- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Ciągle płaczę
Ciągle płaczę
użytkownik anonimowy
Mam 26 lat i mam problem z płaczem i nerwami.
Nie wiem dokładnie co mi jest? Moje problemy są od zawsze, odkąd tylko pamiętam. Płaczę, że wszystkiego co mi ktoś powie w domu jak i w pracy albo ktoś podniesie głos, wtedy się boję, strach mnie ogarnia i panika do tego stopnia, że aż się zanoszę jak małe dziecko.
Piszę o tym i mam łzy w oczach. Pisać mi jest trudno, a jeszcze trudniej komuś o tym opowiedzieć. Proszę o pomoc, bo nie wiem jak sobie z tym problemem mam poradzić.
Proszę odp.








Mam dokładnie to samo, choć mam dopiero 15 lat. To jest takie dziwne. Jak ktoś coś tylko powie złego o moim zachowaniu (czy coś podobnego) to od razu chcę mi się płakać. Poza tym jestem bardzo uczuciowa i wszystko biorę do siebie. Współczuję. Klaudia.
Ja mam podobnie tylko, że ja mam depresję i mam 19 lat. Moja historia "Poeta w depresji"
tylko, że u mnie jest to samotność:(pozdrawiam
mam to samo, łzy w oczach ciągle
Może z tego wyrośniesz, masz dopiero 15 lat, bo mój przypadek jest fatalny. Mi chyba już nic nie pomoże, a próbowałaś może iść do psychologa lub do innego lekarza? A rodzice wiedzą o tym i co mówią, ja też jestem osobą wrażliwą bardzo, nawet jak mnie ktoś obrazi lub powie coś na mnie to ja już płacze.
Chciałam, nawet byłam się dowiadywać o tym czy jakiś psycholog, by się podjął leczenia mnie w moim mieście, ale niestety są tylko psychologowie dla dorosłych i nie ma takiej możliwości żeby mnie wysłuchał. Teraz jest w miarę dobrze już tak nie ryczę jak miesiąc temu, ale boję się, że jak coś złego się wydarzy to znowu w to wpadnę i znów będzie źle.
Też tak mam i zupełnie nie wiem co mam z tym zrobić? Mam już dosyć samej siebie takiej wiecznie zapłakanej. Czy jestem po prostu nieszczęśliwa? Ratunku!!!
Mam podobnie. Myślę, że to nadwrażliwość, strach przed krytyką jest paraliżujący, też nie wiem czy da się z tym coś zrobić :( Ja po prostu stawiam mu czoła i staram się nie przejmować, bo nikt nie jest idealny. Nie uciekaj od ludzi, myślę, że im częściej stykasz się z sytuacją dnia codziennego, tym lepiej będziesz sobie radzić z płaczliwością, a co do krzyku to nie wiem :( Na mnie ojciec krzyczał, a ja i tak robiłam swoje ;P! Pozdrowionka
A ja tak miałam, teraz mniej. Fakt lekkie przygnębienie ale nie ryczenie z byle powodu. Ja proponuję kupić sobie coś rozluźniającego, to są zioła, działają rozluźniająco albo choć tego za bardzo nie uważam za zdrowe. I głowa do góry, jak to czytam to mnie aż smutek ogarnia, bo po urodzeniu dziecka miałam tak przez rok, czasami dalej tak mam.
Witam
Z doświadczenia wiem, że najlepsza w tej sytuacji będzie wizyta u psychiatry. Ja sama to przechodziłam i ... do dzisiaj się leczę. Wiem, że trudno podjąć taką decyzję, ale warto spróbować.
Witam!
Wiem, leczyłam się ale na szczęście jest to już koniec leczenia i czuję się lepiej. Zaufajcie mi wiem to z własnej autopsji. Psychiatra ma dość częstą opiniom, że to lekarz od czubków to nie prawda, może po części ale warto się do niego udać.
Powodzenia w podejmowaniu decyzji.
Ile czasu się leczysz czy pomaga ci to coś. Czy opowiedziałabyś co ci się działo? Chciałabym porównać sytuację do mojej. Jakie leki bierzesz? Odp.proszę.
Witam!!!
