- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- NIE WIEM O CO WIĘC CHODZI
NIE WIEM O CO WIĘC CHODZI
Mam 51 lat jestem kobietą ze średnim wykształceniem, pracuję. Wydawałoby się, że nie jest źle, ale coś nie gra w tym moim życiu.
Mam 2 dzieci już dorosłych i wnuka. Praca, którą wykonuję nie sprawia mi satysfakcji, ale pewnie tylko dlatego, że jest jej nadmiar. Jestem "pracusiem"i naprawdę się staram, mimo to nie potrafię ogarnąć wszystkiego (moi koledzy również). Przez swoje szefostwo jestem chwalona, ale przez siebie nie. Zawsze za mało, za wolno, gdzieś w środku siedzi "coś" co mi to mówi. Szczerze mówiąc ja z niczego nie jestem zadowolona, nic mnie nie cieszy, nie ma chyba takiej rzeczy, która sprawiłaby mi radość. NIE WIEM CZEGO CHCĘ I O CO MI CHODZI.
Jestem krytyczna w stosunku do siebie i do innych. Mimo to często żartuję i tak naprawdę nikt nie wie co we mnie siedzi. Często mam zmiany nastroju. Moje życie to pasmo błędów, pomyłek, rozczarowań jestem nie do życia, szkoda o tym pisać.
Jestem sama rozwiedziona 2 razy. W pracy jestem lubiana i ceniona (tak mi się wydaje), jako kobieta też jeszcze dość atrakcyjna (tak mówią) w stosunku do rodziny też nie jest źle. NIE WIEM O CO WIĘC CHODZI.
Kiedyś byłam szczęśliwą osobą umiałam się cieszyć drobnostkami, nie rozmyślałam nad wszystkim, po prostu byłam szczęśliwa. Teraz czasami wydaje mi się, że wariuję, tak to dobre określenie. Najgorsze jest to, że wydaje mi się, że nikt nie jest szczęśliwy. To jest okropny stan gorszy od bólu fizycznego. Pozdrawiam Wszystkich







Polecam wizytę u psychoterapeuty. Celem wizyty byłoby określenie w jakim punkcie Pani się znajduje i co można przepracować dla poprawy / zmiany tego co niedomaga. Samemu trudno to ogarnąć. Pozdrawiam
bardzo dziękuję
chyba powinnam to zrobić
pozdrawiam
Chyba byłabym szczęśliwa na Pani miejscu. Zawalenie pracą, którą dobrze wykonywałabym oraz pochwały zwierzchników dawały mi kiedyś szczęście, wypełniały moje życie. Teraz mam inną pracę, gdzie nie mam zawalenia robotą, a moi zwierzchnicy nie chwalą mnie (i słusznie, bo nie ma za co). nie szanuję własnej pracy, wydaje mi się, że moje umiejętności i przydatność spadły do zera, chyba wszyscy dookoła też to widzą, łącznie z moim podwładnym.
Mam rodzinę, kocham ich, ale nie czerpię z tego satysfakcji. byłam pracoholiczką - szczęśliwą, a teraz nie mam pracy, w której realizowałabym się. Nie mam hobby, nie mam przyjaciół, nie mam radości w życiu.
Dla każdego chyba są inne źródła radości, ba, nawet definicja radości inna. Dlatego trudno coś radzić. trudno też samemu zmienić swoje życie na szczęśliwe. niewiele mądrego mogę powiedzieć Pani, właściwie piszę żeby wiedziała Pani, że i inni ludzie nieszczęśliwi są na świecie, nie Pani jedna. Mnie chodzi po głowie zaangażowanie się w jakąś charytatywną działalność - być komuś potrzebnym, wypełnić czas, przy okazji napatrzeć się na cudze nieszczęście i docenić to, co się samemu ma. Wiem, egoistyczne pobudki jak na działalność społeczną, ale może bycie wolontariuszem da radość i satysfakcję, nada życiu sens? Kto wie. na razie wstydzę się gdzieś zgłosić, zresztą co ja miałabym komuś ofiarować.
Pozdrawiam serdecznie
Dodaj nowy komentarz