Jak pomóc choremu na depresję?

Chociaż  wraz z rosnącą liczbą pacjentów cierpiących na depresję zwiększa się świadomość społeczna tej choroby, wielu ludzi wciąż traktuje ją jako przejaw lenistwa. Niekiedy sugerując wręcz, że depresja stała się modna i że w dzisiejszych czasach ma ją prawie każdy. Tak krzywdząca dla chorego opinia ma prawo wywołać w nim jeszcze większe poczucie przygnębienia i bezradności. Wobec tego jak pomóc choremu na depresję? W jaki sposób rozmawiać z chorym?

Jak pomóc osobie w depresji? Przede wszystkim nie pocieszaj go, mówiąc: „Nie przejmuj się”. To nic nie zmieni, ponieważ chory już się przejmuje, a cały problem polega właśnie na tym, że nie przejmować się nie potrafi. Leżąc bezradnie w łóżku, nie widząc sensu życia i obserwując jak inni bez trudu wykonują codzienne czynności ma się prawo czuć podle. Tego typu wypowiedzi mogą więc spowodować odwrotny skutek, jeśli osoba chora poczuje się jeszcze bardziej niezrozumiana. I trudno się jej dziwić.

Słowa i ton głosu podczas rozmowy z chorym na depresję

Chory na depresję jest bardziej wrażliwy na takie rzeczy i nawet drobną zmianę w formie wypowiedzi jest w stanie zinterpretować na swoją niekorzyść. Postaraj się mieć optymistyczny ton głosu i nie prowokować u chorego pesymistycznego nastawienia komentarzami w rodzaju: „a dziś znowu pada” albo „jak mi się dziś nie chce iść do tej nudnej pracy”.

Chcąc okazać pomoc w depresji, nie wolno porównywać depresji chorego z czyimiś problemami, mówiąc na przykład: „Ty to jeszcze nie masz najgorzej…” albo „Inni mają dużo gorzej, a się nie załamują”. Wszelkiego rodzaju próby mobilizacji opierające się na porównywaniu z innymi lub motywowanie chorego do „wzięcia się w garść” są dla niego bardzo bolesne. Mimo szczerych chęci żaden pacjent nie przełamie swojej choroby, a poczucie, że nie może nawet tego, będzie dla niego dodatkową frustracją.

Pozwól mu leżeć w łóżku jeżeli odczuwa taką potrzebę. Skuteczna pomoc chorym na depresję to także zrozumienie i akceptacja zachowań chorego. Depresję należy traktować jak każdą inną chorobę somatyczną. Osoba cierpiąca na depresję jest bardzo osłabiona i nawet podstawowe czynności, takie jak jedzenie czy pójście do toalety sprawiają jej dużą trudność. Można chorego zachęcać do wykonania drobnej czynności, ale nic na siłę. W miarę odzyskiwania zdrowia sam będzie stopniowo zwiększał swoją aktywność.

Empatia dla chorego na depresję

Pomoc w depresji wymaga empatii. Wczuj się w stan chorego, wsłuchaj się w to, co mówi. Jeżeli zaproponujesz choremu wykonanie jakiejś czynności i wyczujesz, że być może znalazłby na nią siły, ale się waha, spróbuj go delikatnie zachęcić. Dobrze jest się pozbyć określeń typu: „trzeba”, „powinno się”. Zapytaj czy ma ochotę spróbować się przejść na spacer i obserwuj reakcję.

Rozbijaj generalizacje chorego na szczegóły. Jeśli pacjent mówi „Nikt mnie nie kocha” zapytaj go kogo konkretnie ma na myśli. Nie musisz przekonywać go, że przecież jest tyle oddanych mu osób. Zastanowienie się nad odpowiedzią może uświadomić choremu, że aż tak źle nie jest.

Największym wsparciem dla chorego będzie akceptacja jego stanu zdrowia. Okazuj mu wiele życzliwości i ciepła. Będąc przekonanym o tym, że choroba minie, bliscy chorego upewniają go w tym samym przeświadczeniu. Jest to bardzo ważne, dlatego należy podkreślać w rozmowie z chorym, że depresja jest stanem przejściowym.

Często najprostsze pytania są w stanie wyprowadzić ich z równowagi, dlatego nie należy na nich napierać  i zmuszać do odpowiedzi. Jeżeli chory nie wie co chciałby zjeść na obiad lepiej zrobić mu jego ulubioną potrawę i więcej nie pytać.

Przejawy myśli samobójczych

Bliscy osoby, która już kilkakrotnie przejawiała myśli samobójcze i wyrażała życzenie śmierci lub groziła targnięciem się  na swoje życie, traktują to często jako „straszak”. Skoro do tej pory chory się nie odważył to i tym razem tak będzie. Takie myślenie jest jednak błędne i należy pamiętać, że nawet chory, który nie mówi o samobójstwie może rozważać takie wyjście z koszmaru depresji, który stał się jego udziałem.

Leczenie depresji

Warto pamiętać, że powrót do zdrowia jest nierównomierny, a poprawie zdrowia towarzyszą nagłe spadki samopoczucia. Dlatego nie powinno się chorego zbyt szybko wrzucać w wir życia, tak jakby minęło mu lekkie przeziębienie. Kiedy chory dojdzie do zdrowia nadal będzie czuł się osłabiony, dlatego wymagania powinny być dostosowane do jego możliwości. Leczenie depresji może zająć więcej czasu i warto się na to przygotować.

Najbliżsi osoby chorej, poza zmęczeniem obowiązkami, mogą mieć w sobie dużo nieprzyjemnych emocji. Mogą to był uczucia złości, żalu, poczucia winy, przewlekłe napięcie. Często opiekun chorego ma tłumione poczucie złości lub winy, ponieważ chciałby się oderwać od chorego i jego świata, a nie może. Dlatego bardzo ważne jest, aby domownicy osoby chorej na depresję znaleźli też czas dla siebie. Odpoczynek i regeneracja sił jest bardzo istotna dla ich dobrego samopoczucia i zachowania sił witalnych. Po odzyskaniu zdrowia przez chorego należy też pomyśleć o jakimś wyjeździe czy innej formie odpoczynku. 

