Chcę zniknąć

użytkownik anonimowy

Witam.

Piszę, bo nie mam z kim porozmawiać o tym, co mi się kiełbasi w głowie. Muszę się komuś wygadać, bo zmarnuje wszystko to, co mam.

Od półtora roku jestem w związku z fajnym facetem. Kocham go i chce jak najlepiej dla niego. Niestety nie jestem pewna czy on kocha mnie, tak mówi, ale czyny świadczą zupełnie, o czym innym. Można zacząć od najprostszych rzeczy takich jak gotowanie, czy pranie, czy sprzątanie.

Zdarza mu się mi pomóc posprzątać, ale to raz na tydzień w weekend. Jak wracamy do domu jego rodziców po pracy, to ja sama muszę się zabrać za przygotowanie obiadu (on w tym czasie siedzi sobie na necie), jak go proszę, żeby mi pomógł, to słyszę ‘za chwilę’. Tylko, że ta chwila trwa trochę i szczerze jakbym miała czekać na jego pomoc, to bym jadła obiad o 21. Więc po straconej prośbie idę z niechęcią do garów i gotuje. Później usłyszę, że obiad był przepyszny, a ja jestem cudowna, może jeszcze buziaka dostanę na pociechę. No a gary się same nie umyją, więc muszę je szybko umyć, bo jak nie to u mnie w domu będziemy dopiero wieczorem. Jeszcze tylko spacer z psem i już możemy się pakować i jechać do mnie.

Od około 5 miesięcy mieszkamy u mnie, bo mamy kota. Dalej wracamy do mnie do domu i tak dla odmiany idę do garów, bo muszę przygotować jedzenie na następny dzień do pracy, posprzątać, nakarmić kota (a mój ukochany oczywiście siedzi na necie). Jak już wszystko zrobię i mam jeszcze siły to idę i zrobię pranie, później je wywieszę. I tak może o 21 idę do łóżka, bo już jestem skonana i nie mam na nic siły. Może coś oglądniemy przed spaniem, ale jeszcze mnie prosi o masaż, więc resztką sił, starając się utrzymać otwarte oczy, masuję jego plecy, albo stopy. Jakoś nie mam siły, żeby mu odmówić.

Kocham go i jestem w stanie zrobić dla niego wszystko, nie mam już czasu ani siły dla siebie. Wszystkie moje prośby są odrzucane, to święto jak uda mi się go namówić, żeby mnie pomasował, ale jak już to robi, to tak, jakby mu nie zależało.

Jestem cały czas zmęczona do tego stopnia, że nie chce mi się już uśmiechać. Kiedyś byłam wesoła i beztroska, mimo, że nie było mi łatwo, ale teraz to już jestem na dnie. Żyję bo muszę, bo trzyma mnie przy życiu nadzieja, że on mnie kocha, że jest mu ze mną dobrze, że nie odejdzie ode mnie. Ale jak się go zapytałam, kiedy tak permanentnie się do mnie przeprowadzi to powiedział, że nigdy. No i coś we mnie pękło.

Moi znajomi uważają, że sama go przyzwyczaiłam do tego, że ma wszystko zrobione, a on sam niewiele musi robić, i to jest po części prawda, a po części też tak został nauczony, to wyniósł z domu, bo jego mama zawsze wszystko robiła za niego, zawsze miał wyprane, wyprasowane ugotowane i podane. Wiedziałam, że będzie z tym problem, ale starałam się jakoś włączać go do pomocy przy pracach domowych, ale teraz widzę, że to on mnie wytresował na swoją mamę.

Nie wiem co robić, nie chcę być sama, byłam długo sama i było mi bardzo źle i boję się tego strasznie. Nie wiem co robić, nie mam już sił, jestem strasznie zmęczona i najchętniej bym znikła…

