abcZdrowie.plZdrowie.pl - serwis należy do sieci serwisów o zdrowiu polecamy:

Leczenie depresji fazy terapii

autor: Izabela Malinowska
27 maj 2009, godz. 13:51

Leczenie depresji jest kwestią bardzo złożoną, każdy przypadek jest indywidualny i wymaga osobnego podejścia.

W dniu 28 czerwca 2009 roku zmarła Pani Docent Joanna Meder. Przez wiele lat była kierownikiem Kliniki Rehabilitacji Psychiatrycznej i Dyrektorem d/s Lecznictwa Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Była autorką wielu publikacji, dużą część swojego życia poświęciła leczeniu chorych na schizofrenię. Jej pogoda ducha oraz ciepły uśmiech sprawiały, że pacjenci darzyli ją wielkim zaufaniem. Była wzorem lekarza.  


Komentarze

01.12.2009 8:29
użytkownik anonimowy

Modlitwa jest najlepszym lekiem na depresję.

03.12.2009 7:27
użytkownik anonimowy

We wszystkich sprawach tak naprawdę może pomoc tylko BÓG, A W DEPRESJI SZCZEGÓLNIE.

10.12.2009 19:40
użytkownik anonimowy

na pewno

04.01.2010 1:21
użytkownik anonimowy

To jest tylko po części racja. Bo co ma zrobić osoba kiedy jej ciało całe jest zdrętwiałe i gorące, a do tego strasznie kołacze serce? Modlitwa może zmienić kierunek myślenia ale nie zastąpi terapii medycznej. Są dzisiaj na rynku dostępne środki na depresje, które pomagają utrzymać ciało "na wodzy" i nie należy się tego wstydzić ale zasięgnąć rady lekarza. Ludzie XXI wiek i nie nasza wina, że technologia, postęp świata, brak czasu dla rodziny i samego siebie zagoniła nas w stan tzw.depresja.

24.01.2010 11:44
użytkownik anonimowy

Jak to dobrze, że ktoś to powiedział! Modlitwa jest naprawdę najlepszym lekiem na depresję. Szczególnie różaniec, który jest modlitwą egzorcyzmu.

25.01.2010 11:43
użytkownik anonimowy

Modlitwą egzorcyzmu? Chyba potrzebujesz pomocy lekarza specjalisty, a bajki o czerwonym kapturku nie pomogą? Jest w nich tyle prawdy co w religii.

23.03.2010 10:45
użytkownik anonimowy

A co jeśli cierpiący na depresję nie wierzy w Boga ani w sens modlitwy? To zdarza się bardzo często w depresji.

26.03.2010 19:42
użytkownik anonimowy

Modlitwę można sobie w buty wsadzić, a Boga nie ma, bo jakby był, to nie byłoby depresji, raka, chorób wieńcowych i kuzynek, które piszą na ciebie donosy...

08.12.2009 19:00
użytkownik anonimowy

A ja już nie wiem co robić, jest ze mną źle, bardzo źle.

09.12.2009 19:00
użytkownik anonimowy

W depresji jak najbardziej trzeba pomyśleć o kimś bliskim i TWARDO powiedzieć "MAM DLA KOGO ŻYĆ!!!"
Bo w końcu nie tylko "ja" jestem na tym świecie, a ktoś może nas potrzebować...:)(:

23.01.2010 14:19
użytkownik anonimowy

Nie masz bladego pojęcia czym jest ta choroba i obyś się nie przekonał/a...

31.03.2010 12:37
użytkownik anonimowy

To nie takie proste-jeśli to naprawdę "depresja" to tylko pomoże lekarz specjalista i odpowiednie leki. Twardo powiedzieć "mam dla kogo żyć" to jeszcze nie choroba, to tylko jej początek!

10.12.2009 9:30
użytkownik anonimowy

W depresji najgorsza jest samotność, to tak, jakby się było więźniem własnego umysłu. Powiedzenie "mam dla kogo żyć" nie dociera tak naprawdę do chorego na depresję, myśli on raczej o tym, że wszyscy będą szczęśliwsi bez niego...Wiem, że to paradoksalne, ale najlepszym sposobem jest poszukanie dobrego, doświadczonego psychiatry (nie psychologa), który pokaże nam drzemiące w nas siły i drogę do zwalczenia tego piekła.

17.12.2009 10:38
użytkownik anonimowy

Leczę się już 10 lat, zjadłem ok. 25 rodzajów antydepresantów w ilości ok. 11000 sztuk tabletek + setki sztuk nasennych, nie widzę dalszej możliwości życia, mózg coraz gorzej pracuje, siły na 1, 2 h dziennie, brak pracy, perspektyw, lata lecą o planowaniu życia nie ma mowy, jestem już jak roślina, chodzę bez sił jedynie do sklepu za rogiem, wracam skonany psychicznie i emocjonalnie i zblokowany w okolicach przedniego płata mózgu i w okolicach brzucha, trudności z oddychaniem, otępienie, a mam 34 lata i już nie mam siły dokończyć studiów od paru lat. Będę próbował dostać się na elektrowstrząsy lub żyletka, ostatnie góra 2 miesiące życia. Zrozumcie to potworne piekło.

20.12.2009 21:39
użytkownik anonimowy

Przede wszystkim nie odbieraj sobie życia, bo śmierć sama przyjdzie po Ciebie, jak przyjdzie Twój czas...Ja straciłem dziewczynę w wypadku samochodowym i też muszę z tym żyć:( Każdy ma swój los i jakieś problemy, także musi swoje przeżyć. Mogę Ci doradzić z doświadczenia: znajdź prace, miej zainteresowania: sport, basen, kino, znajomi, poimprezuj trochę, czytaj dużo książek- też dobrze wpływają, bo myślisz o czymś innym i przede wszystkim nie siedź sam w domu i nie wkręcaj sobie jaki to jesteś nieszczęśliwy. Zacznij się cieszyć z tego masz- co mają powiedzieć Ci co nie mogą chodzić, albo walczą z rakiem czy innymi choróbskami?

30.12.2009 13:32
użytkownik anonimowy

Witaj kolego....mam na imię Ola....proszę Cię bardzo odstaw leki, one otępiają, uwierz w siebie, jesteś wielki, masz siłę, możesz stawić wszystkiemu czoła. Rozumiem Cię doskonale i wiem, że nie jest łatwo ale bardzo chcę abyś wskrzesił w sobie siłę, aby podnieść czoło i spojrzeć w niebo....uśmiechnij się...życie jest trudne ale piękne...Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, życzę Ci wiary w siebie i siły do walki...Odezwij się. Ola

23.01.2010 14:24
użytkownik anonimowy

Twoje rozpaczliwe wołanie o pomoc mnie poruszyło. Nie jestem w tak koszmarnej sytuacji jak Ty. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze Cię usłyszał i Ci pomoże, oby tak było... Trzymam za Ciebie kciuki, wytrwaj!

14.02.2010 9:53
użytkownik anonimowy

Mam 29 lat. Leczę depresję od 10 lat - tak jak ty. Nie poddawaj się. Ja też często zmieniałam leki, aż trafiłam na taki, który mi pomógł. Nie jestem jeszcze w pełni zdrowa ale mogę już wyjść z domu na spacer i czuć się swobodnie. Moje rady: przyjmuj zalecone ci leki, pomimo lęku wychodź codziennie z domu, nie traktuj niedokończonych studiów jak końca świata - jesteś jeszcze młody i wszystko przed tobą, rób wszystko metodą małych kroczków, doceniaj nawet małe rzeczy, które ci się udadzą, jeśli miałeś jakieś hobby - to wróć do niego. Rozumiem twoje piekło - jestem w nim od lat. Jeśli jesteś samotny kup sobie jakiegoś zwierzaka - ja tak zrobiłam. Pozdrawiam Aga
PS JA Wciąż ŻYJĘ - nie odbieraj sobie życia.

25.03.2010 8:06
użytkownik anonimowy

Z całym szacunkiem , ale mówienie że świat jest piękny, uśmiechnij się jest w takim momencie tak beznadziejnym tekstem, że tylko chorego na deprechę może jeszcze bardziej zdołować... jestem ciekawa, czy przed zapisaniem jakichkolwiek leków lekarze zrobili coś w kierunku dojścia do PRZYCZYNY twojego stanu. Uważam, że właśnie to jest najskuteczniejsza droga do tego, aby pracować nad wypędzeniem tej cholernej choroby z Twojej głowy. Rzadko się zdarza lekarz, który leczenie zaczyna od zwalczenia przyczyny, a potem dopiero skutków, a szkoda, bo o ileż więcej zdrowszych i szczęśliwszych ludzi chodziłoby po świecie... pozdrawiam Cię serdecznie i życzę Ci, byś życie swe, chociaż resztkami sił, ale uszanował jednak, bo to nie my sobie je daliśmy i to nie do nas powinno należeć, kiedy je skończyć. R.G.

