Życie jest piękne

użytkownik anonimowy

Moja historia mogłaby być scenariuszem niejednego filmu ;-) Postaram się ją w skrócie przybliżyć... Pierwszą 'miłość" poznałam jako dziecko - niemalże w piaskownicy. Był to syn bliskiego współpracownika mojego ojca. Był ode mnie starszy o 6 lat - wtedy to była przepaść - nie lubiliśmy się, a musieliśmy bardzo dużo czasu ze sobą spędzać. On sie wkurzał, bo robił za niańkę, mnie też się to nie podobało. Do czasu...Nie wiem dokładnie kiedy to się stało - zostaliśmy parą - ja małolata (miałam 15 lat) on 21-latek. Jednak nie trwało to długo, rok później Max zginął w wypadku samochodowym - jechał po mnie, mieliśmy wyjechać na wakacje z rodzicami...strasznie to przeżyłam i za wszelką cenę chciałam znaleźć pocieszenie...pojawił się Hubert.

Niesamowicie przystojny, starszy o 10 ! lat w dodatku po rozwodzie. To były 2 lata sielanki - to on był moim "pierwszym", wprowadził mnie w świat prawdziwej miłości - było cudownie i ból po stracie Maxa jakby zelżał. Po dwóch latach znowu cios...zdradził mnie, więc odpłaciłam mu w złości tym samym i to był koniec. Bardzo mnie to wszystko zmieniło, nic nie było ważne, zawalałam szkołę, zaniedbywałam znajomych i rodzinę. Piłam, paliłam, brałam narkotyki i mściłam się na facetach - dosłownie...rozkochiwałam ich w sobie i rzucałam i tak prawie 3 lata. To jest cud, że z tego wyszłam - dodam : sama ! Nikt mi nie chciał już pomagać, bo wszystkich do siebie zraziłam. Wszystko zaczęło się zmieniać jak w końcu poszłam na studia. Skupiłam się na nauce. Miałam już dość imprez, picia i dragów. Poznałam Grzesia (oczywiście żonaty;-) 11 lat starszy, cudowny człowiek. To był dziwny związek, taki z przerwami. Zakończył się wraz z odebraniem dyplomów ( przynajmniej tak mi się wydawało) Skończyłam studia, wróciłam do rodzinnego miasta i zaczęłam pracę. Z Grzesiem utrzymywaliśmy kontakt okazjonalnie. Wreszcie któregoś wieczoru ...to było jak grom z jasnego nieba - byłam na spacerze z psem i poczułam że muszę się z nim skontaktować. Zadzwoniłam. Przyjechał następnego dnia. Po dwóch miesiącach planowaliśmy już naszą wspólną przyszłość. Była późna jesień. Wspominał mi od czasu do czasu, że coś szwankuje mu prawe oko, że jakoś gorzej widzi. 23 grudnia wylądował w szpitalu - diagnoza: pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego. Na początku nie wiedziałam co to oznacza... Miesiąc później diagnoza zwaliła mnie z nóg - stwardnienie rozsiane - nie mogłam w to uwierzyć. Kochani - to było straszne, nie życzę najgorszemu wrogowi...Przez kolejne miesiące non stop siedziałam na internecie, kupowałam specjalistyczne książki i pisma medyczne, jeździłam po lekarzach, uzdrowicielach, znachorach - masakra. Ani prze moment nie pomyślalam żeby go zostawić. On to zrobił za mnie - tak w skrócie : jesteś młoda całe życie przed tobą - spadaj na drzewo...no i spadłam. Przez prawie rok nie wychodziłam z domu, nie mogłam pracować, jeść, spać. Byłam tak potwornie na niego zła...Chciałam wrócić do narkotyków, bo jedynie na "dopingu" mogłam funkcjonować, jednak to też się nie udało. Któregoś dnia jak zwykle wzięłam działkę i zaczęłam pić...serce nie wytrzymało - dostałam arytmi i napadu drgawkowego. To otworzyło mi oczy. Powiedziałam sobie - ty głupia !!!!przecież kochasz życie!!!

Przysięgłam sobie wtedy że to był mój ostatni raz, bo następnego mogę nie przeżyć. Nadchodziły cieplejsze dni...Moja jedyna koleżanka (która ze mną jeszcze wytrzymywała) w końcu wyciągnęła mnie z domu. Poszłyśmy z jej synkiem do jej znajomego. Tak się złożyło że był tam też Jarek. Spełnienie moich marzeń - zakochałam się od pierwszego wejrzenia, chociaż nie wierzyłam nigdy w coś takiego. Myślałam jednak, że jak się lepiej poznamy to na pewno jakieś wady w nim znajdę. No i znalazłam - oczywiście żonaty - w trakcie rozwodu, ale to dla mnie norma, więc się zbytnio nie przejęłam ;-) Właśnie mija czwarty miesiąc naszej znajomości i znowu zaczynają się schody. Jarek sukcesywnie wpada w depresję, z dnia na dzień jest coraz gorzej. Jest zagubiony ze zdecydowanym spadkiem nastroju. Ale najgorsze jest to że popełnia moje błędy - ucieka od problemów. Ma ze swoją byłą synka, którego bardzo kocha i to jest najgorsze w tym wszystkim - nie potrafi sobie z tym poradzić. Ja się staram jak mogę, żeby jakoś mu ulżyć, ale on mnie odtrąca - nie chce pomocy i brnie na dno. Ja mam doświadczenie w radzeniu sobie z problemami ;-) Znam jego pasje i marzenia, staram się podrzucać mu cele, ale myślę, że on potrzebuje trochę czasu aby to ogarnąć. Niestety żyjemy w takich czasach, że pełnowymiarowa rodzina jest jak relikt przeszłości, albo wygrana w totka. Trzeba się z tym pogodzić i brać co życie nam daje, bo (to będzie banał) ŻYCIE JEST PIĘKNE !!! Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do końca mojej historii ;-) Może komuś się ona przyda...

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica