Kiedyś byłam optymistką
Mam 48 lat, nie mam męża, dzieci ani faceta, mieszkam sama. Kiedyś byłam radosną optymistką, która zawsze zdobyła to, co chciała, lubiłam spotkania ze znajomymi, imprezy, tańce, wszelkie wyjazdy i w ogóle spotkania z ludźmi. Patrząc wstecz, widzę, że nie wiadomo, kiedy moje życie zdominowała praca zawodowa - stała się dla mnie bardzo ważna, może za bardzo - praca po godzinach, praca w domu, praca w weekendy - stałe problemy do rozwiązywania i ogromne poczucie odpowiedzialności i poczucie, że jestem niezastąpiona. Pracę mam stresującą i odpowiedzialną (dyrektor Banku) - zatem problemy są na porządku dziennym i całkowicie absorbują moje myśli w pracy, każdego dnia po pracy, w weekendy, na urlopie... zawsze często sprawdzam, czy ktoś nie dzwonił, ale wyjmując komórkę i zanim na nią spojrzę, odczuwam straszny, paraliżujący niepokój - co się stało... Do niedawna lubiłam swoją pracę, byłam pewna swojej wiedzy i słuszności podejmowanych decyzji, potrafiłam bronić swojego zdania, a teraz ciągle czuję się niepewnie, mam uczucie, że czegoś nie zrobiłam, nie dopilnowałam lub źle zrobiłam, a dźwięk telefonu służbowego przyprawia mnie o skurcz w żołądku. Teraz - jestem ciągle zmęczona, rozkojarzona, trudno mi się skupić np. na czytaniu dokumentów, bardzo często boli mnie głowa, oczy i szyja, zwlekam z podejmowaniem decyzji, trudno mi podejmować jakiekolwiek działania - odwlekam wszystko, myśląc „a może jutro?” Kontakty ze znajomymi - unikam spotkań, nawet nie mam ochoty zadzwonić i pogadać, imprezy mnie męczą, a myśl o wyjeździe na weekend przeraża. Strasznie źle się czuję w grupie - np. ostatnie firmowe szkolenie - nie potrafię rozmawiać z ludźmi, przerwy na kawę czy wspólne posiłki mnie paraliżują i patrzę, jak wszyscy rozmawiają, śmieją się, bawią, a ja siedzę jak dzikus i nic, chciałabym, ale nie potrafię się włączyć. Jestem strasznie spięta i czekam tylko na moment, żeby uciec. Mój dzień - wracam z pracy i kładę się do łóżka - oglądam TV, telewizor gra całą noc, a ja śpię i się budzę i dalej oglądam TV, budzę się ok. 4.00 i oglądam TV, potem czasami zasypiam, a czasami nie, rano wstaję zmęczona i idę do pracy, staram się wykrzesać z siebie energię i skutecznie pracować i na razie to mi się udaje, ale czuję, że już jest to coraz trudniejsze. Jestem coraz bardziej zmęczona już od rana. Weekend - najchętniej spędzam w łóżku i oglądam TV i nie mam ochoty na nic poza tym ani na spotkania ze znajomymi, wyjazdy, zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie itp. - i tak cały weekend „przeleżę”, a w poniedziałek rano wstaję zmęczona i już myślę „optymistycznie”, że po pracy znowu się do łóżka mogę położyć, włączyć TV itd. wygląda każdy mój dzień. Czasami jestem zmuszona do wyjścia lub wyjazdu - ale zawsze wtedy myślę o tym, że potem wrócę i położę się do łóżka... I tak sobie leżę i myślę, gdzie się podziała ta niepoprawna optymistka, która tańczyła do białego rana, energiczna, zdecydowana i radosna kobieta, którą cieszyły nowe buty, w których biegła na randkę... Teraz znalazłam złe rozwiązanie i szukam zapomnienia w alkoholu - ale już wiem, że to pomaga na krótko - tak fajnie jest napić się i choć na chwilę zapomnieć..., to jednak nie załatwia problemu, a co dalej? Rzeczywistość na kacu jest jeszcze gorsza. Nadal szukam rozwiązania i myślę, że przede wszystkim muszę nabrać dystansu do pracy lub zmienić pracę. To nie jest łatwe, ale cieszę się, że podjęłam decyzję i szukam pomocy.
- Zaloguj się lub utwórz konto aby dodać komentarz






