Źle się czuję na obczyźnie - czy ktoś też tak jeszcze ma?

Ursula

Witam! Ja również pragnę podzielić się trudnym doświadczeniem. Już około 10 lat jestem za granicą, wyjechałam z powodu miłości (mężczyzny), ale okazało się to pomyłką. Byłam na uniwersytecie w Polsce, ale wszystko zostawiłam dla "lepszego życia za granicą". Bałam się wrócić, zacząć w Polsce od nowa. Czuję się tutaj niedowartościowana, sprzątam u różnych osob i nie mam za bardzo szans na lepsze prace. Układam sobie w głowie plany, marzę o zrobieniu technika usług kosmetycznych i pomyśleć o swojej działalności w kraju.

Boję się powrotu i innej rzeczywistości. Nie ma mowy o powrocie do domu rodzinnego. Mój brat założył swoją rodzinę, dom jest mały. Już nie wiem, co mam robić, ale tutaj czuję się źle na obczyźnie, jestem obcokrajowcem i ciągle to słyszę. Może ktoś ma podobną sytuację, że wyjechał za granicę, jest mu ciężko, ale boi się przyznać znajomym, rodzinie, jak jest naprawdę. Cieszę się, że choć trochę mogę wyrzucić z siebie, co mnie dręczy. Jeszcze nigdy nie szukałam pomocy u psychologa, ale pewnie tego dokonam. Pozdrawiam wszystkich na forum i dziękuję za każdą opinię

Dyskusja - Źle się czuję na obczyźnie - czy ktoś też tak jeszcze ma?
Potret użytkownika anonimowego

urszulo ja rowniez zyje na obczuznie od 18 lat w holandi najpier w wieku 16 lat za sobam wszystko zostawilam a tu jakos idzie boooooooo po latach sie pogodzilam ze jestem tu i przestalam sie dreczyc czy kim jesten ja jestem sylwia i tyle mam znajomych polako i holendrow roznych milych ludzi nie zadreczaj sie albo wracasz albo godzisz sie ze jestes gdzies.tam bo nie wiem gdzie jak z jezykiem bo wiem ze nie jest latwo to nigdy nie bedzie twoj wlasny jezyk ale milo jest porozmawiac nawet w innym jezyku pozdawiam moj adres sylvriezen@hotmail.com jesli chcesz kontaktu zapraszam chetnie porozmawiam.

Potret użytkownika anonimowego

Witaj,
Bardzo serdecznie ci dziekuje za odpowiedz. Otrzymalam bardzo duzo odpowiedzi i nie wiedzialam, ze az tylu moich rodakow ma podobna sytuacje bedac na obczyznie, ze boryka sie z wieloma trudnymi przezyciami(depresjami roznego rodzaju, a nawet niestety probami samobojczymi). Kazdy szuka lepszego zycia, zarobienia pieniedzy, ale to nie wszystko, bo zawsze skad pochodzimy bedzie nas tam rwac. Jesli Bog da mi jeszcze duzo sil, to bede chciala zrobic w Polsce studium kosmetyczne, a pozniej otworzyc swoj salon kosmetyczny. Trzymam sie tego, i staram sie nie myslec przynajmniej
przez te pare miesiecy, ze jestem na tej obcej ziemi.
Moje miejsce jest w Polsce i szkoda, ze dopiero tak pozno to zrozumialam.
A tobie zycze wszystkiego co naj, choc nikomu nikomu nie zazdroszcze zycia za granica, choc kiedys tak bylo. Wystarczy przyjechac, pobyc i poczuc sie jak prawdziwy obcokrajowiec. pozdrawiam ulka

Potret użytkownika anonimowego

Witaj. Ja doskonale Cie rozumiem. Ja co prawda nie byłem za granicą aż 10 lat, tylko 2,5 ale mimo to wiem co czujesz. Ja wyjechałem razem z moją dziewczyną rozpocząć coś nowego, nowe życie. Byłem zmęczony Polską chciałem czegoś nowego po studiach. Wyjechaliśmy razem, rozstaliśmy się po ok roku, zostałem sam i byłem sam na obczyźnie przez ponad rok. To był najgorszy okres w moim życiu. Pomimo tego, że znam dobrze język angielski, mieszkałem z bardzo fajnymi ludźmi w domu, miałem fajną pracę, to czułem się obco. To nie był mój kraj, nie czułem się swobodnie. Nie mam zamiaru tutaj gadać, że Polska jest rajem na ziemi, bo uważam że my Polacy możemy się wielu rzeczy uczyć na Anglików, przede wszystkim pokory. My Polacy mamy również bardzo dużo wad, nad którymi musimy pracować, ale mimo tego, to jest nasz dom. Polska jest naszym domem, o który musimy wspólnie dbać. Wróciłem z Anglii prawie dwa miesiące temu, na początku było bardzo ciężko przyzwyczaić się od nowa do smutnych ludzi na ulicach, wszechogarniającej szarzyzny i beznadziei ( przynajmniej taka jest Łódź, moje rodzinne miasto) ale teraz jest OK. Naprawdę cieszę że wróciłem. I myślę, że jeżeli Tobie jest tam źle, powinnaś zrobić to samo. NIe oszukuj sama siebie, bo inaczej będzie się to w Tobie kumulować i wpadniesz w depresję ( znam to po sobie)
Po prostu pomyśl na spokojnie, gdzie było Ci lepiej, gdzie miałaś przyjaciół itd. I nie bój się zmian, bo przyjazd do Polski po tak długim czasie to nie lada wyzwanie :)

Potret użytkownika anonimowego

Witam,
Bardzo ci dziekuje za odpowiedz. Nie mialam pojecia, ze tyle moich rodakow za granica ma podobna sytuacje. Czesto wyjezdzamy w imie lepszego zycia. Ale tak jak mowisz nic nie zastapi naszej ojczyzny. Bo depresja to najgorszay moment w zyciu czlowieka. Dzieki za cenne wskazowki. Ja rowniez cie podziwiam za to, ze nie bales sie powrotu. Jesli Bog da mi sily, bardzo bym chciala ukonczyc studium kosmetyczne, a potem otworzyc swoj salon kosmetyczny. Ciesze sie, ze otrzymalam tyle cennych wskazowek, bo nie jestem sama, duzo osob boryka sie z tymi samymi problemami.
Trzymaj sie i wszelkiego powodzenia Urszula

Potret użytkownika anonimowego

Witaj Ursula, ja jestem w podobnej sutuacji, tez za granica, tez po studiach w polsce, praca byle jaka, od kad wyjechalam to czuje ze cos sie dzieje ze mna, w glowie ciagle jakies dziwne mysli, zero chce do jakiegos aktywnego zycia i dzialania do tego dochodza jeszce mysli na temat smierci, umierania, zycia. jak bys chciala pogadac to sie odezwij agakl@o2.pl

Potret użytkownika anonimowego

czesc ursula mam tak samo jak ty jestem za granica 4 lata, przyjechalem aby mnie i mojej kobiecie zycia(tak myslalem) zylo sie lepiej bo wszyscy wyjezdzali i mowili jak to jest lepiej za granica,ze niczym sie nie marwisz,stac cie na wszystko itp. Rok po przyjezdzie kobieta odeszla i od 3 lat tak sie blakam na emigracji,wiem ze mam depresje z powodu tesknoty do naszego kraju i mimo ze moze okazac sie to porazka zdecydowalem sie na powrot za pare miesiecy bo juz dluzej tego nie zniose, pieniadze to nie wszystko.W polsce gorzej sie zyje,ale u siebie,a jak nie wyjdzie no coz..... zawsze mozna znowu wyjechac.Moim zdaniem nie powinnas sie bac powrotu tym bardziej ze masz jakis plan,realizuj go i zobaczysz ze pewnego dnia bedziesz czula ze to byla najlepsza decyzja. Pozdrawiam serdecznie i zycze powodzenia

Potret użytkownika anonimowego

Witam Ursula. Ja mam tak samo - od 8 lat jestem za granica, wyjechalam z mezem zaraz po studiach. Na poczatku bylo bardzo ciezko, brak znajomosci jezyka, zero znajomych, bylismy zupelnie sami. Po 2 latach powoli przyzwyczailismy sie ale caly czas czulam sie ze jest mi zle, brakowalo mi rodziny i ogolnie Polski. Teraz z biegiem czasu jest tylko gorzej, urodzilo sie dziecko, kupilismy tutaj dom, powrot do kraju odciaga sie w czasie a ja po prostu jestem nieszczesliwa. Nic mnie nie cieszy, unikam kontaktow z ludzmi, zaniedbuje meza i dziecko, szukam samotnosci, ciszy i spokoju, popadam w skrajne emocje, wszystko mnie denerwuje i na wszystkich krzycze, juz chyba nawet nie umiem albo mi sie po prostu nie chce rozmawiac z ludzmi. Tez bardzo chcialabym wrocic do kraju ale boje sie ze nie odnajde sie w nowej rzeczywistosci i ze z moja psychika bedzie jeszcze gorzej. Chyba musze zasiegnac jakiejs porady lekarskiej bo chyba mam nerwice i nie wiem czy sama sobie z tym poradze. Pozdrawiam.

Potret użytkownika anonimowego

Witam cię czytając twoją wypowiedź myślę tylko że jesteś rozkapryszoną kobietką która w domu była z mamcią i chcesz trzymać się za przeproszeniem kiecki rodziny. Nie rozumiesz, że masz teraz rodzinę i tym powinnaś żyć cieszyć się, pomagać mężowi rozwijać się wspólnie a nie łazić i zalewać mózg jak to w Polsce by było pięknie, bo myślę że powód jest jeden wracam do rozpieszczania. Życie to nie zabawa i rozlewanie się i zbieranie. Ciesz się z tego ze masz rodzinę swoją dziewczyno. Ja mam też 4 dzieci, moje córki jedna wyjechała w wieku 18 lat do USA druga 17 i dzisiaj są po szkołach dentystycznych i uwierz mi nikt nie dal im 1 centa. Dzisiaj ja u nich znalazłam się z 16 letnią Córką i widzę dopiero teraz jak one były i są dzielne i jeszcze mi pomogła z mieszkaniem, a pracuje sama żeby utrzymać tą najmłodszą córkę i jak przyleciałam to mi mało serce stanęło byłam bez jerzyka bez niczego ale teraz nie chciałabym do polski chociaż muszę bo tam mam cały dorobek mojego życia, ale nie rozpaczam i widzę że to się ma wychowaniem człowieka dzieci musiały sobie same drogę okładać. Weź się w garść i nie rozmazuj się tylko idź przez życie jak matka i żona ty jesteś ścianą waszego domu pamiętaj i ciesz się z tego co masz. Możesz sobie coś sama myśleć rozkręcić żeby nie siedzieć i rozmyślać a praca? Jaką masz taką się ciesz zmienisz na inną i do przodu idź nie cofaj się, pa pozdrawiam.

Potret użytkownika anonimowego

czesc ulka!!! ja jestem na obczyznie od 20 lat i tak jak Ty rowniez czuje sie niedowartosciowana i nie mam jak narazie innej szansy.Takze bardzo dobrze cie rozumiem i bardzo dobrze wiem co czujesz ja myslalam ,ze to z czasem minie ale sie pomylilam niestety tak nie jest i tak sobie mysle albo wroce do polski albo wpadne w straszna depresje pozdrawiam cie -Elzbieta

Potret użytkownika anonimowego

Witaj,
Otrzymalam bardzo duzo odpowiedzi. Nawet nie wiedzialam, ze az tyle osub bedac na emigracji, ma takie same problemy z odnalezieniem wlasnego miejsca. Wiesz Elu, stwierdzilam, ze pieniadze to nie wszystko, choc niezbedne do zycia. Ja jednak wole wrocic do kraju, zrobic szkole technika uslug kosmetycznych, a potem otworzyc swoj salon, jesli Bog da mi tyle sil. Lepiej pozno na decyzje niz wcale. Zalezy jak bardzo jestes zestresowana ta syttuacja, ze nie masz na nic sily, czujesz sie niedowartosciowana. Czy masz jakies perspektywy na powrot? Czy tez boisz sie zmian. Zycze ci, aby Bog ci dopomogl. Nie wiem, w jakim kraju mieszkasz, ale moze przy kosciele polskim jest jakas psycholog, ktora sluzy pomoca. Zycze ci, abys odnalazla swoje miejsce i byla szczesliwa. Pozdrawiam i trzymam za ciebie Ulka

zdjęcie użykownika Viola10

Witaj, sorry że po tak długim czasie pisze, nie czułam się dobrze długo... Problemy zdrowotne zaczęły się właśnie tutaj i równolegle z długami. Dlatego przepraszam, że nie weszłam by sprawdzić i zobaczyć, że odpisałaś mi (Elżbiecie).

Przy kościele, niestety, oparcia duchowego nie znalazłam, a chodziłam na spotkania i modlitwy - wręcz przeciwnie, ponieważ (w skrócie;) ksiądz nie był w stanie po pierwsze uwierzyć mi, że się źle czuję (cóż, nawet ksiądz jest człowiekiem, a ktoś jak czegoś nie doświadczył choć w minimalnym stopniu, to nie rozumie i nie wierzy). Może dlatego, że mam m.in. huśtawki nastrojów i usiłuję ukrywać gdy jest źle oraz do spraw wiary podchodzę z otwartym sercem. Po drugie, mówiąc ogólnie, by nie mówić dokładnie jak to było powiedziane przez księdza: nie zostałam zaakceptowana, gdyż moim partnerem i ojcem dziecka nie jest Polak - przestałam więc chodzić, bo mnie to dobiło.

Ciepło i zrozumienie znalazłam natomiast w szkockim kościele katolickim - tak, to pomaga, modlitwy także, jednak to niestety nie wystarczyło i mój stan się sukcesywnie pogarszał. Ponad to musiałam się przemieścić (to wszystko jak najogólniej i najkrócej potrafię opisać, by móc odpowiedzieć ci na posta).

Nie wiem natomiast nic o psychologach współpracujących z polskimi kościołami. Od ciebie słyszę dopiero. Wrócić do kraju nie mogę. Może kiedyś Bóg da, jeśli zechce, hope so:). Ja nie opuściłam kraju dla pieniędzy w sensie pieniędzy, lecz w poszukiwaniu chleba w ogóle, ponieważ go nie znalazłam w kraju prze dłuugo. I tak pcham do przodu każdy dzień.

Ale wróćmy do ciebie:) Bardzo, ale to bardzo ci życzę, by twoje marzenia jednak zamieniły się w decyzję. Tego życzę wszystkim w podobnej sytuacji, tzn. tym, którzy na obczyźnie cierpią (no bo nie wszyscy cierpią, co do jednego). Będę wspominać o tobie w modlitwach, Ula.

Potret użytkownika anonimowego

Mam 18 lat wyjechałem tutaj 3 lata temu od 3 lat stracilkem wszytsko co moglem:( checi do zycia:( marzenia:( mysle o smeirci itd:( boje sie chce wrucic do domu:(:(:(rozumiem cie w 100% wiem co to znaczy:(

Potret użytkownika anonimowego

Też mnie to czeka już pojutrze..

Potret użytkownika anonimowego

Idź przed siebie i nie patrz na to co było. Tak jak śpiewał Jarema Stępowski "Klina wybij klinem za inną weź dziewczynę i do poleczki proś. Tych dziurawców na świecie nie brakuje".

Potret użytkownika anonimowego

A myslalam,ze jestem sama...Wraz z moim chlopakiem jestesmy w UK od 5 lat.W marcu wracamy do PL i otwieramy wlasny sklep.Boje sie wracac do PL,boje sie zmian,ale jeszcze bardziej boje sie zostac tutaj w UK.Oboje mamy "uczulenie" na te ich fish and chips,domy wszystkie jednakowe z czerwonych cegiel (u nas sa takie chlewiki;).Nie czuc tu atmosfery swiat-zadnych!W sierpniu widzialam na polkach w sklepie kartki na swieta Bozego Narodzenia...Swieto Zmarlych dla nich jest okazja do przebierania sie w upiory i balowania do rana!Deszcz pada tu praktycznie caly rok,brr,szaro,ponuro i mglisto.
Fakt,dzieki pracy tutaj stac nas na wiele.Mozemy zainwestowac we wlasny biznes.Pomoglismy rodzinie.Zawsze bede wdzieczna temu krajowi za pomoc,ale przyszlosc swa wiazemy z Polska.Tam sa nasze korzenie i...prawdziwy polski pachnacy chleb...
Karolina

Potret użytkownika anonimowego

Mamy zamiar z chłopakiem wyjechac za granice bo tu w Polsce na nic dobrego się nie zanosi... Po sutudiach bez pracy, bez kasy, bez perspektyw na lepsze juro..... Myślimy że wyjazd z kraju da nam jakąkolwiek szanse na lepsze jutro..... bo tutaj..... szkoda gadac.... nie stac nas na slub, na dziecko.... mamy po 26lat i niczego sie w zyciu nie dorobilismy.... ale jak poczytałam te wszytkie wypowiedzi to.... zaczynam się bac wyjazdu..... i juz sama nie wiem co robic......

Potret użytkownika anonimowego

Hej,
Dzięki wam za odpowiedź. Słuchaj, ja też tak myślałam, że się dorobię zagranicą, ale jest tu niestety drogo. Trzeba zarobić na mieszkanie, życie itd. Jeśli chcecie wyjechać, to na jakiś określony czas, aby coś zarobić i wracajcie, bo łatwo jest się wkręcić w ten zgubny emigracyjny los. Człowiek biega za groszem, czas leci, a potem wpada w depresje. Trzeba sobie ustalić pewne wartości. Wyjedzie na jakiś czas, zaróbcie i wracajcie, bo najlepiej jest w ojczyźnie, choć nie jest na pewno łatwo. Za granicą człowiek zawsze się będzie czuł jak obcokrajowiec.

Życzę powodzenia, a zarobione pieniądze zagranicą zawsze pomogą na start w Polsce.
Pozdrawiam
Ulka

Potret użytkownika anonimowego

Mieszkam od ponad 20-lat w Kanadzie, było raz gorzej raz lepiej, ale nigdy nie narzekałam. Byłam aktywna, pracowałam, starałam się zawsze żyć i być ok. I co dostałam w zamian? Wielkie rozczarowanie, zniechęcenie, straciłam jakąkolwiek motywację i na prawdę nie wiem co dalej. Jestem osoba z natury lubianą, ale sam ten fakt nie wystarczy, myślę coraz częściej o powrocie do kraju, do ojczyzny. Może tam odnajdę spokój, którego potrzebuję, ale z drugiej strony, co ja tam będę robić?
Tutaj mam córkę, wnuczkę,męża!......może nie potrafię tego docenić, a może sama nie wiem czego ja tak naprawdę chcę.
Oboje z mężem straciliśmy pracę prawie w tym samym czasie, wszyscy nasi znajomi pracują, a nawet więcej pracują niż powinni. Chyba robią to nawet celowo, bo w Lykend nie ma się nawet z kim spotkać, pozostaje tv. Czuję się samotna i bardzo smutna, nie wiem jak dalej żyć! Musze coś koniecznie zmienić, bo chyba oszaleje!
Pozdrawiam wszystkich zestresowanych, rozumiem ich i trzymam kciuki, aby nie poddawały się, walczyły ze swoją słabością i zaufali Bogu!

Potret użytkownika anonimowego

Witam! Jestem od prawie 3 lat w obcym kraju. Przyjechałam z nadziejami i marzeniami.... Wiedziałam, że będzie to ciężka fizyczna praca, ale myślałam, że dam radę. Niestety już nie daję rady. Przybiła mnie dodatkowo choroba nowotworowa. Wycieli mi "gościa" kilka miesiecy temu, ale i tak ciągle zamartwiam się, że "ON' jednak wróci, że niedługo umrę. Koszmarnie się czuję. Nie mam przyjaciół, a przed rodzina udaję. Nie umiem znaleźć w sobie siły do życia. Co prawda rano wstaję do pracy (więc pocieszam się, że to jeszcze nie jest totalna depresja) ale wieczory mam fatalne, łzy, smutek, przygnębienie, bezsenność.....Uciekam w świat książek i filmów, ale to nie jest skuteczne do końca. Szukam tabletki na poprawę sytuacji, takiej tabletki na szczęście...Pozdrawiam wszystkich nieszczęśliwych. J.

Potret użytkownika anonimowego

Witam
Tak sobie czytam i czytam co napisali wszyscy. Mam podobną do większości sytuacje. Jestem prawie 2 lata...praca niby ok..ale...
Jestem tutaj z chłopakiem, ale nie jest mi dobrze. Jestem nieszczęśliwa. Myślę o Polsce, o tym że mogę bardziej się tam zrealizować. Nie umiem otworzyć się do anglików itp. trzymam ich na dystans tym samym oni mnie trzymają i czuję się wyalienowana. Coraz bardziej czuję, że jakaś depresja dopada. Coraz więcej dręczą mnie myśli o przyszłości i czy warto tak się męczyć...przecież ma się tylko 1 życie..
Na przyszłość, tym którzy jeszcze nie wyjechali radzę nie wyjeżdżać. Za granicą wcale nie jest kolorowo. Kiedyś myślałam, że zawsze mogę wrócić, bo mam do kogo, ale myśl zaczęcia wszystkiego od nowa przeraża mnie..eh...

zdjęcie użykownika Viola10

Mieszkam w UK od czterech lat ale wcześniej jeszcze mieszkałam we Włoszech. Myślałam, że tylko we Włoszech nie czuję się swojsko ale tutaj dopiero nabawiłam się depresji i dotąd nie mogą lekarze uporać się z tym i powtarzali tylko, że nie wiedzą co mi jest aż pewnego razu inna lekarka stwierdziła, że powodem jest, uwaga: to że żyję na obczyźnie......Myślę, że to potwierdziłabym z całą pewnością, bo rzeczywiście. Nie ma to jak u siebie..suchy chleb, ciasny kat..ale u siebie..Ja niestety nie mam absolutnie żadnej perspektywy powrotu:(. Żyję tylko nadzieją, że coś się jednak zmieni i że przejdzie mi ta depresja. Wyczytałam gdzieś, że bezpowrotnie może przejść tylko gdy usunie się przyczynę..w tym przypadku sytuacje..miejsce..a jak dotąd żadnych widoków na to nie mam ani także kąta w Polsce, że nie wspomnę o zerowych szansach na znalezienie pracy. W wieku średnim i z wieloletnią /oficjalnie/ przerwą w pracy, a obecnie z trwającą nadal ta nieustanną depresją:( Sadziłam, że to ja się tylko tak czuję -ponieważ przechodzę depresje.., że to nieliczni chcieliby wracać, bo tęsknią za krajem, chociaż szarym ale swoim i z jego kochana bo swoją historią. Polaków akurat których ja poznałam są zadowoleni i nie myślą wcale o powrocie/nota bene/. Chce jednak podkreślić, że ja nie opuściłam kraju ponieważ szukałam wrażeń czy większych pieniędzy, lecz z desperacji nie mogąc już wtedy znaleźć sobie pracy, wyjechałam by mieć w ogóle jakieś źródło utrzymania się. Pozdrawiam cię Ursula, oraz witam wszystkich użytkowników tutaj..Pragnę jeszcze dodać, że jest to moja pierwsza wypowiedź w ogóle w necie. Mam tremę zwyczajnie. Nigdy wcześniej nie odważyłam się napisać nigdzie.

zdjęcie użykownika think

Witaj, Ursula:)) Będę chyba jedyną osobą, która mieszkając na obczyźnie jest z tego zadowolona:) Mieszkam w UK ponad rok, od pierwszej chwili bardzo mi się spodobało i choć przyjechałam do męża tylko na pól roku, postanowiłam zostać razem z córka już nie u męża, ale całą rodziną pewnie na stale. Oczywiście, że tęsknie do krewnych i przyjaciół w Polsce, mamy tam dom, o którym zawsze myślałam, że to moje miejsce na ziemi, ale teraz wiem, że nieprędko wrodzimy, o ile w ogóle. W końcu to zjednoczona Europa:))ale tak naprawdę chciałam napisać o tym, co spowodowało, że znalazłam się na tym forum - oczywiście depresja, chorowałam na nią w Polsce wiele lat i choruje na nią tutaj, z tą tylko różnicą, że tu nie płacę za leki, a biorę ich naprawdę sporo, córeczka moja chodzi do szkoły i nic mnie to nie kosztuje, prowadzimy od kilku miesięcy własny mały biznes, ale możliwe jest to tylko dlatego, że dostajemy benefity, jako osoby o niskich zarobkach, a opłaty na tutejszy "ZUS" są groszowe, w Polsce tylko na ten cel musielibyśmy zarobić 1600zl, a gdzie reszta? Oczywiście, że pieniądze, to nie wszystko, dla nas są one tylko środkiem do życia, a nie celem samym w sobie, wyjechaliśmy z Polski, bo mąż stracił pracę, mimo fachowości, wykształcenia, doświadczenia, przez układy, bo nie umiał się wpasować, żeby nie pomoc przyjaciół,nie dane pewnie byłoby nam przeżyć, ale daruje sobie szczegóły. Wcześniej sądziłam, że nigdy nie dam rady żyć za granicą, że mój kraj, to moje miejsce itp,itd,ale tak naprawdę zadowolenie,spełnienie tak jak niespełnienie i żal nosi się w sobie,gdziekolwiek się nie pojedzie, a depresja z tęsknoty będzie zastąpiona depresja z nadmiaru problemów,chociażby związanych z urzędami itp,itd.
Tak naprawdę świat jest jeden, a granice są wymyślone przez ludzi, (pięknie o tym pisał Antony de Mello), a mój dom jest tam, gdzie moja rodzina, a moja rodzina to mąż, córka i pies:))
Ja mam tak, a ty, Ursulo inaczej i nic się na to nie poradzi, jeśli czujesz, że tam jest twoje miejsce, to wracaj, ale może trochę jest tak, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma? Ja nie prowadzę ożywionego życia towarzyskiego, ale utrzymuje jakieś tam kontakty z anglikami i nigdy nie dali mi odczuć, że jestem gorsza, jest miło i sympatycznie, choć też jest wiele rzeczy, które nie podobają mi się, ale przecież to Anglia, a nie eden; ty nie byłaś długo w Polsce, ja z niej w sumie niedawno wyjechałam, za 10 lat być może zamienimy się naszymi poglądami:)
Zastanawiają mnie w twojej wypowiedzi dwa sformułowania, że czujesz się niedowartościowana, bo sprzątasz u ludzi i że boisz się, co powie rodzina i znajomi;
Tak myślę, że to niedowartościowanie, to nie z powodu sprzątania,a braku wykształcenia raczej zawodu (pewnie jesteś po ogólniaku stad marzenia o kursie kosmetycznym)dlaczego nie zrobisz tego od razu, pewnie lepiej byś się poczuła druga sprawa, to opinia innych znów wychodzi niedowartościowanie, boisz się negatywnej oceny innych, a tak naprawdę, co cie to obchodzi? Niech sobie myślą, co chcą, ważne, żebyś ty była szczęśliwa, jeśli czujesz, że musisz wrócić, żeby osiągnąć spokój i pogodę ducha, to wracaj i nie oglądaj się na komentarze, dlatego pisałam o zaglądaniu do środka siebie, jak to powiedziała moja pani doktor psychiatra, kiedy mówiłam, że gorzej się czuje, bo maż długo nie ma pracy, a ona na to, to pani wozi się z tą taczka,mąż nie ma tu nic do rzeczy:))
Tak jest rzeczywiście, los daje nam tyle, ile możemy udźwignąć, czasami upadamy, ale ważne, żeby się podnieść z podniesionym czołem,pojechałaś, pracowałaś, nie spodobało się do końca, więc wróciłaś, na to trzeba siły i odwagi, a jeśli inni uznają to za słabość, wolno im, to tobie nie ujmuje niczego.
Ale się rozpisałam, pewnie nie znajdę czytelników:)) Ale widać w tym momencie tego potrzebowałam, całe życie jestem w mniejszości czy to z poglądami, religią czy zwyczajami:)) i chyba nawet to lubię:))
Pozdrawiam cieplusio, ciebie Ursulo i pozostałych(???)czytelników

Potret użytkownika anonimowego

Świetne to co napisałaś ;)

Ze swojej strony chciałbym jedynie dodać, że nieważne, gdzie utkniesz, czy przy sprzątaniu, czy w office, przy papierkach bez możliwości rozwoju, zawsze nachodzi cię to samo przygnębienie, jest to typowy przypadek piramidy potrzeb Maslowa, wg niego przedmówczyni zaspokoiła wszystkie potrzeby z piramidy potrzeb oprócz potrzeby samorealizacji, która jest na samej górze jak dobrze pamiętam.
Głowa do góry jednak, Wielka Brytania daje ogromne możliwości kształcenia się we wszystkich kierunkach tylko trzeba umieć szukać, o wiele więcej tutaj możliwości niż w Polsce i o wiele łatwiej jest, poszukaj na stronach angielskich collegow a na pewno coś znajdziesz, czy to kurs kosmetyczny czy coś innego, to naprawdę łatwo jest zdobyć tutaj
Powodzenia

zdjęcie użykownika kosima

Cześć! Ja mieszkam w De od 3 lat. Mam partnera, córeczkę - ziściło się moje marzenie o rodzinie. Dla miłości i rodziny zostawiłam fajną pracę, przyjaciół i to miejsce w Pl, gdzie czułam się u siebie. Myślałam, że będę szczęśliwa tutaj, będąc z mężczyzną, którego pokochałam. Niestety nie jestem... Czuję się wyobcowana, nawet języka nie jestem w stanie opanować, tak wielką czuję niechęć do tego kraju. (A mam zdolności językowe!) Coraz częściej myślę o tym, żeby jednak wrócić, ale jest ciężko, bo mój mężczyzna nie jest tym zachwycony. On się tutaj zaaklimatyzował, znalazł nieźle płatną pracę, zna świetnie język, itp. Jestem w kropce i czasem myślę, że zwariuje!
Nie, nie jesteś sama z tym problemem, zobacz, nawet historia trochę podobna...

Potret użytkownika anonimowego

Witam! Jestem w UK od prawie roku, w Polsce miałam dobrą pracę za biurkiem, ludzie mnie szanowali, studiowałam, zakochałam się i wyjechałam za swoją miłością. Tutaj nie znam języka, teraz okazuje się, że zaczynamy mieć problemy finansowe przez to, ze ja nie pracuję jako nierozmawiająca po angielsku. Poszłam więc do jakiekolwiek pracy, czyli sprzątam publiczne toalety takie jak u nas w Polsce na dworcach. Mój partner stara się ale często zostaje z tym wszystkim sama, on zna biegle język i pracuje za biurkiem czyściutko i cieplutko. Przychodzę do domu i płaczę, nie mogę uwierzyć w to, co się dzieje, że tak bardzo się zmieniło moje życie, uczę się tu języka, chodzę do college ale to nic nie zmienia. Boję się już wychodzić z domu, nie śpię po nocach, a jak już usnę mam okropne koszmary. Do Polski nie mam już co wracać, na miejsce mojej dawnej pracy szybko znalazło się dużo chętnych, a wszyscy wiemy, jakie teraz jest tam bezrobocie. Z resztę nie chcę się rozstawać z moim partnerem, mimo iż coraz gorzej nam się układa. Tak bardzo żałuję, że wyjechałam, rodzinie o niczym nie mówię, nie chce ich martwić, wiem że bardzo by cierpieli z tego powodu, że ja po studiach art, szoruje dworcowe ubikacje na mrozach.... i to z własnego wyboru:(

Potret użytkownika anonimowego

Witam, historia podobna do wszystkich powyżej, rozdarta pomiędzy powrotem a zostaniem, i ta dręcząca samotność. Czy zmieniłaby się po powrocie? Wątpię i tak tkwię. Trzymajcie się wszyscy emigranci, i pamiętajcie zawsze jest ktoś bardziej samotny od Was, tak bym chciała go znaleźć.

Potret użytkownika anonimowego

Zazdroszczę wszystkim przyjaciół, rodzin. Moja rodzina rozpadła się, mam paru przyjaciół, znajomych, ale często jestem sama, każdy dzień jest cudem, dużo siedzę na necie, wypełniłam sobie życie obowiązkami, bywam szczęśliwa. Jak to jest, że ludzie nie mają dla siebie czasu, że Polacy tak zamykają się na siebie za granicą, wszystkie moje koleżanki albo są nie- Polkami, albo mają partnerów nie - Polaków. Co jest w naszej mentalności polskiej, że nie umiemy się otworzyć na drugą osobę. A może coś ze mną nie tak? Za mało się uśmiecham? Za dużo mam kłopotów? Tak już jakoś jest, że Polacy na emigracji trzymają się zamkniętego kręgu - dom - praca - rodzina. Często nie szukają nowych znajomości. Dlaczego?

Potret użytkownika anonimowego

Więc na początku witam wszystkich i pozdrawiam bardzo serdecznie.
Nie będę niestety oryginalna, a oto moja historia:
Mam 30 lat i przyjechałam na Wyspę 5 lat temu.
W Polsce miałam w miarę niezłą pracę (niestety zarobki już nie były takie „niezłe”) naprawdę bliskie mi osoby, ale też i wiele problemów.
Przeżyłam dość wyniszczający wieloletni związek, który w końcu dla swojego własnego dobra zdecydowałam się zakończyć,nie chciałam już mieszkać z rodzicami, z którymi mam delikatnie mówiąc "nie najlepsze" stosunki.
Naprawdę chciałam się już stamtąd wyprowadzić, ale z mojej pensji -700zl nie byłabym w stanie tego zrobić.
Długo rozmawiałam na ten temat z moją przyjaciółka,dużo myślałam i w końcu zdecydowałam jadę, spróbuje, zarobie trochę i wtedy może utworzą mi się jakieś drzwi do lepszej przyszłości.
Wyjechałam sama do ludzi których nie znałam, wiele razy się przeprowadzałam zmieniałam pracę i początek był naprawdę bardzo ciężki. Zostałam tylko dlatego, że jestem z natury dość uparta i stwierdziłam, że skoro już tu jestem to jeszcze spróbuje. No i jestem 5 rok. Był czas, kiedy byłam nawet szczęśliwa, ale ten czas już chyba mija.
Obecnie znowu szukam pracy, przeprowadziłam się do innego miasta i znów zaczynam od zera, bo nikogo tu nie znam i jestem już bardzo zmęczona. Strasznie tęsknie i nie wiem czy to normalne, bo jestem tu już tyle czasu że powinnam się już chyba przyzwyczaić i tęsknic choć trochę mniej.
Bardzo chciałabym wrócić niestety moja rodzina jest obarczona długami i kredytami i nie ma tam dla mnie miejsca. Próbowałam pomoc rodzicom, ale nie daje rady.
Ja naprawdę chciałabym wrócić, bo przekonałam się, że w Polsce jest moje miejsce,tylko nie bardzo jest dokąd.
W przeszłości przeszłam depresje,u lekarza byłam tylko raz ale zrezygnowałam z leczenia i z trudem ale poradziłam sobie sama, przeszło. Teraz boje się ze ona msze znów wrócić bo widzę po sobie ze nie jest najlepiej. Ja po prostu przestaje już dbać o cokolwiek,albo jest mi wszystko obojętne albo mam napady złości,i tak jak wielu z nas nie wiem co robić dalej....
Także Urszulo,nie jesteś sama ale mimo wszystko ja wierze ze los się odmieni:))
Bo burzy zawsze jest słonce??;D

Potret użytkownika anonimowego

Witaj, mam podobna sytuację, przed 30tka, 5 lat na wyspie, leczona na depresję. Chciałabym pracować w Polsce, ale wszyscy mówią - nie wracaj. Moja rodzina też w długach, na kogo mogę liczyć - na siebie i tylko na siebie. Zmieniałam miasto trzy razy. Masz ochotę napisać? fuji510@interia.pl

Potret użytkownika anonimowego

I ja się źle czuję tu, na obczyźnie, jestem tu 5 lat. Wyjechałam za wielką miłością. Na początku było fajnie, a teraz jest tylko gorzej i gorzej, leczę się, ale i tak mi źle, smutno i beznadziejnie, jedynym moim światełkiem jest mój synek, źle mi...
m

Potret użytkownika anonimowego

A ja mam super pracę, kochającego męża, dwójkę dzieci. Mieszkamy w Anglii od 3 lat, dzieci zaaklimatyzowały się świetnie, mąż nie myśli o powrocie.... tylko ja z dnia na dzień coraz słabsza... powinnam wrócić sama??? Co za paradoks... wolałabym mieć pracę poniżej moich kwalifikacji - przynajmniej miałabym wymówkę do powrotu... Pozdrawiam.

Potret użytkownika anonimowego

Ja wróciłam z emigracji w USA 15 lat temu po 3 latach pobytu bez przerwy, świetnie znając język i nawet pracując w zawodzie mimo bycia nielegalną emigrantką. Nawet nie z tęsknoty, a dlatego, że nie odpowiadał mi ich styl życia. Świadomie zrezygnowałam ze starania się o legalizację, bo wiedziałam, że 1-sze pokolenie praktycznie nie ma tam szans na middle-class. Powrót stamtąd oznaczał rzecz ostateczną, wszyscy Polacy tam mówili najpierw 'nie bądź głupia', potem pojedynczo 'napisz jak jest, może ja też się zdecyduję'. Nikt się nie zdecydował.
Ja jestem tu szczęśliwa, a dzięki znajomości rzeczywistości amerykańskiej łatwiej odnalazłam się w polskiej transformacji niż moi rówieśnicy czy nawet jeszcze teraz młode pokolenie wychowywane przez rodziców przywiązanych do starego systemu (jeden zakład pracy, jeden dom, jedna profesja, dyplom nieważne z jakiej uczelni byle magister, kredyt byle dali jak najwięcej i niskie odsetki, a reszty umowy nie czytają...) Doświadczenia z emigracji trzeba umieć wykorzystać na różne sposoby.
Rady dla Uli: kursy na kosmetyczkę zrób w G.B. i zaproponuj inne kosmetyki niż Polsce - marketing. Przed powrotem przyjedź i dokładnie rozpoznaj rynek, mówiąc szczerze kryzys przetrwałabym za granicą: sama widzę, że zarówno u fryzjera jak i kosmetyczki o ponad połowę skrócił się okres oczekiwania.
Pamiętaj, że gabinet kosmetyczny, to nie tylko lokal o właściwej lokalizacji, ale kilkadziesiąt tysięcy na sprzęt (min. 20-30 tys.) zus, podatki, sanepid (a więc odpowiednie zaplecze - spore koszty), a jeśli pracownicy to też BHP. Do tego jeśli to mała miejscowość, to jeszcze 'życzliwe' donosy. Mój radca prawny, który zatrudnia też księgowych do prowadzenia księgowości dla firm, ocenia, że obecnie w Polsce mały biznes musi istnieć na rynku ok 1-2 lata zanim zdobędzie markę/ klientelę i rzeczywiście zacznie zarabiać, dobrze jeśli wychodzi na zero przed upływem roku. Super jeśli inwestycje się spłacą do 2,5 roku. Są oczywiście wyjątki, ale pamiętajmy, że jeżeli trzeba oszczędzać, kobiety zaczynają od kosmetyków. Należy się jeszcze dowiedzieć, czy osobie powracającej z emigracji przysługuje obniżony ZUS na 2 lata i ew. dopłaty na tworzenie miejsc pracy.

Potret użytkownika anonimowego

Ja również jak i pozostali jestem za granicą już ponad trzy lata. tylko z tą różnicą że zagranicą dla mnie jest Polska. Ale wszystkie symptomy samotności posiadam jak i wszyscy. Wydawało mi się, że w Polsce będzie fajniej. A okazało się, studia, jakaś tam praca czasami i ...nic...ani rodziny ani prawdziwych przyjaciół. Myśli samobójcze w wieku 23 lat to jest naprawdę bardzo i bardzo strasznie.

Potret użytkownika anonimowego

Witam,

Dzisiaj po raz kolejny czuję się wypalona, nieszczęśliwa, po raz kolejny rozsypałam się na 1000 kawałków. Nie skończyłam jeszcze trzydziestki a, czuję się jakbym miała lat 80. Ja również wyjechałam 2 lata temu za granicę, z miłości. Miałam świetną pracę, skończyłam studia itp itd. Mój mąż otrzymał ofertę pracy za granicą, chciał jechać, zgodziłam się, bo rodzina musi być razem, ktoś musi się poświecić. Tak mówiłam znajomym, którzy zachodzili w głowę, dlaczego się decyduję. Byłam w 5 miesiącu wyczekanej i wymodlonej ciąży. Tutaj urodziłam i zaczął się mój koszmar. Pierwsze dziecko, problemy zdrowotne naszego synka. Ja sama, mąż w pracy, nikogo kto by wysłuchał, nikogo kto by potrzymał na duchu, depresja poporodowa. Koszmar trwa do dziś, to wraca jak bumerang. Uciekam do Polski, kiedy tylko mogę, ale powroty tutaj są bardzo bolesne, zawsze z 2 tygodnie dochodzę do siebie. Nawet macierzyństwo nie cieszy, choć tak bardzo czekałam, aby tego doświadczyć. Mąż nie rozumie, mówi, że nie nadaje się na emigrację, jestem rozdarta między Polską, a moim domem tutaj i nikomu tego nie życzę, najgorszemu wrogowi. Kto czuł kiedyś to samo, zrozumie. Nie wiem, kiedy odzyskam dawną radość życia, zaczynam wątpić w swoje możliwości, w swoje szczęście.

Kalina

Potret użytkownika anonimowego

Hej :). Najbardziej uderzyła mnie w twoim liście samotność, a raczej poczucie osamotnienia, w Polsce jest rodzina, przyjaciele, znajomi, to zrozumiałe, że brakuje ci tego wszystkiego, a raczej ich wszystkich. Ja jestem zadowolona z mieszkania w Anglii, ale doskonale Cie rozumiem, bo bez bliskich jest bardzo ciężko. Wiem tylko, że akceptacja obecnej sytuacji, to coś, co bardzo może pomoc, najgorzej jest być na rozdrożu, trochę tu,trochę tam. Piszesz, że masz małe dziecko, wiec z pewnością chodzisz na spacery,przejdź się na plac zabaw, na pewno spotkasz tam jakieś mamy, z którymi nawiąże się nic zrozumienia, ja właśnie w taki sposób nawiązałam kontakt z koleżanką z polski, drugą przygadałam gdzieś na necie, trzecia w szkole i naprawdę jest łatwiej. Nie piszesz, ile ma maleństwo, czy depresja poporodowa już minęła? Ja męczyłam się z nią pół roku bardzo poważnie, nie należy tego lekceważyć, potrzebujesz wsparcia, a na nowym gruncie nie jest o to łatwo. to jak z rośliną, po przesadzeniu choruje, niektóre potrzebują bardzo dużo czasu, żeby wrócić do formy, niektóre giną, a jeszcze inne przesadzone do nowej ziemi rozrastają się bujnie i kwitną :). Życzę ci, żebyś znalazła się w tej ostatniej grupie, jeśli miałabyś ochotę poklikać, napisz: kasiutkos@yahoo.com
Pozdrawiam cieplusio.

Potret użytkownika anonimowego

Twój komentarz

Potret użytkownika anonimowego

Czytam to wszystko i jestem przerażony tym że wszędzie jest żle!!!
Szykuje się do wyjazdu do UK za miesiąc z myślą że chyba wole spędzić emeryturę tam a nie w Polsce.
Mieszkam w dużym mieście (pałac kultury itp.) i mimo to mam problemy wiecznie ze znalezieniem pracy.
Jak za dobrą pensję to fajny klimat za niską...mam na koncie prowadzenie dwóch interesów które mnie wykończyły psychicznie lub wypompowały finansowo...i żonę która odeszła bo "byłem cienki" w portfelu. Przyjaciół,kolegów miałem i mam ale mimo to prędzej czy pozniej każdy kiedyś odpłynie w innym kierunku szukając swego celu itd. Rodzinę niby mam ale jakoś na dystans każdy rzepkę swoją skrobie i zawsze jest brak czasu na spotkania rodzinne a nawet jeśli coś się uda to mam wrażenie że jesteśmy wszyscy sobie obcy. Najbardziej boję się tego: życia w Polsce! - i z tego powodu mam depresje. Mam 33 lata i ciągle nie mogę się TU odnalezć w naszej ojczyznie. Mam teraz kochaną żonę (drugą) i chciałbym założyć rodzinę i mieć dziecko ale myśl o życiu i funkcjonowaniu tutaj (brak pracy,kredyty,małe mieszkanie,brak pomocy rodziny,brak pomocy od państwa itd...) powoduje że się po prostu boję o przyszłość moich dzieci (kompletnie zapominając już o sobie!). Wiem że tu już zrobiłem wszystko i stoję przed ścianą bez drzwi...
Myślę sobie że jeśli wyjadę i będę tęsknił za Polską to tak naprawdę za czym będę tęsknić?
Piszecie że za chlebem,przyjaciółmi,miejscem w PL,rodziną...itd. Więc jeśli to wszystko macie to po jaką przeprowadzać się tam gdzie tego nie ma!?. Do wyjazdu skłonił mnie strach przed starością w tym kraju. Starością na skraju nędzy przed telewizorem - jedynym oknem na świat!. Z biegiem lat żyjąc w Polsce czuję się jakbym cofał się w rozwoju. Brak mi kina,teatru,podróży,wakacji,wypadu za miasto na łono natury,wypoczynku byle gdzie,sportu,wszystkiego!...- i znowu wiadomo brak funduszy na rozwój!.
Polska mnie wypaliła do szpiku kości odbierając wszystko co miałem i zapewne odbierze wszystko co będę miał. Tak naprawdę na dzień dzisiejszy mam TV (okno na świat) i marną pracę za 1600zł. Czuję się jak robot który ma wirusa przeszkadzającego na bycie polskim robotem. Wirus się uaktywnia i szepcze : UCIEKAJ!
Zastanawiam się że jeśli ktoś miał takie życie jak ja (lub podobne) i czuł się nie szczęśliwy w Polsce a wyjechał i teraz znów płacze bo coś tam zostało i chce wracać! - to ja tego nie ogarniam rozumem!!!. Ludzie zastanówcie się tak naprawdę do czego chcecie wracać! Do sentymentu? który zniknie po powrocie i dalej będzie "coś" nie tak. Jeśli ktoś żyje na ulicy za granicą to faktycznie lepiej wracać na swoją ulicę i tam leżeć ale jeśli macie tam kogoś,pracę,dzieci,jakieś życie itd to co szukać TUTAJ?. To proste jak obliczenie na kalkulatorze plus i minus równa się wynik i wybieramy TO czy TAMTO...a nie dwa wyniki naraz!
Jeśli ktoś miał "przerąbane" w Polsce to po powrocie będzie lepiej?. Wraca się do tego samego i tyle - czyli do tego od czego się np: uciekło. Wraca się do tego co było ewentualnie do gorszej sytuacji - a nie do lepszej! Inna kwestia jeśli tu jest pomoc,układy,pieniądze,super praca itd...(ale taki nie ucieka)
Tęsknota za krajem jest szerokim pojęciem - zaczepia o skłonność do fantazjowania i kolorowania pewnych spraw z którymi "coś" nam się kojarzy. Inaczej będzie po powrocie gdzie trzeba będzie się zderzyć z rzeczywistością. Oczywiście są tacy którym wszystko przeszkadza bo nie polskie czy inne brednie!. Podstawą odnalezienia się poza krajem jest chęć poznania innego kraju,ludzi,kultury. Przyjęcia nowego kraju jako swego czyli: ten moim panem który mnie żywi i pozwala mi być szczęśliwszym...
Trzeba nauczyć się obcować z nowym otoczeniem i ludzmi tam mieszkającymi - innej opcji nie ma! Trzeba się zachowywać jak oni by nie wyróżniać się z tłumu i przyjąć taką kulturę jaka tam jest. Akceptować wszystko co tam jest i będzie (murzynów,gejów,hindusów,...i wszystko inne!). Całą inność i szok spowodowany innością,kulturą,ludzmi, trzeba przełknąć bo tak tam jest i koniec!
TAM jest TAM a TU jest TU - nie da się żyć pomiędzy tymi rozbieżnościami bo wtedy człowiek się gubi i szuka "czegoś" czego nie ma. Ja wiem że TU mam tak i szukam innego rozwiązania gdyż czas mi ucieka...

Potret użytkownika anonimowego

Przyjechałam do Anglii 2 lata temu bo tak na prawdę musiałam ale i chciałam zmiany, miałam wtedy 16 lat. Na początku wszystko mnie interesowało, zaczęłam się uczyc języka i chodziłam na różne kursy.Teraz zaczęłam kurs w college'u, który potrwa 3 lata. Klase mam na prawdę ok, czuje się tam dobrze, ogólnie uważam, że to co mi się przytrafiło to jest cud , bo na prawdę w klasie czuje się dobrze i mam paru znajomych. Ale to wszystko jest takie po prostu przykładne , jest bo jest.Mam takie plany, żeby za 3 lata wrócic, w sumie będę miała 21 lat i całe życie przed sobą ,będę miała szanse na dobrą pracę. Ci na których mi cholernie zależy zapominają o mnie , mają swoje życie i to mnie boli, sprawia, ze czuje się taka pusta ... Anglicy mają zupełnie inny styl życia, a mi to nie pasuje, jak mam chodzoc co piątek do klubu , nachlac się i przespac z pierwszym lepszym to już wole siedziec w domu ... a Polacy mam wrażenie, że większośc z nich(tych co poznałam) to Ci, którzy nawet gimnazjum nie skończyli. Co jakiś czas łapie mnie taka rozrywająca złośc i Błagam Boga, żeby moi przyjaciele z Polski o mnie nie zapomnieli . Nawet głupia wiadomośc od któregoś z nich typu co słychac sprawia mi tyle radości, że od razu chce mi się iśc do przodu i nie poddawac się.Wkurza mnie, że w wieku 18 lat martwie się co będzie za pare lat, może ja wrócę a przyjaciele wyjadą do Uk, jejku co za masakra, moje myśli mnie przerastają.
Dziękuje Polskiemu rządowi za WSZYSKO ! może za parę lat wszyscy spotkamy się w Anglii a może będzie trochę lepiej w naszym pięknym kraju,którym nawet nie mogę się teraz cieszyc ? haha na pewno

Potret użytkownika anonimowego

ja pojechalem za miloscio do holandii, zostawiajonc wszystko inne i poprzednie zycie w tyle, teraz po ponad 8 latach... sam juz nie wiem jak to jest i do czegp tu dazyc i po co, bo mamy w sumie siebie dwoje tylko na wzajem, i jak tu zyc spolecznie / socjalnie ???? mentalnosc ludzka tutaj jest nie do ogarniecia....

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica