- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- MAM JUŻ DOŚĆ TAKIEGO ŻYCIA - PORADŹCIE, CO ROBIĆ?
MAM JUŻ DOŚĆ TAKIEGO ŻYCIA - PORADŹCIE, CO ROBIĆ?
WITAM SERDECZNIE:)SAMA NIE WIEM, CO TU ROBIĘ, ALE MUSZĘ SIĘ KOMUŚ WYŻALIĆ, PORADZIĆ, BO SAMA NIE DAJĘ JUŻ SOBIE Z TYM RADY...
MAM 30 LAT, MĘŻA, DWIE KOCHANE CÓRECZKI, ALE... WŁAŚNIE JEST TO ALE... POBRALIŚMY SIĘ 8 LAT TEMU, MYŚLAŁAM, ŻE ZNAM DOBRZE MOJEGO MĘŻA, ALE CHYBA NIE ZNAŁAM GO W OGÓLE. RODZICE OSTRZEGALI, DZIEWCZYNO, ZASTANÓW SIĘ, MASZ JESZCZE CZAS, ALE JA BYŁAM MŁODA I GŁUPIA, NIE POSLUCHAŁAM. NIE WIEM, MOŻE TO BYŁ LĘK PRZED SAMOTNOŚCIĄ... SAMA JUŻ NIE WIEM...
TERAZ WIEM, ŻE MÓJ MĄŻ NIE SZUKAŁ ŻONY, TYLKO SŁUŻĄCEJ I KOBIETY DO ŁÓŻKA... NIE BĘDĘ WPOMINAĆ O TYM, ŻE MA DWIE LEWE RĘCE, NIC NIE UMIE ZROBIĆ, ALE PRZEZ OSTATNIE DWA LATA TO JUŻ KOSZMAR... WSZYSTKO PRAWIE ROBIĘ SAMA. DZIECI , DOM, ITP... JAK BYŁAM W CIĄŻY Z DRUGĄ CÓRKĄ, MIAŁAM JUŻ POWAŻNY SPADEK PŁYTEK KRWI... GROZIŁO MI ZEJŚCIE PRZY PORODZIE I WTEDY, 3 MIESIĄCE PRZED PORODEM, BYŁAM ZAŁAMANA PO RAZ PIERWSZY, A MĄŻ NAWET MNIE NIE PRZYTULIŁ, MIAŁ GDZIEŚ, CO SIĘ STANIE ZE MNĄ I DZIECKIEM... PAMIĘTAM JAK SAMA STAŁAM CAŁYMI DNIAMI U HEMETOLOGA, OD 7 RANO DO WIECZORA W KOLEJCE... POTEM, JAK MAŁA SIĘ URODZIŁA, ŻADNEJ POMOCY. MIAŁAM CESARKĘ. MAŁA PŁAKAŁA, JA CAŁA OBOLAŁA, ON NAWET NIE ZAPYTAŁ, CZY NIE TRZEBA POMÓC, ALE MNIEJSZA JUŻ O TO...
POTEM ZAUWAŻYŁAM, ŻE ODSUNĄŁ NA BOK STARSZĄ CÓRKĘ. ONA TO CZUŁA, WIDZIAŁA... NIERAZ ZOSTAWIAŁAM MU DZIECI POD OPIEKĄ, ALE NAWET W TYM NIE MOŻNA MU ZAUFAĆ, BO SPAŁ, A MAŁA O MAŁO DOMU NIE PODPALIŁA, JAK BYŁAM NA ZEBRANIU U STARSZEJ CÓRKI...
NIE WIEM CZEMU, ALE JAK TO PISZĘ, JAKOŚ MI LŻEJ NA DUSZY... MOŻE KTOŚ POWIE, ŻE JESTEM GŁUPIA, ALE MUSZĘ NAPISAĆ, BO NIE MAM KOMU, ZARAZ BY MNIE WYŚMIALI... DO TEGO DOCHODZĄ PROBLEMY FINANSOWE... NO I Z CZASEM DOSZŁAM DO WNIOSKU, ŻE NIE NAWIDZĘ WŁASNEGO MĘŻA, ŻE MOJE MAŁŻENSTWO TO TYLKO GŁUPI PAPIEREK... W ŁÓŻKU NIGDY NIE MYŚLAŁ O MNIE, TYLKO JAK PIES, ZROBIŁ, CO MIAŁ ZROBIĆ I PA, ŻADNEGO CZUŁEGO SŁOWA, NIGDY KOCHAM... ODSUNĘLIŚMY SIĘ OD SIEBIE, ALE PO JAKIMŚ CZASIE ZACZĘŁAM CZUĆ OBRZYDZENIE DO NIEGO JAK............ (JUŻ MI ŁZY KAPIĄ) PRÓBOWAŁ MNIE WZIĄĆ SIŁĄ W ŁÓŻKU... POTEM PRZEPRASZAŁ, KWIATY PRZYNOSIŁ, WYBACZYŁAM.
MYŚLAŁAM, ŻE WIĘCEJ SIĘ SYTUACJA NIE POWTÓRZY. ALE DO CZASU...Z NOWU TO SAMO, PRÓBA GWAŁTU, JAKBY INNI TO OKREŚLILI... BÓL, ŁZY... NO I SIĘ ZACZĘŁO...
NA DZIEŃ DZISIEJSZY JESTEM CIENIEM CZŁOWIEKA, KIEDYŚ WESOŁA, TERAZ SMUTNA. NIC MNIE NIE CIESZY, NOCE NIEPRZESPANE, ŁZY SAME LECĄ, JAKIEŚ BÓLE W OKOLICY SERCA, SŁABOŚCI, MIAŁAM NAWET CHWILE TAKIEGO ZAŁAMANIA, ŻE CHCIAŁAM SKOŃCZYĆ ZE SOBA. NIE WIEM, CO MAM ROBIĆ? WIEM, ŻE ŹLE JUŻ ZE MNĄ, NIE JESTEM ROZMOWNA, JAK KIEDYŚ, ZAMYKAM SIĘ W SOBIE, NIE NAWIDZĘ ŻYCIA, SIEBIE, DZIWNE MYŚLI MNIE NACHODZĄ, CZASEM MAM OCHOTĘ TO ZAKOŃCZYĆ, ALE NIE WIEM, MOŻE TO STRACH.. .ROZWÓD? PORADŹCIE MI, PROSZĘ, BO JUŻ MAM DOŚĆ.






nie możesz myśleć o samobójstwie, bo przecież masz dwie córki. Co One bez Ciebie zrobią, co się z nimi stanie?? Myślałaś o tym?? Musisz porozmawiać z mężem, ale nie krzykiem i złością, tylko normalnie- jak z człowiekiem, którego kiedyś kochałaś. Opowiedz mu o wszystkim co Cię boli, powiedz jakim chciałabyś go widzieć. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co możesz czuć po wymuszonym seksie. Nie wiem czy jesteś w stanie wybaczyć mu to. Musisz rozważyć wszystkie za i przeciw odejściu od niego. Jakim jest mężem, ale też jakim jest ojcem? To poważna decyzja, ale jeśli wiesz, że Ty i Twoje dzieci będziecie szczęśliwsze bez niego, to nie zastanawiaj się ani minuty...
dziekuje :)ale z nim sie nie da normalnie rozmawiac bo ma wszystko gdzies nawet jak placze to jemu to wisi nie zapyta co sie stalo dlaczego czy moze mi jakos pomoc zawsze tak bylo ......mialam kiedys zalamanie silne to wogole sie tym nie przejal tylko zrobil to co rob zawsze idzie do swojej mamusi tam posiedzi i wraca wieczorem ....co do dzieci to moge powiedziec ze ja je wychowuje sama a on tyko pracuje na nie.......
Uważam, że łatwo jest doradzać, jeśli samej się tego nie przeżyło. Nie chce się wymądrzać ale czytając ten list widziałam w nim sama siebie. Miałam podobne myśli, ale jakoś przez to przeszłam. Dziś mam kogoś z kim jestem szczęśliwa. Jest to moja pierwsza i wielka miłość z przed lat, która nigdy nie wygasła, dlatego było mi o wiele łatwiej odejść od męża. ŻYCZĘ CI ABYŚ WZIĘŁA SPRAWY W SWOJE RĘCE, BO INACZEJ SKOŃCZYSZ W WARIATKOWIE. JA PRAWIE JUŻ BYM TAM BYŁA GDYBY nie obecny mój mąż, który odnalazł mnie po latach i postawił swoje życie na głowie dla mnie - dla Nas. Jest nam ze sobą cudownie, a nasze dzieci tzn. jego z pierwszego związku i moje doskonale się dogadują, nie tylko ze sobą, ale i z nami. Naprawdę jesteśmy szczęśliwi.
wiesz co, przypuszczam, że nie pracujesz. Spróbuj może znaleźć pracę. Myślę, że to rozwiązałoby problem jego małego zainteresowania Twoją osobą i podniosłabyś poczucie własnej wartości. Myślę, że zaczęłabyś żyć nowym- lepszym życiem. Nowe środowisko, nowi znajomi...Pomyśl o tym :) napisz czy się zdecydujesz,ok? pozdrawiam cieplutko
co do Twojego męża, to tak jak już pisałam- niestety nie jestem w stanie Ci podpowiedzieć co masz zrobić, czy walczyć jeszcze o wasz związek czy już nie ma sensu...Sama musisz to rozważyć i nie możesz słuchać nikogo. To Ty wiesz najlepiej jakim jest mężem i ojcem...
dziekuje za slowa wsparcia:)naprawde duzo mi to pomaga bo wiem ze jest ktos kto mnie rozumie i zawsze dobrym slowem jest ze mna.....dlugo sie zastanawialam nad napisaniem tej histori wachalam sie ale w koncu po dlugich przemysleniach sie odwazylam....bylo mi ciezko wydusic kazde slowo po kolei ,ale teraz moge powiedziec ze dobrze zrobilam bo jakos tak lzej mi sie zrobilo na duszy.....co do pracy to masz racje ,nieraz myslalam nad tym aby pojsc ale jest problem,nie mam z kim zostawic mlodszego dziecka .po pierwsze na przedszkole mnie nie stac po drugie mama mi powiedziala zebym nawet nie marzyla o tym aby isc do pracy bo ona przy moich dzieciach siedziec nie bedzie itp zawsze tak mowi.....po prostu zawsze jestem z nimi ja .Na rodzine meza nie moge liczyc ,gdyz nigdy bym nie zostawila dzieci pod ich opieka ,a tesciowa szkoda gadac ......hmmm co zas do meza to na razie musze z nim byc poki sie nie usamodzielnie i nie zaczne zarabiac sama na dzieci i siebie wtedy moge pomyslec o odejsciu bo wiem ze jak odejde tgo cala rodzina odwroci sie odemnie bede ta zla owca w rodzine bo jak mozna (cytuje slowa mamy "rozwod w naszej rodzinie nigdy w zyciu co ludzie powiedza ")wiec wiem ze nie mam co na nikogo liczyc tylko na siebie sama .niestety zycie nie wynagrodzilo mi za duzo jedynym szczesciem jakie mnie spotkalo to moje dwie ukochane coreczki....i dla nich wlasnie siedze w tym zwiazku i sie dusze .....
Natychmiast od niego odejdź! Nie ma się co łudzić że się zmieni, musisz pomyśleć o własnych uczuciach, a nie cały czas być służebnicą, zasługujesz na szczęście.
zostaw bydlaka i odejdź jak najdalej od niego....
dzieci dorosną a wtedy co? tyle lat wytrzymałam, to wytrzymam jeszcze, jestem za stara na szukanie pracy, szkoda majątku, który razem budowaliśmy, aon mi nic nie odda i zostanę bez niczego... i można tak wyliczać bez końca. zacznij myślec o sobie. Może jest w twoim otoczeniu ktoś kto zechce ci pomóc i wspierać. spróbuj zwrócić się do poradni psuchologicznej, to żaden wstyd, to twój mąż powinien się wsydzić, ze wpędzil cię w depresję. Głowa do góry, uwież w siebie i walcz!!! Walcz o siebie swoją godność i prawa do spokojnego zycia i szacunku. Boisz się odejść ze względu na pieniądze, ale przecież dostaniesz alimenty, czy nie wolisz żyć skromniej ale spokojniej? Jeśli tylko odważysz się walczyć, to na pewno znajdziesz sojusznika w tej walce.
Czytam twoją historię i to jest to samo ,co spotkało mnie w moim pierwszym małżeństwie. Mam 36lat ,tak jak ty ,też dwoje dzieci i kiedyś też cierpiałam podobnie.Odważ się go zostawić,zrób to dla siebie i dzieci. Nie musisz cierpieć i być z takim tyranem.Ja się rozwiodłam i wiem teraz ,że to była najlepsza rzecz jaką zrobiłam dla siebie i dzieci. Poznałam z czasem cudownego człowieka i jestem teraz jego żoną ,a dzieci mają z nim świetny kontakt. Nie bój się odważnych decyzji,masz 30 lat,życie przed tobą, nie możesz myśleć,że wszystko stracone i nic dobrego cię już nie spotka. Jesteś młoda ,masz prawo do szczęscia i nie przejmuj się innymi. nie możesz tkwić w takim bagnie. a ten bałwan nie ma prawa cię niszczyć. Kasiu pomyśl o sobie i o tym ,że może być lepiej. Ja życzę ci tego z całego serca. Asia1973.
Nie ma za co dziękować, wiem jak to jest jak nie masz z kim pogadać...i bardzo się cieszę, że jest Ci lepiej na duszy.:) Może wreszcie się przedstawię- też mam na imię Kasia. Chciałam się Ciebie zapytać w jakim wieku masz dzieci i jak daleko mieszkasz od większego miasta?? Sprawdzałam właśnie ile kosztuje przedszkole i myślę sobie tak, że dasz radę :) Ja wiem, że teraz to jest dla Ciebie zupełnie nierealne- zostawić męża, żyć samotnie, wynająć mieszkanie, samej pracować na wszystko. Chciałabym pomóc Ci uwierzyć, że to jest możliwe. Tylko, że to Ty musisz zrobić ten pierwszy krok- poszukać pracy. Przedszkole to jest koszt ok. 200 zł, a starsza może chodzić na świetlicę po lekcjach. Nie potrzebujesz pomocy teściowej. Pokarz jej i swojemu mężowi, że Ty też możesz dać radę. A Twoje Skarby będą na pewno o wiele bardziej szczęśliwsze jak zobaczą, że mama się wreszcie uśmiecha i jest zadowolona z życia...
dziekuje milo cie poznac Kasiu :)chwilowo mam problemy z netem i nie odpisuje bo mnie wyrzuca ciagle ale czytam Wasze odpowiedzi i jest mi bardzo milo ,ze ktos to czyta ,rozumie i dodaje slowa otuchy jeszcze raz wszystkim bardzo dziekuje
ostatnio Kasiu rozmawialam z corka o tym co moze nastapic w krotce i wydaje mi sie ze zaakceptowala to bez zadnych scen zlosci czy podobnych ,mowie o starszej corce chodz ma 7 lat lecz duzo rozumie ona zbytnio nie przepada za swoim ojcem jak pisalam wyzej on traktuje ja na pewno nie jak kochajacy ojciec bo jesli ojciec kocha to czy spycha dziecko z kolan lub odsuwa jak dziecko chce sie przytulic lub czy mowi do dziecka "czego znowu chcesz nie mam czasu"........mi sie wydaje ze kochajacy ojciec tak nie postepuje
Asiu zazdroszcze ci tak odwaznej decyzji ,bo bardzo malo kobiet decyduje sie na taki krok ,przewaznie boja sie ze sobie nie poradza i ja chyba naleze do tej wlasnie grupy ale coz w koncu trzeba bedzie cos postanowic bo ilez mozna nie mam sie do kogo odezwac nie mam z nim wspolnych tematow zainteresowan on tylko telewizor i spokoj to sie liczy dla niego jego nie obchodzi czy ktos ma problemy czy ktos sie chce wygadac ,,,,a jak juz cos powiem to mowi ze jak zawsze wyolbrzymiam sprawe tak bylo z seksem na sile poczulam sie jakby mnie ktos walnął mlotkiem w leb czyli wg. niego jemu sie nalezy bez wzgledu na wszystko a moje uczucia sa nic nie warte i tyle ......jak moglam wyjsc za takiego czlowieka teraz bije sie po glowie za to jaki popelnilam wielki blad
KASIU :)MOJE SKARBY MAJA 7 LAT I 3 LATKA
Jeśli nie mozesz już wytrzymać i czujesz,że mąż jest nienaprawialny zostaw go i zacznij życie na nowo. Nie mówie tu o rozwodzie, a o separacji. Masz na pewno jakis zawód. Rozejrzj się, zrób jakiś kurs, pomyśl co chciałaś robić, jakie były Twoje marzenia. Dziewczyno jesteś młoda i piękna. Uwierz w siebie i zacznij sie realizować. Zrób to dla siebie i dzieci. Dziewczynki chcą mieć mamę zadowoloną, zadbaną i uśmiechniętą. Na pewno poradzisz sobie. Żaden facet nie jest wart takiego cierpirnia. Jeszcze kiedyś będzie załował, że cię nie doceniał. Uwierz w siebie i pokaż mu co stacił!!! Małgosia
Witaj Kasiu, z tej strony Kasia :) Chciałam Ci napisać, że w zupełności popieram Panią, która wypowiedziała się powyżej. Jak będziesz miała ochotę pogadać, to podaję Ci mój nr gg 10147105. Pozdrawiam cieplutko
Znajomy brata narzekał kiedyś na swoją żonę (miał powody słuszne)... brat mu powiedział: 'to zmień', ten ze zdziwieniem zapytał co ma zmienić, na co brat mu odrzekł 'żonę zmień'.
Może powinnaś pomyśleć o zmianie męża? No minimum o rozwodzie. Jeżeli na niego liczyć nie możesz to co za różnica czy jesteś z nim czy sama.
Bez niego masz szansę wyjść na prostą, a reszta jakoś się ułoży.
KRÓLEWNO-TWOJEGO MĘŻA NIE MA W DOMU 9-10 GODZ. PRACUJE NA WAS. MOŻE USIĄDŹ I POROZMAWIAJ Z NIM SPOKOJNIE. CHYBA TROCHĘ ZNAŁAŚ CHARAKTER FACETA ZA KTÓREGO WYSZŁAŚ ZA MĄŻ. FOCHY ZOSTAW NA BOKU. NIE ZAROBISZ NA WSZYSTKO POLICZ WYDATKI. NIE KAŻDY OJCIEC CHCE DORASTAJĄCĄ DZIEWCZYNĘ BRAĆ NA KOLANA
WITAM...DZIWNE MASZ PODEJŚCIE DO CAŁEJ SYTUACJI......NIE ROZUMIEM JAK MOŻNA 7-LETNIEJ CÓRKI NIE WZIĄĆ NA KOLANA ,TYLKO POWIEDZIEĆ JEJ "CZEGO ZNOWU CHCESZ" ,TO MA BYĆ KOCHAJĄCY OJCIEC???? SKORO JEDNEJ OKAZUJE MIŁOŚĆ TO CZEMU DRUGA ODPYCHA ????ZAWSZE JAK TYLKO PODEJDZIE SŁYSZY SŁOWA: "CO CHCESZ ZNOWU". DLA MNIE TO NIE JEST MIŁOŚĆ KOCHAJĄCEGO OJCA . POTEM CÓRKI PRZYCHODZĄ DO MNIE Z PŁACZEM ZADAJĄC PYTANIE "MAMO, TATA MNIE CHYBA NIE KOCHA, BO ZA KAŻDYM RAZEM MNIE WYGANIA" ....CO DO PRACY NIE JESTEM ŻADNA KRÓLEWNA, JAK MYŚLISZ. PRACUJĘ WIĘCEJ NIŻ CI SIĘ WYDAJE, NAWET TE PRACE, KTÓRE NALEŻĄ DO MĘŻCZYZNY, A TO ŻE ON PRACUJE PO 8 GODZIN, GO NIE TŁUMACZY BO MA LEKKĄ PRACĘ TO RAZ, A DWA SĄ FACECI, KTÓRZY PRACUJĄ BARDZO CIĘŻKO A POSTĘPUJĄ INACZEJ :)POZDRAWIAM
Dla Ciebie mąż powinien być najważniejszy- a Ty dla niego. Nie wychodziłaś za "ojca" córek, ale za swojego "męża". Miłość do dzieci idzie potem; ale to jest inna miłość, bezwarunkowa, gotowa do poświęceń...
Twój mąż...z tego co opisujesz, jest po prostu zwykłym draniem, który, delikatnie mówiąc, nigdy nie traktował Cię jako kobietę.Jak zadbasz o siebie i zdrowo pomyślisz o sobie jako "kobiecie", to pomożesz także, a może i przede wszystkim sobie jako "matce". Sobie i córkom. Czasem strata jest największym zyskiem. Nie bój się zerwać z tym, co Cię boli i tak naprawdę niszczy i totalnie wypala. Nie jest to łatwe i nie będzie. Ale jedno jest pewne- życie z taką osobą jest koszmarem, a życie bez takiego, może być na początku tylko trudne, ale potem, może coś pięknego z tego wykluć się! Daj sobie szansę, kup los na loterii i ...zostaw go bez dyskusji;poszukaj pracy, zadbaj o siebie, pomyśl o zakręceniu się w jakimś fajnym towarzystwie...Na tym świecie są też fajni faceci, tylko trzeba jakoś wyjść im na przeciw!
Powodzenia! Nie jesteś sama, wierz mi.
DZIĘKUJĘ:)
Przeczytałam Twoją historię i zobaczyłam własne dzieciństwo i część mojego poprzedniego związku. Z małymi różnicami. Mówisz, że ''dla nich właśnie siedzę w tym związku i się duszę...'' Czy nie uważasz, ze lepiej byłoby im mieć mamę w 100%, którą mogłyby się cieszyć, a Ty mogłabyś być dla nich, a nie dla męża i zmartwień? Opuszczenie męża to duży ciężar z Twojej głowy i serca. Oddaje Ci siebie sama. Ciężko jest na początku, ale po czasie o wiele łatwiej. Ja mam 3 letniego syna. Zostawiłam faceta, dlatego, że nie byłam z nim szczęśliwa i każdego dnia chodziłam wściekła. Złościłam się na siebie, że nie potrafię oddać mojemu dziecku swojego czasu. Za to cały czas poświęcałam na pranie, prasownie, gotowanie i sprzątanie po moim facecie i ułożeniu wszystkiego tak jak powinno być. Od czasu jak z nim nie jestem, mam czas na wszystko, więcej cierpliwości dla dziecka, a poza tym poznałam kogoś, kto umie mnie kochać taką jaka jestem. I docenia rzeczy, które robię. Jednym słowem wróciła chęć do życia i chęć do cieszenia się nim! Mam nadzieje, że i Tobie się uda. Powodzenia kobitko!
Witam cię serdecznie :) Teraz jak opisałaś to co ty przeszłaś doszłam do tego samego wniosku, bo ja mam to samo, wszystko dokładnie jak ty. Do tego dochodzą męskie obowiązki, bo kto to ma zrobić jak nie ja, bo on się nie tknie. Tak samo chodzę nerwowa, wściekła, zła sama na siebie. Siebie obwiniam o wszystko, że jestem złą żoną, złą matką i że nie nadaję się do niczego, skoro tak jest. Stałam się zimna, oschła, po prostu kamień. Nawet się często zastanawiam czy nie moja to wina, że tak jest ,ale jak kiedyś rozmawiałam z psychologiem powiedział mi, że to nie ja powinnam tu być tylko on. Fakt, nie mam czasu w ogóle dla siebie, nie mówiąc już o jakimkolwiek wyjściu. Non stop dom, dzieci, obowiązki i tak w kółko. Często siedzę w kącie i plączę, jak nikt nie widzi. Chodź nawet czasem tego się nie da ukryć, ale cóż bez żadnej nawet reakcji. Wszyscy mówią jaki to kochany ten twój mąż, ba. Bo nikt nie zna go tak naprawdę jak ja -ja z nim przebywam pod jednym dachem i w sumie tylko cztery ściany wiedza jak jest. Cieszę się, że jesteście, że mam się komu wygadać, wyżalić. Od razu lżej. Dziękuję wam wszystkim i życzę wam zdrowych i wesołych świąt.
Kasiu, nie jesteś sama. Masz mnie. I zawsze na mnie możesz liczyć. Zawsze. Nie rzucam tych słów na wiatr. Jeśli zdecydujesz się odejść od tego barana masz wsparcie we mnie. A ludźmi się nie przejmuj, ani rodzicami, rodziną. TO nie ważne. Ważna jesteś Ty i dzieciaki. I na mnie zawsze możesz liczyć. Postaram Ci się pomóc na tyle, na ile będę miała siły i możliwości. Poradzimy sobie, słyszysz???!! DAMY RADĘ !
WIEM I DZIĘKUJĘ BARDZO ....JEST TO DLA MNIE WAŻNE , ŻE JEST KTOŚ NA KOGO MOGĘ LICZYĆ .....DZIĘKI WIELKIE:)
Jeżeli ci jest źle to nie czekaj aż mąż zniszczy ci życie, odejdź od niego albo po prostu szczerze pogadaj z nim.
Katarzyna , co tam u Ciebie? Postanowiłaś coś?
Kobieto odejdź od niego, raz się żyje.
WITAM SERDECZNIE:)CO POSTANOWIŁAM? OTÓŻ SZYKUJE SIĘ POWOLI DO ROZWODU, CHODŹ PSYCHIKĘ MAM JUŻ TAK SŁABĄ, ŻE NIE WIEM JAK TO WYTRZYMAM ......MĄŻ JUŻ WIE MNIEJ WIĘCEJ CO ZAMIERZAM ZROBIĆ I SIĘ NAWET Z TYM BARDZO ŁATWO POGODZIŁ. JUŻ NAWET MYŚLI O INNEJ KOBIECIE. MAM NADZIEJĘ, ŻE TO WYTRZYMAM CHODŹ BĘDZIE CIĘŻKO, GDYŻ TRZYMAJĄ NAS ZOBOWIĄZANIA FINANSOWE, A NIE WIEM JAK TO WYGLĄDA PRZY ROZWODZIE. PSYCHICZNIE JESTEM NA DNIE JUŻ .....ALE MAM NADZIEJĘ, ŻE SZYBKO Z NIEGO WYJDĘ CHODŹ JAK NA RAZIE NIE MAM ZAMIARU UKŁADAĆ ŻYCIA Z KIMŚ INNYM, BO Z TEGO CO PRZESZŁAM CZUJE BLLEEE DO FACETÓW. DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE WAM KOCHANI I MOJEJ SIOSTRZE, KTÓRA WIE O WSZYSTKIM I NAWET TUTAJ SIĘ WYPOWIEDZIAŁA
ZAZDROSZCZĘ, ŻE PODJĘŁAŚ JUŻ DECYZJĘ. JA CIĄGLE SIĘ WAHAM. A MAM TAKI SAM KOSZMAR JAK TY. MAM 32 LATA, WYŻSZE WYKSZTAŁCENIE A MĄŻ MNIE DOŁUJE. PRZY SYNKU KTÓREGO UWIELBIA Z WZAJEMNOŚCIĄ MÓWI DO MNIE SŁONICA, BO JESTEM GRUBA. BARDZO MNIE NISZCZY PSYCHICZNIE. PRAKTYCZNIE NIE SYPIAMY ZE SOBĄ. A JAK JUŻ TO KOSZMAR. NIENAWIDZĘ GO. TO NIENORMALNE. WIEM, ŻE JEST ŹLE. KRZYWDZĘ SWOJE DZIECKO. ALE LEPIEJ ŻEBY BYŁO Z JEDNYM Z NAS NIŻ W TAKIEJ RODZINIE. BOJĘ SIĘ ZE MĄŻ NIE ODPUŚCI SYNA I MRUK I NIERÓB. LEŃ SIERDZĄCY. NAWET JA WNOSIŁAM 3 TONY WĘGLA DO PIWNICY. BO ON ZMĘCZONY PO PRACY. CHYBA NIE MUSZĘ NIC WIĘCEJ DODAWAĆ. NIE MA JUŻ SZACUNKU DO SIEBIE DZIĘKI NIEMU. ZNISZCZYŁ MNIE. A NAJGORSZE, ŻE GRAM RADOŚĆ ITP. A W SAMOTNOŚCI CZĘSTO RYCZĘ I NIE WIDZĘ SENSU ŻYCIA. JAK TO JEST Z DZIECKIEM PRZY RODOWODZIE?
WITAM:)WIEM CO CZUJESZ BO JESTEM W TEJ SAMEJ SYTUACJI I TO SAMO CZUJĘ....WIDZISZ WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE ZNAM GO A TU NAGLE ZACZĄŁ DIABEŁ Z NIEGO WYŁAZIĆ. TERAZ ZACZYNA ROBIĆ SIĘ PIEKŁO. WCZORAJ DOWIEDZIAŁAM SIĘ, ŻE JESTEM ZIMNA, OSCHŁA NAJGORSZĄ Z KOBIET JAKIE MOGĄ BYĆ. ZAŁAMAŁAM SIĘ SŁOWAMI JAKIE WYPOWIEDZIAŁ ALE STARAM SIĘ NIE PODDAWAĆ DLA DZIECI. WYPOMNIAŁ MI NAWET TO, ŻE MNIE ŻYWI, A JA NIC NIE ROBIĘ, TYLKO LEŻĘ BYKIEM CHODŹ HARUJĘ JAK WÓŁ. ROBIĘ WSZYSTKO JAK NALEŻY, A NAWET WIĘCEJ. PŁAKAŁAM CZTERY GODZINY. SZOK STARSZA CÓRKA TAK SIĘ WYSTRASZYŁA, ŻE CHCIAŁA Z DOMU UCIEKAĆ. PODAJĘ CI SWÓJ EMAIL aparatka.30@tlen.pl
Chcesz to pisz może razem jakoś damy radę przez to przejść, wspierając się. Dowiadywałam się już jeśli chodzi o rozwód i sprawy z tym związane, więc pisz śmiało i pamiętaj, że musisz się trzymać dla dziecka, jesteś młoda i nie warto dla takich drani niszczyć sobie życia .WCZORAJ KTOŚ POWIEDZIAŁ MI ŻE MAM NIE POKAZYWAĆ MU ŻE PŁACZĘ, BO MA TYLKO SATYSFAKCJĘ (CHODŹ JAK TO SIĘ MÓWI LEPIEJ POWIEDZIEĆ NIŻ WYKONAĆ )POZDRAWIAM
Witam, ja myślę że trzeba się odważyć. Tak jak to napisała któraś moja przedmówczyni. Dzieci kiedyś odejdą, a Ty zostaniesz z NIM, a jednak SAMA. I wtedy będzie chyba jeszcze gorzej. Żyć tak obok siebie, a nie razem i jeszcze znosić takie traktowanie? Może to pasuje kobietom. które mają bogatych mężów, którzy potrzebni im są tylko do dawania kasy i właściwie poślubiły ich tylko z tego powodu. Ale kobieta, która wyszła za mąż z miłości, spodziewa się tego uczucia (nie twierdzę że będzie ono cały czas tak żarliwe) nawet po 30 latach małżeństwa. Nie wspomnę już o szacunku, zaufaniu i pomocy sobie nawzajem. Może to i przesłodzony obraz małżeństwa ale tak jest właśnie u mnie po 20 latach. Co wcale nie oznacza że się z moim mężem nie kłócę. Mamy sprzeczki ale zawsze są one rozwiązywane z wzajemnym szacunkiem i znajdujemy jakiś kompromis.
Ale jeśli się tak nie da to trzeba mieć odwagę to życie zmienić i tego serdecznie KATARZYNIE życzę.
Kasia, bardzo dobrze, że zdecydowałaś się coś zrobić ze swoim życiem. Strasznie jest tylko zrobić pierwszy krok. Później to już idzie samo :) Wraca chęć do działania. Zmiany cieszą i stają się wyzwaniem. Nie robiąc nic, cały czas zostanie się dokładnie w tej samej sytuacji. Tylko, że to będzie na przykład 20 lat później. Wtedy coś zmienić jest dużo trudniej.
dziękuję za wsparcie
Droga Kasiu, ja również myślę, że powinnaś zostawić bezuczuciowca... mówisz, że się prawie nie przejął, jak powiedziałaś o rozwodzie, żadnej skruchy(!), tylko jeszcze zaczął Cię atakować. Myślę, że on dobrze wie, ze to spowoduje Twój ból i strach, jemu jest wygodnie, że wszystko robisz, a krytyka chce Cię uziemić przy sobie. To nie jest miłość! Myślę, że poniżał Cię zbyt długo, Twoja samoocena zapewne jest słaba. Broń Boże, nie chcę nic przewidywać, ale pewnie jest na tyle chamski, że jak mu się nie oddasz w łóżku, to pójdzie do innej. To nie Ty jesteś zła, tylko on jest durniem. Walcz o siebie!!! Wydobądź swoja prawdziwą siłę i zgnieć robala :)
Droga Kasiu ja również myślę, że powinnaś zostawić bezuczuciowca. Mówisz, że się prawie nie przejął jak powiedziałaś o rozwodzie, żadnej skruchy! Tylko jeszcze zaczął Cię atakować, myślę, że on dobrze wie, że to spowoduje Twój ból i strach. Jemu jest wygodnie, że wszystko robisz, a krytyką chce Cię uziemić przy sobie. To nie jest miłość!..Myślę, że poniżał Cię zbyt długo, Twoja samoocena zapewne jest słaba. Broń Boże nie chcę nic przewidywać, ale pewnie jest na tyle chamski, że jak mu się nie oddasz w łózko to pójdzie do innej. To nie Ty jesteś zła tylko on jest durniem. Walcz o siebie! Wydobądź swoją prawdziwą siłę i zgnieć robala :)
Ja też mam 30lat i 3dzieci, 10lat i 6 letnie bliźniaki. Mój mąż wychodzi z założenia, że praca w domu to nie praca. Że tylko jego praca się liczy, bo dostaje za nią pieniądze. Wracając do domu nie zbytnio przejmował się tym, by mi pomóc np.przy dzieciach, bo przecież ja 'tylko siedzę w domu to jestem wypoczęta". Długo nie reagowałam na jego słowa. Próbowałam robić więcej, lepiej i co i tak było ciągle źle, mało. Aż powiedzialam dość. Zagrałam jego bronią skoro on mnie ciągle krytykuje to niech spojrzy na siebie. Zarabia i co...i to wszystko. Uraziłam jego męska ambicje. Zaczęłam chwalić innych np. że mimo to, że pracują potrafią zrobić coś w domu, pobawić się z dziećmi, a nie mają podane wszystkiego''na tacy'' tak jak on. To było podle ale sam mnie tego nauczył. Krytyki gdy coś mu się nie udaje, gdy czegoś nie potrafi [oczywiscie nie przesadzaj]. Jeśli mnie coś bolało, jego też to nie obchodziło [weź sobie proszka-mówił] teraz jak jego coś boli ja mówię to samo. Przestałam prosić go o pomoc, teraz on pyta czy może mi pomóc, albo po prostu to robi. Kiedyś po prostu za bardzo ''urósł w ambicje' 'i trzeba było go sprowadzić na ziemie. Udowodnić, że nie jest ''pępkiem świata''. Było trudno ale podziałało. Dużo siły życzę. Anka.
Witam :). Gratuluje, że Ci się udało. Pozdrawiam:)
Przykro mi, że to nic nie dało. Ale skoro podjęłaś decyzję o rozwodzie i z tego co widzę to nie z dnia na dzień. I nic do niego nie trafia to może masz rację, że nie warto walczyć. Mam tylko nadzieję, że masz kogoś z bliskich, kto pomoże ci to przejść. Gdy już zakończysz wszystkie sprawy na pewno ułożysz sobie życie z kimś kto będzie szanował ciebie i to co robisz. Wróci uśmiech i radość życia, bo na to zasługujesz. Na razie życzę ci dużo siły i wytrwałości. A on może się obudzi i zobaczy co stracił, ale chyba będzie już za późno]. Pozdrawiam serdecznie trzymaj się. Anka
Możesz rzucić męża, ale córki nie zniosły by aż takiej sytuacji. Może odbudujecie związek?
Może autorko tematu wyciągasz pochopne wnioski? Może zbyt mało szans dałaś mężowi? Czy Ty jemu coś dałaś od siebie? Czy może tylko wymagasz? Łatwo jest oskarżać kogoś, łatwo mieć pretensje i żale, trudniej zarzucić cokolwiek sobie. Piszesz, że Twój mąż potrzebował się z Tobą ożenić, by mieć sprzątaczkę, kucharkę itp., a czy Ty dawałaś mu cokolwiek więcej ponadto? Czy przez chwilę zrobiłaś coś, by dać mu odczuć, pokazać, że właśnie nie jesteś tylko kucharką, sprzątaczką? Zadajesz pytanie co on zrobił dla Ciebie, a co TY zrobiłaś dla niego? Nie mam tutaj na myśli dbania o dom, gotowania itp. o zrobienie czegoś dla niego. Łatwo jest przekreślić małżeństwo. Przekreślić coś, co trwało ileś tam lat. Tym bardziej, gdy macie dzieci. Dzieci przeżywają to wszystko ze zdwojoną siłą. Pomyśl o nich.
Oczywiście ja nie bronię pozycji męża. Chcę tylko byś, zwróciła uwagę właśnie na inne rzeczy.
Jeśli podjęłaś decyzję o rozwodzie to ok. Wierzę, że przemyślałaś to sobie bardzo dobrze rozważając wszystkie za i przeciw. Trzymam za Ciebie kciuki, jakąkolwiek decyzję byś nie podjęła.
Zresztą, co ja piszę - podjęłaś.
Dlatego trzymaj się.
Ale i jeszcze zastanów.
WITAM:) CAŁY CZAS SIĘ ZASTANAWIAM, BO TAKIEJ DECYZJI NIE IDZIE PODJĄĆ W JEDEN DZIEŃ .....PRZEDE WSZYSTKIM KIERUJE SIĘ DOBREM DZIECI, MYŚLĘ O NICH, O TYM CO DLA NICH NAJLEPSZE, O TYM ŻEBY NIE UCIERPIAŁY, DLATEGO ZWLEKAM Z PÓJŚCIEM DO SĄDU. CAŁY CZAS ROZMAWIAMY Z MĘŻEM, CHYBA ZACZĘŁO MU COŚ ŚWITAĆ, ŻE STRACIŁBY RODZINĘ. PRZEPRASZA, ŻE ŻAŁUJE WYPOWIEDZIANYCH SŁÓW. PROSI O OSTATNIĄ SZANSĘ .....WIĘC ZASTANAWIAM SIĘ DLA DOBRA DZIECI. CAŁY CZAS CO Z TYM ZROBIĆ? HMMM JA POTRZEBUJĘ CZASU, NIE IDZIE TAK NAGLE ZAPOMNIEĆ, O TYM CO BYŁO CO SIĘ WYDARZYŁO, ALE MYŚLĘ, CAŁY CZAS MYŚLĘ I SIĘ ZASTANAWIAM. KAŻDY KOLEJNY DZIEŃ NIESIE NOWE MYŚLI .....CHODŹ WCZEŚNIEJ PISAŁAM, ŻE PODJĘŁAM DECYZJĘ O ROZWODZIE TERAZ WAHAM SIĘ CZY DOBRZE ZROBIĘ (NIE MÓWIĘ O SOBIE TYLKO O DZIECIACH). MAM NA MYŚLI ICH DOBRO. JA JAK KAŻDA KOCHAJĄCA MATKA ZROBIŁABYM WSZYSTKO ŻEBY BYŁY SZCZĘŚLIWE WIĘC TAKŻE POŚWIĘCIŁABYM SIĘ NA ŻYCIE W ZWIĄZKU BEZ MIŁOŚCI, A CZY DAŁAM MU COŚ OD SIEBIE ???? CYTUJE SŁOWA MĘŻA" DAŁAŚ MI BARDZO DUŻO AŻ ZA DUŻO A JA POSTĄPIŁEM Z TOBĄ W TEN SPOSÓB. WIEM, ŻE KIEDYŚ DAŁABYŚ SIĘ POKROIĆ ZA MNIE A JA ZNISZCZYŁEM, WYPALIŁEM TO CO BYŁO, PRZEPRASZAM" TO SŁOWA MĘŻA, KTÓRE NIEDAWNO USŁYSZAŁAM :)POZDRAWIAM DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE ZE MNĄ, BO NAWET KRÓTKIE WASZE ZDANIA, A DAJĄ MI DUŻO, SZCZEGÓLNIE KOMENTARZ OSTATNI :)
Cześć Kasiu, czytam Twoją ostatnią wypowiedz i zastanawiam się nad swoją rodziną, a głownie nad swoimi rodzicami. Mieli wiele przejść, moja mama miała nas dwoje, a ojciec zarabiał na rodzinę. Nigdy jak byliśmy mali się nami nie opiekował, miał stresującą pracę. Lubił wypić nie raz uderzył mamę, prawie co wieczór pamiętam awantury nawet policja przyjeżdżała. Chodziłam nerwowa bo i nie raz próbowałam ich uspokoić, mój brat przeważnie siedział cicho. Teraz gdy sama jestem w związku wiele wybaczam, choć coś we mnie krzyczy że tak nie powinno być. Nasuwa się pytanie, czy w związku powinniśmy być szczęśliwi? Czy jednak do końca życia poświecić się dla dobra ogółu. Czy wzór moich rodziców powinien być moim wzorem? Czy nie skrzywdzę swojego dziecka ucząc go siedzieć w związku, który go nie uszczęśliwia?!
U mnie jest podobnie. Już nie raz przerabiałam przeprosiny i postanowienia poprawy. Ale nie ma się co łudzić, że drań się zmieni. Może na krótko bo będzie bał się że straci praczkę, sprzątaczkę, kucharkę i niańkę.
Dlatego jeśli masz w sobie odwagę żeby to skończyć to trzymam kciuki. I pokaż cwaniakowi gdzie jego miejsce, bo i tak nigdy się nie zmieni.
Ja mam starszą siostrę (ogólnie dwie), która np. dzisiaj przyjechała od naszej cioci. Ja coś do niej miłego mówię, a ona papuguje niemiłym głosem! Na co dzień robi coś takiego, że mnie dołuje, nie tylko papuguje o wiele gorsze rzeczy robi! Niech ktoś mi pomoże, co mam robić, żeby mnie nie dołowała? Proszę, niech ktoś odpowie, jakby co mam rocznikowo 10 lat, bo urodziłam się w 2000 roku, a ona 13 rocznikowo!
Co do ostatniego komentarza ty tu masz w komentarzach pomoc osobie która opowiedziała nam swoją historię, a nie opowiadać własną!! A co do cb Kasiu, zastanów się, raczej wątpię żeby taki drań się zmienił!! Pozdrawiam cieplutko i trzymaj się!!
Droga Kasiu, czytając Twoja historie, popłakałam się, poczułam jakbym czytała o sobie. Mam dwójkę dzieci, starsza 7 młodsza 3 lata, dokładnie jak ty, w tamtym roku przechodziłam depresje, brałam silne leki na uspokojenie, bo jedynym lekiem na moje małżeńskie problemy wydawało mi się samobójstwo, zwykle gotowanie i używanie noża wiele mnie kosztowało, żeby się nie pociąć.
Tak samo, jak u ciebie, mąż nie zajmuje się domem, dzieci są jego problemem, bo nie siedzą ciągle cicho, a najważniejszy jest telewizor. Mogę wymieniać i wymieniać, ale nie po to pisze. Przed świętami Bożego Narodzenia podjęłam decyzje o rozwodzie, ta myśl dodała mi sił i wiesz co? Mój mąż, kiedy się dowiedział, zaczął się powoli zmieniać, stał się nagle opiekuńczym ojcem, bardziej czułym mężem (choć szczerze przyznam, przyprawiało mnie to o mdłości, po tym, co z nim przeżyłam). Postanowiłam jednak dać mu szanse, nie dla niego, nie dla siebie, DLA DZIECI.
Święta spędziliśmy razem, później zmieniliśmy mieszkanie, zaczęliśmy urządzać się na nowo, trochę przypominało to nasze życie sprzed lat. Chciałam uwierzyć, że może być jak dawniej, jak na początku. Minęły trzy miesiące i nadal jest dobrze, czasem się kłócimy, ale oboje się zmieniliśmy. Mąż bardziej dba o nas, ja zmieniłam nastawienie, również pokazuje mu, że jest dla nas ważny i to nie tylko chodzi o dobry obiad. Czasem razem gdzieś wyjdziemy tylko we dwoje, nie chcę zapeszać, ale teraz ciesze się, że postanowiłam zostać. Nie wiem czy za rok, dwa, pięć to się nie powtórzy, ale na pewno dzieci będą starsze. Czas przynosi rozwiązanie, mogę powiedzieć, że czuje się szczęśliwa. Czasem warto wybaczyć. KASIU ŻYCZĘ CI, ŻEBYŚ PODJĘŁA TRAFNĄ DECYZJE. JAKAKOLWIEK ONA BĘDZIE. DUŻO SZCZĘŚCIA, WYTRWAŁOŚCI, WIARY. POWODZENIA. MARTA
WITAM PONOWNIE:) DZIĘKUJĘ MARTO ZA OPOWIEDZENIE TWOJEJ HISTORII :)......PEWNIE SIĘ ZASTANAWIAJĄ NIEKTÓRZY CO U MNIE... NO CÓŻ...SAMA NIE MOGĘ UWIERZYĆ W TO, CO SIĘ STAŁO, ALE JESTEŚMY NADAL RAZEM. TAK JAK U CIEBIE, JAK MĄŻ SIĘ DOWIEDZIAŁ O ROZWODZIE I O TYM, ŻE ROZSTANIE SIĘ Z DZIEĆMI, BYŁO TO DLA NIEGO TOTALNYM WSTRZĄSEM, TAK JAKBY PORAZIŁO GO PORZĄDNIE PIORUNEM... ZMIENIŁ SIĘ NIE DO POZNANIA, JEST CAŁKIEM INNYM CZŁOWIEKIEM, PO PROSTU JAKBY ZDARZYŁ SIĘ CUD...
TAK SAMO U MNIE... DAŁAM MU OSTATNIĄ SZANSĘ, ZACZYNAMY WSZYSTKO POWOLI BUDOWAĆ NA NOWO, ZMIENIŁ SIĘ W STOSUNKU DO DZIECI I DO MNIE, ZACZĄŁ POMAGAĆ W DOMU, OKAZYWAĆ UCZUCIA, DUŻO ZACZĘLIŚMY ROZMAWIAĆ (CO KIEDYŚ BYŁO NIEREALNE). SAMA JESTEM ZASKOCZONA TAKĄ NAGŁĄ ZMIANĄ (ALE ZOBACZYMY CO CZAS POKAŻE).
PRZEDE WSZYSTKIM KIEROWAŁAM SIĘ DOBREM DZIECI, NIE CHCIAŁAM POCHOPNIE PODEJMOWAĆ DECYZJI O ROZWODZIE, DŁUGO MYŚLAŁAM, BORYKAŁAM SIĘ, CO MAM ZROBIĆ, DLATEGO TUTAJ OPISAŁAM WSZYSTKO (DODAM, ŻE DUŻO DAŁO MI TAKIE WYŻALENIE SIĘ, ULŻYŁO MI). DZIĘKUJĘ PRZEDE WSZYSTKIM TYM, KTÓRZY CZYTALI I WSPIERALI MNIE DOBRY SŁOWEM :)
JAK NA RAZIE ZMIENIŁAM SIĘ, ZACZYNAM WIERZYĆ W SIEBIE, CZĘŚCIEJ SIĘ UŚMIECHAM, JUŻ NIE JESTEM ZAMKNIĘTA W SOBIE, TAK JAK NA POCZĄTKU... FAKT, ŻE SŁOWA, KTÓRE USŁYSZAŁAM OD MĘŻA ZABOLAŁY I PEWNIE ICH NIGDY NIE ZAPOMNĘ, ALE MYŚLĘ, ŻE TAKA BURZA BYŁA POTRZEBNA W NASZYM ZWIĄZKU, INACZEJ PEWNIE DALEJ BYM SIĘ MĘCZYŁA, A TAK WIDAĆ DUŻE ZMIANY W ZACHOWANIU MOJEGO MĘŻA...
CO BĘDZIE DALEJ, NIE WIEM, ALE MAM NADZIEJĘ, ŻE TA ZMIANA ZOSTANIE JUŻ NA ZAWSZE, BO NIE WYOBRAŻAM SOBIE, ŻEBY PRZECHODZIĆ PRZEZ TO WSZYSTKO OD NOWA. MĄŻ PRZYSIĄGŁ, ŻE JUŻ NIGDY NIE POWTÓRZY SIĘ TA SYTUACJA, JAKA PANOWAŁA W NASZYM ZWIĄZKU... WYDAJE MI SIĘ, ŻE ON DOPIERO TERAZ DORÓSŁ DO TEGO WSZYSTKIEGO, ŻEBY BYĆ OJCEM, MĘŻEM...
A CO DO UCZUĆ, NIE MÓWIĘ, ŻE GO POKOCHAŁAM NA NOWO, ALE MOŻE Z CZASEM MIŁOŚĆ PRZYJDZIE SAMA... ZOBACZYMY CO CZAS POKAŻE, MÓWIĄ, ŻE CZAS LECZY RANY, CHOĆ NIE ZAWSZE...
WIĘC MARTO, WYBACZYŁAM MU TAK, JAK TY, I DAŁAM MU SZANSĘ, DZIĘKUJĘ I RÓWNIEŻ ŻYCZĘ TOBIE I INNYM KOBIETOM SZCZĘŚCIA, ABY TEŻ MIAŁY DUŻO SIŁY I WIARY W SIEBIE ORAZ PODJĘŁY DOBRĄ DECYZJĘ :) JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ WAM WSZYSTKIM :) KASIA:)
Pół roku i taka zmiana :) Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego pani Kasiu :)
Dodaj nowy komentarz