Dyskusja - Chcę zniknąć
Potret użytkownika anonimowego

Nie przejmuj się, jak Cię czytałam, to jakbym czytała o sobie. Jestem z NIM przeszło 5 lat i rok ze sobą mieszkamy. Na kocią łapę. Dał mi pierścionek bez daty ślubu, prawdopodobnie by pozbyć się nacisku rodziców. Z góry zapowiedział, że ślub to jeszcze ho ho, bo kasy nie ma (a ma... jakby chciał to by miał) i rozpowiada to wszem i wobec, a ja przytakiwałam, choć teraz jest mi to już obojętne. Wszystko od zawsze starałam się dopasować wedle jego upodobań, bo byłam w stanie zrobić wszystko dla niego. Pokłócić się z całym światem nawet. Z domu wyniósł średnią kulturę i wychowanie, w przeciwieństwie do mnie i zawsze starałam się pomóc mu to poprawić, bo jego zachowanie w towarzystwie często było poniżej krytyki. Część się udało, ale niestety to są poprawy chwilowe. Prędzej czy później słoma z buta wylazła. O to na czym mi zależało przestałam już zabiegać i po prostu się przyzwyczaiłam. Wyrzuciłam z głowy i przestało mi zależeć. Ziarnko do ziarnka,, drobiazg do drobiazgu i zrobiła się z tego cala masa aż... przestało mi zależeć. Jak przestało mi zależeć, to się panicz ocknął. Za późno, jak ze wszystkim. Mieszkanie nasze wygląda tak, że wstaję rano, robię śniadanie (mnie na tyle lat zrobił może raz), potem obiad pod nosek, jak nie to są komentarze w stylu: on zarabia, ja gotuje. Ale ja się jeszcze uczę i był świadom tej decyzji. Kwestia pieniędzy to oddzielna sprawa. Moje to moje, jego to jego. Wszystko niby jest nasze, ale jak przychodzi co do czego to jego. Na chwilę obecną cala ta sytuacja mnie przytłacza, jestem zdołowana, łapię stany depresyjne i lękowe. Przez niego mam niewielu przyjaciół. Niby nie zabraniał ale słowa i groźby w stylu: "Tak? Skoro tak sobie robisz to ja też tak zacznę" sprawiły, że się czułam wszystkiemu winna. Czuje się wycofana ze społeczeństwa, zahukana, i czuję, że się cofam. Nasze poziomy intelektualne to dwa przeciwlegle bieguny. Chce zakończyć tą farsę już od dłuższego czasu. Dopiero od niedawna mogę spojrzeć na to z boku i ujrzeć, że on nic się nie zmienia. NIC. Postęp jest znikomy, a część nawet powraca. Zadaj sobie pytanie: Czy wyobrażam sobie z nim przyszłość? Zamknij oczy i to sobie wyobraź. Jeśli nie, to to nie jest człowiek dla Ciebie... Ja już wiem.. zajęło mi to ponad rok.. tyle dałam sobie czasu na bycie pewną. Teraz mam wyzwanie: decyzja oficjalna i wyprowadzka... Pozdrawiam

Potret użytkownika anonimowego

Dziewczyny uciekajcie od takich facetów, nie jest prawdą, że tak ich wychowałyście. To oni nadużywają w każdej chwili waszej pracowitości i obowiązkowości. Oni nigdy się nie zmienia, bo po prostu nie chcą, tak im jest wygodnie, będą właśnie dzięki wam realizować się w życiu zawodowym i prywatnym, oni będą w towarzystwie zawsze uśmiechnięci, bezproblemowi, happy, bo psychicznie to was obciążą swoimi problemami, was uczynią odpowiedzialnymi za wszystkie swoje ,czy też wspólne niepowodzenia. Zapomnicie co to jest uśmiech, radość, poczucie spokoju i bezpieczeństwa przy boku swojego mężczyzny, bo to on dzięki wam będzie czuł się pewny siebie, dumny i pyszny, bo wszystko co negatywne zepchnie na was. Nawet umiejętności, które tylko wy posiadacie będzie krytykował. To nie są ludzie do życia. Nie zmienicie ich, oni po prostu pozbawieni są uczuć wyższych, nie potrafią kochać, pomagać, rozumieć, wybaczyć. Nie macie cienia szansy na szczęśliwe życie. Pozdrawiam.

Potret użytkownika anonimowego

Ja ci współczuję, ja z moim partnerem spędzałam bardzo dużo czasu, weekend był u mnie, miał wszystko co chciał, a jak się dowiedział o ciąży to jak by mnie już nie chciał znać, a słowo kocham było nic nie warte. Zastanów się BO EGOISTA -EGOISTĄ JUŻ ZOSTANIE, wiem to po sobie.
Uciekaj póki możesz, pozdr

zdjęcie użykownika Viola10

Jemu wydaje się może nawet, że cię kocha, ponieważ jako partnerka zastępujesz mu matkę i podejrzewam, że nie chciałby cię utracić, każdy może kochać na swój sposób, tak się to mówi, ale co do tego, że to on chce być jedynie w centrum życia nie pozostaje wątpliwości czytając twój artykuł. Ludzie się nie zmieniają tak naprawdę w środku, mogą zmienić swoje zachowanie i przede wszystkim sposób myślenia z tym, że pytanie czy on tego by chciał, czy chciałby po prostu uczynić cię szczęśliwą. Uważam że "kochać" znaczy chcieć by druga osoba czuła się szczęśliwa przy moim boku i to wygląda, że nie działa u was w obydwie strony, ponieważ on jest zadowolony ze związku, a ty cierpisz w tym związku. Czasem może udaje się "zmienić" ale to wymaga wielu starań. Nie macie dzieci na szczęście, nie musisz starać się dotrzeć do niego, choć możesz spróbować. Decyzja należy do ciebie, jeśli rzeczywiście zamkniesz oczy i spojrzysz w przyszłość. Pozdrawiam.