To wszystko zaczęło się już w wieku 11-13 lat, a teraz mam 23 lata. Wiem, że może dla ciebie to za mało, bo jestem dużo młodsza, ale leczę się od 17 lat. Na psychoterapie chodzę do 18,5 lat. Ciągle płakałam z byle powodu tak jak ty, nawet jak nie miałam powodu też płakałam "jak dziecko, które nie dostało czekolady". Najgorzej jest jak nie uratuje ludzkiego życia (jestem praktykantką w szpitalu). To znaczy jak sytuacja pacjenta jest krytyczna to ja czuje się bezsilna i płacze, pewnie moja sytuacja jest inna do twojej, ale może ci pomogę. Niestety nie mogę ci powiedzieć jakie przyjmuje leki bo tu niewolno pisać ich nazw, a po za tym można je kupić na receptę niestety, a żeby mieć receptę to trzeba się udać do psychiatry.
Powodzenia mam nadzieje że pomogłam.
Mam 22 lata, studiuje na swoim wymarzonym kierunku i bez problemów zaliczam semestry, mam też chłopaka, którego b. kocham, a mimo wszystko też płaczę, czuje lęk, a wstawanie rano z łóżka to nie lada wyzwanie. Nie mam pojęcia skąd się to u mnie wzięło. Zwłaszcza, że jako dziecko byłam chodzącym uśmiechem, a teraz wręcz przeciwnie... Tak bardzo chciałabym być taka jak dawniej.
Ja również płaczę, gdy ktoś na mnie podniesie głos, gdy coś mi zarzuci, gdy krytykuje, ale także gdy mam z kimś porozmawiać poważnie, tak jakby konsekwencje mnie przerastały. Czy to jest jakiś nazwany przez kogoś problem? Podejrzewam, że musi to być jakoś zdefiniowane.
Właśnie. Tylko jakie? Strasznie dziwne to "schorzenie" do zdefiniowania.
Ja mam 17 lat i dosyć poważny problem. Jestem w pierwszej klasie liceum, wydawało mi się, że wybrałam świetną szkołę i właściwy profil. Od kilku miesięcy zaczęły dręczyć mnie myśli, że chyba jednak nie daję sobie rady. Chodzi o to, że trudno mi podjąć właściwą decyzję, nie wiem co chcę robić w życiu: męczyć się z obranym przeze mnie kierunkiem i żyć nadzieją, że dobrze robię i coś z tego wyjdzie, czy może zmienić go na zupełnie inny? Zawsze walczyłam z tą myślą, ale od pewnego czasu nie daję sobie rady. Za każdym razem gdy o tym pomyślę zaczynam płakać i ciężko mi się powstrzymać, ta sytuacja mnie przytłacza i nie jestem w stanie skupić się na niczym innym. Boję się, że będzie jeszcze gorzej, nie chcę popaść w całkowitą depresję...
Witam was. Szczerze mówiąc, dużo mnie to kosztowało, żeby poszukać coś o tym w internecie. Chyba w końcu przed samą sobą się przyznałam, że coś mi jest i chyba sobie sama nie poradzę z tym. Na szczęście widzę, że nie jestem sama z tym.
Ja też tak jak wy chyba jestem bardzo wrażliwa i jak jest stresująca sytuacja to plączę. Nie umiem nawet normalnie odejść z pracy, bo nie daje rady powiedzieć tego jak człowiek człowiekowi, tylko beczę jakby to miał być koniec świata.
Przez 2 lata nie płakałam, odkąd jestem z moim teraźniejszym chłopakiem. Moja siostra była taka szczęśliwa że już nie płaczę! Jednak to właśnie wróciło z potrojoną siłą, nie ma dnia, kiedy nie uronię łzy. To tak z niczego, oglądając film (niekoniecznie romantyczny) czy jadąc samochodem.
Mam teraz 24 lata i czuje, że to mnie przerasta!
Oprócz tego ostatnio czuję, że nie mam takiej bratniej duszy, że nie chce mi się z nikim gadać. Czuje, że jestem sztuczna, że udaje za każdym razem jak się uśmiecham. Poraz pierwszy wyrzucam to wszystko z siebie tu na forum.
Oprócz tego mam także duży problem z współżyciem odkąd pamiętam go mam. Nie mam w ogóle chęci na żadne zbliżenia. TO JEST STRASZNE.
Chyba podjęłam decyzje, że chce coś z tym zrobić. Chyba wrócę do Polski do rodziców i zacznę coś z tym robić, bo zaczynam siebie nienawidzić za to wszystko.
Witam was, jednak coś nas łączy, może coś małego ale jednak łączy.
Ja też mam taki problem. Mam 18 lat, mam chłopaka, którego bardzo kocham. Może nie układa Nam się najlepiej, ale najważniejsze jest to że się kochamy i nie umiemy żyć bez siebie. Z moją rodziną też mam dużo problemów Nie radzę sobie z płakaniem, wszystko mnie denerwuje. Gdy ktoś na mnie krzyczy, powie coś niemiłego, skrytykuje w moich oczach pojawiają się łzy. Wiem, że to jest spowodowane problemami, ale to, że ciągle płacze wprowadza mnie w jeszcze gorszy stan. Nie wiem co mam robić??
Ja jeszcze płaczę, gdy uświadomię sobie, że ktoś z moich bliskich umrze. Od razu wpadam w rozpacz i myślę, że kiedy to się wydarzy to sama się zabiję, bo nie wytrzymam tęsknoty. Czy to jakaś choroba psychiczna? Pytam, bo zaczynam się o siebie martwić. :(
Ja się bój tego, że ktoś z mojej rodziny umrze, dlatego staram się to tym nie myśleć. Jak ktoś straci życie z rodziny to i ja się zabije, ale przed tym zrobię coś głupiego- wygarnę ludziom co o nich myślę, a mnie nie pozwą, bo przecież po tym już nie będę żyć.
Taki mam plan ale lepiej żeby się nie spełnił.
Pozdrawiam Szanownych Widzów tego portalu.
Akceptacja tego, co jest w tobie, to pomaga, lęku nie da się zwalczyć, czasem naprawdę nie da się go wyperswadować, czasem pomaga spokój drugiej osoby, który się udziela, ale najlepsze co możesz zrobić, to pozwolić sobie na lęk, powiedzieć sobie trwaj lęku.
Mam 18 lat bardzo chciałabym być szczęśliwą, beztroską dziewczyną, która niczego się nie boi. Czuję się beznadziejnie, bezsilnie. Mam wiele problemów i przytłaczają mnie całkowicie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że załamanie przychodzi nagle w nieoczekiwanym momencie. Wszystko jest pięknie, jestem szczęśliwa, albo po prostu mi się tak zdaje. Zaczyna się od rozmyślania, dręczenia siebie za wszystko, przestaje mi się chcieć rozmowy z ludźmi, czuję, że nikogo nie obchodzę, chociaż mam chlopaka od 3 lat, który gdyby wiedział na pewno chciałby mi pomoc, ale ja nie umiem o tym rozmawiać. Nawet rozmowa sprawia mi ból. Płaczę z byle powodu. Czytam artykuł w gazecie-płakać mi się chce, nie wiem po co utożsamiam się z narratorem skoro ma całkiem inne problemy.. Ostatnio sprzątałam na święta. Wycierałam kurze i usiadłam na kanapie i ryczałam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Zaczęło się to jak miałam 13 lat;/ Myślałam żeby iść do psychiatry, ale wydaje mi się, że wyjdę na głupka, tam chyba ludzie chodzą z większymi problemami. Czuję się jak nieudacznik. Nie umiem sobie poradzić z problemami, czasami mam ochotę zacząć wszystko od nowa ale tak się nie da.
Mam 16 lat i też ciągle płacze. Samotność. Od dziecka nikogo bliskiego nie miałam. Nie chcę mieć. Zbyt wiele razy bliscy mnie krzywdzili i to dlatego. Żyje normalnie, staram się. Dopiero gdy zamykam się w pokoju zaczyna się horror. Nikomu o tym nie mówię bo i po co... Może to dziwne ale płacze od małego, gdy miałam 2-3 lata mam pracowała za granica, inni mnie zbywali a ja ich nie rozumiałam, płakałam. I tak jest dalej... Jak by ktoś chciał pogadać to moje gg :17491120
Ja z kolei mam 18 lat i ciągle płaczę będąc w domu, nie umiem dogadać się z matką, z ojcem nie mam w ogóle kontaktu, chociaż mieszkamy pod jednym dachem. Nie mam z kim porozmawiać po prostu, ciągle siedzę sama w pokoju, nikt nie ma w domu zainteresowań podobnych do moich. Do tego dochodzi jeszcze denerwowanie się w ułamku sekundy i pogardzanie wszystkimi moimi wyborami i decyzjami (przez matkę głównie, postrzegam ją bardzo negatywnie, wręcz nienawidzę jej). Na zewnątrz jestem osobą pewną siebie - jestem kapitanem drużyny siatkarskiej, mam wielu znajomych, często chodzę na imprezy, tylko ten dom, bardzo chce się wyprowadzić, ale nie mam możliwości na razie.
Też mam podobny problem. Płaczę odkąd pamiętam, ale miałam w swoim życiu i lepsze okresy. Kiedyś, chyba jakoś przed wyborem studiów, wpadłam w jakiś wcześniej nie spotykany stan.. Płakałam - dosłownie bez przerwy i bez wyraźnej przyczyny, bałam się sama spać, poszłam do psychiatry, która całość skwitowała: znajdź sobie chłopaka:D Tak mnie to rozbawiło, że jakoś z tego wszystkiego wyszłam, nie licząc chwilowych powrotów. A chłopaka sobie znalazłam, najbliższego przyjaciela, co przez dwa lata we mnie kobiety nie widział, to się znowu napłakałam...
Dziś mieszkam jeszcze z rodzicami i to doprowadza mnie na skraj nerwów. Oboje są nerwusami, ja w sumie też, ale w przeciwieństwie do nich, nigdy nie atakuję pierwsza. Boję, się, że w przyszłości będę najgorszą sumą tej mieszanki. Zwłaszcza, że komentarze i zachowanie rodziców, utwierdzają mnie w tym, że jestem niesamodzielna i słaba. "Do niczego się nie nadajesz", "Ty to jesteś słabą psychicznie" ???? Za to mój brat, niesamowicie nerwowy i agresywny, nieraz dopiekł matce, wyrobił sobie całkiem niezłą pozycję. Okropne jest to, jak zwierzęca jest ludzka natura mojej rodziny:(
Mam super chłopaka,ale mieszkamy b.daleko od siebie, niestety nic nie wskazuje na to, ze sytuacja się zmieni, więc wciąż zależna jestem od rodziców. Codziennie płacz...
I mam do Was pytanie: zauważyłam, że strasznie depresyjny wpływ ma na mnie chodzenie do kościoła, modlitwa, w ogóle zastanawianie się nad stworzeniem itd. albo uświadamianie sobie faktu, że istnieję - tak jakby zdanie sobie sprawy z własnego ja... CZY WY TEŻ TAK MACIE? więc przestałam chodzić na msze i dziwne fazy nie wracają. Tylko niestety agresja wzrasta. A propos kościoła jeszcze, wkurza mnie to, czego uczy kościół, nawet dzieci, które rozumieją dosłownie: oberwałeś w policzek, nastaw drugi - czyli próba wprowadzenia boskich cech, do ludzkiego, jak pokazuje moje doświadczenie, zwierzęcego jednak, życia. Na osoby bardziej wrażliwe, może to mieć bardzo zły wpływ...
MAM TOM SAMOM SYTUACJE CO WY CHOĆ MAM LAT 14. ZAWSZE PŁACZE NAWET JAK PIES NA MNIE WARKNIE JAK KTOŚ PODNIESIE TON ZAMYKAM WTEDY SIĘ W POKOJU . Wprawdzie zawsze płakałam moje życie jest bardzo smutne ponieważ mam rodziców narkomanów to bardzo trudne zawsze płakałam i patrzałam jak moja mama i mój ojczym bija moja babcie . Babcia jest dla mnie najważniejszą osoba w życiu no i moje siostry .
Ja też mam problem a mam zaledwie 15 lat. Płaczę za każdym razem gdy ktoś krzyknie, skrytykuje, czy też usłyszę kolejną kłótnię rodziców. Staram się z tym walczyć. W szkole nigdy nie płaczę, jednak w domu ci najbliżsi mnie ranią i nie wytrzymuję psychicznie. Na szczęście nikt nie wie o moim problemie ukrywam go i staram się być twarda. Ludzie znajdujący się koło mnie myślą że jestem twarda i nieugięta. To ci bliscy ciągle mnie ranią i dlatego płaczę. Jestem słaba emocjonalnie i zamiast płakać oddziałuję krzykiem a poza zasięgiem innych, płaczę. Tak jest niemal codziennie. Nawet rodzice nie wiedzą o moim problemie. Nigdy nie pozwalają mi na żadne wyjście, ciągle mi coś zakazują i czuję się źle. Nie wiem jak pójdzie dalej a tego się bardzo boję. Nie mogę się postawić rodzicom bo szlaban i krzyk na mnie. Mój tata niszczy rodzinę niszcząc mnie i moją mamę. Cieszę się że moi bracia przynajmniej tego nie przechodzą. On jest z nich dumny, a uważa że ja jestem okropna. Nie umiem sobie z tym radzić. Pisząc to łzy płyną po moich policzkach ponieważ teraz wyrzuciłam z siebie ciążącą na mnie prawdę.
Dodaj nowy komentarz