- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Nie potrafię pozbyć się myśli samobójczych i chęci odejścia z tego świata
Nie potrafię pozbyć się myśli samobójczych i chęci odejścia z tego świata
Gdy miałam 13 lat próbowałam podciąć sobie żyły. Jednak gdy już do tego doszło strasznie się przestraszyłam, i zrozumiałam, że wcale nie chce umrzeć. Nigdy nie potrafiłam nikomu wytłumaczyć, nawet sama nie rozumiałam, co pchnęło mnie do takiego czynu. Wymyślałam jakieś głupie historie. Po upływie czasu wydawało mi się że udało mi się wygrać, bo myśli samobójcze nie powracały, mimo to iż na rękach i nogach pozostały mi blizny i ludzie w dziwny sposób na mnie patrzyli. Wtedy się do tego przyzwyczaiłam. Dziś blizn już prawie nie mam.
Teraz mam 17 lat, wspaniałych przyjaciół i setki powodów by żyć. A jednak od jakiegoś czasu myśli samobójcze powróciły, dziwne sny i wizje własnego pogrzebu. Próbuje wyrzucić je z głowy, ale jest coraz gorzej. Ostatnio znowu targnęłam się na życie. Będąc sama w domu wzięłam garść tabletek i popiłam wódką. Ale przez cały dzień nie zjadłam żadnego posiłku i miałam tak silne odruchy wymiotne,że nie mogłam już wytrzymać i wszystko zwróciłam.
Od ludzi z którymi się spotykam słyszałam nie raz że się zmieniłam, a nawet że rzadko się uśmiecham. Zawsze jakoś się tłumaczyłam, próbowałam udawać że jest dobrze. Do tego spożywam alkohol w dosyć dużych ilościach i słyszę opinie "jak dziewczyna może tyle pić?" Nie umiem jednak komukolwiek powiedzieć o tym, że myślę o śmierci, bo się boję wyśmiania, albo sugestii, że przecież nie mam powodów, by odebrać sobie życie. Bo właściwie nie mam - w domu mam normalną sytuację (nie ma braku pieniędzy czy picia itp.), w szkole też jest dobrze (choć ostatnio pogorszyłam się w nauce), mam wielu przyjaciół i znajomych, a nawet mogę rzec, że jestem atrakcyjna i mam powodzenie. Ale jednak nie potrafię pozbyć się myśli samobójczych i chęci odejścia z tego świata.








Takich jak Ty jest wielu, jednak rzadko mówią o swoich problemach. Czują , że nie będą zrozumiane nawet przez najbliższych i sami siebie też nie rozumieją. Ja w młodości też myślałam o śmierci i oglądałam swoją śmierć we śnie, jednak nie targnęłam się wówczas na swoje życie. Później coś się we mnie zmieniło i byłam pełna chęci życia. Nie zmienił tego fakt samobójczej śmierci ojca, a po paru latach siostry. Chorowali na depresję, chorobę, której nie znałam. Miałam do nich pretensję, że zostawili mnie samą. Uważałam, że ja nigdy bym tak nie postąpiła. Gdy po kilku latach sama zachorowałam bez żadnej przyczyny na depresję była ona tak głęboka, że na własną prośbę znalazłam się w szpitalu. Tam dwa razy próbowałam się zabić. Pragnienie śmierci było wszystkim, owładnęło mną całą, zatruwało i paraliżowało moje ciało i umysł. O niczym innym nie myślałam, mimo iż miałam kochanego męża i dzieci. Lekarstwa nie pomagały. Dopiero gdy po nieudanych próbach samobójczych poprosiłam o elektrowstrząsy stał się cud. Miałam nadzieję na śmierć lub wyzwolenie i stało się. Zaraz po pierwszym zabiegu myśli samobójcze całkowicie zniknęły. Jednak byłam okaleczona psychicznie i dochodzenie do zdrowia przy pomocy lekarstw normorytmicznych trwało jeszcze kilka miesięcy. Teraz jestem zdrowa już przeszło 5 lat. Biorę lekarstwa, które mają nie dopuścić do nawrotu choroby. Czuję się dobrze, ale często myślę o mojej chorobie. Z nikim o niej nie rozmawiam, nawet z rodziną, choć niekiedy bardzo tego pragnę. Wiem jednak, że mnie nie zrozumieją. Jak można zrozumieć samobójcę? Nie chcę wprawiać ich w zakłopotanie. Zrozumieć mnie może tylko ten, kto sam TO PRZEŻYŁ.
Piszę Ci o swych przeżyciach, lecz to wcale nie znaczy, że możesz chorować na depresję. Może to być całkiem inna sprawa, tylko te myśli samobójcze, są niebezpieczne. Dobrze by było spytać o radę lekarza. Jednak oni nie zawsze potrafią w tych przypadkach postawić dobrą diagnozę. Do tej pory nie wiadomo dokładnie co jest przyczyną takich bezpodstawnych myśli i odczuć. Wiele na ten temat czytałam i jedną z hipotez jest sfera biologiczno- chemiczna i nieodpowiedni metabolizm w naszym organizmie. Niedobór pewnych substancji może powodować emocjonalne i psychiczne skrzywienia w odbiorze rzeczywistości. Czytałam, że może temu zapobiec stałe zażywanie większej ilości tłuszczu Omega 3. Można go dostać w kapsułkach z apteki. Znajduje się też w rybach. Powodzenia!
Cześć,
w sierpniu tego roku wzięłam ogromna ilość tabletek, nie było to pierwszy raz, ale tym razem byłam w szpitalu. Niewiele brakowało, a nie byłoby mnie na tym świecie...
Od tego czasu rodzina zwracała na mnie większą uwagę, każdy pytał czy wszystko ok.
Bezpośrednio po tym uważałam,że to głupota największa jaką zrobiłam w życiu, ale już od jakiegoś czasu myśli znowu powracają, prawie co dzień.
Nie mogę spać, jeść, o niczym nie potrafię myśleć i ten ból w środku,to okropne, nie umiem tego opisać...
To tak jakby ktoś serce mi ściskał i płuca. Serce wali jak oszalałe.
Nie umiem sobie z tym radzić, a wszystko przez jedną osobę.
Wiem, że znowu dojdzie do czegoś, nie chce ranić rodziców...
:(
Ja też mam taki problem. Nie wiem dlaczego i po co? Ale nachodzą mnie myśli samobójcze. Wiem, że należy z nimi walczyć i wiem, że to pomaga. Wiem, że można je przepędzić i to pomaga. Uchylałem okno i najzwyczajniej w świecie kazałem wynieść się wszelkim negatywnym energiom i destrukcyjnym myślą - pomaga. Jak to się dzieje, że po kilku miesiącach znów mnie nachodzą?
Nie mam już siły na wyganianie zła.
Mam podobne mysli...samookaleczanie sie...chec smierci...mam marzenia.....i zawsze walcze i udowadniam ze je spelnie...ze mi sie uda....i mysle ze marzenia jest mi latwiej spelnic...niz sie pozbyc mysli....mialam probe samobojczo w szkole...w lazience...jednak niepowiodla sie....wmawialam wszystkim ze bylam zla i jak zawsze chcialam sie pocioc....Przeciez bym niepowiedziala wszystkim ze chcialam sie zabic....nawet nie wiem jak to wyszlo...tak nie mialo byc....Poprostu czulam ze chce oddejsc...ze nieporadze sobie w zyciu...ze nie mam szans na spelnienie marzen i wszyscy majo racje..ze latam w chmurach. Pragne miec spokoj, a to dobry spokoj ze by przestac..walczyc. Nie wiem z kod sie te mysli wziely....Zawladnely calym moim zyciem....nawet w kosciele..modloc sie....chce umrzec....Mam wrazenie ze nie pasuje do swiata...ze sie dusze....Moze to depresja...teraz caly czerwiec siedzialam w domu....ani do miasta....ani do sklepu....ani z przyjaciolmi....a przeciez jestem duszo towarzystwa...zawsze mnie pelno wszedzie....raczej bylam.....Nie wiem dlaczego mi ta radosc znikla...Zostal mi jeszcze rok szkoly sredniej...mam 19lat....zarok chce isc na wymarzone studia....ale boje sie ze mysli nieznikno i niedoczekam sie i niespelnie marzen....ani nie skoncze szkoly...To mnie przeraza....ciesze sie ze ktos ma podobne mysli i mozna sie podbudowac ze nie jestem sama.....to troche motywuje...
Dodaj nowy komentarz