zdjęcie użykownika sebastian26

Hej, to naprawdę przykre co piszesz. Ja mam tak samo jak ty, że dla ukochanej osoby jestem wstanie zrobić wszystko, z tym że ja nie mam nikogo i nie potrafię się zakochać, pomimo że bardzo tego potrzebuję. W dodatku nie mam rodziny, więc muszę radzić sobie sam, ale to ciężkie. Martwi mnie to, że twój partner tak ciebie traktuje, bo z listu wynika, że jesteś bardzo dobrą kobietą i że potrzebujesz dużo miłości. Czasami lepiej zrezygnować z czegoś co i tak już nie jest takie piękne. Mam nadzieje, że znajdziesz partnera dla którego będziesz kobietą, a nie robotem.

Potret użytkownika anonimowego

Dziewczyno uciekaj póki czas! A jak dojdzie dziecko? To będziesz się opiekować maluszkiem i tym leniem śmierdzącym. Ja mam kochanego męża, który żeby mnie odciążyć od 3 lat wstaje w nocy do małego, pomaga mi ze wszystkim i oboje pracujemy. Istnieją tacy mężczyźni, uwierz i poszukaj takiego. Powodzenia - zobaczysz sama ze na świecie jest ich cale mnóstwo, i żeby nie było gadania o staropanieństwie to ja wyszłam za mąż w wieku 31 lat, jak w kraju ich brakuje to zapraszam do NY tu jest ich cale mnóstwo:-).

Potret użytkownika anonimowego

Od wielu lat zastanawiam się, dlaczego kobiety są tak naiwnie nastawione do życia? Wychowanie, geny czy bajki o księciu na białym koniu, spowodowały, że po spotkaniu tego jedynego przestajemy racjonalnie myśleć? Dajemy się wykorzystywać i wierzymy latami, że" coś " się zmieni! Popadamy w depresje, starzejemy się i umieramy z tą samą nadzieją. Mężczyzna dziwny organizm ma więcej cech zwierzęcych jak ludzkich nie mówiąc o wartościach. Ktoś to wszystko, by ludzkość przetrwała musi uzupełniać!

Potret użytkownika anonimowego

Nie wyobrażam sobie faceta, który mimo swojej pracy jest w stanie okazać swoje zainteresowanie i poświęcenie w nocy - wstawanie do dziecka, itp.
Jesteśmy razem 4 lata, wcześniej były związki ok.2 letnie i żaden z ukochanych nie potrafił spędzić dnia ze mną - każdy dzień jest obok mnie... On przychodzi z pracy, szkoda mi, żeby był głodny więc dbając o jego zdrowie i dobry humor gotuję obiad. W tym czasie on siedzi przed kompem. Po obiado-kolacji jest już 19-20:00, on nie ma wiele czasu dla siebie i jest zmęczony, czyli wraca korzystać z kompa.
I tak wyglądają nasze słodkie dni, tygodnie, lata... Przez 4 lata byliśmy tylko na kilku, może kilkunastu spacerach. W tym czasie praca była i jej nie było, a sytuacja wciąż taka sama - ja w kuchni, on przy kompie.
Już się pogodziłam, że tak ma być, że nie mogę marudzić, bo mój facet jest kochany, nie bije mnie, nie czepia się o cokolwiek... wystarczy, że jest.
Dbając o niego nie mam czasu nawet na szukanie przyjaciół. Nie ma pieniędzy na rozrywki, basen, wyjazdy, na nic. Moje słodkie życie ogranicza się do garów i sprzątania. Już nawet lubię sprzątać - to pomaga się rozładować. Na marzenia szkoda mi już czasu, po co marzyć o czymś, czego już wiem, że nie zobaczę.
Nie wierzę w prawdziwą miłość, taką z romantycznymi kąpielami, spacerami, pocałunkami, czymkolwiek, co podtrzymuje uczucie, świeżość emocji... Jest tylko codzienność i bycie obok.
Ciągle nie mogę sobie odpowiedzieć na pytanie co lepsze - żyć w samotności ze świadomością, że nikt nie przytuli, czy być z kimś i łudzić się, że w końcu poczuję tę jego niesamowitą miłość...

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica