- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Boję się, że lekarz skieruje mnie na oddział psychiatryczny
Boję się, że lekarz skieruje mnie na oddział psychiatryczny
Bardzo dziękuję za wcześniejszą odpowiedź. Boję się jednak iść na wizytę do psychiatry do poradni przy szpitalu na Sobieskiego. Boję się, że jak powiem, że nie chcę wychodzić z łóżka, spotykać żadnych ludzi, znajomych czy nieznajomych, że nie czuję sie na silach podjąć studia ani jakąkolwiek pracę, chcę całe dnie spać i płakać, w najlepszym przypadku chodzić cała nabuzowana po domu i godzinami rozmyślać, wspominać przeszłość i ubolewać nad przyszłością, to że uznają, że mój stan jest ciężki i bądą chcieli mnie zamknąć na oddziale :( Mam 21 lat i nie chcę leżeć w otoczeniu starych, pomylonych ludzi. Poza tym nie mam aż takich myśli samobójczych. Tylko raz na jakiś czas pomyślę sobie o tym, żeby zniknąć z tego świata. Czy mogą chcieć mnie zamknąć? Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź!!!
Jeżeli podczas wizyty w PZP lub na izbie przyjęć lekarz psychiatra uzna, iż są wskazania do leczenia w warunkach szpitalnych, może wystawić skierowanie do oddziały psychiatrycznego. Skierowanie takie ważne jest 14 dni.To, czy pacjent zgłosi się na izbę przyjęć z tym skierowaniem, zależy tylko od niego.
Jeżeli natomiast podczas wizyty psychiatra stwierdzi, że pacjent ma wskazania bezwzgledne do leczenia na oddziale psychiatrycznym, a pacjent nie wyraża zgody, lekarz może zadecydować o przyjęciu chorego bez zgody w myśl Ustawy o Ochronie Zdrowia Psychicznego (art. 21 do art. 32).








Ja jestem zagrożona z chemii i fizyki i boję się, że nie zda do następnej klasy.
Wypowiedź bardzo na temat.
Witam,
Zainteresowała mnie Twoja wypowiedź, ponieważ jak większośc naszego społeczeństwa, bez urazy, jest w Tobie stereotyp szpitala psychiatrycznego jako miejsca, jak napisałaś dla "starych i pomylonych" ludzi.
Bzdura.
Tylko ktoś kto w takim szpitalu nie był może tak powiedzieć.
W tym roku (tzn już minionym) miałam depresyjny epizod w swoim życiu. Trwało to już parę miesięcy, w końcu zaczęłam się leczyć w swoim mieście u psychiatry, brałam leki, ale po prostu nie miałam żadnych sił do życia, szkoła poszła w dalsze plany, leżałam całymi dniami w domu itd. Po nieudanej (na szczęście!) próbie samobójczej moi rodzice zawieźli mnie do Warszawy do szpitala na Sobieskiego. Mam 18 lat, jeszcze mniej niż Ty - byłam w szoku, ale juz sama podpisywałam zgodę na leczenie. W ogóle przestało się liczyć to co się ze mną będzie dziać, dlatego ten cały pobyt w szpitalu był na początku mi obojętny i nawet do świadomości tego nie przyjmowałam. I Powiem Ci, że naprawdę mi pomogli. I jeszcze jedno, chodź zabrzmi to być może komicznie, dla mnie szpital ten okazał się nie tylko wybawieniem, ucieczką, ale naprawdę fantastycznym miejscem. Przede wszystkim ze względu na ludzi, których tam poznałam. To są naprawdę niesamowici ludzie, niektórzy naprawdę poważnie chorzy, np na schizofrenię i to z początku jest tragedia znaleźć się tam. Zwłaszcza, że byłam najmłodsza na oddziale, co nie znaczy, że reszta była po 60tce. Sporo pacjentów to studenci albo ludzie pod 30. Tworzona jest tam pewnego rodzaju wspólnota wśród pacjentów, taki nowy świat, wszyscy są sobie i innym pomocni. I rozmawianie o chorobie, o depresji, o tym wszystkim jest jak najbardziej na miejscu. Tam można naprawdę się pozbierać, odetchnąć przede wszytskim i nabrać sił. Pomijając fakt, że lekarze są niesamowici. Przynajmniej tak sądzę o swoim lekarzu prowadzącym.
