- abcdepresja.pl
- Historie Użytkowników
- Uzależniłam się od mężczyzny
Uzależniłam się od mężczyzny
Mam 23 lata, mieszkam w dużym mieście, jestem studentką. Wszyscy mówią że jestem ładna, mądra, inteligentna... a ja od ponad roku staczam sie coraz niżej... pisząc to wyję do księżyca, a oczy znów spuchnięte od płaczu, kolejny atak astmy na tle nerwowym. Rano wstanę znów wszędzie spóźniona, wpadnę w panikę, ale uda się wszytko pozałatwiać. Osłupiona słucham ulubionych piosenek... skrywam oczy pod ciemnymi okularami - tak czuje sie bezpieczniej. Mam własną małą firme, dość dobrze mi sie powodzi, więc w dobrych markach i wypielęgnowana ile się da przemierzam miasto... bez większego celu. Godziny spędzam na zakupach...
Na telefon czy sms od Niego nawet nie czekam... przychodzą rzadko. Zaczęło się ponad rok temu, byłam z chlopakiem 2 lata, starszym odemnie 4 lata, zostawiałam go bez wahania gdy pojawił sie J. Pan J. starszy o 14 lat też z kimś wtedy był... Poczatkowo spotykaliśmy się będąc z naszymi "stałymi" partnerami, po miesiącu on zostawił ją, a ja mojego. Spedziliśmy 2 wspaniałe miesiące - najpiękniejsze w moim życiu, każdą chwilę mam w pamięci...Myślałam, że jesteśmy parą...jak się okazało w jednej rozmowie nie jesteśmy i nie możemy być... Żebym nie robiła z nigo Romeo, bo to nie wyjdzie...Byłam wtedy tak zauroczona, że chyba sama wyparłam z swojej pamięci i z myśli tę rozmowe, potem chyba 2 razy powtórzył, że jesteśmy przyjaciółmi... Problem w tym że sypiałam u niego całe tygodnie... z nim. Sprzątałam, robiłam zakupy... Nasi wspólni znajomi wiedzieli, ale nikt nie traktował nas oficjalnie jako pary... Ale z szacunkiem, że "się spotykamy". Uzależniłam się od niego totalnie, wszytko, co robię jest z myślą o nim, każdy mój ruch ma związek z nim... Widziałam nie raz smsy od innych...koleżanek jak mówił, jestem pewna że spotykał sie też z innymi. Ja - ja... głupia nie jestem, sytuację widzę i rozumiem, ale nie potrafię powiedzieć stop - nie,odejdź, nie zawracaj mi głowy, kocham go rozpaczliwie, nawet się nie skarżę, a celebruję każda chwilę jaka razem spedzamy, ostatnio coraz żadziej...
Wiem, że powinnam odejść ale nie potrafię...był czas, że nie było go długo, wyjechał w interesach, kilka dni umierałam, ale potem chciałam zrobić coś, żeby mu zaimponowac jak wróci...Zdałam sobie sprawę, że jest już coś ze mna nie tak... nie śpię do 5, potem śpie do 13, cały dzien snuję się po domu jak cień, jeśli nie jestem zmuszona nie wychodzę, nie maluję się, wegetuję... popadam w niebyt, moim marzeniem jestem stan nirvany - nie odczuwania...tak boli... Zdobyłam się na krok - poszłam po skierowania do psychologa, ale w poradni już miejsc żadnych nigdzie nie było i zostałam z tym sama...
Kiedyś dawno temu leczyłam sie już na depresje, ale przerwałam...wiem, że jak nie pomogę sobie teraz to moge staracić wile życiowych szans...Nic mnie nie interesuje, nic nie cieszy, ciagle jestem smutna, choć na zewnatrz postronni mogą nie zauważyć to ci, którzy bardziej mnie znają widzą, że chodzę jak zahipnotyzowana, każdy krzyczy na mnie, że powinnam go wysłać do diabła, czasem chcę... ale częsciej kocham go. Jak on na mnie patrzy, jak mówi, jak śpi ze mną... to jest sens mojego życia...choć wiem że kłamie, nie potafię mu sie oprzeć. Wiele swoich spraw poświęciłam dla niego, opuściłam się w nauce w kontaktach ze wszytkimi, cały czas dla niego, aż został mi tylko on - pan i władca mojego nastroju i jestestwa...tak go odbieram, jak jest dobrze wychodzę rano od niego to cały dzień mam niesamowitą energię, ale gdy jest inaczej trudno mnie wogóle obudzić :( uzależniłam sie od niego.
Nie wiem co robić, wiem że nie umiem powiedziedć mu dość tego. Obiektywnie na to patrząc to on mnie wykorzystuje i powinien być wdzięczny, że taka "fajna" dziewczyna jak ja w ogóle zwraca na niego uwagę... ale on ma to coś... co daje mi życie lub je odbiera. On potrafi się tygodnie nie oddzywać, starałam się poznać kogoś nowego - na zastepstwo, ale to nie działa, nawet spojrzeć na nikogo innego nie mogę... nie jestem w stanie, istatnieje tylko on. I choc czasem wydaje mi się, że jest dobrze to sama siebie okłamuję, on niczego nie obiecywał słownie, ale robił to w inny sposób, czule tulił... Tak, wiem, to jeszcze jest moja wina, bo on nic nie obiecywał, a ja sobie myślałam, ale zachowywał się obiecująco, zawsze troskiwy, czuły... Ile razy sobie obiecuje, nie odpiszę mu, nie odbiorę telefonu... i zawsze odpowadam mu jakby nic sie nie stało, jakby nie było mojego płaczu, łez...wdzięczna, że znów sobie o mnie przypomniał. Naprawdę nie jestem głupia, mam firmę, pracuję, stoję na ziemi i nikt nie pozna, że mam problem... i marzę tylko by wymnkać się do niego... nawet nie pytam co mam zrobić, wiem, ale jak.... ;(








Potrzebne ci jest ogromne wsparcie, żeby nabrać dystansu; wiem, że to bardzo trudne, ale z czasem dasz sobie rade; jesteś silna, jesteś młoda, całe życie przed tobą; brzmi banalnie, bo mnie też to ciągle powtarzają, a ja i tak jestem bezsilna. Jak napisałaś Pan J zamarło mi serce: imię na literę J działa na mnie jak zastrzyk zamarzający, zamieram chociaż jest wiele takich imion; jeśli możesz to napisz jakie to imię, żeby mnie uspokoić albo jeśli masz ochotę pogadać to ci opowiem moja historie z Panem J; bardzo podobna do twojej; może to ci w czymś pomoże, pozdrawiam
to nie jest imie polskie na J ;) spokojnie... dziekuje za dobre slowo... narazie nic sie nie zmienilo niestety
Nawet nie wiesz jak świetnie Cie rozumiem. ja trwalam w podobnym zwiakzu 7 lat... az w koncu skonczylo sie to na dobre. zostawil mnie on... po roku naszego nie spotykania sie okazuje sie ze bedzie mial dziecko z inna. nie wiem co jest ze mna... nie ma dnia zebym nie myslala... nie wiem cz kocham czy nienawidze. nie umiem normalnie funkcjonowac bez niego choc wiem ze z nim to bylby nonsens....nie umiem ulzoyc sobie zycia...ciagle porownuje innych facetow do tamtego choc tak bardzo mnie zranil...jestem zalosna. nikt nie wiem co przechodze... mysle ze nigdy sie to nie skonczy. zniszczyl mnie swoja miloscia...
Również mogę Tobie powiedzieć, że w pełni Ciebie rozumiem. Jestem w takiej samej sytuacji ... tylko będąc facetem. W pełni uzależniłem się od osoby, którą pokochałem całym sobą. Nie jesteśmy już razem, ale się spotykamy, nie potrafię bez niej żyć, mimo iż wiem, że nie będziemy razem.
Wiem co czujecie, ja czuję podobnie, najgorsze jest to, że brak mi pomysłów na siebie żeby się z tego wyrwać, jakoś funkcjonować, żeby to przetrwać.
Mam to samo. Raz z jednym 7 lat i beznadzieje zakochana, w drugim od dwóch lat. Ten sam schemat. Tyle, że z tym drugim nie mam nawet kontaktu. Pierwszy będzie miał dziecko z moją koleżanką i ślub, a drugi właśnie po 4 latach samotności znalazł miłość..;/ A ja sama z sobą, nie mogę sobie poradzić i być z kimś tak na "zdrowo"...Trzymaj się..
K.
Współczuję. Mam podobnie. Mnie też każdy pociesza ale wiem, że to nie pomoże. Jestem z tobą. Polecam słuchać reggae, które pomaga w depresji. Trzymajcie się i nie dajcie się zwariować!
Witam! Bardzo Ci współczuję. Wiem, co czujesz, bo jestem teraz prawie w takiej samej sytuacji, chociaż tak jakby po drugiej stronie. Nie napisałaś nic, co czuł Twój poprzedni partner, kiedy go zdradziłaś, oszukałaś, a potem zostawiłaś, myśląc, iż złapałaś pana Boga za nogi. Widzisz, tak to w życiu jest, że za wszystko przyjdzie nam zapłacić. Ja też kiedyś myślałam, że mam prawo do tego, żeby zabrać męża innej kobiecie, ojca dzieciom itp., że skoro się kochamy, to jestem usprawiedliwiona. Wtedy nie zastanawiałam się nad tym ,co czuje tamta rodzina. Teraz już wiem, co czuje. Tamten związek nie przetrwał, nie nadawaliśmy się do wspólnego życia. Rozstaliśmy się i potem poznałam "mojego obecnego partnera". To niemożliwe, że można kogoś tak kochać jak ja kochałam i nadal kocham, żyłam nim i dla niego. Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest to miłość, która mnie zniewoliła. I prawie po trzech latach wspólnego życia dowiaduję się przypadkiem, że od jakiś dwóch-trzech miesięcy nie jestem jedyną kobietą w jego życiu, Mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że mój świat się zawalił. Leżałam na podłodze i krzycząc do Boga prosiłam go, żeby mnie stąd zabrał, bo tego bólu już nie przeżyję. Nie jadłam, schudłam 9 kilo w ciągu dwóch tygodni, nie żyłam. Byłam trochę na psychotropach, ale pozbierałam się, przynajmniej zewnętrznie. Musiałam, sama wychowuję dwójkę synów. Nie oznacza to, że nie cierpię już, nie płaczę, ale już teraz wiem, jak wtedy czuła się tamta kobieta, i co o mnie myślała. Zakończ ten chory związek, który Cię niszczy, zwróć się o pomoc do specjalisty, jeśli sama nie potrafisz sobie poradzić i do końca życia pamiętaj, żeby nie czynić drugiemu, co Tobie nie miłe. Bo ja będę pamiętać na pewno. Pozdrawiam
Ja trwałam w takim zwiazku 3 lata. Dla tego mężczyzny zostawiłam męża. Jak zamieszkaliśmy razem, zaczęło się robić jeszcze gorzej. Kochałam go jak nikogo. W końcu nie było w moim życiu nikogo poza nim. Kiedyś przeczytałam jego maile, w których od roku flirtował z inną. Sypiał z 19latką. Jak mu o tym powiedzialam, pobił mnie i zostawił i nigdy więcej się nie odezwał. Zrobił ze mnie nienormalną i odszedł. Minęły już 2 lata, dalej boli. Nie znam recepty. Od niedawna uwierzyłam, że to nie ze mną było coś nie tak, ale zrozumiałam też, że uzależnienie to nie miłość i nad tym pracuję. Powodzenia.
Wiedzcie jedno jak rozbijecie czyjeś małżeństwo nigdy nie będziecie szczęśliwe i los obróci się przeciwko wam.
To dlaczego los obrócił się również przeciwko mnie? Nie rozbiłam żadnego związku. W wieku 15 lat poznałam chłopaka 5 lat starszego. Byłam jeszcze bardzo młoda. Jednak miałam wielu znajomych. Gdy zaczęliśmy być ze sobą mój kontakt z innymi się urwał.
Teraz mam 21 lat i nadal jesteśmy razem i nadal w moim życiu nie ma nikogo prócz jego. Coraz gorzej się z tym czuję. Widzę dookoła ludzi, którzy mają jakieś swoje życie. A ja, mimo tego że z nim jestem, czuję się samotna. Brakuje mi przyjaciółki, z która mogłabym porozmawiać na babskie tematy.
Kocham faceta z którym jestem, z resztą z wzajemnością, jednak za bardzo się od niego uzależniłam. Nie mieszkamy razem, wiec gdy jestem w domu tracę czas na gapienie się w telefon i czekanie na jakiś znak z jego strony. Gdy się nie odzywa przez parę godzin czuję się fatalnie. Wiem że to nienormalne, ale nie wiem jak to zmienić. Jeśli jest ktoś, kto chciałby zastąpić mi przyjaciółkę, to proszę - odezwijcie się. Jestem zrozpaczona :(
Mam to samo co ty - też z nim nie mieszkam, ale sypiam u niego już kilka miesięcy! Tez miałam przyjaciółkę, ale teraz jej nie mam, bo cały czas z nim jestem, nie mogę bez niego wytrzymać 1 sekundy, a co dopiero kilku godzin… Ja mam 18 lat a on 31, ale wiek nie ma znaczenia, mówiłam - a jednak ma, bo ja mam g*wno do gadania, a on ma dużo i może wszystko, a ja nic:((((((
Ja mam to samo uczucie - nie mogę wytrzymać sekundy bez niego, ryczę jak go nie widzę pół dnia i w ogóle nie wiem co mam zrobić ze sobą;(((((
witam was... to ja... autorka pierwotnej historii w tym watku... minelo sporo czasu... ja w tym samym punkcie... chyba zwarjuje.... ku woli formalnosci, nikomu malzenstwa nie rozbijam - on jest byl i bedzie wolny - jak to ciagle powtarza... nie wiem ja jestem glupia... nie wiem jak z tego wyjsc... staram sie na sile zeby ktos inny mi sie spodobal - zebym miala jakby sile odejsc od niego... byl jeden ... ale szybko odpal - ja go odepchnelam,,, jakby nie jestem w stanie przetrawic innego mezczyzny... jakby tylko ten jeden "J" ( to nawet nie jest pierwsza litera imienia tylko od jego pseudonimu ) byl na swiecie... on jest juz coraz starszy, obiektywnie i realistycznie wyglada coraz gorzej lata leca... jest 16 lat starszy... i dla mnie to nie problem, dla mnie moglby byc tym jedynym na zawsze... ale ludzie kochani... ilez mozna sie tak marnowac... tak ja to nazywam marnuje sie... ale kocham... zawsze bede go kochala... zyje z tym... zyje z nim... mieszkam z nim... i trwam w beznadzei i bezuczuciu... w niemocy i w nie wiem czym... niczym.... tak chcialabym poznac kogos normalnego... normalnego chlopaka... nie wiem dziewczyny/kobiety to jest straszne zycie w takim marazmie... ale nie umiem zrobic nic... czekam.... na ksiecia z bajki... jakby boje sie odejsc i zostac sama... nie umiem zniesc tej mysli... albo ze on zaraz wymieni mnie na inny model... nawet nie sprawdzam kom, maili czy cos... po co... co mi to da... lepiej zyc w przekonaniu ze nic tam bym nie znalazla... zreszta nawet gdyby nie mam prawa amu powiedziec... bo zaraz sie rzuci na mnie ze my jestesmy tylko znajomymi (sypiajacymi i pomieszkujacymi ze soba od kilku dobrych lat... tak naprawde) i ze ja nie mam praw... i kij... nie mam... wiecie co.... chyba to juz jest dno... mam ochote go kopnac w tyek i isc w strone wiosennego slonca.... wiem ze tego nie zrobie... ale tak sobie marze... pozdrawiam was wszystkie kobietki...
Każdy wie po cześć co to znaczy uzależnienie. Jest naprawde dobre narzędzie do usuwania takiej toksycznej miłości, samemu sobie, w tym wymaga jedynie chęci i zdecydowania ponieważ polega na pracy z własnym umysłem. W tekście pojawia się kilka terminów jak "kotwica" czy "kinestetyka" które należy rozumieć w kontekście tematyki NLP i sa niezbedne do zrozumienia tekstu, łatwo znaleźć tłumacznie w goglach lub na samym forum.Skuteczność i uczucie ulgi są 100% jeśli wszystko wykona się poprawnie, chodzi o jak najlepsze zrozumienie mechanizmu zakochiwania się.
Pozdrawiam
Uzależniłam się od faceta, który traktuje mnie jak siostrę... ja chciałabym czegoś więcej, choć sama nie potrafię sobie powiedzieć czy go kocham. na pewno bardzo mi na nim zależy i nie potrafię przestać o nim myśleć :(
Błagam kogos o pomoc!jestem uzależniona,nie daje rady..........
Dodaj nowy komentarz