- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Spójrzcie czasem co dzieje się dookoła was
Spójrzcie czasem co dzieje się dookoła was
Witam. Chciałbym przedstawić Wam moją historię - mam nadzieję, że będzie interesująca gdyż naprawdę jest nieco "zakręcona". Najpierw napiszę nieco o sobie, byście mogli łatwiej zrozumieć sytuacje. Mam 25 lat, jestem absolwentem AGH, osobą dość aktywną, zarówno umysłowo - pracuję jako grafik, oraz fizycznie - regularnie uprawiam sport w klubie. Dodatkowo zajmuje się muzyką oraz mam szereg innych zainteresowań. Jak do tej pory może zastanawiać to, w jaki sposób ktoś taki jak ja, "zaprzątnięty życiem", mógłby zapaść na depresję. Wszystko zaczęło się rok temu, gdy mój związek z dziewczyną zaczął się, delikatnie mówiąc, sypać. Kwintesencją tego powolnego rozpadu była moja rozmowa ze znajomym który, "chcąc dobrze", opowiedział mi o wydarzeniu o którym nie miałem do tej pory pojęcia - otóż pewnej feralnej nocy moja ex dziewczyna "zdradziła mnie" z człowiekiem, którego pamięta jak przez sen w knajpie sąsiadującej obok tej w której byłem ja (wyszła tylko na sekundę, do swojej przyjaciółki, pracującej za barem). Wywarło to na mnie dość paskudne wrażenie - w pewnym momencie po prostu się załamałem. Znajomy poradził mi wizytę u psychiatry.
Umówiłem się na wizytę - trwała mniej więcej godzinę. Przez ten krótki okres czasu wyrzuciłem z siebie wszystko co leżało mi na sercu. Lekarz dość celnie spointował moje słowa i przepisał mi leki antydepresyjne a konkretnie Stimuloton. Brałem go przez miesiąc. Nie wiem czy lek był źle dobrany czy też dawkowanie grunt, że miałem straszne problemy ze snem, zamieniałem się powoli w emocjonalne warzywo. Zacząłem łączyć ten lek z nasennymi tabletkami ziołowymi. W międzyczasie rozpadł się mój zespół, starałem się zbudować ponownie związek z dziewczyną etc. Konkrety nie są istotne. Ważne jest to, że pewnego dnia obudziłem się w szpitalu po napadzie padaczki. Był to mój pierwszy napad tego typu. Nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego co sie ze mną dzieje ani gdzie jestem. Pełna świadomość wróciła wraz z siłami po chyba dwóch dniach. W szpitalu byłem tydzień, wypisałem się na własną ręke nie mogąc znieść jego klimatu. W trakcie tego tygodnia miałem 5 tak zwanych "dużych ataków". Do tej pory biorę leki przeciwpadaczkowe z nadzieją, że to się nigdy nie powtórzy. A jak się sytuacja ma teraz? Teoretycznie teraz powinien nasąpić Happy End... Niestety jest inaczej. Dziewczyna poznała pewnego holendra, ciężko mi na nią nawet patrzeć... Zespół straciłem, rozpadł się tuż po nagraniu dema w studiu z nadzieją na jego wydanie. Straciłem wszystko co było dla mnie ważne w życiu. Czy ta historia ma komuś pomóc, zapytacie. Tak owszem... jeżeli sądzicie, że Wasze życie jest popi...one spójrzcie czasem co dzieje się dookoła was.







Doskonale Cię rozumiem i wiem jak się czujesz. Ja mam 27 lat i też jakiś czas temu wszystko się u mnie poplątało. Najpierw zostawiła mnie dziewczyna która zapewniała mnie że mnie kocha. Chwię później straciłem pracę, zawaliłem studia schudłem 8 kilo i wylądowałem u psychiatry. Obecnie biorę leki które jakoś trzymają mnie w ryzach normalności. Ale nic obecnie nie jest takie jak kiedyś. Kiedyś byłem uśmiechniętym, pełnym życia i energii facetem. Ale wciąż mam nadzieje że jutro będzie lepiej. Gdyby nie to już dawno bym totalnie zwariował. Oczywiście trzeba podjąć jakieś kroki w tym kierunku żeby było lepiej. Nie można bezczynnie czekać na cud. Bo chociaż w cuda wierzę to nie zawsze się zdarzają. I trzeba być trzeźwym realistą. Mam nadzieję że wszystko Ci się ułoży. Poznasz wartą Ciebie dziewczynę, która doceni twoją niespotykaną, ciekawą i bogatą osobowość. A przede wszystkim da Ci poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. A co do kapeli i twoich planów to życzę Tobie aby odrodziły się jak fenix z popiołów. I wzbiły się w powietrze jak (Led) Zeppelin. A czas na happy end na pewno nadejdzie. Daj sobie trochę czasu, on jest najlepszym lekarzem. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę dużo zdrowia...i naprawdę doskonale Cię rozumiem.
Czasami tracisz wszystko w jednym momencie. Wszystko to, co wcześniej było tak ważne. Przychodzi choroba, problemy. Po jakimś czasie okazuje się, że to, co wcześniej było tak ważne, przy obecnej sytuacji traci swój priorytet. Wartościujesz na nowo swoje życie, mniej ufasz ludziom, rośnie wrażliwość. Powstajesz jak feniks z popiołów. Odradzasz się wewnętrznie. Okazuje się, że już teraz nad niczym nie masz kontroli - nigdy nie wiesz, kiedy "to coś" znowu zaatakuje. Nie wszystko możesz zrobić sam. Strach, niepewność, brak bezpieczeństwa...
Bądź czujny. Dobro przychodzi często niezauważone. Często w drugim człowieku. To zło krzyczy. Życzę zauważania drobnych promyków słońca pomiędzy chmurami i wielkiej tęczy nadziei. To, czy jutro będzie lepsze, zależy od Ciebie. "Noc się kiedyś skończy...".
Hej, po przeczytaniu Twojej historii stwierdziłam, że się wypowiem na jej temat, gdyż jest mi on bliski. Obecnie jestem przy końcu mojej pracy mgr, której podmiotem jest właśnie depresja. Po pierwsze to jedno, co jest pewne, że słowo to jest dzisiaj nadużywane!!! .... i ty też chyba po otrzymaniu kopniaka od swojej ex chciałeś znaleźć szybkie wytłumaczenie swojego smutku, apatii i przygnębienia, więc nazwałeś go depresją... co sądząc po Twojej "obrotności" było błędne. Masz przecież megadużo zainteresowań, które by Cię odciągnęły od natrętnych myśli.... ale ty nie jako człowiek "działający" stwierdziłeś, że chcesz się uporać z tym szybciej, więc poszedłeś do psychiatry i słusznie, tylko chyba felernego go sobie wybrałeś. On słysząc Twoją historię, nie powinien Ci przepisywać od razu takich leków. Stimuloton jest lekiem, który zawiera jako substancję czynną sertralinę należącą do grupy SSRI. Jest to lek pierwszego rzutu przy leczeniu ambulatoryjnym. Mechanizm jego działania opiera się na zwiększeniu przekaźnictwa serotoninergicznego. Ale jak każda ingerencja w organizmie przynosi swoje skutki - u Ciebie były to: bezsenność, akatyzja no i epizody padaczkowe ech.
Co ci powiem - dokładny patomechanizm depresji nie jest jeszcze poznany (a badany jest od ponad 50 lat!), jest wiele hipotez, na których to podstawie powstają nowe grupy leków przeciwdepresyjnych. I teraz pytanie, dlaczego naukowcy wciąż szukają, bo działanie leków przeciwdepresyjnych, które są dostępne na rynku, jest nie satysfakcjonujące- 1. min. 2 tyg. terapia, aby były pierwsze efekty terapeutyczne i 2. ciężko trafić w odpowiedni lek!!!
Dlatego jak dla mnie zbędne było w Twoim przypadku uciekanie się do farmakoterapii... poszedłeś jednym słowem na łatwiznę!!! .... i przyjmij moje słowa jako nie krytykę, ale drogowskaz :] .... bo życie lubi dawać kopniaki, a my musimy nauczyć się z nimi walczyć.
...do tego tytuł tematu chyba skierowałeś sam do siebie: "Spójrzcie czasem co dzieje się dookoła was"... powiem Ci - toczy się życie, życieeeeeeeeeeeeeeee:]
Wiesz co siegel, jestem trochę starsza od Ciebie i wydaje mi się, że CP dość trafnie to ujął.
Widzę, że musisz być strasznie fajnym facetem, bardzo wrażliwym, myślę nawet, że ta ilość zainteresowań i działań kryje gdzieś takiego zagubionego faceta, który nie do końca jest dowartościowany, który czuje się gorszy, jest może nieśmiały itp. Zanim wkręcisz się w jakiś związek musisz zrobić porządek ze sobą, polubić siebie, zaakceptować a dziewczyny same się pojawią i to te, o których marzysz. Zobacz jak ci beznadziejni faceci, którzy nie przejmują się swoim wyglądem a dziewczyny lgną do nich.
Ja sama kiedyś nie lubiłam siebie, zrobiłam ze sobą porządek i jestem w udanym związku już 13 lat, i nawet śmierć naszego dziecka nie oddaliła nas od siebie; "znalazłam" mojego męża, kiedy go wcale nie szukałam...jest moim dobrym przyjacielem. A ja nie jestem nawet ładna.
Dzięki za wypowiedzi.
Wszystkie dokładnie przeczytałem i jestem za nie naprawdę wdzięczny. Nie poszedłem na łatwiznę. Miałem za sobą próby samobójcze. Było ich raptem 3, z czego "na serio" tylko jedna. Psychiatrę poradził mi mój znajomy - po prostu sam nie dawałem sobie już rady ze soba, z tym co się wokół mnie dzieje. To nie jest pójście na łatwiznę a szukanie pomocy po omacku, gdzie się tylko da.
Najgorsze jest to że nigdy nie wierzyłem że coś takiego może dopaść właśnie mnie - byłem/jestem człowiekiem bardzo aktywnym, ale z dnia na dzień stwierdziłem że to wszystko nie ma sensu. Moje działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów ani satysfakcji. Wiem, że większość z Was przeżyła gorsze momenty a mój przypadek może jawić Wam się jako banalny, ale proszę pamietajcie, że każdy jest inny a czara goryczy czasem się po prostu przelewa.
Jest coraz gorzej - przestaję już sobie dawać radę. Jestem coraz bardziej samotny bo moi znajomi, widząc co się dzieje i będąc znudzeni moim stanem, zwyczajnie odchodzą. To dziwne odkryć nagle że "przyjaciele" nie mają już tyle czasu.
Siegel - Z góry przepraszam za wcześniejszą ocenę.
W pierwszej wiadomości nie napisałeś o tym drobnym szczególe, jakim są myśli i próby samobójcze! To troszkę zmienia postać rzeczy. Problem ludzi z depresją polega na tym, że każda "ich" tragedia wydaje się mega duża. (niezależnie od tego czego by dotyczyła - rzuciła mnie dziewczyna, wylali mnie z pracy itp.) Do tego spotykają się z niezrozumieniem społeczeństwa, bo są postrzegani jako ludzie którzy nie potrafią poradzić sobie z życiem! Jedno wiem, kto tego nie przeżył, nigdy się nie dowie jakie wewnętrzne spustoszenie potrafi wywołać ta choroba! Co do przyjaciół którzy cię opuścili, nie wierzę że byli to wszyscy! Ci co odeszli, widocznie byli "pseudo" przyjaciółmi, a tych co przy Tobie pozostali , chyba nie dostrzegasz i nie doceniasz! Zmień tok myślenia, zakochaj się i wtedy się wyleczysz.
Domyślam się, że łatwo tak mówić ,trudniej wykonać, no ale przecież masz jeszcze przed sobą całe życie!
Pozdrawiam serdecznie.
CP
Na pocieszenie, jak się tylko obronię to stawiam ciacho z dużą ilością czekolady.W celu naturalnego podniesienie stężenia serotoniny w mózgu hehehe:]
CP, c74 witam serdecznie, bardzo proszę o kontakt na gg 1506728, bardzo Was proszę o porad.Jestem mamą 5 miesięcznej córki i jeszcze dwojga dzieci i od ponad 3 mies. zmagam się z koszmarnym stanem, lęki, niepokoje, myśli paniczne - już nie wiem co myśleć, mój terapeuta nie chce nazwać tego stanu, twierdzi, iż to jest pan nerwica, trochę depresji - a ja czytałam angielskie portale i tam ewidentnie jest napisane, że to depresja poporodowa. CP - PROSZĘ ODEZWIJ SIĘ DO MNIE. PA KALAKINGA
witam, ciężko mi cokolwiek na ten temat powiedzieć. Nie jestem psychologiem, ani też nie kształcę się pod tym kierunkiem. Radziłabym zasięgnąć porady innego terapeuty, skoro wcześniejszy nie jest Pani w stanie pomóc. Jeśli chodzi o depresje poporodową to teoretyzując- rozwija się w ciągu sześciu tygodni po porodzie i dotyczy około 20% kobiet. Po porodzie naturalne są u młodej mamy rozdrażnienie, problemy ze snem, obniżenie nastroju związane z huśtawką hormonalną w organizmie. Jeśli jednak smutek nie ustępuje może to być początkiem depresji poporodowej. U chorej pojawiają się obsesyjne impulsy i myśli związane z przemocą wobec dziecka, ciągle wbrew swojej woli myśli, że może umyślnie lub przypadkowo zrobić dziecku krzywdę.Mogą pojawiać się napady paniki, bóle i zmęczenie fizyczne i psychiczne utrudniające normalne funkcjonowanie i zajmowanie się domem. Ważne jest to, że objawów tych nie wolno bagatelizować!!
Malhi G., Bridges P.: Postępowanie w depresji, Wrocław 2001
Seligmann i wsp. : Psychopatologia, Poznań 2003
Proponuje, również skorzystać z opcji-> ZADAJ PYTANIE ....są tu tacy, którzy na pewno Pani lepiej niż ja pomogą!;]
Pozdrawiam
CP dzięki za wypowiedz :) stawiam podwójne ciacho jeżeli ja się obronie :) a z tym może być różnie ;) rozumiem więc że, jeżeli nie jesteś z Krakowa, wymienimy się ciachami za pomocą Poczty Polskiej ;)
...zakładam, że będziesz pierwszy z obroną ->czekam na ciacho *2 ...a do tego mogę je odebrać osobiście ;)
czytajac Wasze wypowiedzi i glownie problem autora, dochodze do wniosku ze baby sa okropne i trzeba je traktowac troche z gory. Jak bedziesz za miekki i popuscisz pasa to Ci wywinie taki numer jak cygan z kamienicy na pradze pld.pozdrawiam autora i zycze powrotu do sil i nowej milosci
...dałabym Ci Nobla za odkrycie- "baby sa okropne i trzeba je traktowac troche z gory" !!! Wydaje mi się, iż każdy z nas jest czasami małym "ułomnym" egoistą i każdy popełnia błędy, a nie tylko kobiety ....wskazówka dla Ciebie- poczytaj sobie "inne przypadki" na tym forum, statystycznie jest więcej kobiet "porzuconych" przez mężczyzn niż odwrotnie!!!!!
Zwracam się tutaj do autora tematu. Nie chcę na forum publicznym wypowiadać się o sobie, ale powiem tylko jedno:) jedyną osoba , która może pomóc człowiekowi jest on sam. Też cierpię na depresję. Byłam w krytycznym stanie... jak jest dzisiaj? Moje życie z każdą sekundą zmienia się... Napisz do mnie, to porozmawiamy:) moje gg 5575525
"Obrona obroniona" - stawiam ciacho, CP jestes z Krakowa? :)
Od przyszlego tygodnia rozpoczynam terapie lekami - antydepresantami, zobaczymy jak pojdzie.
Co do statystyk - ciezko powiedizec ale widze ze faktycznie faceci gorzej przechodza rozstania niz dziewczyny. nie wiem skad sie to bierze...
...no ja też już jestem wybroniona "z depresji"...swoją droga ciekawe kto był pierwszy ;) ...skoro już jestem na plusie, bo mam dostać 2 ciastka...a ty tylko jedno:P...to niech będę stratna zostawiając mój numer gg 5389756...w końcu muszę je jakoś odebrać hehehe
...z mojej strony do ciastka mogę Ci dorzucić magisterkę do poczytania, szału to z nią nie ma, ale może to być dla Ciebie dość ciekawy temat do zgłębienia....od tak - depresja widziana z innej strony.
Pozdrawiam
Z checia poczytam twoja magisterke :) na pewno ciekawsza od mojej. Moge sie do ciebie na gg zglosic?
...no chyba po coś go zostawiłam :]
...mam prośbę- na wstępie się przedstaw....piszą do mnie "różne" osoby i mam problem z identyfikacją kto jest kim ;)
Chciałabym odnieść się do komentarza, że "faceci gorzej przechodzą rozstania niż dziewczyny. nie wiem skąd się to bierze...". Pomyślałam, że coś w tym jest. Myślę, że mężczyźni mają większy problem z byciem porzucanym dlatego, że generalnie od dzieciństwa wpaja się im, że muszą być twardzi, że facet , który "beczy" jest jak baba i że "trzeba mieć jaja". Chodzi mi o to, że kiedy mężczyzna jest porzucany, czasami nie chce tego zaakceptować, wypiera to ze świadomości. Nie wiem do końca jak to u Was Panowie jest, ale mogę powiedzieć, że przeważnie babki sobie popłaczą, wyżalą się przyjaciółce i żyją dalej. Może mężczyźni trochę inaczej traktują relacje. Muszę przyznać, że często spotykam się z postawą u kobiet, że "jak nie ten, to inny", co rani mężczyzn moim zdaniem. Jeżeli mężczyzna jest wrażliwy i szuka poważnego związku, a dziewczyna się nim "bawi" to faktycznie bardziej przeżywa porzucenie. Z drugiej strony wszystko zależy od poszczególnych osób i wielu innych czynników. To, co tutaj piszę to moja osobista opinia i nie mam na celu nikogo oceniać, bądź też urazić. Pozdrawiam i gratuluję "obrony obrony".
Dodaj nowy komentarz