18

Apatia, obniżenie nastroju i nasilający sie lęk

singiel1980rok:

Jestem młodym chłopakiem, za 2 miesiące skończę 30 lat. Jestem kawalerem, mieszkam sam i już nie daję sobie rady sam ze sobą. Ciężko mi to wszystko opisać, co się ze mną dzieje, bo tyle tego jest, że bym musiał napisać wielkie wypracowanie. Ale postaram się w miarę krótko przedstawić to, co się ze mną dzieje już od wielu lat.

Jakieś 10 lat temu zacząłem się jąkać, zacząłem się wycofywać, zamykać się w sobie, wpadłem w kompleksy, z roku na rok było coraz gorzej. Pięć lat temu, jak się wyprowadziłem od rodziców, na swoje, i teraz mieszkam sam, to wszystkie moje złe odczucia zaczęły się bardzo pogłębiać i nasilać. Od jakichś czterech lat panicznie boję się ciemności, śpię przy zapalonym świetle. Jak zgaszę światło i próbuję zasnąć, to czuję się bardzo nieswojo, a po jakimś czasie zaczynam mieć przywidzenia. Widzę jak ktoś stoi w drzwiach i się na mnie patrzy, i to jest takie bardzo realistyczne. Jak zasypiam, to bardzo często zdaje mi się, że po kołdrze chodzą mi robaki, węże, myszy, pająki, wtedy zrywam się przestraszony, biorę kołdrę, potrząsam nią, zapalam światło i wtedy się orientuję, że to mi się tylko wydawało. Wtedy mi serce mocno wali i mam  nieprzespaną noc.

Co do spania, to mam z tym wielkie problemy. W nocy w ogóle nie sypiam, przeważnie zasypiam o 10-11 przed południem, jak już całkowicie padam, i budzę się np. o 16-17-tej z wielkim bólem głowy. Potem mam wielkie problemy ze wstaniem z łóżka, nie chce mi się w piecu palić, nie chce mi się zrobić sobie jedzenia, nie chce mi się pójść do wanny i się wykąpać. Jak się budzę, to zawsze mam bardzo zaschnięte gardło, kręgosłup mnie mocno boli, głowa mnie boli itd.

Nie mam w ogóle kolegów, koleżanek, znajomych, nigdzie nie chodzę, nie bawię się, nikt do mnie nie przychodzi, nikt mnie nigdzie nie zaprasza... Siedzę sam jak palec w moim domu, jak wychodzę na dwór, to tylko jak mam zapłacić rachunki, albo w czasem w weekendy, jak jadę grać na wesele (to moja praca), czasem wychodzę do sklepu zrobić zakupy na cały tydzień, zawsze robię sobie duży zapas, żeby jak najmniej wychodzić z domu. U mnie na wsi jestem uważany za dziwaka, wszyscy się ze mnie śmieją, nawet małe dzieci, które mówią do mnie po imieniu, jak do kolegi, a jak ja próbuję im zwrócić uwagę, to mnie zatyka, coś się we mnie blokuje, wtedy zaczynam się jąkać i nie mogę wydobyć z siebie nawet jednego krótkiego zdania, a dzieci się wtedy ze mnie śmieją i jest jeszcze gorzej. Boję się ludzi, źle się czuję, jak jestem w towarzystwie kilku osób, ciągle mam wrażenie że wszyscy o mnie rozmawiają, obgadują mnie, śmieją się ze mnie itd.

Mam chorobliwie nadopiekuńczych rodziców, którzy traktują mnie jak małe dziecko, kilka razy w tygodniu przyjeżdżają do mnie bez zapowiedzi, dzwonią do mnie przez telefon co drugi dzień i pytają "Co słychać?". Jak przyjeżdżają do mnie to krzyczą na mnie, zwracają mi uwagę przy obcych ludziach, dyrygują mną itd. To mnie dobija jeszcze bardziej. Mam za sobą kilka prób samobójczych, prawie codziennie też myślę o śmierci, której bardzo się boję. Panicznie boję się widoku krwi. Jak ją widzę, to przewracam się, mam wtedy silne drgawki, serce mnie boli i piecze i trzeba wzywać pogotowie. A ja mieszkam sam.

