abcZdrowie.plZdrowie.pl - serwis należy do sieci serwisów o zdrowiu polecamy:

Moje dziwne podejście do życia

5 luty 2010, godz. 23:57
 

Witam, mam na imię Adam. Mam 23 lata i mniej więcej od roku, może od nieco dłuższego czasu mam dziwne podejście do życia i ogólnie wyjątkowo odmienne spojrzenie na wszystko, co mnie otacza. Również na wszystkich dookoła. Jak w tytule (czy jakkolwiek by to inaczej nazwać) nie wiem jak to dokładnie określić.

Uważam, że nie mnie to oceniać. Nie chce się sam zakwalifikować do konkretnej "kategorii". Ogólnie wszystko zaczęło się po szkole średniej. Wtedy uważam, że zaczęło się wszystko zbierać. Poprawka z matury, rok przerwy, dorywcze prace dla zabicia czasu i niewielkiego zarobku, kilkumiesięczny pobyt w szpitalu z powodu choroby płuc, ciągłe problemy z dziewczynami (ale to pomińmy). Gdy w końcu po drobnych przejściach poszedłem na studia (co prawda zaoczne i drogie, ale zawsze to jakiś krok naprzód) i poznałem wymarzoną dziewczynę, wszystko zaczęło nabierać cudownych, kolorowych barw. Lecz po 1,5 roku wszystko zaczęło się psuć (bo w końcu ile może trwać szczęście).

Dziewczyna mnie zostawiła, wyrzucili mnie ze studiów, gdyż cały swój czas i uwagę poświęcałem pielęgnowaniu związku. Została mi tylko praca, którą udało mi się zdobyć mniej więcej w tym samym czasie kiedy zacząłem się spotykać z tą właśnie dziewczyną i kiedy poszedłem na studia. Myślę, że stałem się przy okazji pracoholikiem, gdyż każdą wolną chwilę spędzam w pracy, aby wyłączyć myślenie na temat życia prywatnego. Nie mam również przyjaciół ani żadnych kolegów czy koleżanek. Znam tylko kilka osób w pracy, z którymi czasem zamienię słowo "na papierosie". Nie ukrywam również, że kilkukrotnie miałem myśli samobójcze, bo wszystko za co się nie zabiorę obraca się w pył. Do niczego nie potrafię się zabrać. Mam tylko pracę i nie wiem co zrobię, jak stracę i tą ostatnią rzecz, na której mi tak naprawdę zależy. Jedyną pociechą dla mnie jest muzyka, od której (wszyscy wszędzie się śmieją i mi to powtarzają) jestem uzależniony. Ciągle chodzę wszędzie z odtwarzaczem mp4. W domu, aby również uciec gdzieś myślami, do lepszego, ciekawszego świata i aby poczuć się jak ktoś inny, czytam książki i oglądam filmy. Czuje się jak jakiś "dzikus" czy "odmieniec".

Jestem BARDZO samotny i najgorsze jest właśnie to że nie wiem jak sobie z tym poradzić. Nigdzie nie wychodzę z domu. Nie ruszam się nigdzie tylko "kursuje" z domu do pracy i pod koniec dnia znowu do domu do filmów i książek. Od kilku dni zaczynam przy moich rozrywkach popijać alkohol dla urozmaicenia i zalania smutków. I choć nie chciałem wcześniej poruszać tego tematu, to jednak dodam o tym kilka słów. Chodzi mi dokładnie o moje relacje z kobietami. Ogólnie raczej chyba mnie lubią. Przynajmniej tak mi się wydaje, jak czasami z nimi rozmawiam na przerwie w pracy. Ale nie mam na tyle śmiałości żeby się jakoś z którąś zaprzyjaźnić, nie mówiąc o czymś więcej. Jest w pracy kilka takich, które to BARDZO mi się podobają. Jestem po prostu bardzo nieśmiały i wstydliwy. Tak przynajmniej uważam. Czuje się po prostu jakbym popadł już w taką rutynę. Ciągle to samo i żadnych, ale to nawet najmniejszych zmian. Zupełny brak. I tylko coraz bardziej odsuwam się od życia społecznego, jeśli można to tak nazwać.

Jak pisałem wcześniej, nie chce sam się osądzać, więc piszę z prośbą o jakąkolwiek odpowiedź. Chcę po prostu przeczytać czyjąś opinię na ten temat, a osobiście wstydzę się udać z tym do psychologa czy gdziekolwiek indziej. Choć wiem, że takie rozmowy, sesje czy jak to się fachowo nazywa, bardzo pomagają. Jeśli ktoś to przeczyta i ma ochotę, to proszę o odpowiedź.

Z poważaniem, Ada$

słowa kluczowe:

Komentarze

07.02.2010 21:46
użytkownik anonimowy

Uważam, że jesteś wspaniałym człowiekiem. Najważniejsze żebyś uwierzył w siebie i szedł przez życie z podniesioną głową. Wszystkie życiowe niepowodzenia odbiły się negatywnie na Twojej psychice i dlatego tak dziwnie się zachowujesz. Pamiętaj, że każdy jest kowalem swojego szczescia!!! Najwyższy czas rozpocząć nowe życie.
Najważniejsze jest zdrowie, a resztę można zmienić. Życzę Ci dużo sukcesów w pracy i powodzenia w życiu prywatnym.

13.02.2010 0:05
illocochico

Dziękuję za słowa otuchy. Ale skąd wiesz że jestem "wspaniałym człowiekiem" ? :)
Jednakże uważam, że jest ziarnko prawdy w tym co napisałaś/napisałeś. Będę się starał coś z tym zrobić.
Nie spodziewałem się, że w ogóle ktokolwiek odpisze.
Jeszcze raz dziękuję.

09.02.2010 22:51
użytkownik anonimowy

Witaj. Właśnie przeczytałam Twoja wypowiedź. Myślę, że to co czujesz, przypomina w tym momencie to co czuję ja.
W tym roku mam maturę - i to na tym powinnam się skupić. Jednak nie mogę, nie jestem wstanie się uczyć, skupić się na czymkolwiek. A nigdy nie miałam problemów z nauką, żeby uciec od tego tak jak Ty chodzę w słuchawkach, bo nie potrafię się inaczej uspokoić...(tylko to wchodzi w grę, bo czytanie książek też mi nie idzie).
Mam takie stany depresyjne, które budzą we mnie agresję, płacz, niechęć do życia. Mam ochotę utopić się w alkoholu lub zanurzyć w dragach - czasami mam nawet myśli samobójcze ...
Nie wiem z czego to wynika. Może właśnie niepowodzenia w miłości w szkole i we wszystkim co robię. Za każdym razem, kiedy szukałam pracy dorywczej - klapa. Prawo jazdy też nie idzie najlepiej, bo nie potrafię skupić się na drodze (ostatnio wpadłam w szał, kiedy zdawałam egzamin wewnętrzny - osoba egzaminująca była przestraszona, nie wiedziała jak mi pomoc, a ja już do końca nie mogłam się uspokoić). Mam wrażenie, że jestem tak beznadziejna, że nic mi się nie udaje i nigdy nie uda, a wszystkim idzie to gładko i bez problemu.

Wiem, że jest dopiero luty i mogę jeszcze dużo zrobić, jednak to do mnie nie dociera i nie wiem jak mam z tym sobie poradzić. Czas mija, a ze mną coraz gorzej. Mam straszne zaległości w nauce. Ne wiem czy zdam maturę i nie wiem czy zaliczę w ogóle ostatni rok, a tak bardzo zależało mi by pójść na dzienne studia? Ale na to nie ma szans. Psycholog u której byłam 2 razy powiedziała: " skup się na tym co teraz, a nie na tym co będzie za kilka miesięcy". W tym rzecz, że nie potrafię. Mówiła, że nie powinno mnie obchodzić zdanie innych - jednak zależy mi na tym dalej, aby postrzegano, że jestem fajna,ładna......no i rodzina żeby myślała, że dobrze mi idzie z nauką - bo przecież zawsze tak było. Nie potrafię sobie wyobrazić co będzie jak się wszyscy dowiedzą, że nie zdałam- I TO JEST MÓJ BŁĄD W MYŚLENIU, BO PRZECIEŻ JESZCZE NIBY DUŻO CZASU. Chciałam być idealna co skończyło się dla mnie źle, jak widać. Nie wiem czy mam chodzić do tej pani psycholog, bo nie czuję, że ona mi pomoże, a to tylko wydane pieniądze (80 zł. za wizytę)-i tutaj kolejny dół, że muszę aż tyle zapłacić. Z kolei -psychiatra? Nie wiem. Zarzuci proszkami (nasenne lub na uspokojenie) i tyle, a nic to nie da, bo co z tego jak się z tym prześpię. Później problem urośnie i będzie jeszcze większy

Na zewnątrz ludzie np . w szkole nie domyślają się, że może mi coś być, ze mam takie straszne kompleksy na temat swojego wyglądu, charakteru i tego co zrobiłam, a raczej nie udało mi się zrobić, ponieważ jestem zupelnie inną osobą. Odważna, pewna siebie, zero nieśmiałości (taką sobie przybieram maskę)- czyli inaczej niż TY....wysoka, szczupła blondynka -wszystko super tylko, że ja tego nie czuję.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zaczęłam się odseparowywać od ludzi. To trwało miesiącami. Miałam dużo koleżanek, kolegów i nagle nawet nie wiem kiedy uświadomiłam sobie, że zostałam sama i nie wiem jak to się stało. Moi rodzice mówią :pójdź gdzieś, wyluzuj się, na dyskotekę, do pubu gdziekolwiek- ok tylko z kim? Mam tylko 2 dobre koleżanki, ale przecież nie będę widywała się z nimi codziennie....
Brakuje mi imprez, zabaw. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam gdzieś w gronie znajomych. Brakuje mi też męskiego uścisku, oparcia. Tak strasznie, że mam ochotę pójść z kimkolwiek na jedna noc, bez zaangażowania, żeby mieć to już za sobą, skoro nie ma nikogo na stałe. Najgorsze jest to, że jeśli ktoś się pojawiał, patrzyłam na niego przez pryzmat INNEJ osoby, na której mi kiedyś zależało, a która ode mnie chciała niestety tylko jednego (to było bardzo długi okres). Dlatego zostawiałam to. Potem żałowałam i jedno wielkie koło:( Wracając do tej INNEJ osoby to dziś patrząc na jego obecną dziewczynę wyliczam sobie rzeczy, które ma ona, a których nie mam ja. Mam tak też z innymi dziewczynami chłopaków, z którymi się spotykałam :( Myślę, że jestem już chora.....

Moje kompleksy przekładają się na życie osobiste, a życie osobiste na niepowodzenia w szkole, a co za tym idzie w innych dziedzinach też.

Mam nadzieje, że nie jest to dla Ciebie śmieszne ani żałosne co napisałam- chciałam abyś miał poczucie, że nie jesteś z czymś takim sam. Jeśli możesz napisz co o tym myślisz lub KTOKOLWIEK. Byłabym wdzięczna.

11.02.2010 23:21
użytkownik anonimowy

Cześć (28), myślę że dobrze zrobisz, jeśli zrezygnujesz z usług tej pani psycholog. Myślę również, że mylne jest twoje patrzenie na psychiatrę, myślałem tak samo :) Dopóki nie przekonałem się o tym na własnej skórze, że jest inaczej niedawno przekonałem się o tym, w moim przypadku, to Ja bardziej widzę u Siebie potrzebę skorzystania z leków, niż sam psychiatra, do którego zdecydowałem się pójść. W twoim przypadku może Ci poprawić koncentracje odpowiednim lekiem. Złe myśli przed maturą przeżywają wszyscy po prostu to trudna sytuacja. Strach ma wielkie oczy. Przenieś to wszystko do historii w zakładce, a otrzymasz fachową poradę, nie wiem czy się da tak zrobić. Pozdrawiam gorąco.

10.02.2010 1:56
użytkownik anonimowy

Na pewno popijanie alkoholu Ci nie pomoże, jeśli możesz to nie rób sobie problemu i nie wchodź w coś co nie przyniesie Ci korzyści. Moja sytuacja jest podobna, tylko do tego skończyła Mi się umowa o pracę. Jakieś trzy tygodnie temu byłem z wizytą u psychiatry, by coś mi doradził, bo po stracie pracy mam poczucie takie, że szkoda gadać, a ona do mnie z taką radą niech pan poszuka sobie pracy, nie jest pan przecież sam, pewnie ma pan znajomych przyjaciół, Matkę Bożą, księdza, a co mają powiedzieć i tu padły przykłady. Nic nie powiedziałem, to prawda ze Matką Bożą, msza św. to dobre źródła w życiu nadają mu sens, pozwalają odnaleźć swoje miejsce w życiu, odnaleźć to wewnętrzne zachęcanie nazywane powołaniem, ale to o nie jest jedyny wymiar życia człowieka Na tym się opierałem do tej pory, no i na pracy - ale bez niej to trudno niestety, a przecie człowiek to nie tylko dusza, ale też psychika, która ma swój sposób działania, potrzebuje, myślę czuję potrzebuję, by inni się z nią liczyli i powinna oczekiwać tego od innych, no i strona fizyczna, która też ma swoją przestrzeń wyrażając człowieka. Powodzenia