. w sumie to nic mnie nie cieszy, boje sie kazdego nowego dnia, boje sie przyszlosci. chcialam tz dodac, ze pochodze z rozbitej rodziny, matka kochala i tolerowala w swoim zyciu tylko nowego partnera i swoja mlodsza corke, ktora jest juz dorosla kobieta, mieszka i pracuje zagranica i dobrze jej sie powodzi, mimo tego matka nadal pomaga jej finansowo a my ledwo wiazemy koniec z koncem, nigdy nie starcza do pierwszego, pracuje tylko moj narzeczony, mam tez bardzo skromne alimenty na dziecko. Do tego mieszkamy w mieszkani, ktore jst wlasniscia mojej matki, a ona chce zeby moja mlodsza siostra wrocila z Anglii i tam mieszkala, my nam kaze sie wyprowadzic.Dodam jeszcze, ze ona nie nawidzi mojego syna(a swojego wnuka), jak bylam w ciazy namawiala mnie na skrobanke. teraz po tylu latach nawet nie moze na niego patrzec,chociaz to sliczny, grzeczny chlopczyk, najlepszy uczen w klasie, zdobywa nagrody w konkursach plastycznych, chetnie uczy sie angielskiego, ma rozne zainteresowania. jst bardzo dojrzally jsk na swoj wiek..Moglabym jeszcze wiele przykrych rzeczy napisac ale juz nie wierze ze bedzie kiedys lepiej.
Każdy ma swój cierń...i każdy ma robaka, który go od środka. Mam 23 lata, nawracające epizody depresji od 12-go roku życia. Przestałam się leczyć, miałam dość psychiatryka gdzie nic nie pomagali, lekarzy itp. Dlaczego tak jest ze mną wiem ale nie chce mi się pisać. Przez ten syf nie mam roboty, nie mam pieniędzy, nie mam nic. Piję ponad normę, mam bulimię, do tego mnie depresja doprowadziła. I nie wierzę już w lepsze jutro. Ale Wam wszystkim tego lepszego jutra życzę.
Mam 21 lat. Od czterech lat towarzyszy mi koleżanka depresja a do tego rok temu zmarła moja mama, miesiąc później zachorowałem na złośliwego raka. Siostra zostawiła mnie samego w tym szambie, a tylko ją na świecie kochałem żyję za 150zł miesięcznie i do tego mieszkam z ojcem, który od urodzenia traktuje mnie jak .... Zawsze byłem dla niego nikim i codziennie daje mi do zrozumienia, że tylko mu przeszkadzam w życiu.
Nie wieżę, że będzie lepiej i ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego nie zdechłem na tego raka. Dlaczego muszę się męczyć?!
witaj sander-van-doorn
wydawać by się mogło,że ja mam jakieś problemy. . jasne-dla każdego z nas nasze problemy są ogromne- nawet te małe. Twój świat nie jest niestety kolorowy. nie wyobrażam sobie śmierci mamy, choroby. . ale wiem co oznacza śmierć najbliżsej osoby-zmarł mój brat w 2010 na raka. czytając Twój los- zadaję pytanie "dlaczego" głupie proste pytanie, chodzę do kościoła, ale pytanie dlaczego pozostaje...wielokrotnie z agresja w głowie.
Moje problemy są niczym..nie smiem opisywac jakiegoś strachu, lęku związanego z brakiem miłości od bliskich bąd przez życie zawodowe. Jestem zdrowa, mam mieszkanie, pieniadze na chleb. lęk jednak nie ucieka, strach pozostaje.. i nie do końca wiem co jest tego przyczyną. gdzieś przeczytałam, że każdy z nas jest egoistą i nieszczęścia innych nas podnoszą. . nie wiem czy tak jest do końca, ale bardzo bym chciała aby jednak coś się u Ciebie zmieniło.. życzę Ci tego z całego serca i choć Ciebie nie znam- pomyślę czasem o Tobie. . chcę abyś był zdrowy, mój brat był młody i musiał umrzeć. może jescze tutaj napiszesz. .
ściskam bardzo mocno
Mam 21 lat.W maju zdawałam po raz trzeci maturę z matematyki. Dzisiaj dowiedziałam się, że zabrakło mi 1
Witam....
Mam 21 lat i większość objawów wymienionych w artykule. Moje problemy zaczeły sie ok. rok temu. Od 3lat jestm mezatka, mam cudownego syna. Jednak jak juz wspomnialam od roku wszystko sie posypalo. Juz nie potrafie byc szczesliwa, cieszyc sie z ,,pierduł'' jak kiedys. Zrobilam sie strasznie nerwowa i płaczliwa. A do tego wszystkiego zaczelo rujnowac sie moje malzenstwo. Maz ciagle mnie krytykuje, nic mu sie nie podoba, docina, odszczekuje sie, a ja przez to wszystko po codziennej awanturze marze tylko o tym zeby usnac i sie nie obudzic. Czuje ze nikt mnie nie potrzebuje, nikt nie interesuje sie tym co czuje, mysle. Nawet teraz gdy to pisze chce mi sie plakac. Próbowalam juz wszystkiego.... Tabletek ziolowych na uspokojenie, zakupów na poprawienie nastroju a nawet czekolady ale to nic nie pomaga. Boje sie isc do lekarza bo nie chce sie osmieszyc.... Potrzebuje z kims pogadac ale nie mam nawet zaufanej kolezanki. Juz niewiem co mam ze soba zrobic....
Do [NiuNia21]:
Mam do Ciebie prośbę o jedno: idź do specjalisty i nie myśl o swoim problemie jako o śmiesznym, banalnym. Są ludzie, którzy spotykali się z nie takimi rzeczami i dla nich to nie będzie głupie. Pomyśl o wizycie u psychologa / psychiatry jak o czymś, co robisz tylko dla siebie. Sam miałem podobny problem - dręczyło mnie wiele rzeczy, ale zamiast szukać pomocy, siedziałem z tym zamknięty w pokoju, bo podobnie jak Tobie, wydawało mi się, że przesadzam, a moje problemy są wrecz głupie i to czysta fanaberia. A teraz, z perpesktywy czasu, żałuje, ze nie zrobiłem tego wcześniej, bo dzisiaj dalej walczę z tym, co namieszało mi się jakiś czas temu. Spróbuj zerwać z myśleniem "a bo ktoś inny / co oni powiedzą i pomyślą". To Ty będziesz się męczyć sama ze sobą i to Twoje życie - jeśli nie dojdziesz do ładu sama z sobą, nikt inny tego nie zrobi za Ciebie. A jeśli nadal brak Ci motywacji do działania, pomyśl o swoim dziecku, czy chciałby widzieć swoją kochaną mamę uśmiechniętą i szczęśliwą, czy woli, kiedy mama płacze po kątach? Wiem, że przyznanie się do tego, że problem jest, do łatwych nie należy, ale proszę Cię, szukaj pomocy dla siebie - ja sam bardzo żałuję, że zgłosiłem się do psychologa tak późno i też żyłem w przekonaniu, że to, co mnie dręczy, to jakiś banał + podejście mojej rodziny, którzy myśleli o tym też w dość lekceważący sposób. Do psychologa chodzę na spotkania od jakichś 2 m-cy i widzę, że jest poprawa i teraz na wiele spraw patrze z uśmiechem, chociaz wiem ze wiele przede mną. 3mam kciuki i mam nadzieję, że choć trochę pomogłem w przełamaniu bariery przed wizytą u specjalisty :-)
mam 36 lat w 2007 roku postanowiłam sprzedać mieszkanie w którym byłam bardzo szczęśliwa z mężem i dwójką dzieci(chłopców) , wyremontowaliśmy dom który dostaliśmy od babci męża, i zaczęły się problemy, z nami zamieszałam ale nie na cały czas teściowa wraz z babcią(której jest dom). A zawsze byłam wesoła, zabawna, szczęśliwa poczułam się jak osoba gorszej kategorii, już się nie uśmiecham, jestem nerwowa, zła, kłótliwa, myśl o samobójstwie mnie nie opuszcza alkohol na noc powoduje że się wysypiam, i trwam w tym gównie od rana do wieczora. Uwielbiam jesień i zimę bo wtedy nie ma w domu teściowej ani babci i dom należny do mnie mogę robić w nim co chcę , jest mój.
Mam 19 lat. Od roku nie jestem sobą. Od czasu, kiedy poczułam, że jestem lesbijką. Zaakceptowałam, polubiłam, ale nadal czuję się okropnie. Czuję pustkę i beznadzieję. Z pewnej siebie dziewczyny, skazanej na sukces, optymistki w 200% stałam się dzikuską wszystkiego się lękającą. Piszę pamiętnik i od tego czasu same wspisy "źle mi", "chcę umrzeć". Ciąglę widzę swój pogrzeb, ale ciąglę myślę o innych. Mam "przyjaciółkę", która ciągle mówi o sobie. Nigdy nie miałam daru opowiadania o swoich odczuciach, zawsze pisałam, ale teraz tego bardzo potrzebuję. Kiedyś co piątek byłam na imprezie, teraz chodzę bardzo rzadko, zmuszona i czuję się jeszcze bardziej samotna. To obnaża moją inność. Czuję, jakby coś w środku umarło. Ciągle czekam na narodziny czegoś nowego, ale nic się nie zmienia. Zawsze byłam skrytką czyiś tajemnic i smutków. Mam wrażenie, że te wszystkie obce smutki właśnie dopadły mnie. Zostałam sama. Kiedyś tłum przyjaciół (którzy zawsze mogli na mnie liczyć, odwdzięczając się tym samym), teraz samotna. Mam same myśli o sobie. Czy jestem egoistką? Wstyd mi przed sobą, że tak bardzo się zamknęłam na siebie. Mam siebie dosyć. Boję się swoich myśli. Ciągle widzę sznury, potencjalnych moich morderców, samochody, którymi mogę zostac potrącona. Czuję się obrzydliwie. Zamykam się w pokoju i siedzę 3, 4 dni.
Mam szansę na zmianę? Da się tak żyć do końca?
Przeczytałam o Twoim problemie i radzę iść jak najszybciej do psychiatry .... pomogą Ci nie męcz się..
dostaniesz leki ....... i pomału dojdziesz do siebie...Powodzenia .iren
Witam,
Miałam chłopaka, z którym byłam około roku... Początki są zawsze wspaniałe... Ale to co się działo w ciągu 2-3 miesięcy to istny koszmar...
On chciał mnie od wszystkich odizolować, od moich znajomych- chociaż nie miałam ich za dużo.
Ze względu na moją niską samoocenę i brak wiary w swoje możliwości.
Teraz dowiaduję się od niego, że wszyscy na mnie mówią.. on z kolei rozpowiada, że ja na wszystkich mówię niestworzone rzeczy. Robił tak, żeby mieć mnie na własność... i miał... niestety.
Mówił, że mnie zniszczy... że mam być tylko jego.
Zniszczył mnie psychicznie i fizycznie, przez Niego mam myśli samobójcze i chęć odizolowania się od wszystkich.
Do psychologa boje się iść... jestem tym wszystkim przygnębiona i nie widzę sensu życia.
Żałuję, że go poznałam, że mogłam dopuścić do takiej sytuacji... że potrafiłam kogoś takiego "pokochać".
Co mam zrobić? jak walczyć? proszę pomóżcie mi...
Nie jestem głupią nastolatką... przeżyłam już swoje, pierwszy raz spotkałam takiego człowieka.
Był to przypadek toksycznego związku, bałam się od Niego odejść... bałam się być sama...
A teraz niestety jestem sama.
hej witam Ciebie
Nie wiem ile masz lat, ale najprawdopodobniej przeżyłam coś bardzo podobnego gdy miałam ok 24. . byłam z toksycznym mężczyzną, od którego nie potrafiłam się uwolnić. kochałam go- mimo iż widać było na każdym kroku, że zdradza, okłamuje, wciąż tel sciszony. . nie umiałam normalnie myśleć. zawalałam egzaminy, do pracy spóźniona. . i tak w kółko. nie wstydź się tego, że kochałaś- skąd mogłaś wiedzieć, że tak się będzie zachowywał. . że będzie używał ostrych słów.
Uwolnij się od niego. Znajdż w sobie siłę- kiedyś sobie podziękujesz. nie wtedy - gdy będziesz miałą męża dzieci. . bo to może być za długi czas, ale. . . wtedy jak usiądziesz z kimkolwiek w fajną pogodę na trawce spojrzysz w niebo, poopalasz się i poczujesz spokój w sobie. . powiesz" koniec nerwów z powodu tego czlowieka, jest fajnie , ładne słońce, moge siedzieć i nie marwtić się nim.
gorzej tylko jak będzie szantażował. . wtedy raczej bym powiedziałą komuś. nie okazuj słabości. Kiedyś lekarz psycholog mi powiedział: moje dziecko. . żaden lekarz Ci nie pomoże jeśli Ty sama sobie nie pomożesz" dzisiaj mam 30 lat i dziękuję losowi, że uwolnił mnie od tego toksycznego związku. Zrób to, a za kilka lat napiszesz to jakiejś młodej dziewczynie, która też nie potrafi za bardzo wstać. . znajdż tylko siłę w sobie.
Mam czesc objawow, wymienionych wyzej. Nie chce mi sie NIC, DOkladnie Nic. Probowalem SIe zabic nie raz, idac przez miasto Ciagle slysze, jakby ktos byl za mna i mnie obgadywal. Ja Te slowa slysze normalnie, jak podczas normalnej rozmowy. Gdy ide do domu zakladam sluchawki, proboje odejsc od tej rzeczywistosci, odpalam na MAXA i dalej slysze Cos jakby do mnie mowilo lub Mnie obgadywalo. Od 2 lat DZIeN w dzien sie z tym mecze, proby samobojstwa mialem 2.. Powiedzialem sobie ze bede zyl dla rodziny, nie dla siebie. Inaczej nie potrafie, gdyby nie rodzina dawno by mnie tu nie bylo i zapewne bym nie pisal teraz o swoich objawach. Bardzo mi jest z tym ciezko zyc, to sie nasila z dnia na dzien. Zaluje prawie kazdego swojego wypowiedzianego slowa. Ciagle Czuje jakies dziwne uczucie w sercu, Takie męczące.. To trwa juz 2 lata, nie daje juz sobie rady z tym wszystkim. Najchetniej zabil bym sie deskami w domu i siedzial, gdybym tylko mial zajecie. Opuscilem szkole, przestalem do niej w ogóle uczesczac bo balem sie zdania innych, 'co sobie pomysla', ze mnie wysmieja Lub inne glupstwa. Ja chcialem to przezwyciezyc nie raz, ale nie moge ! Poprostu nie moge !!
ja z kolei mam te objawy wszystkie od 3 lat. obecnie mam 17. objawy pojawiają się na zmiane . raz to jest zamkniecie w sobie i totalny dolek przygnebienie maly apetyt a raz omamy halucynacje zbytnia nerwowosc dzialania autodestrukcyjne i problemy z ukladem trawiennym... wszystkie objawy wymienione w artykule wystepuja u mnie jak sinusoida...gdy j
mam jedne to nadchodza drugie. wiele razy probowalam popelnic samobojstwo. niedawno się cielam. nie boje się bolu juz. mam calkiem ladna kolekcje blizn na udzide bo nie chcialam na nadgasrtkach zeby nie bylo widac ich ... czesto mam tak ze po calym dniu cudownego humoru nie moge spac do godz 4 w nocy bo wyje i ciagle sobie przypominam ze stracilam przyjaciolke rodzice się rozwiedli a brat wyzywa od szmat idiotek itp... jeszce pol roku temu mialam mnostwo znajomych chlopaki zywo sie mna interesowali ludzie chcieli ze mna gadac a teraz gdy jestem zamknieta w sobie wszystko się zmienilo... wystarczy jedno slowo krytyki a ja jeszcze tego samego wieczora mam kolej
u mnie też kiepsko mam 24 lat zaczołem studia 2 lata temu wcześniej technikum internat miałem dużo koleżanek duzo mniej kolegów śmiałem sie żartowałem byłem lubiany i nie wiedziałem co to nuda.mam 180 w ważyłem wtedy 100kg taki troche grubasek chodziłem w gorszych ciuchach miałem mniej kasy ale było ok nie miałem kompleksów z tego powodu gadałem bez przerwy nie wstydziłem sie niczego co np powiedzialem itp imprezy studniówki itp a zaczeło sie coś dziać ze mną jak na studia przyszedłem pierwszy rok ok był miałem kolegów koleżanki wszystkich lubiłem ze wszystkimi gadałem drugi rok coś zaczeło sie dziać z dnia na dzień stawałem sie coraz bardziej smutny i samotny ja już nie umiem z nikim rozmawiać śmiać sie czy żartować nikogo nie lubie każdy mnie denerwuję wydaje mi sie że caly czas mnie ktoś obgaduje stałem sie nie ufny nie umie zagadać do nikogo jak idę na zajecia to niewiem jak sie zachowywać jestem spięty zdenerwowany stałem sie dziwakiem wydaje mi sie że praktycznie nich mnie nie lubi nie znam sie na żartach czasami obrażam sie z byle powodu jestem otępiały osowiały śpiący zamyślony mam fobie na punkcie swojego wyglądu np śmieją sie ze mnie jak sie ubrałem czy np obciołem myję sie np codziennie a na drugi dzień wydaje mi się ze śmierdze i myje sie jeszcze raz czasami zostaje na weekend sam na stancji gadam sam ze sobą myśle jak tu skończyć ze sobą zamykam dzwi zasłaniam okna i tak siedze trzy dni w domu nie mam do kogo wyjść tylko wychodze po zakupy idą ulicą wydaje mi sie ze każdy na mnie sie dziwnie gapi oprócz tego jestem gejem chyba więc dziewczyny niemam czasmi upijam sie sam aby usnąć i nie myśleć o tym życiu czy to depresja?
Witajcie
trafiłam tu przypadkiem, szukałam informacji jak sobie pomóc. Od jakiś 3, 4 miesiecy wszystko stracilo sens, zaczełam miec fobie, ciagle chodze do łazienki, zle sie czuje, czuje sie senna, nie chce mi sie życ, czesto myśle jak to umrzec.. zrobiłam wszystkie badania, i sa ok, to cos siedzi w mojej głowie, najgorzej jest rano, jak nie mam odwagi wyjsc z domu, boje sie swiata, ludzi.. a najgorsze jest to z chciałabym byc normalna, wstac rani, wyjsc z domu, normalnie pojsc do szkoly, chciałbym cieszyc sie zyciem, ale nie potrafie, nie potrafie.. nie jestem fanka pisania o swoich problemach, ale nie mam komu o tym powiedziec, a tu, moze nikt tego nie przeczyta, ale chociaz wyrzuce to w pewnym stopniu z siebie.
Dodaj nowy komentarz