Bibliografia

McKenzie K. Zrozumieć depresję, Via Medica, Gdańsk 2007, ISBN 978-83-60945-69-8
Atkinson S. Jak wydobyć się z depresji, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2006, ISBN 83-01-14765-2
Habrat-Pragłowska E., Koszewska I., O depresji, o manii, o nawracających zaburzeniach nastroju, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2003, ISBN 83-200-2796-9
Bridges P., Malbi G., Postępowanie w depresji, Urban & Partner, Wrocław 2001, ISBN 83-87944-57-2

Kolejne artykuły Jak pomóc choremu na depresję?
Witam. W rodzinie mojej Żony jest osoba chora od wielu lat na depresję dwubiegunową. Wcześniejsza depresja ...
Jak pomóc osobie chorej na depresję, która z niewiadomych dla znajomych i rodziny przyczyn zaprzestała leczenia u ...
Moja siostra od 4 lat mieszka z Rodzicami w małym mieście. Ma 32 lata, nie jest w żadnym związku. Wróciła z Warszawy ...
Witam. Mój znajomy od 3 lat zachowuje się bardzo dziwnie: nie pracuje i cały czas siedzi w domu, nie utrzymuje ...
Mój chrzestny syn, 29-latek mieszkający w Stanach, od roku wyizolował się zupełnie z życia. Przestał pracować i ...
Mój mąż (45 lat) cierpi na depresję, ale nie chce pomocy znikąd. Na moje prośby i tłumaczenia mówi: po co? Problemy ...
Moja mama od dobrych paru lat ma stwierdzoną depresje maniakalno-lękową. Była leczona w szpitalu, teraz dostaje leki ...
Dwa miesiące temu mojemu chłopkowi zmarła mama po długiej chorobie na raka:(, można powiedzieć, że umierała mu na ...
Witam, mam problem z mamą. Ma 47 lat. Nie pracuje, nic nie robi. Mam wrażenie, że poddała że życiowo. Nic jej nie ...
Moja mama ma 78 lat. W 1991 roku umarł jej mąż,mój tata i od tego czasu mama ma stany lękowe i depresyjne. ...
Dyskusja - Jak pomóc choremu na depresję?
Potret użytkownika anonimowego

Jest bardzo trudno przebywać z chorym na depresję, nie wiadomo jak się przy nim zachowywać wiem bo mam syna który cierpi na depresję i nie chce sobie pomóc ja już sama sie załamuję pomóżcie

Potret użytkownika anonimowego

Ja byłam do niedawna tą, która wprawiała w smutek swoich najbliższych. Odrzucałam ich, nie potrzebowałam pomocy. Było mi jeszcze gorzej, gdy mama i tata płakali bo potrafiłam być w tym wszystkim okrutna. Dlatego po prostu bądź i miej cierpliwość. Wierzę, że Ci się uda. Jednak pamiętaj też o sobie, Twoje dobre samopoczucie, nastawienie może pomóc. Bądź dla siebie wyrozumiała i dobra. To zaowocuje też dla syna. Pozdrawiam ciepło i wierzę, że dacie radę.

Potret użytkownika anonimowego

Trudno, ale trzeba się nauczyć cierpliwości i odnaleźć w sobie wielkie pokłady spokoju. To przynosi efekty, bardzo powoli i bardzo małe, ale każdy kolejny dzień z najmniejszym chociaż pozytywnym akcentem daje nadzieje na coraz lepsze dni, choć wszystko dobywa się bardzo powoli, bardzo. niestety faktycznie w dużej mierze odbija się to na nas, bliskich. Ale warto.

Potret użytkownika anonimowego

Nie przejmuj się, jednak pomagaj synowi, trzeba ten stan rzeczy zaakceptować. Poproś też kogoś o modlitwę lub sama najlepiej się módl za niego i siebie. Ja też jestem chory.

Potret użytkownika anonimowego

Niedawno spotkałem się z osobą chorą na depresję. Z tego powodu jest na rencie. Zgadzam się z twierdzeniem, że trzeba być z taką osobą czułym i rozważnym. Jednak osoba ta [kobieta] ma niezaspokojony apetyt na seks i czułość z różnymi partnerami. Sama do nich przybywa.

Potret użytkownika anonimowego

Mieszkam, żyję z osobą chorą na depresję od 4 lat. Porady a codzienne życie to jak dzień do nocy. Próbowałem różnych sposobów, ale w chwili obecnej jestem na skraju wyczerpania, chyba depresja pokonała również moją psychikę, zabiera mi wolę istnienia. To jest straszne, walczysz o kogoś, a choroba jest silniejsza. Pomocy

Potret użytkownika anonimowego

Mój syn 25-letni przebywający od 3 lat w Anglii ma poważną depresje.Nieudane związki /3/ , z tego 3-letnie dziecko. Ostatni związek z 19-latka, która cały czas go oszukuje, a jeszcze praca po 12 godzin przez 5 dni w tygodniu /same noce/ od 19 do 7 rano chyba to spowodowały. Ostatnio sobie nie radzi z niczym, a ja matka nie wiem jak mu pomoc - jestem bezradna. Gdy dzwoni telefon cala się trzęsę - wyobrażam sobie najgorsze. A on nie chce wracać do domu, a myślę, że tak byłoby najlepiej - miałby wsparcie w rodzinie i pomoc psychiatry. Czy ktoś może mi poradzić co mam zrobić? Czuje, że to po prostu mnie przerasta.

Potret użytkownika anonimowego

Witam mam 25 lat i choruję na depresję. Moja choroba rozpoczęła się kilka miesięcy temu, niestety nie mam wsparcia psychicznego u nikogo na nikogo nie mogę liczyć, tylko sama na siebie. Jest mi bardzo ciężko, wychowuję sama 3 letniego synka, który jest opóźniony w rozwoju z cechami autystycznymi, jest to moje pierwsze dziecko oczekiwane wraz z partnerem. Niestety mojego partnera przerosły obowiązki i nas opuścił....miesiąc temu opuściłam oddział dzienny psychiatryczny, trafiłam tam z powodu próby samobójczej, niestety nie udanej....moja choroba mnie przerasta, pochłania, zaprasza mnie do siebie,,,,nie mam sensu życia..może wie ktoś jak się wyrwać z jej szpon

Potret użytkownika anonimowego

Cześć!
Mam na imię Monika, nie jestem chora ale moja przyjaciółka choruje i przeczesuje wszystkie informacje na temat depresji żeby wiedzieć w jaki sposób mogę jej pomóc. Wiem, że to ciężka choroba, a wsparcie kogoś bliskiego jest bardzo potrzebne. Jesteśmy w podobnym wieku, ja również mam synka. Mogę sobie tylko spróbować wyobrazić przez co przechodzisz i jak bardzo jest ci ciężko. Nie jestem lekarzem, nie mam żadnych kwalifikacji, nie jestem do końca świadoma tej choroby ale pomyślałam sobie, że jeśli miałabyś ochotę ze mną porozmawiać, popisać. Napisz ja na pewno odpowiem!! mona007@op.pl Życzę Ci powodzenia w przezwyciężeniu choroby! Pozdrawiam!!

Potret użytkownika anonimowego

Nikt z nas nie będzie znać uniwersalnej "recepty", bo każdy przechodzi ten ciężki czas inaczej i każdemu co innego dodaje sił. To, co teraz najważniejsze to dojście do równowagi i spokoju. Nie rezygnuj z pomocy osób profesjonalnie do tego przygotowanych, zaufaj im i otwórz się na tę pomoc, warto, abyś za jakiś czas spróbowała skontaktować się z grupą rodziców dzieci niepełnosprawnych. To ogromne wsparcie. "Wyszłam" z depresji, ale wcześniej musiałam pokonać samą siebie, czyli zaufać lekarzom, odpuścić kilka spraw, które mnie ciągnęły w dół, przestać się "szarpać". Wierzę, że za jakiś czas dostrzeżesz, że Twoje Dziecko jest dla Ciebie tym, co utrzymuje na powierzchni, daje siłę, aby być tu i teraz. Jestem przekonana, że przed Tobą jeszcze tyle pięknych chwil i one poczekają na Ciebie, żebyś je przeżyła! Wszystkiego dobrego.

Potret użytkownika anonimowego

Zwróć się o pomoc do BOGA. On nie zostawia nigdy nikogo, kto znajduje się w potrzebie i prosi Go o pomoc. I nie poddawaj się, z depresją można wygrać :) Pozdrawiam

Potret użytkownika anonimowego

Tak, tych w obozach i we wszystkich katowniach świata też nie zostawił? Boga nie ma, zrozumcie to wreszcie.

Potret użytkownika anonimowego

Mam 42 lata i co najmniej od 30 choruję na depresję. Mam taką wredną odmianę, która dopiero jakieś 6 lat temu została prawidłowo zdiagnozowana. Na dodatek jest lekko oporna, przed diagnozą. Na początku chorowałam z przerwami, potem bez, teraz jestem w miarę ustabilizowana, co oznacza, że zjazdy w dół nie są już tak strome, jazd w górę nigdy nie miałam. Czasem czuję się prawie normalnie, pierwszym objawem lepszego jest to, że nie myślę non-stop o samobójstwie.
Na szczęście mogę liczyć na siebie. Kto tego nie przeżył, nie zrozumie, poza tym zawsze kiedy jesteśmy w dołku wydaje nam się, że jesteśmy sami i nikt nas nie rozumie. Potrafimy być nie do zniesienia. Na dokładkę na terapii dowiedziałam się o ciekawym mechanizmie, nie pamiętam nazwy, ani z której szkoły psychologicznej, ale przekonałam się o jego prawdzie.

Osoba w depresji wywołuje u innych osób agresję, nawet tych kochających i starających się pomóc, tych świadomych problemu i nie, przekonałam się o tym na własnej skórze, po kilku latach jestem już tak wyczulona na taką reakcję (jest dość specyficzna), że wręcz jestem w stanie zdiagnozować stan osoby w depresji (jej nasilenie) po niecałej godzinie (mam dużo takich kontaktów zawodowych) nawet jeśli niewiele w zachowaniu czy treści rozmowy na to wskazuje.

Zdajmy sobie z tego sprawę i chrońmy naszych najbliższych. Dajmy im odpocząć. Jeżeli musimy się wyżalać, to do wielu osób, a nie ciągle do tych samych, jeśli to możliwe pójdźmy na psychoterapię dobrze wybierając do kogo. Jeśli mamy lepszy dzień, dajmy naszym najbliższym 'instrukcję obsługi', nie każmy im się domyślać co mogłoby nam pomóc. Nie wińmy ich, że nam nie pomagają, jeśli sami nie wiemy jakiej pomocy oczekujemy. Zróbmy dla nich konkretną listę, a nie każmy im żyć naszą depresją. Przygotujmy się na nawrót: spiszmy listę rzeczy, które nas cieszyły kiedy czuliśmy się lepiej. Starajmy się pamiętać, że to minie.

A przede wszystkim leczmy się, i dajmy się dobrze zdiagnozować! Udzielmy porządnych informacji w wywiadzie, dobra pierwsza wizyta powinna trwać ok. godziny. Nie oczekujmy takich cudów po państwowej służbie zdrowia. Tam lekarze mają czas tylko na odnowienie recepty lub wystawienie skierowania do szpitala, jeżeli nam poświęcą za dużo czasu ileś osób nie otrzyma na czas refundowanej recepty i przerwie leczenie, takich dokonują wyborów. Wielu najlepszych po prostu odmawia pracy tam.

Czasem można trafić na porządnego lekarza pierwszego kontaktu, ale nie przeprowadzi on prawidłowego wywiadu i przepisze nam najwyżej 'lekki' antydepresant, coś na bezsenność. Nie zdziwcie się jednak, jeśli potraktują Was jak histeryka lub narkomana, na to też trzeba być przygotowanym.

Najlepiej rozpocząć leczenie prywatnie, starannie dobierając lekarza, wymagając by poświęcił czas, odpowiedział na pytania, najlepiej pójść z kimś bliskim. Potraktujmy lekarza jak przyjaciela, powiedzmy o swoich problemach, także finansowych. Na początku potrzebne są częstsze wizyty, próby wielu leków na zasadzie prób i błędów, to nie jest chciwość lekarza i skutek działań firm farmaceutycznych. Skuteczność działania leku, często mieszanki wielu leków, występowania skutków ubocznych (nie czytajmy ulotek przed upływem miesiąca od ich brania, bo na pewno będziemy je mieli) można często stwierdzić dopiero po kilku tygodniach. Jeśli musimy kupić nowy lek, a nie wykorzystaliśmy starego. Oddajmy go lekarzowi. Większość lekarzy przy zwiększonej częstotliwości wizyt, pobierała ode mnie honorarium za wizytę tylko raz w miesiącu. Gdybym nie miała pieniędzy, wiem, że mogłabym pójść na wizytę i po prostu o tym powiedzieć. Każdy prywatny psychiatra mówił, że brak pieniędzy nie może być przyczyną przerwania leczenia. Tak samo z lekami, jeżeli nie stać nas na te przepisywane, powiedzmy o tym i zapytajmy o alternatywy. Jeżeli mieszkamy daleko, poprośmy o numer telefonu. Może go nie podać na początku, ale dopiero jak się przekona, że jesteśmy stabilni emocjonalnie i nie będziemy wydzwaniać kilka razy w tygodniu tak jakbyśmy byli pępkiem świata. Można wtedy telefonicznie modyfikować dawki czy zamieniać leki jakie już posiadamy w swojej apteczce. Dopiero po ustaleniu dawek, po ustabilizowaniu nastroju można skorzystać z publicznej służby zdrowia gdzie odnowimy recepty, gdzie ew. zdecydują jak długo mamy przyjmować dawkę podtrzymującą, jak schodzić z leków.
Nigdy nie podejmujmy samodzielnie decyzji o sposobie czy szybkości schodzenia z leku. Nigdy nie kończmy przyjmowania leków dlatego, że już czujemy się dobrze. Niech zdecyduje o tym lekarz, nie naciskajmy. Dawka podtrzymująca przez ok. pół roku to nie chciwość, to przy pierwszym wystąpieniu próba zapobiegnięcia następnym depresjom, w przypadku kolejnych ew. ich opóźnienie.
Kiedyś jeden psychoterapeuta wiedząc o sytuacji finansowej zaproponował zawieszenie płatności do czasu kiedy się poprawi. Inny, bardziej profesjonalny, zmienił stawkę na

Potret użytkownika anonimowego

Ja też mam depresję lekoodporną proszę napisz co Ci pomogło żeby wyjść z tego czy może w koncu trafiono na dobry lek bo uważam że te wszytkie leki są doniczego skoro nie pomagaja

Potret użytkownika anonimowego

tak mi przykro Mam nadzieje ze u was lepiej MAM DZIECKO Z CUKRZYCA TEZ NIE JEST KOLOROWO tEZ MAM DEPRESJE NO ALE NIE MOGE SIE ZABIC CO BY BYLO Z DZIECKIEM moze pomysl ze dziecko cie kocha i nie mozesz go zostawic Kurde ciezka sprawa Trzeba jednak chyba brac zycie jakie jest i nie zwazac na innych Juz nigdy nie bedziesz sama Masz dziecko Ciesz sie tym Nie sluchaj z***wrednych ludzi bo maca i psuja ps wiem ze sie nie da ale sprobuj dla dziecka

Potret użytkownika anonimowego

Jestem studentką trzeciego roku i poprzez depresję zaczęłam mieć poważne problemy nie tylko z bezsensownością życia, ale i z nauką. Prawdą jest, że jestem postrzegana jako osoba leniwa. Nic nie potrafię zrobić, brakuje mi motywacji do działania, do wstania "rano" i prawdą jest, że nie jestem rozumiana w gronie współlokatorek, gdy wstaję z trudem o 13-14, tym samym nie idąc na zajęcia. Moja depresja wynikła z przewlekłej nerwicy lękowej... Już z nerwicą nie potrafiłam sobie poradzić, a co dopiero z nimi dwiema...

Potret użytkownika anonimowego

Mam 19 lat i już drugą w mym życiu depresję. Z pierwszej wyszłam dość lekką ręką (3 miesiące) zaś teraz to mnie już przerasta. Nie mam wsparcia ze strony rodziny, a chłopak jest dosłownie na mnie zły, że nie potrafię podjąć podstawowych decyzji i często chodzę przygnębiona. Wpadam w stany w których bez wytchnienia płaczę, uderzam głową w ścianę i nie wytrzymuje już psychicznie, a on wtedy mówi, że jestem nienormalna i zostawia mnie samą. Mam myśli samobójcze, kiedyś myślałam że nigdy w życiu bym się nie odważyła na to, lecz teraz. Już się nie boję.

Potret użytkownika anonimowego

Na depresję zapadłam w maju tego roku w wyniku życiowej traumy. Strasznie trudno mi pogodzić się z tym, że jestem problemem dla synów. W środku oczekuję na ich pomoc, bo jej potrzebuję. Na zewnątrz udaję, bo chcę ich chronić przed przeżyciami patrzenia na mój stan. Walczę ze sobą bezskutecznie. Czuję się ciężarem dla nich i to jeszcze pogłębia mój zły stan. Leczę się nieprzerwanie,ale toksyczna życiowa sytuacja wciąż na nowo wpędza mnie w doły. Pracuję, nie jestem na L-4, na stanowisku wymagającym dużej aktywności, szybkości w podejmowaniu decyzji, koncentracji -jakoś to dźwigam,ale nie wiem jak długo dam radę. Płacę straszliwym wyczerpaniem. Synowie to widzą, a ja nie umiem im pomóc, nie umiem być tym samym człowiekiem jakim byłam do maja - pełnym sił witalnych, poczucia humoru... Współczuję im, że na taką depresyjną mnie muszą patrzeć, nie wiedząc jak reagować i jak to wszystko odreagowywać. Wiem jak bardzo im trudno.

Potret użytkownika anonimowego

Mam 42 lata. Ja też mam depresję, więc to rozumiem. Z depresją skończyłam bardzo trudne prestiżowe studia jednocześnie na nie zarabiając. Brałam po kilka etatów naraz. Teraz prowadzę własną firmę, cały czas z depresją (tylko krótka remisja przed 30-tką). Czasem większość moich dochodów pochłaniało leczenie, teraz na szczęście jest taniej. Też przechodziłam traumy, do tego długotrwały stres wywołany chorobą męża (OCD upośledzające funkcjonowanie), teraz już funkcjonuje, więc pewnie po 15 latach będzie rozwód. Piszę o tym, żeby pokazać, że domyślam się przez co możesz przechodzić.
Napisałaś o swoich synach, szkoda że nie o ich wieku, domyślam się, że ojca brak. Cieszę się, że się leczysz. Sama depresja już powoduje uczucie zmęczenia, do tego jeszcze praca, nic tylko do łóżeczka, zwinąć się w kłębek i zniknąć. Ale są dzieci.
Nie dasz rady być takim człowiekiem jakim byłaś i do tego czasu oni już o tym wiedzą. Jeżeli starasz się być wesoła, a w oczach masz smutek i niepokój, to oni to widzą. Nie wprowadzaj fałszu do Waszych wzajemnych stosunków.
Jeżeli ty przeżywasz traumę, to one pewnie też. Rozmawiajcie o tym. Tylko nie zapominaj o tym, że ty jesteś rodzicem, a one są dziećmi. Moja mama o tym zapomniała w stosunku do mnie, nie tylko wtedy kiedy depresje. Rozmawiajcie o problemie, o ich uczuciach, a ty mów, że rzeczywiście jest teraz teraz trudno, inaczej, że jesteś bardzo 'zmęczona', ale że będzie lepiej, może nie od razu, ale będzie. Może będzie inaczej, informuj ich o zmianach, daj im wyrazić swoje opinie, ale nie mów o swoich problemach, obawach, o wielości możliwości, nie pytaj o radę, o pomoc w rozwiązywaniu problemu. Znajdź czas na to żeby rozmawiać o ich problemach, żeby ich przytulić, spokojnie posiedzieć przy stole i porozmawiać o szkole, dziewczynach, pograć w 'chińczyka', żeby coś było normalne.
Nie 'wskakuj im na kolana', nie odwracaj ról, nie pozwól, żeby którykolwiek z nich zaczął odgrywać rolę 'mężczyzny' w domu. Nie masz sił, więc przede wszystkim odpuść sobie pilnowanie porządku, kiedy mama miała pierwszą większą depresję odpuściła 'wielkie sprzątania' i bycie 'świetną gospodynią'. Od razu wszyscy w domu byli szczęśliwsi, potem namówiliśmy ją by do tego nie wracała, chłopcy tym bardziej to docenią. Na pewno chcą ci pomóc, pozwól im na to, ale w sposób nie obciążający emocjonalnie, poczucie humoru pozostaje nawet w depresji jeśli o to dbamy. Nie wolno mówić: 'Mama źle się czuje więc teraz musicie przez jakiś czas zachowywać się jak dorośli/ przejąć obowiązki ojca/ pomóc jej w rozwiązywaniu problemów' ale można osiągnąć to samo przez 'Mama zmęczona wraca z pracy, kto jej pierwszy przyniesie ciepłą herbatę z cytryną na kanapę? Kto kapcie w zębach przyniesie? Wyniki na ten miesiąc zapisujemy na kartce na lodówce' Taką kartkę można zrobić dla naczyń (dyżury na zmywanie i wstawianie do szafek naprzemiennie - liczba niedomytych i zapomnianych dyżurów zapisywana), podstawowych zakupów, odkurzania.
No i oczywiście znaleźć dla nich zajęcia po lekcjach, najlepiej sportowe, żeby mogli odreagować, a ty żebyś mogła albo się po wyżalać do dorosłych (nie robić tego przez telefon w ich obecności), albo się zwinąć w kłębek i nie myśleć.
Ja stałam się 'matką' mojej matki, starszego rodzeństwa, 'żoną' mojego ojca przy podejmowaniu decyzji finansowych itp. w rodzinie. Zapłaciłam za to wybierając sobie za męża i zostając wybraną przez osobę, która potrzebowała: matki, pielęgniarki, psychoterapeutki, opiekunki, budowlańca, biznesmena, osoby towarzyszącej, osoby utrzymującej, i odmowie nawet poważnej rozmowy o posiadaniu dzieci. Teraz kiedy już dobrze funkcjonuje, a ja mam problemy i ze swoją rodziną i w pracy mówi, nie mam na to sił, radź sobie sama. Tak się dzieje z dziećmi z DDD.

Potret użytkownika anonimowego

Mam 25 lat i depresje, znowu. Pojawiła się w mym życiu już wcześniej. 1 raz w wieku 16 lat targnęłam się na swoje życie, niestety nieskutecznie:( Kilka lat temu znowu ogarnęła mnie rozpacz, przeleżałam w łóżku chyba kilka tygodni. Nie wiem nawet jakim cudem z tego wyszłam. Teraz życie znowu wali mi się i myślę żeby skończyć ze sobą. Jestem potwornie zmęczona!

Potret użytkownika anonimowego

Nie poddawaj się, z depresją można wygrać. PAN JEZUS na pewno Ci pomoże, dla Niego nie ma choroby, której nie mógłby wyleczyć, w końcu jest BOGIEM, a do tego kocha nas bardzo, tylko trzeba pozwolić się kochać i poprosić Go o pomoc. Pozdrawiam

Potret użytkownika anonimowego

Idź stąd, proszę!

Potret użytkownika anonimowego

Moja przyjaciółka ma depresje. Jesteśmy w liceum, mamy po 18 lat. Koleżanka nie widzi sensu w niczym, czuje się niekochana, często mówi o śmierci. Ja tego nie rozumiem bo jestem typową optymistką ale chciałabym jej pomóc. Mieszkamy w malej miejscowości, nie ma tu żadnych specjalistów, koleżanka jest w stałym konflikcie z rodzicami. Co robić????????????????????????????????????????????

Potret użytkownika anonimowego

Wspaniałe jest to, że jesteś z koleżanką, choć sama nie rozumiesz jej stanu. Być może jesteś jedyną osobą, na którą może liczyć. Temat depresji nie jest mi obcy, więc może będę mogła w czymś pomóc albo chociaż wysłuchać. Mój mail: abigailborek@interia.pl.

Potret użytkownika anonimowego

Pomóżcie proszę, chłopak którego kocham jest w szpitalu psychiatrycznym ma silną depresje. Jest tam 3 tygodnie. Ja mam partnera, z którym jestem 7 lat, ale odkąd dowiedziałam się, że ten którego kocham jest w szpitalu moje życie się zmieniło. Nie wiem co mam robić? Wiem, że moje uczucie do obecnego partnera nie jest tak silne jak do tego drugiego. A mimo to boję się go zostawić, bo on kocha mnie jak nikogo na świecie.

Potret użytkownika anonimowego

Idę do pracy, w której będę się opiekować osobą starszą, której córka ma depresje i nie wiem jak jej pomóc?

Potret użytkownika anonimowego

Cierpię na depresje od mniej więcej 19-go roku życia. Mam 21 lat, zawalam studia, przez wszystko co zawalam czuje się jeszcze bardziej niedowartościowana i tracę jakiekolwiek resztki motywacji i nadziei. Zaczęło się od chłopaka, który również cierpi na maksymalną depreche i przez to popada w dragi, jak ja również, kochałam go mocno i próbowałam mu pomoc, aż sama się wypaliłam w tym wszystkim. On skrzywdził mnie i poleciałam zupełnie, nie potrafiłam mu pomoc, teraz ciężko mi idzie próba pomocy samej sobie, nie potrafię się pogodzić z narastającą dorosłością, coraz większą odpowiedzialnością. Mieszkam od wielu lat sama, do liceum wyjechałam do większego miasta, nigdy nie miałam wsparcia od rodziców, dzieciństwo było nie za ciekawe, a ojciec jest alkoholikiem. Problemy z pieniędzmi, miłością, szkołą, których nikt nie potrafi zrozumieć mimo, że każdy kiedyś to samo przechodził. Totalna rezygnacja, utrata nadziei na lepszą przyszłość, zapomnienie o marzeniach z wcześniejszej młodości, brak wiary w cokolwiek. Nie mam pieniędzy na terapie, bo oprócz psychiatry w życiu trzeba odwiedzać innych lekarzy, takich jak ginekologów, dentystów, trzeba płacić rachunki za mieszkanie i utrzymać się. Kiedy życie cię dopada tak nagle po prostu i bez upiększeń. Zaczyna się widzieć, że nie jest kolorowo, nigdy nie będzie. Więc po co cokolwiek robić i starać się. Już kiedy puszczają wszystkie mobilizujące emocje i pozostaje tylko rezygnacja to nic innego jak odurzyć się czymś, uśmiercić, zniknąć ze świata choć na chwilę się chce.

Takich osób jak ja jest tysiące, setki, dziesiątki wokół nas a tak naprawdę nikt ich nie widzi.

Potret użytkownika anonimowego

Mam 39 lat. Od 4 lat choruje na depresje lękową. Biore bardzo długo leki ale to prawie nic nie pomaga. Tymi objawami są - Jeśli serce mi zaczyna bic szybciej to mi sie zdaje że cos sie stanie, Moze bedzie zawal. Boje sie daleko jechac , bo tam nie bedzie lekarza i kto mi wtedy pomoże. Najgorzej jest jak nikogo nie ma przy mnie to znaczy tych osób którzy wiedzą o mojej chorobie a jest ich bardzo mało. Jak leżę to mi sie zdaje żę nic mi sie nie stanie a jak zaczne cos robic to sie boję. To jest takie straszne ,że juz sobie rady nie daje. Mam nadzieje że ktoś zagląda na tą strone i mi pomożę. PROSZĘ o POMOC! Moj E-mail to skaters1997@gmail.com

Potret użytkownika anonimowego

moja przyjaciółka ma depresje a ja nie wiem jak jej pomóc....obie studiujemy dziennie ,ona nie ma pieniedzy naa leczenie ja tez nie moge jej pomoc a ona nikomu nie chce o tym powiedziec...nie wiem co mam robić????????boje sie tak bardzo o nia

Potret użytkownika anonimowego

Głęboko w człowieku zakorzeniona jest potrzeba sensu życia, człowiek pragnie pełni życia która jest jednocześnie Miłością, chory na depresje potrzebuje nadziei, światła wewnętrznego i sensu życia, chory musi starac się o wiare w Jezusa, zalecam przestrzeganie przykazań tak by chory wiedział że każdy krok, każda chwila jest sensowna i jest miłością, grzechy każdemu się zdarzają jeśli ktoś wierzy to w imieniu Jezus nie ma tych grzechów. Wiara w Boga napełnia wnętrze człowieka nadzieją, miłóścią i radością. Gdyby nie moja wiara już dawno chorowałbym na depresje, a mogłoby już mnie nie byc na tym świecie, kiedy zgrzesze czuje smutek, kiedy przeprosze Boga wraca sens każdej chwili która ma wymiar nie tylko ziemski ale sięga do wieczności tam gdzie Bóg obdarzy wszyskich Radością i Miłością i już nie będzie smutku. Myśle że o pomoc trzeba zwrócic się do księdza także jeśli jest taka możliwośc, czy ktoś jest wierzący czy nie, to rozmowa, wsparcie od takiego człowieka i spowiedź bardzo dużo daje, także psychicznie.

Potret użytkownika anonimowego

Niektóre Wasze relacje są wstrząsające. Bardzo chciałabym coś zrobić, nie stać bezczynnie wobec Waszych dramatów. Jeśli ktoś miałby ochotę mi się anonimowo zwierzyć, wyżalić, porozmawiać, bardzo chętnie wysłucham.

Mój email: ydoryeshech@gmail.com

Karolina

Potret użytkownika anonimowego

Podobnie jak Karolina- jeśli tylko mogę jakoś pomóc, napiszcie do mnie, proszę.
O depresji trochę wiem, częściowo z własnego doświadczenia, częściowo poprzez obserwacje osoby w mojej rodzinie, która się leczy od ładnych paru lat.
Interesuję się także tematem motywacji w życiu, tego, skąd czerpać siłę i ochotę do życia, jak żyć, żeby było dobrze. Zainteresowania te nie są bynajmniej teoretyczne, szukam w życiu drogi, którą mogłabym podążać, aby to wszystko miało jakiś sens.
Uważam, że zdrowie jest naturalnym stanem człowieka i jeżeli zrozumiemy lepiej siebie - kim jesteśmy, jaką mamy w życiu misję, rolę do spełnienia, kim chcemy sie stawać, ale i jakie mamy ograniczenia - wtedy umożliwiamy sobie powrót do tego naturalnego stanu. Pomyślcie o dzieciach, one nie rodzą sie z depresją. Raczej każdy maluch ma predyspozycje do stanu zdrowia psychicznego, radości, lekkości, a dopiero późniejsze traumy nas od tego naturalnego stanu odsuwają. Wciąż jednak każdy, nawet najbardziej chory człowiek, jest stworzony do zdrowia psychicznego i uwazam, że zawsze istnieje jakaś droga powrotna do niego (nawet jeśli jej chwilowo nie znamy, a nawet nie umiemy sobie wyobrazić). Tak, jestem optymistką, bo ja nie chcę poddać się chorobie i robię wszystko, co potrafie, aby się ratować z tego strasznego stanu. Przede wszystkim uważam, że wiedza i wiara w odpowiednie rzeczy, to jest podstawa. Wiedza o życiu i wiara się przeplatają. Ponieważ nie jesteśmy w stanie wiedzieć tak na 100% wielu rzeczy, dlatego też czasem trzeba wybrać w co się uwierzy. Niektóre z tych wyborów mogą prowadzić nas ku czemuś lepszemu. Poza tym wiedza psychologiczna. Niestety, ale muszą to powiedzieć - istnieje część osób, które zamiast walczyć o swoje zdrowie, uważają, ze całą robotę wykona za nich ktoś inny - lekarze, farmaceuci, rodzina. W życiu za darmo nic nie ma. Najpierw trzeba z siebie dać i to bardzo dużo, powiem wręcz, że wg mnie każda na prawde wartościowa rzecz w życiu (a za taką też mam zdrowie psychiczne) ma swoją cenę, którą jest ogromny, czasem wręcz niemal nadludzki, wysiłek. Natomiast wiele osób, które są chore, potrafią tylko narzekać, zalić się i... niewiele robić. Nie mówię o stanie, gdy tylko się lezy i patrzy w ścianę, ale sa przecież na tyle dobre dni, że można coś zadziałać. Gdy ma sie trochę wiecej siły w sobie, to wtedy trzeba zawalczyć. Nie łudzić sie, ze to bedzie trwało wiecznie, że teraz sie czuje lepiej, to deprecha nie wróci.
Nienasycony głód wiedzy - na temat swojej choroby, na temat ludzkiej psychiki, na temat też i konkretnie swojej, niepowtarzalnej przecież, osoby - tak po krótce ja leczyłam sama siebie. Zapytałam siebie o wiele spraw, tych trudnych, bolesnych, tak, i rozmawiałam ze sobą poważnie, i, czasem do bólu, szczerze. Dużo czytałam. Szukałam. Pytałam. I wciąż to robię, niemal każdego dnia. Wg mnie człowiek sam sobie najlepiej potrafi pomóc, bo nikt nas tak nie zna, jak my sami siebie. Oczywiście nie przekreślam leczenia, ale wydaje mi się, że nawet w leczeniu to pacjent sam musi chcieć i sam musi płacić cenę wysiłku, lekarz jedynie może nakierować w odpowiednim kierunku.
Ważna jest szczerość wobec samego siebie. Czasem nam się może nie spodobać, co się o sobie dowiemy, ale to jest najcenniejsze właśnie, ta wiedza o sobie. I akceptacja siebie. Bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Trzeba zaakceptować człowieka w sobie. Wtedy potrafimy też łaskawiej spojrzeć na innych, wybaczyć im zło, które czynią z nieświadomości własnego umysłu. To tak, jakby wspiąć sie na wysoką górę i zrozumieć, że tamci ludzie, którzy nas skrzywdzili, wciąż chodzą nisko w dolinie i nie wiedzą, co jest poza nią, nie widzą tego rozległego widoku, który my widzimy z góry. Wtedy można poczuć dla nich litość, zobaczyć jak są mali i uwolnić się od gniewu, żalu. Ludzie pogrążeni są w głębokiej nieświadomości, prawie jakby częściowo spali. Trzeba rozwijać własną świadomość, aby nie być jednym z tych wielu nieszczęśników, aby wyjśc na wyższy poziom. Trzeba dążyć do siły w sobie, aby móc z siebie coś dobrego dać światu. Jest wielu dobrych, wrażliwych ludzi, lecz niestety słabych. Świat potrzebuje ich, ale najpierw muszą odnaleźć siłę w sobie. Bardzo przykro mi, jak czytam o samobójstwach. Niejednokrotnie najcenniejsze jednostki, ludzie wrażliwi i empatyczni. Jednak cóż światu po nich, skoro nie doszli do swojej siły i nie umieli tych skarbów w sobie dać innym ludziom. Jest mnóstwo potrzebujących ludzi, potrzebujących istot. Gdyby wszyscy dobrzy, ale słabi ludzie, odnaleźli w sobie siłę, jak bardzo świat zyskałby i jak byłoby lepiej! Niestety, zbyt słabi, nie wyszli poza poziom myślenia o sobie, bo tak właśnie działa życie w wielkim bólu, jakim jest depresja. Gdy nas wszystko boli, nie widzimy wokół siebie innych ludzi, którzy też cierpią. Ktoś więc musi przejść drogę od słabości i strachu, do siły i odwagi. A jeśli nie ja, to kto? Łatwo jest zabić się, odejść z tego świata. Kiedy myślimy, że nikt nas nie potrzebuje. Ale to nie prawda. Bo są setki ludzi, którzy nas potrzebują, np. dzieci w domach dziecka, osoby starsze, samotne, chore, są też niekochane zwierzęta w zimnych schroniskach, jest planeta, którą trzeba ratować. Jesli wszyscy dobrzy ludzie byliby słabi, to świat stoczyłby się ku wielkiemu złu, ku zagładzie. Są jednak tacy, którzy walczą. Całymi latami walczą, zaczynając od wstania z łóżka. I dlatego jeszcze ten świat funkcjonuje dalej. Dzięki bezimiennym, anonimowym, wrażliwym jednostkom, które walczą z własną słabością i szukają wiedzy, szukają rozwoju, nie poddają się.

Pozdrawiam :-)

zakrzywiam_czasoprzestrzen@hotmail.com

Potret użytkownika anonimowego

Witaj nazywam sie Dorota mam 26 lat od ponad 2 miesięcy cierpię na depresję, która rozwala całe moje życie, nie chce Cię zanudzać moją historią, która jest dość bolesna. Przeczytałam Twoją wypowiedź bardzo mi się spodobała, pewnie wiesz, że dla osoby chorej nawet trudnym krokiem jest szkuanie pomocy. Chciałabym przezwyciężyć tą chorobe i zapobiec jej nawrotom, zaczęłam również pracę nad sobą. Jeśli mogłabyś poszielić sie informacjami na temat motywacji w życiu i jak żyć by być szczęśliwym, to była bym wdzięczna. Chciałabym się dowiedzieć także o Twoich doświadczeniach i poznać Cię, więc prosiłabym również o napisanie kilku słów o sobie. Ja bardzo bym chciała wyjść z tej choroby i nigdy do niej nie powrócić wiem, że czeka mnie bardzo ciężka praca nad sobą, a niestety jeszcze nie jestem na tyle silna. Bardzo cierpie, ponieważ nie mam wsparcia ze strony partnera.W ten weekend czeka mnie poważna rozmowa na temat naszego związku i muszę byc silna, straciłam do niego zaufanie, chciałabym by on zawalczył o naszą miłość, ale zpełnie nie wiem w jaki sposób on mógłby to okazać. Ogólnie mieszaliśmy razem 2 lata, a jak się rozchorowałam wróciłam do mamy. Przepraszam za nieco chaotyczna wypowiedź, czy możesz coś poradzić??? Pozdrawiam z góry dziękuje i z niecierliwością czekam na odpowiedź. Dorota

Potret użytkownika anonimowego

Podejście rodziny i generalnie osób bliskich chorego na depresję jest niestety bardzo ważna. Moja rodzina nie potrafi, czy nie chce tego zrozumieć. Wielokrotnie dawałam im różne poradniki, pokazywałam strony internetowe jak ta, które tłumaczą jak postępować z osobą depresyjną, ale jak grochem o ścianę. Ciągle słyszę, że się nad sobą tylko użalam, że "jaka mi się krzywda dzieje, co?", że jestem najgorszą córką jaką świat widział i "co ja znowu wyprawiam, jak głupek". Chcą dobrze i wierzą, że to pomoże, ale tylko pogłębiają moje złe samopoczucie. Niestety :)

zdjęcie użykownika zalamana27

jestem przerazona jak to wszystko czytam,jestem z mezczyzna od prawie 10 lat kochalam go , szanowalam i kocham nadal ale w naszym zwiazku w pewnym momencie zanikly wszelkie uczucia i zrozumienie,powiedzialam mu ze lepiej bedzie jak sie rozstaniemý choc nie przemyslam tego do konca rozstalismy sie,po kilku dniach zadzwonil prosil o spotkanie jedna rozmowe , zgodzilam sie i stalo sie,na moich oczach wyzadzil sobie wielko krzywde lekarze z wielkim trudem uratowali go chyba los tak chcial dac mu jeszcze jedna szanse i zyje,rany sie goja i obecnie przebywa na odziale psychiatrycznym ale za tydzien wraca do domu.PROSZE PORADZCIE CO ROBIC JAK SIE ZACHOWYWAC JAK ZYC

Potret użytkownika anonimowego

Mój partner całe życie silny fizycznie i umysłowo (52 lata) w jednym momencie się rozłożył....na małe cząsteczki.... cały czas leży .. wogle mu się nie chce ani wstać ani jeść... ma lęki...itp.
byliśmy u psychiatry bierze leki........ jest na zwolnieniu w tej chwili---- ale 26.06.2011 ma iść do pracy teraz histeryzuje że sobie nie poradzi że nic nie pamięta......
Powiedzcie czy lepiej żeby poszedł do pracy czy prosić o dalsze zwolnienie ... co radzicie...ja naprawdę nie wiem co mam robić to jest straszna choroba.....

Potret użytkownika anonimowego

Mam 23 lata tez czuje ze juz mam depresje w wysokim stopniu. izoluje sie od znajomych w domu nie chce mi sie rozmawiac z mama,... Mam bardzo wrogie nastawienie do pracy i z dnia na dzien jest coraz gorzej wstac rano i wziąsc sie za funkcjonowanie... poprostu nic mi sie nie chce i na niczym mi nie zalezy. Też czasami mam nie racjonalne mysli i zastanawienia sie o sensie życia.. Powiedzcie co mam robic...

Potret użytkownika anonimowego

Witam, mam na imię Magda i mam 17 lat. Ja także cierpiałam przez dość długi okres czasu na depresję (ok. 1,5 roku) i nadal chyba jeszcze. Obecnie jest lepiej. Żadne leki, żadni lekarze nie byli w stanie mi pomóc pokonać przykrych dolegliwości..Moja sytuacja zaczęła się stopniowo polepszać odkąd po prostu zaczęłam się modlić i rozmawiać z Panem Bogiem :) Nie twierdzę, że jestem całkowicie zdrowa, bo czasem też zdarzają się gorsze dni, ale jest znacznie lepiej niż było...Pan Ci pomoże, bo Cię bardzo kocha! Pozdrawiam Was wszystkich, niech Pan będzie z Wami!
Najważniejsza jest nadzieja, ona nigdy nie umiera!
Możesz, jeśli myślisz, że możesz
Nie jesteś sam!

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica