- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- 12 lat gehenny
12 lat gehenny
Chcę się wyrwać z sideł tego związku ale chyba nie potrafię. Już 12 lat trwam w toksycznym związku. Powoli przez te lata uświadamiałam sobie, jaką krzywdę wyrządzam sobie i mojej córce. Nie wiem czy dalsza walka o ten związek ma sens. Ale może zacznę od początku.
Poznałam go będąc jeszcze mężatką i co tu dużo mówić uderzyło mi do głowy. Zadłużyłam się w nim bezgranicznie. I tak moje małżeństwo legło w gruzach, chociaż też nie było zbyt udane i satysfakcjonujące. Na początku naszego nowego życia było cudownie. Po jakimś jednak czasie wszystko zaczęło się zmieniać. Wiedziałam, że jest nerwowy, że łatwo go wyprowadzić z równowagi. Kłótnie zaczęły zdarzać się z byle jakiego powodu np. córka nie odkurzyła pokoju, nie pozmywała, ja np byłam zbyt koleżeńska w stosunku do innych, za często uśmiechałam się do innych, zbyt często chciałam jeździć do rodziców. Moją mamę spostrzegał jako wroga. Ponieważ jestem, a raczej byłam, dość twardą kobietą, to zgrzyty te nasilały się coraz bardziej. Im bardziej chciałam walczyć o swoje prawa, tym gorzej kończyły się kłótnie i awantury.
Zawsze w kłótniach on stawał się agresywny porywczy chamski i mścił się zazwyczaj na mojej córce. Wiedział, że poprzez moją córkę może mi najbardziej dopiec. I tak groził, że wywali jej komputer za okno, bo zbyt długo siedzi przy komputerze, a to poprzecinał kable od internetu, a to zabierał telefon narzucał jej kary za byle co. Im bardziej przeciwstawiałam się jego zakazom, tym gorzej było dla mnie. W kłótniach zawsze biegał po domu i manifestował, że sobie coś zrobi, a to pokazywał, że chce się powiesić, ciąć, siedział z nożem przy brzuchu. A ja jak jeden kłębek nerwów sparaliżowana jego zachowaniem biegałam za nim i chciałam odwieść go od tych jego pomysłów. Ostatnio nawet to powiedział, że zabije mnie córkę i siebie. A to wszystko na oczach córki.
Nie mogłyśmy spokojnie pójść spać i normalnie funkcjonować. Takie awantury miały miejsce zwykle nocą i kończyły się nad ranem, kiedy sam zasypiał. Gehenna ta trwa już 12 lat. Za każdym razem przeprasza, obiecuje.
Na przełomie ostatnich trzech lat doszły do tego jeszcze incydenty takie jak telefony do pań lekkich obyczajów, Próbował romansu z moją bratową, a ostatnio odkryłam jego tajny telefon komórkowy w którym były smsy z kilkoma dziewczynami i wynikało z nich, że zdrada była. On zawsze do końca się zapiera, że nigdy nie zdradził i że bardzo kocha, że się zmieni. Obecnie nawet chce się iść leczyć do jakiegoś psychologa, szukać pomocy. Niby zdaje sobie sprawę z tego, że jest agresywny i nas krzywdzi, ale ja mu już tyle razy wybaczałam i tyle razy miał się zmienić.
Nie wiem co mam robić, tym bardziej, że błaga mnie na kolanach i prosi o pomoc. Dodam, że moja psychika też jest już zrujnowana, czuję się brzydka i nic niewarta. Do tego tyle razy już sama sobie obiecywałam, że to koniec, że nie poddam się presji ,że być może przeze mnie się zabije. Przychodzi jednak taki moment, że zawsze mnie przebłaga.
Jak się wyrwać z tego związku? Czy walczyć o zmiany?
Dodam, że jak żyjemy w zgodzie, to jest fajnym i ciepłym człowiekiem. Ale na razie nie wiem czy potrafię mu to wszystko wybaczyć i uwierzyć, że te obietnice poprawy nie są bez pokrycia? A może to tylko taka gra z jego strony? Pomóżcie







uwierz, jak umiera dusza - nie ma sensu trwać w toksycznym związku....
Rozumiem Cię koleżanko (jeśli mogę Cię tak nazywać) w 100 procentach, tylko że sytuacja jest odwrotna - to ja odszedłem od dziewczyny, która pod wpływem rodziny wpędza się do burdelu. Zostawiłem tą dziewczynę po 3 latach i nie żałuję tego. Nie mogę się zmuszać do czegoś, co nie ma sensu. Wiem, że teraz mogę mieć na sumieniu dziewczynę, z którą się związałem jak była bardzo młoda, ale będąc ze mną robiła to samo. Od pół roku nie jesteśmy ze sobą i obawiam się, że niedługo ten dzień nastąpi...
Myślę, że moglibyśmy sobie pomóc albo ja Tobie - szkoda malutkiej, żeby patrzyła na taką psychozę. Zrób to dla niej. W razie czego mogę zostawić swój e-mail ;)
Jako młoda matka i młoda mężatka myślałam, że zniosę wszystko byle moje dziecko miało pełną rodzinę, miało ojca - tak zostałam wychowana - dziecko musi mieć ojca... Swoje przeżyłam i swoje wiem. Dziś wiem, że lepiej samotnie znosić trudy dnia codziennego i spać spokojnie, niżeli żyć z byle jakim człowiekiem.
Moja córka jest moim motorkiem, który w najgorszych dniach mojego życia, nie pozwalała mi się poddać, dodawała sił do walki, wszystko co robiłam - robiłam dla niej i z myślą o niej. Szkoda dziecka, Twojej córki która to wszystko przeżywa, widzi, słyszy. Nie żal Ci jej ?
Dodaj nowy komentarz