- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Boję się odejść od niego
Boję się odejść od niego
Mam męża jesteśmy po ślubie 4 lata i nie układa nam się zbyt dobrze. Cały czas kłótnie, a nawet dochodzi do szarpaniny! Jest gościem w domu, wtedy kiedy naprawdę go potrzebuję, to nigdy go nie ma, gdy dochodzi do kłótni, to wszystko wypomina. Wygania mnie z domu, że to on pracuje i daje na życie, a ja nie zarabiam nawet 5 złoty, a wszystko bym chciała!
W ogóle nigdy nie słyszałam od niego dobrego słowa, nawet potrafi wyzywać na mnie tam gdzie najwięcej ludzi! Nie ma go w domu nawet w nocy twierdzi, że pracuje! Nie jestem do końca zdrowa, bo od kilku lat leczę się u neurologa i jest dzień, kiedy powiem, że się troszkę źle czuję, to krzyczy na mnie jak na małe dziecko!
Mamy 3-letnią córeczkę, też nawet nie poświęca jej uwagi! Ostatnio wparował do domu i zaczął mnie bić, dlatego że ktoś mu powiedział, że go zdradzam. Nie wiedziałam co się dzieje i od tamtej pory boję się, kiedy kładę się spać i kiedy wstaje, żyję w ciągłym stresie, a nie powinnam!!
Nie chcę już z nim być, ale boję się odejść!! Chcę ale nie umiem, dlaczego- Pomocy!!! Co ja mam zrobić, dlaczego tak się dzieje!!








Musisz mieć odwagę odejść od niego, to psychopata. Szkoda twego dziecka i ciebie, nie marnuj dalej zdrowia. Bądź dzielna.
odejdź od niego,bo nie ma sensu być z takim mężczyzną,który jest samolubny i nie ma zaufania do ciebie.
widać,że dom traktuje jak hotel.jesteś dla niego sprzątaczką,praczką,kuchrką,dziewczyną do seksu.
Powiem tak, jak najszybciej uciekaj od niego. Dla córki nie pozwól by widziała przemoc, bo to najgorsze co może małe dziecko zobaczyć. Jestem mamą czwórki dzieci, wiem coś o tym. Uciekaj i nie do znajomych by nie znalazł Cię! Jak nie pracujesz!!?? A praca w domu to niby nic? To Ty dzieckiem się opiekujesz, to Ty obiadki gotujesz, pierzesz, sprzątasz itp. bardzo ciężko pracujesz zbierz silę i odwagę i odejdź od niego, bo będziesz bardziej cierpiała jak rękę na dziecko podniesie. Jesteś silną głowa do góry, poradzisz sobie dla siebie i dla dziecka :))
Absolutnie zgadzam się z poprzedniczkami, uciekaj. Nawet jeśli są dobre chwile i jest odpowiedzialny materialnie. Moja matka nie odeszła, i mam o to do niej żal, miałam piekło zamiast dzieciństwa i młodości. Też chorowała neurologicznie (jeżeli jeszcze lekarze dokładnie nie wiedzą co to, objawy są rzeczywiste i organiczne ale nietypowe, mam diagnozę - długotrwały stres, czyli mąż). Dlaczego nie możesz odejść?
Przyjrzyj się swojej matce, czy nie była tzw. 'matką polką', czy nie wpoiła ci modelu poświęcania się, przedkładania praw innych nad twoje prawa? Prawdopodobnie to mąż wmawia ci, że bez niego byłabyś niczym, że bez niego byś sobie nie poradziła, że nie potrafisz sama załatwić nawet tego... . Założę się, że nie masz nawet dostępu do konta, że nie wiesz ile macie oszczędności itp. Uciekaj i zabierz wyciągi z kont, PIT-y z ubiegłych lat, akty notarialne, przeprowadź szybki rozwód, wysiądź alimenty, potem dokonaj podziału majątku. Masz prawo do połowy majątku, ty pracowałaś w domu, a on zawodowo. Jeżeli jeszcze nie wiesz dlaczego nie możesz odejść szukaj hasła: syndrom maltretowanych kobiet.
Jak sobie ułożyłyście życie, że dajecie takie dobre rady. Jestem w związku dwudziesty rok i sobie nie radzę, chyba coraz bardziej brakuje mi sił. Zawsze starałam się o wszystko dbać, wszystkich uszczęśliwić, ale teraz widzę, że nie tak to robiłam, jak trzeba. Mam trzech synów, myślałam, że wychowam ich tak jak sobie wyobraziłam. Jakże się myliłam, zawsze coś od nich chciałam, pilnowałam nauki a, tatuś kupił co chcieli,dał kaski kiedy chcieli i teraz jest sytuacja taka, że to tatuś jest ok, a ja się wiecznie czepiam. Z mężem było różnie, tylko wtedy byłam dobrą żoną kiedy miał jakąś biedę i szukał u mnie wsparcia. Oprócz tych "momentów " to nic nie potrafiłam, do niczego się nie nadawałam i nie nadaję, a jeszcze lepsze było to, że "całe życie mnie utrzymywał" i tak naprawdę to jestem "pasożyt". Nie pisałam wcześniej, ale w ciągu tych lat długo nie popracowałam, tylko dlatego, że mój "pan" kazał mi opiekować się dziećmi, a ja głupia posłuchałam. Zabrnęłam teraz tak głęboko, że sama sobie nie dam rady. Zniszczył moją psychikę, jestem w parterze i nie mogę się podnieść. Na dodatek też boję się odejść, moja samoocena jest bardzo niska. Nachodzi mnie poczucie winy, coraz częściej myślę, że chyba naprawdę jestem do niczego i wszystko robię nie tak jak trzeba. Moje otoczenie traktuje mnie jako kobietę twardą i nikt nie wie, jakiego mam doła.
Chyba wcale tak dobrze nie ułożyłyśmy sobie życia, skoro odwiedzamy to forum. Rady łatwiej jest dawać, niż się do nich stosować. Z zewnątrz wszystko wydaje się bardziej oczywiste, kiedy jesteśmy w środku, zdeptane, uwikłane, kochające, kiedy jesteśmy w środku układu razem z wpojonymi nam zasadami i ze strachem przed odrzuceniem, wtedy sprawa nie jest taka prosta.
Jest jednak kilka rzeczy nad którymi warto się zastanowić/ popracować:
- martwienie się, poprawianie=zrzędzenie nie równa troska, miłość matczyna,
- poświęcanie się dla dzieci to robienie z siebie męczennicy: kierowanie na siebie niechęci i emocjonalne obciążanie najbliższych poczuciem winy (a najczęściej nikt tego nie chce)
- szczęśliwa matka to szczęśliwe dzieci (także w dorosłym życiu) i nie chodzi tu o kupowanie ich miłości przez prezenty
- jeżeli akceptujesz i kochasz siebie to tak samo potrafisz to okazać najbliższym (nie mylić z egoizmem czy egocentryzmem), jeżeli sama jesteś nieszczęśliwa unieszczęśliwisz innych, nawet jeśli udajesz, bo to wychodzi w zachowaniu, spięciu mięśni, zrzędzeniu, zachowaniach lękowych, wszystkimi porami skóry...
- bycie słabszą w związku (kochanie bardziej, bardziej zależy nam na utrzymaniu związku/ utrzymaniu dobrej atmosfery/ nie kłóceniu się w obecności innych, często narzędziem są pieniądze) powoduje agresję strony silniej nawet wbrew jej samej (znam to z autopsji - nie chciałam, a byłam wstrętna, czułam obrzydzenie do samej siebie, a nie mogłam się powstrzymać)
- musimy wyjść do ludzi, uniezależnić się emocjonalnie (finansowo najlepiej też, choć to często niemożliwe) najlepiej pracować, choćby po to, żeby zarobić na opiekunkę czy przedszkole, ale wyjść z domu, nie wisieć emocjonalnie na partnerze i dzieciach, albo ciągle u 'mamusi', żaden mąż tego nie zniesie.
- od początku pamiętajmy, żeby nie tracić kontroli nad pieniędzmi, nie zejść do roli proszącej o pieniądze. Pamiętajmy, że wszystko jest majątkiem wspólnym i dostęp do konta jest rzeczą naturalną.
- bądźmy sobą, troszczmy się też o siebie, nie każmy się innym 'domyślać' czego potrzebujemy (mężczyźni nie mają takiej zdolności), jeżeli my tego nie umiemy same, skąd mają to umieć inni
-
Mam wrażenie, że tę ostatnią odpowiedź to ja napisałam. Wszystko to ja wiem i myślę bardzo podobnie, tylko czemu nie potrafię tego wprowadzić w życie?
Może właśnie to forum pomoże mi się trochę pozbierać?
Współczuję i wiem o czym mówisz i co czujesz, sama przeszłam przez to, ja swojego męża oprawcę wyrzuciłam z domu i to była najlepsza decyzja mojego życia, jestem sama z dziećmi jest trudno, ale wato było dla spokoju w domu. Jak to zrobiłam: wpadłam w taki szał ze strachu spakowałam go zadzwoniłam na policję, potem sąd alimenty, rozwód spokojnie poszło. CIĘŻKO JEST ALE WARTO ZABRAĆ SIĘ W GARŚĆ I MIEĆ SPOKOJNY DOM. Powodzenia.
Ja jestem tego samego zdania, tylko też mam ten problem: mam trójkę dzieci i liczy się dla mnie tylko ich dobro i spokój, ale nie umiem być silna i zrobić ten wielki krok - łatwiej jest czytać czyjeś historie i współczuć, a do swojej jest ciężko nawiązać i tak żyję z dnia na dzień coraz głębiej się pogrążając zamykając przed światem...
Dodaj nowy komentarz