abcZdrowie.plZdrowie.pl - serwis należy do sieci serwisów o zdrowiu polecamy:

Liczę na wasze zrozumienie!

30 marzec 2010, godz. 08:34
 

Witam.

Już od jakiegoś czasu przeglądam historie napisane przez Was na tej stronie. Postanowiłam w końcu napisać o sobie, choć ciągle mam wątpliwości, czy dobrze, że to robię. Trudno mi o tym mówić komukolwiek, ale liczę na Wasze zrozumienie.

Mam 19 lat, a prowadzę życie schorowanej emerytki (bez urazy dla starszych osób). Kiedyś miałam wielu znajomych, ciekawie spędzałam czas, byłam aktywna, ciekawa świata, ludzi, miałam mnóstwo energii, chciałam poznawać, doświadczać...żyć po prostu w pełni. Teraz czuję się jakby cała radość i chęć ze mnie uleciała. Nie mam na nic siły, do każdej czynności muszę się zmuszać, nawet o siebie nie chce mi się dbać :( Najgorzej jest z samego rana. Przytłacza mnie to wszystko co powinnam zrobić w ciągu dnia. Wiem, że to brzmi jakbym była leniwa, ale to naprawdę nie jest tak. Czuję taką niemoc, bezsilność. Nienawidzę siebie za to, walczę z tym codziennie, ale co to za życie... Od kilku lat, nie mam prawie żadnego życia towarzyskiego.

Kilkanaście miesięcy temu przeprowadziłam się do innego miasta, ale tu także ciężko mi się z kimś zaprzyjaźnić. Prawie nigdzie nie wychodzę, co najwyżej po konieczne zakupy, ale to też z niechęcią. Doszło już do tego, że wręcz boję się wychodzić, boję się ludzi. Wydaje mi się, że wszyscy, którzy na mnie spojrzą, myślą o mnie na pewno coś złego albo głupiego albo, wyśmiewają mnie w swoich myślach. Bardzo mnie to stresuje :( Czasami mam ochotę przepraszać ludzi za to, że w ogóle żyję, że zajmuję np. miejsce w tramwaju, albo przeszkadzam samą swoją obecnością gdziekolwiek. W ogóle mam wrażenie, że wszystkim przeszkadzam. Jestem miła i uczynna i bardzo staram się pomagać innym, ale to uczucie nie mija. Wciąż czuję się niepotrzebna. Zrobiłam się przez to bardzo nieśmiała i skryta, a to nie pomaga w znalezieniu przyjaciół. Mam mnóstwo kompleksów, które sprawiają, że czuję się beznadziejna. Trochę przyczyniły się do tego moje dawne znajome, ale nie zwalam wszystkiego na nie...to głównie moja wina.

Nie chcę już tak żyć, zamknięta w domu i swoim wewnętrznym światku, ale boję się, że inne osoby mnie zranią. Jedno złe słowo może mnie doprowadzić do płaczu i rozpaczy i będę rozpamiętywać to przez kilka następnych tygodni. Wszystko biorę do siebie, obwiniam się, za wszystko. Nie wiem już co mam zrobić. Czuję, że życie mi ucieka, że tracę swoje najlepsze lata zaszyta w domu, jedynym miejscu gdzie czuję się w miarę bezpiecznie, lecz dalej tak samo bezsilnie.

Bardzo się rozpisałam. Skończę już tutaj, bo pewnie i tak nikomu nie będzie się chciało czytać tak długiego i nieciekawego wywodu. Choć z chęcią napisałabym jeszcze dużo więcej, a już najchętniej chciałabym wygadać się komuś, kto by to zniósł i choć trochę zrozumiał. Moi bliscy to bagatelizują, a to jest naprawdę koszmarny stan. To, że jeszcze jakoś się trzymam i wstaję co rano z łóżka jest już dla nich oznaką, że wszystko jest ok...a wcale nie jest. Nie chcę zmarnować swojego życia. Proszę pomóżcie mi jakoś :(


Komentarze

07.04.2010 10:20
użytkownik anonimowy

Natalia, masz dopiero 19 lat. Jeszcze wszystko przed Tobą. Nie wiem co jest Twoim głównym problemem - strach przed życiem, brak chłopaka, przyjaciółki, problemy zdrowotne? Napisz mi kiedy ostatnio czułaś się szczęśliwa?

Pozdrawiam Cię serdecznie

09.04.2010 16:18
carrie

Wydaje mi się, że pomóc musisz sobie przede wszystkim sama. Idź do lekarza, masz 19 lat, więc myślę, że nie musisz nic mówić rodzicom.
Moja sytuacja psychiczna jest bardzo podobna, brakuje mi sił żeby wstać z łóżka, nic mnie nie cieszy. Wkurza mnie z dodatku jeśli ktoś jest zadowolony z życia, bo ja nie potrafię. Widzę z wypowiedzi, że jesteś bardzo wrażliwa. Spróbuj dostrzec w tym jakąś zaletę, taka wrażliwość pozwala dostrzec rzeczy niezauważalne przez innych ludzi.
Pozdrawiam.

09.04.2010 21:14
użytkownik anonimowy

Myślę, że rozumiem jak się czujesz. Masz 19 lat i wychodzisz tylko po zakupy? Bliscy to bagatelizują, co robisz przez resztę dnia, albo wieczorem, kiedy się lepiej czujesz? Napisz coś więcej o tym co dzieje się w Twoim życiu. Opowiadanie o samopoczuciu pomoże tylko na chwilę, na dłuższą metę nie.

11.04.2010 7:39
NataliaNina

Witam i dziękuję, za wasze komentarze.

Bałam się, że mój problem pozostanie tutaj bez jakiegokolwiek zainteresowania z Waszej strony.
Jeśli chodzi o pierwsze pytanie, to moim głównym problemem jest strach przed życiem, ludźmi. Boję się ich krytyki, tego, że mnie wyśmieją z jakiegoś powodu, wystarczy, że ktoś spojrzy na mnie jakoś "dziwnie" i już sobie myślę, że ten ktoś sobie myśli o mnie coś złego, bo na pewno nic pozytywnego. Dlatego między innymi nigdzie nie wychodzę, krępuję się odezwać w towarzystwie, choć kiedyś było zupełnie inaczej. Wszystkim złym co dzieje się w moim życiu i życiu bliskich mi osób, obwiniam siebie, a gdy ktoś powie coś miłego na mój temat, uważam, że kłamie albo ma w tym jakiś interes.

Co do mojej sytuacji życiowej.
Tak na co dzień o najchętniej bym nie wychodziła nigdzie, ale zakupy czasami trzeba zrobić. Chociaż ostatnio poszłam do kosmetyczki (taki prezent od Taty) i poprawiło mi to humor na trochę, ale to jednak nie jest spotkanie towarzyskie.
Jak już pisałam w swojej historii, niedawno przeprowadziłam się z dużego miasta, do o wiele mniejszego, z dala od mojego rodzinnego domu. Mieszkam z chłopakiem i jego rodziną, za którą średnio przepadam, ale żyjemy po prostu w zgodzie. On ma pracę, dość absorbujące go hobby, często nie ma go w domu, a ja w tym czasie chcąc nie chcąc jestem czymś w stylu kury domowej (bez urazy dla Pań zajmujących się domem), ale myślę, że w moim wieku to nienormalne. Jego znajomi to trochę nie moja bajka i czuję, że po prostu przeszkadzam, gdy przychodzę z nim. Poza tym jest to głównie męskie grono, mają swoje sprawy i tematy a ja im nie jestem do szczęścia potrzebna. Chciałabym mieć jakieś swoje towarzystwo, kilku znajomych, żeby nie zamykać się w tym swoim świecie do końca. Może jak znajdę pracę i poprawi się moja finansowa sytuacja, zapiszę się na jakieś zajęcia, albo kurs, o którym już dawno myślałam? Może w pracy mnie ktoś polubi? Nie wiem, ale liczę, że uda mi się to zmienić.