Nienawidzę samego siebie, sam się poniżam, nie widzę dla siebie żadnej przyszłości.... Moja przyszłość to śmierć w samotności. Dla mnie to jest oczywiste, nie może być inaczej. Bardzo cierpię już od kilku lat. Nie mam samochodu, mieszkam poza miastem, do specjalisty mam ponad 10 km, mam tylko rower, ale dla mnie jest wielkim problemem wsiąść na rower i pojechać 4 km do kościoła w niedzielę, albo w ogóle wstać z łóżka, a co dopiero jechać do psychologa ponad 10 km.

Pisałem, że gram i śpiewam na weselach i różnych zabawach, to jest moje jedyne utrzymanie i mój jedyny zarobek. To jest też moja wielka pasja, oprócz tego kocham ogrodnictwo... Ale od jakiegoś czasu już tracę ochotę na to wszystko, już nie chce mi się jechać na wesele i grać (choć muszę, bo mam podpisaną umowę), nie chce mi się wyjść do ogródka i się nim zajmować (choć muszę, bo to jest ogród ozdobny i trzeba o niego dbać). Nie mam siły i ochoty już na nic. Od kilku lat jestem bardzo nerwowy. Z nerwów potrafię dostać wysokiej gorączki, ale jak się uspokoję, to wszystko przechodzi, od jakiegoś czasu czuję w sercu bardzo silne uderzenia i takie bardzo nierówne... takie... 2-3 mocne walnięcia i potem normalnie, za kilkanaście sekund znowu to samo i to trwa, aż się uspokoję. Jak jestem zdenerwowany, a jest wieczór, to muszę mieć zapalone światło, bo wtedy byle jakieś puknięcie, to ja dostaję nerwicy.

Mnie do psychiatry by musiał ktoś zaciągnąć siłą i potem mnie pilnować, żebym tam chodził, bo sam na pewno nie pójdę, nie ma na to szans, nie czuję się na siłach. Ale jest ze mną coraz gorzej. Moi rodzicem i mówią "Weź się leniu do roboty, to ci przejdzie", cała moja rodzina (ciotki, wujkowie, bracia cioteczni) też tak mi mówią. Nie mam co liczyć na pomoc rodziny, bo oni mnie jeszcze dobiją. Jestem pozostawiony sam sobie. Nie mam życia towarzyskiego, osobistego, moje jedyne życie i mój jedyny świat, to internet, telewizja, mój ogródek i czasem, w sobotę, granie na weselu. Jestem bardzo... Ludzie mówią, że przewrażliwiony, bo wystarczy tylko krzywe spojrzenie na mnie, wystarczy, że ktoś coś nieprzychylnego mi powie, nawet ktoś się do mnie uśmiechnie, to ja od razu odbieram to jako śmianie się ze mnie. Wtedy wpadam w ciężki dół psychiczny, który kończy się myślami samobójczymi.

Od czasu do czasu mi odbija porządnie i idę do sklepu, kupuję duży zapas tabletek przeciwbólowych, kupuję kilka piw, wino, wódkę, wracam do domu, wszystkie tabletki łykam, ale w odstępie czasowym, bo od łykania dużej ilości tabletek zaczynam nie mdlić, wszystko popijam alkoholem i idę spać, z nadzieją, że się nie obudzę. Ale niestety... :( Raz się skończyło tak, że 4 godziny leżałem w łóżku, zwijałem się z bólu, kręciło mi się w głowie, nie mogłem wstać, bo się przewracałem, jakoś doszedłem do telefonu, zadzwoniłem na pogotowie, przyjechali i chcieli mnie zabrać do szpitala psychiatrycznego, ale ja się nie zgodziłem, przecież nie jestem czubkiem, jestem normalny. To kazali mi podpisać na kartce, że nie wyrażam zgody, wtedy dali m bolesny zastrzyk i pojechali, a ja na drugi dzień się obudziłem, wszystko było niby dobrze, tylko źle się czułem. Wtedy miałem jeszcze większego doła....

Mógłbym tak pisać i pisać bez końca. Ale najważniejsze już chyba napisałem, to wszystko się ze mną dzieje od pięciu lat, jak mieszkam sam. Wszystko się zaczęło z chwilą przeprowadzki na swoje. I teraz jest już bardzo źle.

Odpowiedzi - Apatia, obniżenie nastroju i nasilający sie lęk
Odpowiedź eksperta Lekarz Agnieszka Jamroży


Wymienia Pan wiele niepokojących objawów: apatię, obniżenie nastroju, nasilający sie lęk, próby samobójcze. Do rozważenia jest, czy nie jest Pan uzależniony od alkoholu. Doznawanie w godzinach nocnych halucynacji oraz lęk, nasilający się w godzinach nocnych, drażliwość, podejrzliwość wobec innych ludzi mogą być związane z choroba alkoholową. Obawiam się, że wizyta u psychiatry jest w tym przypadku konieczna. Może Pan uzyskać pomoc od rodziny, która, na tyle, ile potrafi - troszczy się o Pana. Z pewnością pomogliby znaleźć lekarza i dowieźć na wizytę. To, że korzysta Pan z pomocy psychiatry, nie oznacza, że "jest Pan czubkiem". Proszę nie zapominać, że w ten sposób etykietuje Pan ludzi cierpiących, którzy musza przełamać wiele barier - w tym opinii społecznej, chcąc uzyskać pomoc.
Zadaj pytanie ekspertowi
zdjęcie użykownika singiel1980rok

Ja nie mam problemu z alkoholem, nie chodzę pijany, czasem napiję się piwa u mnie w domu, ale rzadko, a na imprezie, na której gram wypiję zawsze kilka kieliszków wódki, żeby się bardziej ośmielić. Ale tak na co dzień to ja chodzę trzeźwy.

Ja mojego tatę już kilka razy prosiłem, żeby mi znalazł jakiegoś psychologa i potem mnie do niego woził, to mi tata powiedział "a nie możesz wsiąść na rower i sobie przyjechać, sam sobie znaleźć? Jesteś dorosły", a jak poproszę tatę, żeby przyjechał po mnie i mnie gdzieś zawiózł, to zawsze każe sobie płacić za przejazd i jeszcze cała drogę muszę wysłuchiwać, że nie jest taksówkarzem. A jeżeli chodzi o psychologa, czy psychiatrę, to tata mi mówi "weź się leniu do roboty, to ci przejdą głupoty", moja cała rodzina tak mówi. "Siedzisz całymi dnami, nic nie robisz, nie masz zajęcia, to ci odbija".
Ale jak kiedyś pracowałem, miałem stałą pracę, chodziłem na siódmą rano i wracałem o 18-tej, pracowałem w lokalu gastronomicznym jako kucharz. I w pracy ciągle miałem jakieś doły, unikałem współpracowników, w ogóle się do nich nie odzywałem, jak oni siedzieli to ja pracowałem, jak oni razem pili herbatę i rozmawiali, to ja sprzątałem, aż nie wytrzymałem i poszedłem do szefa i zrezygnowałem z pracy. Pracowałem też w innym lokalu gastronomicznym, tam na stałe byłem wynajęty jako muzykant i grałem tam codziennie, od 10-tej rano, aż do ostatniego klienta, często do północy. A w soboty i niedziele grałem do rana, też od 10-tej aż do rana następnego dnia. Szef mi nie płacił, bo to była prywatna firma, raz mnie wywiózł do lasu, chciał mnie pobić, straszył że zabije moją rodzinę itd. Od tamtej pory zacząłem mieć nocne przewidzenia, od tamtej pory zacząłem się bać ludzi i ich unikać. Uciekłem z tamtej pracy i jeszcze musiałem w to włączać moich rodziców i policję, bo szef mnie straszył, że znajdzie mnie na końcu świata. Także praca mi nic nie pomogła, wręcz mi jeszcze zaszkodziła. Teraz myślę, żebym już nie mógł nigdzie na stałe pracować, bo psychicznie bym nie dał rady, by się po jakimś czasie pewnie skończyło tak jak wcześniej, że pewnie bym sam zrezygnował i bym się izolował od współpracowników. Ja po prostu nie potrafię inaczej. Ja wszędzie, gdzie jestem, wszędzie się izoluję, jeszcze nikt mi nie zdąży zrobić nic złego, a ja już uciekam. Ktoś się do mnie normalnie odezwie, to ja już zaczynam się trząść i jąkać. A jak jeszcze ktoś na mnie krzyknie, tak jak bywało czasem w pracy w lokalu, współpracownik krzyknął na mnie i ja od razu się chowałem do norki jak myszka.

Potret użytkownika anonimowego

;)

zdjęcie użykownika singiel1980rok

No widzę, że kogoś to śmieszy. Widocznie sam tego nigdy nie przeżywał.

Potret użytkownika anonimowego

Twoja historia jest niesamowita, jakbym czytała jakiś scenariusz, jesteś wartościowy i to bardziej niż ta cała banda pomyleńców chodząca po świecie, uważająca się za lepszych. Potrzeba ci jedynie wsparcia szacunku i dużo miłości. Życzę ci z całego serduszka abyś znalazł tą swoją drugą polówkę, która obudzi do życia każdą komórkę twojego ciała i wzbudzi w tobie szacunek do samego siebie. Masz piękne wnętrze, tylko pogubiłeś się i nie ma ci kto pomóc. Jak chcesz pogadać to moje gg 8525251

Potret użytkownika anonimowego

Hey, gdybyś chciał o tym porozmawiać, śmiało zostawiam swoja pocztę Shira18@interia.eu

Potret użytkownika anonimowego

Cześć singiel1980rok.
Czuje się tak samo jak Ty, mam takie same odczucia, mam 27 lat, nie dziw się, że ludzie nie rozumieją takich ludzi jak MY, "głodny nie zrozumie sytego". Jesteś więżący ?
Trzymaj się i nie poddawaj !!!

Potret użytkownika anonimowego

Nie, nie wierzę w Boga, ja nie wierzę w nic, jestem ateistą, choć czasem do Kościoła jeżdżę rowerem, potem wracam do domu okrężną drogą, ale po to, żeby po przebywać trochę między ludźmi, w Kościele godzinę i potem jakąś godzinę jadąc rowerem do domu. Ale to tylko w niedzielę i to też nie w każdą, bo bardzo często mi się nawet z łóżka nie chce wstać, a co dopiero wsiąść na rower i jechać kilka kilometrów do kościoła.
A o tym, to ja wiem, że zdrowy chorego nie zrozumie i jedyne co może, to się tylko śmiać. Ale jak sam zachoruje, to zmieni się jego zachowanie.

Potret użytkownika anonimowego

Singiel, jak można do Ciebie napisać? Mam podobne problemy....

zdjęcie użykownika singiel1980rok

samotny1980rok@wp.pl

Ale co to da? Będę się przez maila żalił komuś, kogo nie znam?

Potret użytkownika anonimowego

ok, sorry
chciałem tylko zapytać o 1 sprawę
nieważne ;)

Potret użytkownika anonimowego

Witajcie jest ok - mam dom - partnera , własną firmę, samochód - ale nie mam chęci do życia. Ciągle awantury w domu z moim partnera, problemy finansowe w firmie dobijają mnie do tego stopnia, że czytam takie fora teraz i zastanawiam się nad samobójstwem. Przychodzi taki moment, w którym przelewa się czara goryczy. Dziś przyszedł chyba. Myśli samobójcze mam od kilku lat jednak nasiliły się od jakiegoś roku. Ja już nie chce żyć. Nie wiem tylko jak to zrobić. Zastanawiałem się nad trutką na szczury, której mam bardzo duże ilości pod ręką. Może zrobić sobie drinka, zamknąć sklep - i tak nikt nie przychodzi i usnąć? Jestem gotów to zrobić. Nikt mi nie jest w stanie pomoc. Nie ma nikogo na kim, by mi zależało. Nawet moja mama ostatnio nie ma dla mnie czasu. Dlatego chyba się nie zawaham...........

zdjęcie użykownika singiel1980rok

Ja też myślę o samobójstwie i to bardzo poważnie. A możliwości mam ogromne. Mam ogród, w którym mam wiele silnie trujących roślin, znam się na ogrodnictwie i wiem co połknąć, lub w jaki sposób użyć jakiej rośliny, żeby mnie szlag trafił w kilka minut. A mam w ogrodzie takich roślin bardzo dużo, po pogryzieniu pewnych części rośliny, albo po połknięciu ich nasion ... dostaje się migotania komór i trzeba od razu po zauważeniu objawów jechać do szpitala, a jak się tego nie zrobi, to można od tego nawet umrzeć. Także mam możliwości, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Mam w domu alkohol, stoi w barku, mam tabletki uspokajające, przeciwbólowe i inne. Tylko, że ja się boję że będzie mnie bolało, jak będę umierał, a ja chcę umrzeć szybko i bezboleśnie. A z tego co czytałem w internecie i w innych źródłach, to połknięcie nasion pewnego krzewu powoduje szybką śmierć, ale w męczarni, może też nastąpić krwotok z buzi, nosa itd, a ja nie chcę umierać w taki sposób. No ale żyć też nie chcę. Kilka minut temu na pewnym czacie na Onecie pewna osoba mi napisała, że ludzie się nawet nie przejmą, że nawet jak coś sobie zrobię, to że to "żadna strata".

Potret użytkownika anonimowego

Oczywiście, że ta osoba się nie przejmie, bo Cię nie zna i rzadko kto martwi się o losy innych, jeśli nie dotyczą jego samego lub bliskiego otoczenia. A na czacie jak to na czacie, wirtualni znajomi to niekoniecznie najlepsi znajomi, ale pomyśl o tym których Twoja śmierć zaboli najbliższych -rodzinie znajomych....Radzę Ci poszukać dobrego psychologa....to najlepsze co możesz dla siebie zrobić i dla innych i oczywiście spotkać się z nim...Zanim zrobisz cokolwiek innego pomyśl o tym, że śmierć jest tylko ucieczką od problemów, a z każdej sytuacji można znaleźć wyjście - najpierw specjalista potem pogadamy..

Potret użytkownika anonimowego

Mam 16 lat i problem zapewne błahy w porównaniu z tym, co przeżywają niektórzy... Jestem młoda i głupia, ale wiem na pewno, że na tej Ziemi nie ma dla mnie miejsca. Poddałam się i przed samobójstwem powstrzymuje mnie jedynie myśl o moich biednych rodzicach, którzy pokładali we mnie wielkie nadzieje. Nie mam siły na szukanie sensu życia, po prostu poczekam w cieniu, aż rodzice uświadomią sobie, że byłam zmarnowanym materiałem i pozwolą mi w spokoju odejść.

Potret użytkownika anonimowego

Czy ja mam DEPRESJĘ??? Zrobiłam sobie test na depresję w skali jakiegoś nie wiem na b i jeszcze jeden inny, kilka różnych i za każdym razem wychodziło mi że mam depresje....Czy można wierzyć takim testom? W jednym z tych testów wyszło, że to ciężka depresja........Czy ja mam depresję??To niemożliwe......:(

Potret użytkownika anonimowego

A myślałem, że to ja mam problemy... Dziękuje za opowiedzenie swoich historii. Nie wiem co by tu wam doradzić. Sam mam pewien plan wyjścia z kryzysu ale jakoś tak siły brak żeby go wprowadzić w życie. Chce powiedzieć, że was doskonale rozumiem. Świat jest porąbany a prawdziwi wariaci to sfrustrowane dupki wyżywające się na innych, przez których chorują psychiczne sympatyczni ludzie.

No cóż... Mam może coś dla was. Przeczytajcie sobie 2 książki Anthony'ego de Mello - "Przebudzenie" i "Wezwanie do miłości". To jest jezuita ale się nie zrażajcie. Nie będzie was nawracał. Otworzy oczy. Ja nie jestem specjalnie wierzący a zaciekawiły mnie te książki. Jak sobie zdobędziecie te książki to mnie nie interesuje (jeśli wiecie co mam namyśli). Nie gwarantuje, że pomogą ale na pewno nie zaszkodzą.

Pozdrawiam was i trzymam za was kciuki.

Potret użytkownika anonimowego

To znowu ja, taką oto opinię wyszukałem w necie o "Przebudzeniu"

"Świetna książka, na początku wydaje się, jakby pisał ją ...buddysta ! A jednak autor jest mnichem, ale katolickim. W Posłowiu obecny Papież Benedykt XVI wyjaśnia dlaczego dał wykładom de Mello imprimatur. Książka traktuje o duchowości i walce o lepszą przyszłość dla siebie i innych poprzez spojrzenie nie na to co cię otacza ale na to co JEST dookoła. Autor świetnie tłumaczy, że nie wszystko co widzisz i czujesz jest tym czym uważasz, że jest. Zdejmuje klapki z oczu ... Polecam każdemu, poszukującemu, buddyście, katolikowi i wszystkim, którzy chcą zdjąć z oczu ciemne okulary i założyć różowe !"

Mam nadzieję, że jakoś pomogłem. Trzymajcie się!

I

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Kolejne pytania Apatia, obniżenie nastroju i nasilający sie lęk
Witam. Jestem 17-nastoletnią dziewczyną i coraz bardziej zastanawiam się czy to normalne że osoba w moim wieku ...
Mam 21 lat, w tym roku rozpoczęłam studia, od kilku tygodni nie mieszkam z rodzicami, i kontakt z dawnymi znajomymi ...
Jestem kobietę i mam 20 lat. Od jakiegoś czasu czuję się źle i wiecznie jestem zmęczona, rano nie mogę się dobudzić, ...
Nazywam się Tomasz, mam 20 lat. Niedawno, w kwietniu, ukończyłem szkołę średnią - do matury nie przystępowałem, bo i ...
Witam, nie wiem od czego zacząć, to najlepiej od początku. Od 3 lat nie mam pracy, jeździłam trochę do Niemiec. Od ...
Mam 19 lat, jestem po maturze i totalnie nie wiem co ze sobą zrobić. Kiedyś miałam mnóstwo planów i zajęć, ale od ...
Witam! Myślę, że mam poważny problem, na który niestety nie dostrzegam rozwiązania. Mam prawie 30 lat, jestem stanu ...
Witam bardzo serdecznie. Jestem 30-letnią żoną i matką trzylatka. Od dłuższego czasu czuję się bardzo przygnębiona i ...
Mam 24 lata, minęło już 5 lat od kiedy wyjechałam na studia za granicę. Moje życie to taka ciągła emocjonalna ...
Witam. Mam problem, z którym sobie zupełnie nie radzę. Od jakiegoś czasu, a dokładnie od ponad miesiąca, straciłam ...
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica