- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Kto mnie wysłucha?
Kto mnie wysłucha?
Sama nie wiem, po co piszę. Bo jestem głupią egoistką? Bo zadzieram nosa, jak twierdzą rodzice i brat? Bo nie potrafię utrzymać pionu jak należy? Nie wiem, może nie powinnam tego wogóle tu skrobać. Mam 19 lat.
Wiem, to bardzo mało, żeby przeżyć cokolwiek ważnego. A jednak męczę się sama ze sobą. I słucham ciągłego, zgłupiejesz, nie siedź tak sama, idź do ludzi. A gdzie ja mam iść? Pogadać z kotem co najwyżej. Nikt więcej mnie nie wysłucha. Ale on przynajmniej nie stwierdzi, że tylko użalam się nad sobą, że mam się nie wygłupiać. Bo jak dziewczyna w moim wieku, z poczuciem chumoru, bardzo ładna i inteligentna może zachowywać się jak zrzędliwa staruszka? Dziwoląg. A jednak. Zawsze zastanawiałam się jak to się stało, że nie mam do kogo się odezwać? Odkąd pamiętam, zawsze byłam takim dzieckiem na pokaz. Duma rodziców. Swiadectwo z paskiem, nagroda w konkursie tu, wyróżnienie tam... Mi to nie było do niczego potrzebne. Ale wiedziałam, że nie mogę zawieść rodziców. Nie moge przynieść wstydu. A poza tym presja otoczenia też robiła swoje. Mieszkam w małej miejscowości. Gdybym nagle upadła, wszyscy by wiedzieli. Inaczej było w czterech ścianach domu. Ja byłam wszystkiemu winna. Źle posprzątane? Moja wina. Cukiernica potłóczona? Moja wina.
Brat to co innego. Ukochany synek mamusi. Pamiętam taką sytuację: Przyjechała przyjaciółka mamy z córką. Miałam wtedy może ze 6, 7 lat. Brat i ona w trakcie zabawy wyrzucili wszystkie zabawki z pudełek. Ale kiedy wrócił tata... dostałam burę nie z tej ziemi. Kiedy w końcu mama wytłumaczyła, że to nie moja robota, brata nikt już nie ochrzaniał. Przecież mogłam go dopilnować. Co z tego, że jestem rok młodsza. W szkole sytuacja miała się podobnie. Ulubienica nauczycieli. Mój brat to za to jeden z tych, który wiecznie ma z kimś zatargi. Ale że mamusia aż się nad nim trzęsła, jej wizyty ze skargami były częste. A ja byłam zobligowana do dbania o to, żeby mu się nic przypadkiem nie stało. Więc wykożystywałam zaplecze nauczycielskie. Kłóciłam się też ze wszystkimi adwersarzami brata. Chociaż wiedziałam, że często są niewinni. Miałam wyżuty sumienia. Ale co zrobić?Czasem posuwałam się dalej. Kiedyś jakiś chłopak zaatakował go. Ja pchana poczuciem obowiązku żuciłam się na ratunek. I skończyłam w szpitalu. Szczęśliwa, bo brat cały.
Siłą rzeczy nie byłam przez to lubiana. Ale po co mi znajomi? Przecież mam siedzieć w domu i się uczyć. Byłam zdolna, więc nie potrzebowałam dużo czasu. Niestety, poza swoje podwórko wyjść nie mogłam. Więc wcale nie wychodziłam, siedziałam i czytałam. Bo dziecko telewizji oglądać nie powinno. I to zostało mi do tej pory. Nie wolno. Zawsze zastanawiam się, dla czego moi rodzice nie dziwili się, że nastolatka zamiast szukać znajomych, tak jak wszyscy w jej wieku, siedzi sama w domu. Dobre, grzeczne dziecko. I ten czesto powtarzany tekst : I gdzie będziesz szła? Masz jeszcze czas. I tak mijały lata samotności. Jakieś tam koleżanki miałam. Od czasu do czasu można było kogoś odwiedzić. Ale gdzieś ominęły mnie wszyskie doświadczenia tego wieku: wielkie przyjaźnie, tajemnice, że Kamil dał Oli w prezencie cukierka, pierwsze miłości okazywane trzymaniem się za rączki. Moje jedyne wspomnienia to cztery ściany pokoju. Bo tak trzeba. Wtedy mi to jeszcze tak nie przeszkadzało. Wszyscy sądzili, że zmienię się w liceum w Warszawie. Nie no, taka ładna dziewczyna, od chłopaków się nie opędzi. Przecież to taka towrzyska osoba, wesoła. Sama myślałam, że w końcu bez opinii kujona, którym nie byłam, wszędobylskiego brata uda mi się coś zmienić. Było inaczej.
Najpierw poszłam do pierwszej szkoły. Byłam tam 2 dni. Tyle wytrzymałam w ciężkim szoku, że można palić w klasie, nie wpuścić nauczyciela i wywalać ławki. Byłam przerażona. Mama przeniosła mnie do szkoły, o której słyszała od koleżanki. I wcale nie było dużo lepiej. Wszyscy traktowali mnie jak wyżutka, bo nie wiedziałam, gdzie jest jakiś tam klub, nigdy nie byłam na żadnej imprezie ani nie pale. Wtedy po raz pierwszy stwierdziłam, że mam dość życia. Przeniosłam się do 3 liceum. To było inne życie. Odetchnęłam. Troche. Ale samotność męczyła dalej. Bo moje życie toczyło się między szkołą a domem. Ani kroku w prawo, ani w lewo. Tylko to. W szkole była moja klasa i ja, twór osobny. Zazrościłam im wszyskim. Oni mieli przyjaciół, którym mogli się wyżalić. Mieli miłości. Mnie nigdy nikt nie przytulał. Nikomu na mnie nie zależało. Jeśli z jakiejś przyczyny mnie nie było, nikt tego nie zauważał. Rodzice nadal uważali, że wszystko jest ok. Zdawała z klasy do klasy, nie piła, nie paliła, sprzątała, gotowała, Wysłuchiwała żalów wszystkich, Sama nigdy nic nie mówiła. Nikt mi się nigdy nie przyglądał. Nie widział jak wieczorami, zamknięta sama w pokoju na górze, płaczę.
Kiedy byłam w 2 klasie, zmarła babcia. Rok później dziadek. Wtedy załamałam się kompletnie. I nawet nie miałam komu powiedzieć. Przecież wszyscy cierpieli bardziej niż ja. Kto by się takim meblem domowym przejmował... Przez te trzy lata przecież trzeba było się zająć wiecznie rozżalonym i niezadowolonym ze wszystkiego synem. Trzeba było jeździć i kłócić się z nauczycielami i kierownikiem praktyk. Mnie nikt nie zauważył. Ja tylko siedziałam i godzinami słuchałam i doradzałam. Z tym ryzykiem, że jak coś pójdzie nie tak mi się oberwie. W 2 klasie zaczęłam też prawo jazdy. oblałam już osiem razy. Matka nie powiedziała mi w oczy jaki ze mnie kretyn, jak marnuje pieniądze. Ale brat nie był tak delikatny. Teraz mam iść na studia. dzienne państwowe. Znów duma, bo w całej okolicy jest tylko kilka takich osób. Większośc oblała maturę. Idę na studia, bo rodzina tak chce. Udaję, że żyje i patrzeę jak życiem cieszą się inni. Przyjaźnią się. Imprezują. Wiekszość ma prawka. Wożą się parkami. Cieszą życiem. A ja? Od połowy maja nie rozmawiałam prawie z nikim. Nie mam się do kogo przytulić. Z kim dzielić czymkolwiek. W dzień albo siedzę sama w domu, wykonując jakieś nakazane prace albo kręcę sama po okolicy. Bez szansy na porozmawianie z kimkolwiek. Bo w miejscowości, w której się wychowałam, nie znam prawie nikogo. Wieczorami siedzę po ciemku i płaczę. Ostatnio trochę popijam. ale nie za dużo, bo nie mam żadnego kieszonkowego w zasadzie 5 zł na tydzień wystarczy. Mam dość takiego udawania, że żyje. Ostatnio matka zauważyła, że to troche nienormalne, że tak siedzę. I zbieram dodatkowe zjoby w stylu idź gdzieś, dziwolągu. Tak dziękują za poświęcenie się rodzinie, za te godziny wysłuchiwania wszystkich żalów, za cierpliwe znoszenie awantur. Mam iść i znaleźć przyjaciół. Bo córka koleżanki z pracy ma. A ja bym nie chciała? Przestać cierpieć tej niesamowitej pustki, tego marginesu? To tak strasznie boli, ta samotność... ja już nie potrafię tego znieść. Ale wszystkie próby zmiany sytuacji kończyły się fiaskiem, nie mam siły,ten psychiczny ból mnie wykańcza...
Dziękuję, jeśli ktoś doczyta te bzdury do końca. Boję się pomyśleć, co by było, gdyby rodzice albo ktoś się dowiedział. Taki wstyd dla rodziny, taka niewdzięczność. Wiem, że inni mają gorsze doświadczenia. I zapewne to wszystko wina mojego egoizmu, zabieram miejsce i czas tym, którym można pomóc...







3046290-moje gg. porszę napisz.
dlaczego?
bo czytajac powyzsze mialam wrazenie ze czytam moja historie.. bo czuje tak jak Ty.
koszmar.
An.
Witaj biedne dziecko. Znam takie życie innych dzieci, ale faktycznie jeśli nie ma ci komu pomóc, to nie daj się i nie bój się, jesteś już dorosła. Przejdź się do psychiatry i opowiedz to wszystko szczerze, bo inaczej sobie nie poradzisz sama, a najgorsze to, że na pewno założysz kiedyś rodzinę i popełnisz te same błędy na swoich dzieciach, gdy ci ktoś nie pomoże, psychiatra nie jest dla chorych umysłowo, tak jak kiedyś uważano, tylko to przyjaciel duszy. Uwierz mi, jestem dorosła. Mam 56 lat i dopiero od dwóch lat leczę depresję. Co się okazało, miałam ją od dziecka, tylko byłam sama, ale wreszcie się odważyłam i nie mówiąc nikomu, tak jak zawsze poszłam sama i poprosiłam o pomoc. Teraz jest okej i życzę ci, skarbie, tego samego, pa powodzenia.
Cześć. Chcesz porozmawiać. Pisz śmiało na deep.seeker@gmail.com
Wiem jak się czujesz bo też tak miałem ale na szczęście udało mi się z tym poradzić (chyba). W każdym razie służę pomocną dłonią
Cześć.Ja również uważam, że powinnaś udać sie do psychiatry. On na pewno coś poradzi a juz na pewno dostaniesz skierowanie do psychologa. Terapia to dobra rzecz i pomaga. Zaczniesz teraz studia, poznasz nowych ludzi może inaczej spojrzysz na świat. Jeśli chcesz pogadać napisz izka62@poczta.onet.pl Zobaczysz w końcu wszystko sie ułoży, tylko daj sobie pomóc :)
Witam chetnie z Toba porozmawiam aczkolwiek nie tu na forum.Jezeli masz ochote prosze napisz na gosialaskowska5@wp.pl nie koniecznie musisz byc sama moge Ci w tym pomoc.pozdrawiam
Witaj:) uważam, że mam prawo, aby Ci powiedzieć:"jesteś w stanie, tak Ty moja Droga, wyjść z tego stanu..." moje gg 5575525. Napisz do mnie:)
Co prawda mam tylko 16lat ale bardzo chciałabym z tobą porozmawiać...Jesteś cudowną osobą i zasługujesz na wszystko co najleprze!! Jeśli znajdziesz chwile i ochote by popisać z małolatą to prosze odezwij się..to mój numer gg16180172
przede wszystkim udaj się do specjalisty!!! idziesz na studia dzienne, to ogromne wyzwanie, ale i osiągnięcie, podziwiam Cię i cieszę się razem z Tobą
i uważaj na siebie w Internecie, możesz skorzystać z porad specjalistów z tej strony, jest opcja zadania pytania - mi pomogli :)
Trzymaj się ciepło!
ciekawa jestem czy odezwałaś się do kogokolwiek...
przypuszczam, że niestety nie.
pamiętaj, że nie jesteś egoistką mówiąc komuś o sobie. Każdy potrzebuje się wygadać. pozdrawiam serdecznie
8090793 napisz, zrobię wszystko co w mojej mocy aby umilić Ci czas..;) Marta18
Dodaj nowy komentarz