- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Skutki złych sygnałów Kosmosu
Skutki złych sygnałów Kosmosu
Witam:)
Na profil trafiłam zupełnie przypadkiem, zaczęłam od czytania Waszych historii i postanowiłam podzielić się moją.
Mam 20 lat, jestem studentką i mam zupełnie niepoukładane życie, które oczywiście sama sobie komplikuje. Chciałam zacząć od początku, ale nie wiem, gdzie jest początek...... To może lepiej zacznę od końca. Ponieważ dopiero, teraz gdy jest za późno, dochodzi do mnie świadomość błędu, który popełniłam- a to jest koniec....
Wiecie byłam w kosmosie:) tak :) Kosmos dla mnie był z nim, to taki stan, kiedy jesteś z kimś i uświadamiasz sobie nagle, że świat dalej istnieje, przypominasz sobie, która godzina, że na następny dzień masz egzamin, że jest 4 nad ranem i trzeba wracać do domu:) Kosmos jest, gdy leżąc obok tej osoby, masz taką straszną świadomość, że sekundę temu nie myślałaś jeszcze o niczym, czujesz tylko szczęście i wiesz, że uczucie to jest dlatego, że obok jest ten ktoś:) Kosmos jest jednak nie do opisania, ale myślę, że wiecie, o co mi chodzi! To tyle na temat Kosmosu, bo kosmicznie też boli upadek na ziemie, upadek, który sama sobie zafundowałam.
Mój Kosmos i ja to bardzo skomplikowana sytuacja, do której muszę dołączyć jeszcze jeden element, mojego -ex, który znowu jest moim obecnym. Nie rozumiem, dlaczego ludzie, a właściwie ja umiem sobie tak skomplikować życie, mój związek z obecnym -Ex- trwał do października '09 półtora roku. Nie mogę powiedzieć, że nie było fajnie, bo było, ale to nie Kosmos.
Poznaliśmy się i jak to na początku było miło parę miesięcy, po jakimś czasie zaczęliśmy się ciągle kłócić. Mam wrażenie, że na początku bardzo mi zależało i starałam się naprawiać wszystko, chciałam, żeby do mnie przyjeżdżał, chciałam chodzić z nim na imprezę (ponieważ zaczęłam studia i miałam nowe towarzystwo, nie chciałam zamykać się w jednej osobie. Wiem jak to jest, gdy będąc z kimś odsuwasz od siebie innych.
On niestety nie chciał, obrażał moich znajomych, w ten sposób także mnie. Po jakimś czasie przestaliśmy się rozumieć, ja mając więcej swobody, nauczyłam się dużo niezależności. Wyjechaliśmy razem na wakacje na granicę i tu zaczął się prawdziwy początek końca. Wszystko załatwiałam ja, w końcu było mi przykro, że ja muszę myśleć o kontach w banku, zakupach, rzeczach, które trzeba wziąć, pytaniach, które trzeba zadać, a do tego mam jeszcze egzaminy, które muszę zdać przed wyjazdem, a On na dzień przed jedzie na ryby, nie martwiąc się o nic. Cóż mężczyźni.
Z jednej strony zawsze chciałam mieć kogoś, kto powie, że nie muszę się o nic martwić, bo wszystkim się zajmie, a z drugiej jestem osobą, która sama musi sobie wszystkiego dopilnować.
Aj i oto cała ja sprzeczność na sprzeczności, poganiana sprzecznością xD. Ale wracając, wyjechaliśmy- pierwsze trzy tyg. MASAKRA! On zgubił dokumenty, wszystkie (zostawił na dachu samochodu :) potem ciągle kłótnie, nie rozumiał, że ja tak jak on wstaje rano i żeby zrobić dla nas śniadanie, kiedy on smacznie śpi, muszę wstawać o 5, czasem zapomniał wrócić na noc, albo jeździł po obcym kraju z jakimiś naćpanymi kolegami, pożyczał od wszystkich pieniądze, bo swoje zgubił, a ja nie będę pożyczała na paczkę fajek, bo na mnie spadł obowiązek jego utrzymania. Z czasem zaczęłam się zastanawiać z kim jestem, nie poznawałam go, bym dla mnie bardzo chamski, parę razy się rozstaliśmy, ale musieliśmy wytrzymać 2 miesiące, więc trzeba było się pogodzić. I wiecie jak to jest kłótnie były co jakiś czas, ale jakoś dawaliśmy radę, tylko z uczucia pozostawało coraz mniej, przynajmniej z mojej strony.
Wróciliśmy, aby odbudować nasze stosunku pojechaliśmy w góry i..... 4 dni prawie się nie odzywaliśmy, chodziliśmy niby razem, ale nie mieliśmy o czym gadać. Po naszym uczuciu z mojej strony pozostało przyzwyczajenie, a z jego - ON z uporem maniaka do tej pory stara się wierzyć, że uczucie jest. To właśnie w tym czasie pojawił się mój Kosmos , nie wiem skąd wróciłam, zza granicy, a ten tak po prostu mieszkał sobie po cichu tam gdzie ja. Trochę (dla niego dużo ) starszy niż ja, spotkaliśmy się przypadkiem parę razy i po którymś wiedziałam, że muszę działać, muszę próbować go poznać, Udało się, zaczęliśmy się spotykać, a w moim związku psuło się coraz bardziej. Jak każdy z nam Kosmos też miał przeszłość- "miłość" która go rzuciła dla i innego, z tego powodu wmawiał mi, że nigdy już nie pokocha, że już więcej się nic takiego mu nie zdarzy. Mnie to bolało, uważałam, że chce mi coś powiedzieć, że chce mi dać do zrozumienia, że nic z tego nie będzie, ja też dużo mówiłam, ale o tym, że często czułam się zakochana, a potem się przechodziło, gdy pojawiał się ktoś inny. Mimo wszystko uznałam, że gra na dwa fronty nie ma sensu, zerwałam z moim chłopakiem i wtedy się zaczęło...
O tym, że miał depresję wiedziałam od początku naszego związku, ale nigdy nie widziałam tego, nie wiedziałam, jak to wygląda. Zaczął mnie zadręczać, przyjeżdżał do mnie codziennie, wystawał pod moim blokiem, dzwonił wieczorami, mówił, że życie już nie ma sensu, płakał, nigdy nie wiedziałam człowieka w takim stanie, nie poznawałam go. Napisał mi list, w którym powiedział, że się zabije, nie wiedziałam co robić, byłam nieugięta, nie dawałam sobą manipulować. Chociaż bardzo często miałam dosyć. Próbowałam układać sobie nowy związek z tym, z którym bywałam w Kosmosie :) Może chciałam za szybko, może potrzebowałam więcej zaangażowania, spotykaliśmy się dwa miesiące i nic tylko się spotykaliśmy, rozmawiało nam się coraz lepiej, zbliżaliśmy się do siebie, jednak on tworzył ciągle jakiś dystans.
Często odwoływał umawiane spotkania, czasem się kłóciliśmy o grę, którą prowadziliśmy między sobą. Żadne z nas nie chciało szczerze powiedzieć, co czuje i myśli, bojąc się, że zostanie zranione przez to drugie. Im bardziej się broniliśmy, tym bardziej tak się działo. Gdy odwoływał spotkania i zostawiał mnie na lodzie, nie chciał chodzić ze mną do baru, poznać moich znajomych, ani spędzić razem sylwestra stwierdziłam, że muszę uciekać, bo on mnie zrani, ja się zaangażuję, a on mnie kopnie w d**** W między czasie mój były często prosił mnie o spotkania, zmienił taktykę, już nie płakał, teraz próbował mnie podejść, obiecywał zmianę, którą nawet myślałam, że widzę, zapraszał mnie do spa, na randki itp. Przestał mnie szantażować, w Wigilię przyjechał z drogimi perfumami, podczas, gdy tamten przed Wigilią przestał się odzywać, a ja tylko nie chciałam, żeby kiedyś potraktował mnie jak swoje" koleżanki do łóżka " o których wiedziałam.
Przyszedł Sylwester, na którym byłam ja i mój były, a na parę dni przed Sylwestrem dzwoniła do mnie mama byłego prosząc, abym się zdecydowała, a najlepiej wróciła do byłego. Mój Kosmos Sylwestra miał spędzić gdzieś tam ze znajomymi, nie chciał ze mną, a spędził gdzie? W domu z kolei mój były w tej nocy po raz kolejny próbował mnie podejść, aż w końcu udało się, zgodziłam się wrócić do niego. Nowy Rok przepłakałam, do Kosmosu się nie odzywałam, on pisał, pytał co się stało, a ja nic. Sytuację wyjaśniłam parę dni później.
Ponieważ jest mądrym mężczyzną, starszym trochę, a nawet dużo, uznał, że odchodzi. Minął ponad miesiąc, przez ten czas wydarzyło się bardzo dużo, raz się odzywamy, raz się kłócimy. Teraz nie ma nic. Dopiero teraz, gdy na wszystko jest za późno, dowiedziałam się, że Kosmos chciał, zaangażował się, napisał kiedyś, że tęsknił, że stawałam się dla niego kimś więcej. Ja mam żal, że nie umiał mi tego powiedzieć wprost, przecież nie jestem wróżką, z jego zachowania wychodziło co innego, ja nie chciałam, żeby mnie zranił, a w sumie wyszło tak, że nie dość, że zraniłam się sama to jeszcze jego. Nie chce się ze mną spotkać, dać mi szansy, nie słucha moich tłumaczeń, a najgorsze jest to, że nie ufa mi.
Jeśli ktoś nie ma do kogoś zaufania, to wydaje mi się, że nie będzie już z tego nic... Jeśli chodzi o mój związek teraz, nic się nie zmieniło, jest nawet gorzej. Kłócimy się częściej, wolę spędzać sama czas. Dodatkowo nie umiem zapomnieć o Nim, mam do siebie pretensje, że wszystko zepsułam. Parę razy próbowałam naprawiać, niestety On uważa, że każdy ma jedną szansę i więcej nie dostaje I co teraz?






Droga niepoukładana:) Nic nie zepsułaś, chłopak z kosmosu miał swoją przeszłość i wciąż cierpiał. Dla niego było to zbyt wczesne angażowanie się w związek, może bał się, że przez jego cierpienie i rozchwianie emocjonalne i ciebie rani, a zapewne tego nie chciał, bo się wycofał chwilowo. Rany były zbyt świeże. Ja tak uważam, daj mu czas. Jeśli nie jesteś zadowolona z obecnego związku postaraj się zakończyć go, ale delikatnie, może kosmos, gdy zauważy, że jesteś samotna postara się odbudować znajomość i wówczas wszystko sobie wyjaśnicie. Pozdrawiam
Od czasu mojego wpisu minął niecały tydzień, a trochę się zmieniło :)
Kindziorku, dziękuję za radę:) nie jesteś jedną osobą, która uważa podobnie, że powinnam skończyć ten związek. Ale ja się boje. Jestem na siebie naprawdę wściekła, że zmiękła i poddałam się -zgodziłam wrócić.
Ale może o zmianach, napisałam do Kosmosu, że poddaję się i odchodzę i o dziwo, zaczęliśmy rozmawiać, ja przeprosiłam jego, on mnie za swoje zachowanie:)
Na razie gadamy sobie, piszemy itp. Boje się robić cokolwiek, bo takie "ciche dni" i okres "gorącego telefonu" te chyba już w naszym przypadku cykl cały. Z niepokojem czekam na to co zdarzy się niedługo, nie chciałabym żebyśmy się znowu pokłócili o głupotę, bo to taka trochę syzyfowa praca. Będę stale informować co się dzieje, a teraz muszę kończyć, bo napisał :)
Hejka, no to fajnie, że się do siebie odzywacie. To dobry znak. Wiem, że nie jest lekko, ja też mam swoją historię, nie wiem czy czytałaś ''Myślę, że on mnie już nie kocha'', również skomplikowaną. Bardzo bolesną, ale życie gna naprzód i mimo frustracji i porażek trzeba iść na przód, myślę że on doceni Twoje chęci, kiedy chciałaś być przy nim, kiedy było mu źle. Trzymam za Was kciuki :) Wpadnij tu czasem i napisz co tam u Ciebie :) Pozdrowionka
Dodaj nowy komentarz