12.04.2010 11:20
użytkownik anonimowy

Droga Natalio, jeśli czujesz się niezrozumiana przez bliskich, przytłoczona codziennymi sprawami, zrezygnowana i bezsilna to możesz do mnie napisać. Ja tak właśnie się czuję i uważam, że mogłabym Cię wysłuchać, o ile oczywiście odczuwasz taką potrzebę. Mój mail: black.dahlia@o2.pl;
Pozdrawiam

12.04.2010 16:22
użytkownik anonimowy

Rzeczywiście nie możesz zamykać się w swoim świecie i nie możesz wisieć tylko na swoim chłopaku, bo to dobrze nie wróży. Żeby kogoś spotkać, nie wystarczy wyjść po zakupy. Potrzebujesz jakiegoś hobby dla siebie, czegoś co doda ci poczucia własnej wartości. Masz 19 lat więc zapewne skończyłaś szkołę średnią. Liczenie, że cię polubią w pracy (jak ją znajdziesz) to trochę jak lotto, zwłaszcza jeśli zachowujesz się lękowo.
Jesteś młoda, może warto zdobyć dodatkowe kwalifikacje: studia licencjackie (także w placówkach zamiejscowych), szkoły policealne, kursy komputerowe...
A co byś powiedziała na kurs językowy, fitness club, poszukała w necie jakiegoś ośrodka kultury z zajęciami typu taniec towarzyski (głównie panie, więc chłopak nie powinien być zazdrosny), dkf, siatkówka przy szkole, kurs makijażu (są nawet sponsorowane przez UE) itp. Szukasz pracy więc są różne dziwne szkolenia podciągane pod 'aktywizację zawodową', kursy pozyskiwania funduszy europejskich .... Pomyśl co lubisz robić, żeby rzeczywiście nie zamienić się w kurę domową, zależną i upokarzaną przez męża, prześladowaną przez teściów, o obniżonym poczuciu własnej wartości, bez żadnych własnych pieniędzy, znajomych ani zainteresowań...

30.04.2010 20:23
kamillaz

Witam.

Mam 19 lat. W końcu postanowiłem się tu zalogować. Mam już dość mojego życia. Całe moje życie to porażka. Zawsze byłem osobą zamkniętą w sobie, całkowicie nieśmiałą. Dzisiaj właśnie ukończyłem LO, za 4 dni matura. W liceum mam tylko 4 osoby, z którymi utrzymuje kontakty. W mojej klasie są takie osoby, do których przez całe 3 lata nie odezwałem się żadnym słowem. Wiem, to jest chore. Podobnie było zresztą w gimnazjum. Przez tych całych kilka lat codziennie towarzyszy mi to samo - niemoc, bezsens, poczucie pustki i zerowej wartości siebie. Chciałbym czasem z kimś porozmawiać, lecz nie mogę. Nie jestem w stanie z jakiegoś powodu. Prawie zawsze siedzę w domu, nie mam czegoś takiego jak "życie towarzyskie" - zresztą czuję coraz większą niechęć wobec bycia towarzyskim. Przez te całe 6 lat zdarzały się myśli samobójcze. Jednak w przeciągu ostatnich 4 miesięcy towarzyszą mi codziennie i są coraz mocniejsze. Często płaczę, myślę o samobójstwie. Miałem ostatnio taki dzień, w którym postanowiłem sobie "dzisiaj odbiorę sobie życie". Brakuje mi kogoś. Czuje się sam. Nie ma wokół mnie ludzi. Nigdy nie będzie, jeśli się nie zmienię - a właśnie meritum sprawy jest takie, że ja WIEM, że nic się nie zmieni. Moja depresja z każdym dniem jest coraz silniejsza. To, co napisałem to zaledwie cząstka tego co chciałbym przekazać.