15.04.2010 9:56
użytkownik anonimowy

Dokładnie... Ale zdrowi ludzie nie rozumieją, że mówiąc "weź się w garść, codziennie wychodź na spacery" oznacza dla chorego "Jesteś beznadziejny, to Twoja wina, że chorujesz, gdybyś cokolwiek próbował zmienić byłoby OK" LUDZIE, TAKIE RADY CHORY ODBIERA OPACZNIE, WIEM, BO SAMA MAM TAKIE MYŚLENIE, ALE MAM CIEŃ NADZIEI, BO NIE CHCĘ, ŻEBY BLISCY MUSIELI PATRZEĆ NA CHODZĄCY SMUTEK... ZACZYNAM POSZUKIWANIA SPECJALISTY CHOĆ NIE MAM NA TO WSZYSTKO OCHOTY ANI SIŁY, ALE MUSZĘ TO ZROBIĆ DLA NICH.

20.12.2009 18:30
użytkownik anonimowy

Kolego który chce na elektor wstrząsy lub żyletkę - widzę pewną nadzieję dla ciebie - kilka tysięcy lat temu w Indiach narodziła się metoda drogi do szczęścia. Ktoś odkrył że problem są myśli kreowane przez umysł. Natomiast drogą do szczęścia i spełnienia jest uważność - czyli medytacja. Zanim zdecydujesz się na odebranie sobie życia - zainteresuj się tym tematem. Zdobądź książkę "Trzy filary ZEN" i spróbuj skorzystać z mądrości wschodu. Powodzenia :)

20.12.2009 21:23
użytkownik anonimowy

Przede wszystkim nie można odbierać sobie życia, bo śmierć no i tak przyjdzie sama...Każdy ma swój los i jakieś problemy, no i musi to przeżyć. Ja straciłem np. dziewczynę w wypadku samochodowym i też muszę z tym żyć;( Z doświadczenia najlepszym rozwiązaniem jest znaleźć prace, mieć jak najwięcej zajęć: sport, basen, kino, rozmawiać z ludźmi, poimprezować troszkę i przede wszystkim jak najmniej siedzieć samemu w pokoju i wkręcać sobie jaki ja jestem nieszczęśliwy.

29.12.2009 16:57
użytkownik anonimowy

Ja już nic nie rozumiem. Nie wiem, czy mam depresję: chodzę do strasznie dobrego gimnazjum i tam są same geniusze, jestem najgłupsza, mam same jedynki, kiedyś schudłam 10 kg i dalej uważam, że jestem gruba. Moja mama ciągle się na mnie drze, ale nie o to chodzi. Mam problem ze sobą. Wracam ze szkoły i np. ryczę pół dnia [na szczęście rodzice do późna pracują]. Czytam mnóstwo książek, ale to wcale nie pomaga: marzę o innym życiu, dałabym wszystko, żeby być daleko stąd. Tnę się. Ostatnio non stop wsuwam leki, itd. Czy są jakieś leki, które mogłabym, oczywiście w normalnej ilości, jeść, ale żeby pomagały?! Czy to już depresja?! Co ja mam robić?! Nie chcę się użalać nad sobą, itd...

20.01.2010 23:38
użytkownik anonimowy

Hej! Świat gimnazjum to jak hibernacja...trwa trwa i trwa i wydaje się, że nigdy się nie skończy, a tuż za progiem czekają cię nowe wybory. Możliwe, że po prostu nie trawisz tego co jest dookoła ciebie. Pomyśl kim chcesz być jak skończysz szkołę, wykorzystaj ją najlepiej jak potrafisz a potem rozwiń skrzydła i poleć. Wbrew temu co mówią, możesz być kim chcesz, tyle, że potrzebujesz tej cholernej szkoły jak tlenu, a nawet bardziej!
Ściskam i powodzenia
Karola

27.04.2010 10:39
użytkownik anonimowy

Ja wiem, że jesteś śliczną, mądrą dziewczyną! Piękną, ale chwilowo bezsilną! Skąd wiem, że piękną piękną? Skoro Cię nie widziałam? Bo masz bogate wnętrze! Jesteś wrażliwa, a życie chwilowo Cię przerasta! Nie zostawaj samotnie i bez najbliższych Ci osób! Spróbuj porozmawiać o tym co przeżywasz z rodzicami? Przyjaciółka? Może ciocią? Albo psychologiem w szkole! Proś o pomoc! To nic wstydliwego, że jesteśmy bezradni lub zagubieni. Mamy prawo poszukiwać i prosić o zrozumienie, wsparcie i szukanie wspólnych dróg rozwiązań naszych niepokojów i trudności! Ściskam Cię mocno i wierzę, że znajdziesz na to odwagę i siły.

02.01.2010 18:56
użytkownik anonimowy

Depresja jest najgorszą, rzeczą która mnie spotkała. Trwa ok.2 lat. Wstydzę się iść do lekarza. Chcę umrzeć....

04.01.2010 20:49
użytkownik anonimowy

Nie wstydź się. Po prostu idź, zdiagnozuj. To spotyka tak wielu... Leki nie są najlepszym rozwiązaniem, ale czasami nie ma innego wyjścia. Jeśli je weźmiesz dąż do tego aby dawkę wciąż zmniejszać - całą swoją wolą, jaką tylko masz, jak Ci pozostała chciej zobaczyć światło w tunelu; chciej siebie uratować. Ta choroba także potrafi nauczyć wiele, szczególnie gdy jesteś w grupie terapeutycznej; może dla Ciebie to będzie najlepsze rozwiązanie. "Olej" wstyd, bo to Ty jesteś najważniejsza/szy i zechciej zawalczyć o swoje jutro. Trzymam kciuki. A.

10.01.2010 16:35
użytkownik anonimowy

Czytam te wszystkie teksty i bardzo podnoszą mnie na duchu .W mojej rodzinie też występuje depresja i leczy się ta osoba jak obserwuję ją jest mi jej żal, my jako członkowie najbliższej jego rodziny nie wiemy jak postępować z jego niechęcią do życia i braku wiary w siebie.

18.01.2010 11:32
użytkownik anonimowy

Depresja wydaje się być choroba "myśląca", jakkolwiek nie wydałoby się to głupie, świadomie kierująca swoje intencje do wyniszczenia osobowości nawet najsilniejszego człowieka.
Zupełnie jakby była czymś dużo bardziej złożonym, niż jakikolwiek psychiatra bądź specjalista był w stanie określić.
Nie raz jak próbuje dodać sobie sił, to wyobrażam sobie, że jest to odmienna świadomość, która zalęgła się tuż na skraju mojej osobowości, skrywająca się za zasłona "zwykłych" myśli i doznań, potęgująca ich negatywny oddźwięk. Ale nie będąca mną, zupełnie jakby jakieś ciało obce znalazło się w ranie, w chwili słabości człowieka i zabliźniło się, wciąż jednak dając o sobie znać. Co oznacza również, że można je bezpowrotnie usunąć.
Gdyż jakie działanie może być skuteczniejsze w dążeniu do psychicznego i fizycznego wyniszczenia człowieka jak odcięcie go od jakichkolwiek źródeł pomocy z zewnątrz? Właśnie największa "siła" depresji, moim zdaniem, jest w jej dążeniu do osamotnienia i okłamania człowieka, że nie pozostaje mu żadna inna droga, poza jedną, na końcu której już nikt nie będzie w stanie nam pomóc...

19.01.2010 12:19
użytkownik anonimowy

Też zmagam się się z depresją. Pierwsze objawy pojawiły się u mnie po urodzeniu dziecka, 16 lat temu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że cierpię na taką chorobę. Pierwszy raz odważyłam się pójść do psychiatry gdy córka miała 5 lat. Dostałam leki i po jakimś miesiącu poczułam, że moja chęć do życia wraca. Leczyłam się półtora roku, po czym odstawiłam leki. Niestety jutro muszę znów odwiedzić lekarza, ONA powróciła i to bez żadnej przyczyny. Czuję się wiecznie zmęczona, nie mogę spać w nocy i odeszła radość życia.
Trzymajcie za mnie kciuki, bardzo się boję, a jednocześnie cieszę, że leki przyniosą mi ulgę w cierpieniu.
Może ktoś też tak ma, że depresja powraca u niego bez powodu, bo u mnie tak jest.
Pozdrawiam i życzę zdrówka.

14.02.2010 15:00
użytkownik anonimowy

No niestety to jest taka paskudna choroba, że ciągle wraca. JA JUŻ TEŻ MAM 3 RAZ NAWRÓT.

21.01.2010 18:49
użytkownik anonimowy

J a zmagam się, żyję, walczę z rozpoznana depresja od kilkunastu lat, a wcześniej też było kiepsko, tylko wtedy o depresji się nie mówiło, przynajmniej w moim otoczeniu. Kilka lat temu trafiłam na cudowna psychiatrę, która zdiagnozowała mnie również jako alkoholiczkę. W tej chwili od kilku lat nie piję, jestem po pogłębionej terapii dla osób uzależnionych, cały czas na lekach antydepresyjnych. Też robi mi się tak, że nawroty depresji są "bez powodu", bo codzienność jest jaka jest, a tragedii nie ma. Właśnie teraz jestem w silnym nawrocie depresji mimo, że życiowo jest ok, ale widocznie nie do końca. Zaczęłam chodzić do psychologa, choć to trochę trudne, bo mieszkam w Anglii, więc rozmowa w obcym języku to nie to, co we własnym, ale wystarcza, żeby zajrzeć w głąb siebie i jak tak zajrzałam, pogrzebałam, pogadałam, to okazało się, że sama robię wiele rzeczy, które pozwalają "jej" powracać. Wiele spraw, to codzienne niedomówienia, chowane w sobie, jakieś urazy do męża-niewypowiedziane, nieumiejętność relaksowania się, brak czasu(?), pamięć o przyjemnościach, przepracowanie, jak to mówię i pisze, to sama widzę, że sobie nie pomagam taka postawa, ale z drugiej strony rodzi się bunt i żal, że inni to nie maja tak...no, nie ma sprawiedliwości. Ja wciąż, od dzieciństwa borykam się z wieloma problemami, tragediami i chorobami. Złoszczę się, że wszystko spada na mnie, ale to w tych gorszych dniach, bo w lepszych widzę te wszystkie dary, którymi zostałam obdzielona, albo sobie wypracowałam. Najtrudniej jest przełamać to zmęczenie, jestem tak słaba, że aż boli. Zaczęło się od braku koncentracji, strach przed prowadzeniem samochodu, później złe odżywianie, bezsenność albo nadmierna senność, wybuchy złości, płaczliwość, choruję tyle lat, że mam świadomość, że to minie tym bardziej, że cały czas jestem wspierana farmakologicznie, ale wiedza to jedno, a samopoczucie to drugie. Brakuje mi grupy terapeutycznej, polecam każdemu, kto ma taką możliwość chodzenie na terapię grupową. Ja też początkowo myślałam, że to nie dla mnie, początki nie były łatwe, ale takie więzi, jakie rodzą się w grupie, to zaufanie i zrozumienie, to niesamowite uczucia i nie do opisania. Gdyby ktoś miał ochotę na wirtualne rozmowy, to chętnie nawiąże kontakt, bo wiem, że nikt mnie nie zrozumie tak dobrze, jak ktoś, co czuje dokładnie to co ja i wzajemnie, mój mail kasiutkos@yahoo.com
Bardzo trafiła do mnie ta opowieść o "drugim ja",ja też mam wrażenie, że coś we mnie chce ściągnąć mnie na dół, że tylko czeka na dogodną sytuację, by zaatakować, ale wiem, że nie dam się, bo moja córeczka ma niespełna 7 lat i bardzo mnie potrzebuje i to tak naprawdę zmusza mnie do trzymania się w pionie, choć ta chora ja chcę już się na zawsze położyć, ale ją kocham, więc walczę. Cieplutko pozdrawiam wszystkich miękkich w środku, nic nie boli tak jak życie...

29.01.2010 14:45
użytkownik anonimowy

Witajcie. U mnie taki stan trwa od 6 lat. Przez ten okres zraniłam wiele bliskich mi osób. Nie dopuszczałam do siebie nawet myśli, że mogę mieć coś z psychiką. Ni stąd ni zowąd pojawiła się u mnie tarczyca, potem hiperplolaktynemia. Wizyty w klinikach nic nie dały - nikt nie postawił mi diagnozy co się ze mną dzieje. Ostatnio poszłam do psychiatry, bo w końcu trzeba szukać przyczyn wszędzie. Mam diagnozę - długoletnia, nieleczona depresja. Z jednej strony extra - w końcu uwolnię się od codziennej złości, bycia obrażoną na ludzi i świat. Z drugiej - co za wstyd - że życie zaprowadziło mnie w takie miejsce. Jest mi wstyd. W mojej rodzinie od zawsze patologia, ja próbowałam ponad to wygrzebać się z tej dziury. skończyłam studia itd.a teraz od roku brak pracy =( Masakra. Jak mi nie pomogą, to cóż - będę taka jak moja własna rodzina...

07.02.2010 17:54
użytkownik anonimowy

Miałam 3 epizody depresji, w 1991, 1997 i 4 lata temu. Teraz jestem na lekach. Jest ok, żadnych nawrotów. Najgorsza była w 97, gdyby nie tabletki chyba by mnie nie było, nie jadłam, nie spałam, jeden wielki strach który nie pozwalał żyć, obłęd. Cały czas się trzęsłam, wymioty ze strachu, biegunki. Opadałam z sił szybko, pierwsze leki nie trafione, a tu każda chwila wielkim cierpieniem, chyba po tyg. jakieś światełko, bardzo duża dawka, że o mało nie dostałam zapaści, ale nareszcie zaczął mijać lęk, pomalutku zaczynałam jeść no i spać. Ostatni nawrót był też silny ale szybka reakcja z lekami i nie doszło do takich zmian w psychice. Z powodu nawrotów biorę lek przez kilka lat /tak trzeba/.

09.02.2010 23:57
użytkownik anonimowy

Depresja dotyka zazwyczaj osoby wrażliwe. Należałoby odnaleźć przyczynę, wtedy łatwiej uwolnić się od skutków. Depresja nazywana jest "chorobą duszy". Dusza z greckiego "psyche". Przyczyny mogą być różne: wywoływanie duchów, wróżby, czary(nawet w formie żartów), okultyzm, joga i inne przejawy religii wschodu. Jest przeciwnik, który próbuje nas zdołować i doprowadzić do samobójstwa. Jest na szczęście osoba potężniejsza od naszego wroga - nasz Stwórca. Jemu zależy na naszej dobrej kondycji psychicznej. Zwróć się do Niego szczerze (bez żadnych różańców), wyrzeknij starego postępowania i poproś o pomoc. Spróbuj, tylko z wiarą, to nic nie kosztuje...
pzdr kadet

15.02.2010 17:02
użytkownik anonimowy

am anonm
Kilka lat temu na depresję zachorował mój mąż. Pomagałam mu wspierałam, zawsze to ja byłam silna.Teraz ja miałam trudny okres, poważne zawirowania. Świat mi się zawalił. Czuję się jakby życie ze mnie uszło, chcę z tym walczyć, ale z przerażeniem nie wiem jak. Wszyscy mówią weź się w garść, a ja czuję taką pustkę i chcę tylko zasnąć i się nie obudzić. Oczekiwania bliskich mnie przytłaczają. Najlepiej lubię noc, bo nikt do mnie nie mówi i nic nie chce ode mnie.
Byłam u psychiatry-mam diagnozę, ale na razie nie mam sił do walki. Na razie jest mi zimno i chce spać, ciągle spać.

16.02.2010 11:15
użytkownik anonimowy

Ja też tak miałem,trzeba brać leki niema innego wyjscia,a przejdzie Ci to napewno.Mnie dużo pomgła też bioenergoterapia,pozdrawiam-Jasing.

21.02.2010 21:01
użytkownik anonimowy

Koszmar takiego życia tkwi w przeszłości, coś ominąłeś, zgubiłeś, zaniedbałeś i poszło.
To jest niespełnienie ,upodlenie czegoś co było wartościowe co dawało wiarę, sens, potrzebę istnienia. Przekleństwem jest wtedy wyobraźnia, ona to nakręca, myśli i myśli jak autystyczne widmo nie pozwala ci iść dalej. Alkohol, pieniądze, narkotyki co takiego się stało w psychice, że nie można przed tym uciec stoisz na skraju beznadziejności, a dalej pustka. Ja sam to wiem i doskonale rozumiem tych co o tym mówią. To jest jak HIV, nie ma na to leku, lekarstwo trzeba znaleźć w sobie, tylko niestety ,trzeba umieć szukać.
Powodzenia "Smigol"

26.02.2010 13:40
użytkownik anonimowy

Ryczę jak to wszystko czytam, jakby wszystkich tutaj problemy i odczucia dotyczyły mnie, ale wszystkie razem do kupy wzięte. Czuję się strasznie źle , jeszcze nigdy nie miałam takiego poczucia bezradności i beznadziejności, jakby życie płynęło obok mnie, o niczym już nie marzę, niczego nie chcę i nie oczekuję. Chciałabym żeby ten stan się skończył, obojętnie w jaki sposób, ale ja już nie chcę się tak czuć, boję się żyć dalejm nie radzę sobie. A w zasadzie mam marzenie; ZASNĄĆ NA ZAWSZE!!!

28.02.2010 19:42
użytkownik anonimowy

Ja też "prawie " ryczę ale walczę, bo sama. Nie wiem o co do cholery chodzi?? Nie mogę się poddać cokolwiek to jest! Nie ma takiej opcji ale też czuję się słaba strasznie załamana i nieszczęśliwa! Lekarz hm...nie znam nikogo i nikomu nie ufam, a jeszcze jestem osobą publiczną, uważaną za super babkę.

07.03.2010 18:20
użytkownik anonimowy

Nie martw się, ja też mam en sam problem. Też mi się płakać chce, nie mam z kim pogadać. Jak by nie rodzina to nie wiem, co bym zrobił. Życzę ci, żebyś wyzdrowiała jak masz ochotę to napisz do mnie na gg, nr 11963135. Misiek wracaj do zdrowia, będzie dobrze.

28.02.2010 14:22
użytkownik anonimowy

Czytam te komentarze i rozumie wasze problemy, bo też to przeżywam. W moim przypadku jest tak że mam kochających rodziców, dom, dziewczynę, która mnie kocha. Nic mi nie brakuje, w szkole jak jest, ale jest klasa maturalna. Jednym słowem, żyć nie umierać, ale nie dla mnie. Czuję się samotny, często wpadam w szał z byle powodu. Boję się, że skrzywdzę moją ukochaną lub kogoś z rodziny. Z każdym dniem pogrążam się coraz bardziej. Moje życie nie wyglądało cudownie dużo piłem, bawiłem się uczuciami innych osób, ale niby skończyłem z tym od czasu, gdy ja poznałem powiedziałem dość zero kłamstwa zero picia palenie tez rzuciłem. z początku było fajnie uśmiechałem się i w ogóle cieszyłem życiem ale to wróciło. Nie wiem co robić? Boję się, nie chce skrzywdzić mojej dziewczyny, nie darowałbym sobie tego za wiele cierpienia wyrządziłem. Jak z tym walczyć, jeżeli ktoś by miał jakąś rade to błagam o pomoc bo ja mam jedną ale to już zastosuje w ostateczności

01.03.2010 17:56
użytkownik anonimowy

Bóg nas w depresje wpędza, a nie z niej wyciąga. Tylko biorąc los we własne ręce można wyjść z depresji.

03.03.2010 9:58
użytkownik anonimowy

Już nie mam siły, nie mogę sobie sama z tym poradzić, czuję taką bezsilność, życie mnie przerosło, och tak zasnąć i już się nie obudzić, to byłoby cudowne, ale nie mogę umierać. Mam dzieci, one mnie potrzebują, ale jednocześnie czuję taką pustkę, taką straszną samotność. Jeszcze nigdy nie czułam się tak źle. Boże jak życie strasznie boli!!

06.03.2010 12:26
użytkownik anonimowy

Cztery lata temu zachorowałam na tarczyce i od tego czasu zmagam się z życiem. Tydzień temu poszłam do psychiatry, bo miałam uczucie, że już dłużej nie wytrzymam tak złego samopoczucia. Diagnoza-depresja, biorę leki, ale jest nawet gorzej. Lekarz powiedział, że początki przyjmowania leków takie są. Czekam na lepsze dni, najgorsze to brak sił jaki mnie ogarnia i zawroty głowy. Mam nadzieję, że będzie lepiej, bo mam dla kogo żyć. Tym co boją się wizyty u psychiatry radzę wybrać się do niego, bo nikt tak jak on nie rozumie waszych lęków i obaw. Pozdrawiam

07.03.2010 18:13
użytkownik anonimowy

Czuje się taki samotny, niepotrzebny dla nikogo, nie chcę mi się żyć, czasami odepchnięty od wszystkich. Płakać mi się chce czasami, ale się powstrzymuje. Nerwowy nie wie co mam ze sobą zrobić. Niech mi ktoś pomoże.

08.03.2010 11:21
użytkownik anonimowy

Każdy jest komuś potrzebny, na odzień. Nie zdajemy sobie sprawy z tego ile jest osób, które nas kochają i potrzebują. Rozumiem każdego z Was, bo też czuję pustkę i pomimo że mam kochającą rodzinę to czuję się samotna, w swoim świecie. Czuję taką bezradność i bezsilność, nic mi się w życiu nie udało, czego się nie dotknę to spieprzę. Nie wiem, co robię na tym świecie, ale wiem, że muszę żyć, choćby dla dzieci, one mnie potrzebują. Wierzę, że każdy ma jakiś cel, jakąś misję, coś do zrobienia, choćby najdrobniejszą rzecz, ale po coś został powołany do życia. Może nawet po to żeby się z nim zmagać. Samotność jest przykra, jest nie do zniesienia, ale może spróbujcie z kimś o tym pogadać z kimś bliskim, to dużo daje. Ja nie jestem zwolenniczką łykania tabletek, to takie "sztuczne szczęście", ale pomyślcie sobie, że jak zwalczymy tą depresję, jak zwalczymy te trudne chwile, to jaka będzie satysfakcja. Jak życie nabierze barw, może właśnie warto żyć i czekać na właśnie takie dni.

08.03.2010 16:36
użytkownik anonimowy

Tylko ten kto ją miał, lub ma, zrozumie. Obawiam się, że niedługo będzie ona 3, a nawet druga choroba na świecie.

08.03.2010 19:31
użytkownik anonimowy

Witam. Od kilku tygodni nie mam ochoty wstać z łóżka, drażni mnie wszystko, wybucham płaczem na najmniejszy problem, nie mam ochoty na kontakty z ludźmi, nic nie jest w stanie poprawić mi humoru, wszystko wydaje mi się nie realne, bezsensu, z każdej strony słyszę, że się zmieniłam, że to już nie ja. Co robić?

09.03.2010 20:32
użytkownik anonimowy

*Witam...Mam 19 lat mieszkam w anglii. Znalazlem sie tutaj przez pewien epizod z dziewczyna, ktory mial miejsce 2 lata temu..Myslalem, ze pomoze mi to o niej zapomniec, jednak wcale tak sie nie stalo. Mozna powiedziec ze stracilem kontakt z kumplami i rodzina w Polsce. Jednak do teraz utrzymuje kontakt z ta dziewczyna. Ma ona juz meza i dziecko..Staram sie ze wszystkich sil zerwac z nia kontakt, ale nie moge. To wszystko doprowadzilo do tego, ze siedze sam z ojcem, nie mam zadnych kolegow z ktorymi moglbym gdzies wyjsc, mimo ze znam wiele osob w podobnym wieku do mnie..Najgorsze jest to ze nie chce sie z nimi kumplowac, a wiem, ze to by mi napewno pomoglo. Po powrocie do domu, (pracuje po 11 godz.) zamykam sie w pokoju i w samotnosci mysle o zyciu, tych wszystkich zlych rzeczach i coraz bardziej sie doluje. Coraz gorzej dogaduje sie z ludzmi, stalem sie niesmialy. I to mnie jeszcze bardziej doluje, bo po co mam wychodzic z domu i narobic sobie wstydu moim zachowaniem. Rozmawiajac z kims przestaje myslec o rozmowie tylko moja uwage przykowaja jakies glupoty, naprzyklad uwarstwienie farby na lawce. Mam wrazenie, ze dla nieznajomej osoby z ktora rozmawiam jestem gburem i mam ja w du**e, ale tak nie jest. Staram sie ze wszystkich sil zeby bylo dobrze, ale nie jest :( Wiem ze to glupie. Gdy rozmawialem ostatnio z ojcem o samobujstwie i depresji to powiedzial, ze w jego rodzinie jest nie do pomyslenia zeby ktos sobie odebral zycie, taka osoba jest slaba psychicznie i po prostu gorsza. Dodam ze moja mama odebrala sobie zycie kiedy jeszcze bylem dzieckiem. Internet jest moim jedynym ratunkiem, mam slaby angielski i z psychiatra sie nie dogadam...Najgorsze w tym wszystkim jest to ze ja chce myslec o tym jaki jestem samotny, jak mi zle i o mojej bylej. Czuje jakby cos we mnie siedzialo i wyniszczalo mnie powoli. Od 2 lat cwicze na silowni, mam diete. Wmawialem sobie, ze robie to zeby sie czym zajac i przestac sie zamartiwac, ale teraz mysle, ze to wszystko po to zeby sie dowartosciowac. Jestem nikim to moze chociaz to, ze bede dobrze zbudowany mnie jakos uratuje w tym swiecie..Dodam, ze z nikim o tym nie rozmawialem bo skonczy sie na: wez sie w garsc, facet miej jaja, nie badz baba itp.