- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Ludzie walczcie!
Ludzie walczcie!
Jestem osobą po wielu próbach samobójczych. Prawie wszystkie kończyły się na pogotowiu , reanimacji, a potem w psychiatryku. Zaczęło się od szkoły średniej, potem straszny trądzik i depresje, zaburzenia osobowości. Teraz mam już 36 lat i w lutym po dwóch cudownych latach znów próba zakończona połamaniem kręgosłupa. W ciągu tych dwóch super lat psychiatra jeden powiedział mi po niedługiej rozmowie, że jestem zdrowy psychicznie, ale nie był to mój długoletni lekarz prowadzący. Diagnozy lekarzy psychiatrów co do moich przypadłości zmieniają się jak w kalejdoskopie. Były różne rodzaje schizofrenii, depresje, chad, nerwice, zaburzenia osobowości itp.
Ostatnio pewien psychiatra w ogóle powiedział mamie, że nic do mnie nie pasuje, a już w ogóle nie działają neuroleptyki, więc on nigdy nie miał takiego pacjenta, który nigdy nie miał omamów , głosów, urojeń. Naprawdę jak jeździłem do klubów zrzeszających osoby z podobnymi problemami, to nie mogłem uwierzyć, że mają głosy, omamy itp. Dzięki bogu nigdy tego nie miałem co chyba wyklucza schizofrenie. Znajoma psycholog przez te wszystkie lata mówiła mojej rodzinie, iż dają mi błędne diagnozy, ona widzi raczej zaburzenia osobowości lub lękowo - depresyjne.
W latach 94-2007 byłem pozbawiony życia i energii, ale jakoś funkcjonowałem, głównie w łóżku. Nic mnie nie interesowało, a w sprawach duchowych byłem zatwardziałym ateistą. Ale wszystko zmienił koniec 2007 roku. Po wyjeździe, mnie ateisty do klasztoru koło Częstochowy, uczestnictwie w mszy i wypiciu winka wszystko się odmieniło, choć samemu trudno mi było w to uwierzyć. Po prostu wcześniej miałem takie ataki paniki, czyli lęku napadowego, że już żadne leki nie działały. Mimo kilkunastoletniego ateizmu powiedziałem, że zrobię wszystko, aby tylko ataki minęły stąd ta moja obecność w rzeczonym klasztorze. Pomogło! Poza tym przestałem nadużywać leków, bo byłem lekomanem, często zatruwałem się bez powodu. Zacząłem samodzielny, odpowiedzialny, a nade wszystko aktywny tryb życia, o którym nie marzyłem i nie dawali mi lekarze nigdy takiego zapewnienia - mój psychiatra był lekko mówiąc zdziwiony! Wszystko było super kontakty z ludźmi, imprezy wróciły dawne przyjaźnie, zerwane w czasie długich lat choroby, przeze mnie. Kluby, kina, wyjazdy, zakupy istny cud! Niestety tegoroczny luty przyniósł próbę samobójczą, w dodatku wszyscy byli pewni włącznie ze mną, że już nigdy jej nie będzie, a jednak.
Po szpitalu ortopedycznym wróciłem do domu, ale już nie powróciłem do łóżka, tylko postanowiłem walczyć. Było ciężko, bo do dziś jestem w fazie rehabilitacji, nosząc od pół roku gorset, ale po wypadku co też określano jako cud, mogę ruszać rękami i nogami, a teraz ćwiczę na rowerze stacjonarnym jak dawniej dla formy i biorę leki przeciwdepresyjne i przeciwlękowe, choć na dziś, czyli początek czerwca 2010 jest znów super!
Ludzie walczcie! Życie musi mieć równowagę, nie może cały czas być dobrze ani źle choć nie zawsze równowaga jest sprawiedliwa to warto poodwiedzać nawet kilku specjalistów lub po prostu zacisnąć zęby. O dziwo mi bardzo pomaga rodzina, przyjaciele, ale i po ostatniej próbie odwróciła się ode mnie kuzynka, której matka uznała mnie, za niepoczytalnego. Trochę boli, ale mam wiarę, nadzieje i inne podejście niż w latach degradacji jak to określam. Niestety wiem, że nie każdy ma taki komfort chorowania jak ja, ale właściwie to w dużej mierze sam sobie zawdzięczam dobrą formę, ponieważ mam silną wolę i dosyć dobry system wychodzenia z potrzasku co mi być może daje iq badane w 1993 roku wynoszące około 115 - lubię się tym "chwalić".
Mam plany na przyszłość i wiele hobby. W moim przypadku nie chcą mnie na tamtym świecie, próbowałem chyba 8 razy: podcinanie żył, leki, skok z wysokości itd. mógłbym tak pisać w nieskończoność tylko o słuchaczy trudniej, bo od lutego nie byłem nigdzie poza domem sam ze względu na gorset - następna kontrola w lipcu modle się już teraz, żeby zdjęli to mnie już" pości ". Całkiem i ponownie życie jak w Madrycie czego i wszystkim załamanym życzę, bo byłem przypadkiem beznadziejnym a pomimo wpadek i lat wegetacji.
Może ktoś zadzwoni na mój kom: 694227173-jestem osobą otwartą, kawalerem i moim zdaniem wielkim szczęściarzem.







Dodaj nowy komentarz