- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Każdego dnia chce się zabić
Każdego dnia chce się zabić
pheo123
Witam, mam na imię Paweł, mam 17 lat i mniej więcej od roku, może od nieco dłuższego czasu, mam dziwne podejście do życia i ogólnie wyjątkowo odmienne spojrzenie na wszystko, co mnie otacza. Również na wszystkich dookoła. Ogólnie wszystko zaczęło się po szkole, jestem w domu 7 miechów i nic nie robię. Mam trądzik, nie chce mi się żyć. Każdego dnia chce się zabić.







Cześć, pamiętaj, że trądzik zawsze można wyleczyć, musisz kupić sobie tylko żel antytrądzikowy do codziennego mycia twarzy, mi pomogło. Jest jeszcze dermatolog albo tabletki z apteki bez recepty, zorientuj się. Ja już wyleczyłam, a tez było tragicznie:) Co do depresji to przede wszystkim zastanów się co chciałbyś w życiu robić. Co Cie interesuje, jakie np. studia czy praca. Wyznacz sobie po prostu kierunek dalszej drogi w życiu i postaraj się do tego dążyć,to wciąga. Najgorzej jak się nie ma celu i żyje właśnie tak bez celu, to każdego przygnębia. Musisz się aktywizować do życia ,oczywiście na swoją miarę. Mi też jest teraz ciężko ale właśnie znalazłam sobie kierunek studiów, który chce zacząć od października i to mnie trzyma przy życiu,no i oczywiście przyjaciele. Może masz jakieś bratnie dusze, pogadaj z nimi też, to zawsze pomaga. Trzymaj się:)
Hej Paweł. Witaj w klubie, ja też się chcę zabić, każdego dnia, ale jestem wierząca i w sumie tylko to trzyma mnie przy życiu. Proszę Boga, żeby mnie zabrał z tego świata, ale jak widać, nic się nie zmienia do tej pory :(
Jak jesteś w domu tyle czasu, to może znajdziesz sobie jakieś hobby, np gra na gitarze, albo jakimś innym instrumencie, malowanie, rysowanie, wiem, że to może brzmi banalnie, ale to naprawdę relaksujące zajęcia. Ja niestety nie mam na to czasu, a każdą wolną chwilę poświęcam mężowi, bo nie za często się widujemy. Trądzik też mam i nie mam już pojęcia co mam z nim zrobić, bo próbowałam już chyba wszystkiego i jak na razie tylko makijaż mi pomaga (żeby zakryć prychole).
Nie wiem, czy Ci pomogłam,ale mam nadzieję, że poczujesz się lepiej wiedząc, że nie jesteś sam i że jest jeszcze ktoś, kto czuje tak jak T. Pozdrawiam
Witam,
W Twoim wieku robiłam to setki razy i wiesz co Ci powiem, nie jest sztuką popełnić samobójstwo. Sztuką jest żyć! Tylko tchórze uciekają od życia. Twardziele żyją na przekór wszystkiemu i wszystkim.
Jestem kobietą - "słaba płeć". Widać nie taka słaba. Czy są słabsi? Pewnie są, ale i ci słabsi mają swoje miejsce na ziemi. Problemy, które mamy dzisiaj "jutro" znikną. Jutro może zdarzyć się coś cudownego. Tchórze o tym nie będą wiedzieli, bo ich już nie będzie. Ci, co przetrzymają dzisiaj, będą zachwycać się jutrem. Czego i Tobie życzę.
Nie moge sie z tym zgodzic, wciaz sobie powtarzam ze jutro bedzie lepiej...a zawsze jest tak samo :( wlasciwie jestem samotna dziewczyna ktora nie ma nikogo i zazdrosci tym ktorzy maja przyjaciol oraz bliskie osoby a ja moge liczyc tylko na siebie :( i Ci co chca popelnic samobojstwo nie sa tchorzami oni po prostu chca przestac cierpiec i ja ich doskonale rozumiem...latwo jest zawsze powiedziec komus z boku ktory ma "wszystko" ze bedzie lepiej i zeby sie nie zalamywac ale juz trudniej zrozumiec taka osobe...to przykre :(
Hej Paweł. Obejrzyj sobie film pt. "Weronika postanawia umrzeć". Na początku wydaje się być nudny, ale obejrzyj do końca.
Witam.
Mam prawie 17 lat...
Codziennie mam samobójcze myśli, często jest tak, że zamykam się w pokoju i siedzę godzinami, dniami... Próbowałem lekami się otruć, ale widocznie za mało ich brałem żeby poskutkowało.
Nie mam z kim pogadać, nie mam kolegów, koleżanek. Dziewczyna z którą chcę być mnie nie chce. Często beczę wieczorami, nie śpię po nocach. Szkoła mnie tak dobija, że na samą myśl świeczki w oczach mi stają. Mam problemy z nauka (5 jedynek na półrocze) martwię się, że nie dam rady, że zawiodę mamę. Mam też inne prywatne problemy. Nie mogę już... na wszystko reaguje negatywnie. Cały czas mam myśl, żeby pójść na strych i już z niego nie wrócić o własnych siłach. Nie mogę tego wszystkiego! Chcę umrzeć...
Hej Kochani, też to przerabiałam. Pod koniec szkoły średniej miałam już siłę tylko ryczeć. Nikt mnie nie lubił. Samotnymi wieczorami siedziałam w domu i słuchałam muzyki. Chciałam się tylko stąd wyrwać, miałam poczucie zmarnowanego życia. Czułam, że jedyne co mogę zrobić, to zacząć wszystko od nowa. Tu jestem stracona.
I znalazłam w sobie siłę, żeby się uczyć, żeby pójść na studia do dalekiego, dużego miasta. Nie zdałam matury jakoś świetnie. Ale wystarczyło. Wyrwałam się stamtąd. A dziś jest już inaczej. Poznałam wspaniałych ludzi.
Pawle, spróbuj przezwyciężyć ten marazm. Jak się samemu nie uda - idź do lekarza. To żaden wstyd. Depresja to choroba jak każda inna i trzeba ją leczyć.
widze, ze mamy podobny problem, jezeli jest tu osoba, ktora chcialaby porozmawiac to prosze pisac gg 13961929
witajcie w klubie...ja mam ochotę zabić się każdego dnia z wielu powodów-nie mam wsparcia w rodzinie nawet w matce,ona ciągle mnie się czepia,o wszystko,jestem za gruba i nie umiem tego przezwyciężyć,problemów z nauką nie mam tylko ucząc się potrafię zamknąć się w sobie i nie myśleć jakie to życie jest do bani ...jestem wierząca i dlatego boję się zabić,nie mam odwagi ...chciałabym żeby Bóg mnie zabrał sam ,żebym nie musiała się męczyć,mam dopiero 14 lat a już mam dosyć życia...jeszcze nie zaznałam zbyt dużo a i tak mam dosyć i jeszcze na domiar złego nie wiem do kogo się zwrócić,nie ma kto mi pomóc,nic chyba mnie nie przekona do życia ;( Chyba że mama mnie pokocha i zauważy,schudnę i nic nie zmusi mnie do płaczu i łykania tabletek po których tylko wymiotuję zamiast zabić się czy chociaż zemdleć...pomyślicie sobie jaka ja jestem głupia,ale to świadczy że jesteście kolejną osobą która nie potrafi tego zrozumieć i nie potrafi mnie zaakceptować...
Hej...
Mój problem nie jest jakiś super odmienny od pozostałych wpisów tutaj.
Nie mam jednak z kim porozmawiać, wstydzę się słabości- przeszłość utwierdziła mnie w przekonaniu, że trzeba być silnym i nie okazywać swoich smutków- długa historia...
Mam 21 lat, można by powiedzieć, że fajne życie, własny samochód, pieniądze, które zarabiam ciężko pracując, weekendowe imprezy, znajomych, przyjaciół (?), no i chłopaka, którego bardzo kocham.
Jednak powoli przekonuję się o tym, że będąc w potrzebie nie mam na kogo liczyć, przyjaciółki mnie w ogóle nie słuchają, dla nich liczy się tylko przywieź- odwieź z imprezy (nie piję alkoholu). Robiąc wiele dla innych, nie mogę trafić na osobę, która pomoże mi, nawet w najgłupszej sprawie.
Przyjaciółki ostatnio traktują mnie bardzo przedmiotowo, zaczęły mnie olewać, pomijając oczywiście weekendy. Chłopak woli siedzieć na piwie z kumplami niż się spotkać ze mną. Nie wiem już co robię złego...
Niby jest przeważnie ok, mam w domu wszystko, czego potrzebuję, mnóstwo znajomych, imprezy, wyjazdy.
Ale czemu kiedy zostaję sama w pokoju, płaczę całymi wieczorami i po prostu chcę umrzeć? Nie potrafię w towarzystwie się nie śmiać, czasem udaję, że mam dobry humor, niby jestem towarzyska, ale nikt nie widzi tego, co siedzi we mnie w środku- tego, że jak jadę samochodem, patrzę na zakręt i drzewa, i zastanawiam się, jakby to było, gdybym nie skręciła kierownicy, tylko wjechała w któreś z nich. Układając się do snu, płaczę, myśląc o kolejnym dniu, nie sypiam zbyt dobrze, nie mam na nic siły...
Dodaj nowy komentarz