Ja wstałam na nogi dzięki temu szpitalowi. Nie sugeruję, żebyś tam poszła, tylko może naprawdę nie ma się czego bać? W końcu to szpital - tam się leczy. A Instytut na Sobieskiego jest jednym z najlepszych w Polsce i czasem ciężko o miejsce w nim. To też o czymś świadczy.
Jeśli chcesz tylko leżeć płakać i nikogo nie spotykać, to tam jak najbardziej możesz to robić. A jak dostanie się wolne wyjścia to dochodzą jeszcze spacery po terenie szpitala.
Żeby nie było, że tylko słodzę. Dla mnie pierwsza noc i kolejny dzień był naprawdę koszmarny jak już do mnie dotarło gdzie się znajduję. Sądziłam że nie wytrzymam i chciałam wyjść, niestety właśnie przez ową próbę samobójczą było to niemożliwe (prawo). Ale to tylko pierwsze 2 dni. Potem szok minął, przestałam się buntować, odpuściłam wszystko i po prostu zaczęłam odkrywać to miejsce.
I jeszcze jedno. Tam jest mnóstwo oddziałów. Są też takie, jak np F9, gdzie są przyjmowani pacjenci DO 35 roku życia, niestety bardzo trudno jest się tam dostać. To co mi się podobało na tym oddziale (chociaż ja byłam na F6, ale pacjenci z F9 wpadali odwiedzić starych znajomych) to bardzo intensywna psychoterapia (zajęcia obowiązkowe do godz 15, albo wyjścia wspólne gdzieś do kina itp) i swobodne wyjścia, tzn można było potem wyjść poza teren szpitala, byle wracać na noc. Tamten oddział miał też kota, który podobno działa terapeutycznie:)
Mówię to trochę z doświadczenia. Nie jest tak źle jak powszechnie się uważa. Zresztą, nie dowiesz się póki nie zobaczysz. A poza tym, może w Twoim wypadku szpital nie jest jeszcze konieczny?
Pozdrawiam i życzę powodzenia :)
G.
Dziękuję Ci bardzo za wypowiedzenie się w temacie :) Z pewnością myśli się trochę stereotypami o szpitalach psychiatrycznych, dopóki człowiek sam się tam nie znajdzie. I z pewnością Ty masz w tym momencie większe pojęcie o tym wszystkim ode mnie. Ja do szpitala na oddział raczej nie pójdę, nigdy nie próbowałam popełnić samobójstwa i w moim przypadku depresja to raczej skutek nieleczonej ciężkiej nerwicy, która w dalszym ciągu tylko się pogłębia. Nie wiem czy to Ciebie też dotyczy: zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, osobowość anankastyczna, nerwica lękowa i tak dalej. Jak to się nasila to i w depresję łatwo wpaść. Teraz jednak nie mam już myśli samobójczych. Raczej bardzo się męczę z nerwicą, która dezorganizuje całe życie i wyniszcza mnie też fizycznie. Właśnie w nadchodzącym tygodniu idę do psychiatry na Sobieskiego. Mam nadzieję, że dadzą mi jakieś leki i to pomoże. Pozdrawiam i Powodzenia!
Wątek już trochę nieświeży, ale w ciągu ostatnich kilku dni zdobyłem trochę nieciekawych spostrzeżeń na temat szpitala psychiatrycznego.
Okazuje się, że jak dasz się tam zamknąć to wyjście może być bardzo trudne!
Jeśli wydaje wam się, że ośrodki w rodzaju tych widzianych w "Locie nad kukułczym gniazdem" to fikcja, to jesteście w błędzie! Tam dokładnie tak jest (przy okazji brawo dla Formana). Sorry "gosza" ale oddział w którym byłem, a jest to właśnie F6 na Sobieskiego, jest przepełniony starymi i chorymi psychicznie osobami. Musiało być z tobą bardzo źle skoro ci to pomogło.
Moja znajoma została zawieziona ze szpitala rejonowego do Instytutu Psychiatrii i Neurologii na Sobieskiego w Wawie (to właściwie szpital) po przedawkowaniu leków. Zakwalifikowano to jako próbę samobójczą, po której sam zawiozłem ją do szpitala rejonowego. Miała jechać na konsultacje do psychiatry. Podczas przyjmowania w weekend powiedziano jej, że w każdej chwili będzie mogła wyjść jeśli podpisze, że jest tu dobrowolnie, ale jak się zatrzasnęły za nią drzwi to się okazało, że odwrotu nie ma! Jest zdana na łaskę lekarzy, którzy sugerują, a nawet straszą ją, że jak będzie próbowała na siła się wypisać to będzie to źle widziane (w domyśle: ma siedzieć cicho i się nie stawiać). Wszystko jest mówione i robione w miłej atmosferze, ale ma się wrażenie, że to taki miękki terror. Koszmarna sytuacja. Śpi na korytarzu, budzą ja w nocy ludzie chodzący w tę i z powrotem. Jest taka sytuacja, że nikt nie chce podjąć decyzji, żeby ją wypuścić i nie można uzyskać konkretnej informacji ile to ma trwać.
Jeśli macie po kolei w głowach to trzymajcie się daleko od tego rodzaju instytucji!
Nie dajcie się zawieźć do psychiatryka, to jest miejsce dla osób z poważnymi chorobami, a nie dla kogoś komu raz przyszło do głowy zrobić coś głupiego.
Pozdrawiam
Zgadzam sie z przedmówcą, jak dasz się zamknąć i podpiszesz zgodę to dramat się wydostać. Jedyny pozytyw, to przeważnie bardzo fajna atmosfera wśród pacjentów i części personelu. A pomimo różnych pacjentów, przypadki agresji są bardzo rzadkie, choć się niestety zdarzają.
ludzie!! skąd wy bierzecie takie opinie o psychiatrykach? z filmów wenezuelskich czy opowieści ciotki salowej? szpital psychiatryczny to gorsze miejsce niż więzienie a nawet chyba piekło. siedziałem, w psychiatryku też bywałem więc wiem co piszę. w psychiatryku już nie jesteś człowiekiem chorym a zwierzyną którą lekarze a przede wszystkim personel pomocniczy traktują jak zbędny balast który należy uśpić, nap...ć prochami i zastraszyć! a kiedy próbujesz zawalczyć o swoje, wypisać się [mimo obietnic lekarzy że można w każdej chwili he he] to straszą pasami albo po prostu w nie zapinają. w dodatku bez względu co wam dolega umieszczą was na ogólnej 'świrowni'. Czy masz 'tylko' depresję czy ataki szału - do jednego wora. lekarze to wyprani z emocji ludzie często mający ju ż dość swoich fascynacji zawodowej i traktują chorych jak bydło. o pielęgniarzach i salowych nie wspomnę bo to groza! wykorzystują okazję na każdym kroku by was upodlić, uderzyć, okrzyczeć i dać do zrozumienia żebyś lepiej zdechł.
profesor muzyki [depresja], górnik [trauma po wybuchu], brukarz [napady szału] i policjant [alkoholizm] - wszyscy leżeli razem i jeden na drugiego bardzo źle oddziaływał. rozumiem że mało miejsc w szpitalach, że złodzieje z NFZ utrudniają wszystko wszystkim, że to poland jest parszywy i mentalność zaściankowa, ale można mieć odrobinę człowieczeństwa w sobie i nie być dla drugiego wilkiem. zwłaszcza, kiedy ten drugi nie odpowiada za swoje zdrowie.
PSYCHIATRZY [w szpitalach] WSTYDŹCIE SIĘ za siebie i wasz personel !!
nie wiem kim jesteś, ale masz zupełną rację.
po pierwsze na szpitalu psychiatrycznym są różne oddziały - kilka lub kilkanaście.
jeśli choroba jest naprawdę ciężka, trafia się na taki mniejwięcej jak to opisują powyżej malkontenci.
naprawdę ciężka czyli - wielokrotne próby samobójcze, ktoś zachowuje się niebezpiecznie z powodu urojeń (np. myśli że jest supermanem i chce wylecieć z pierwszego piętra (oby nie 10go :P), niueustanne zachowania agresywne), ale też są oddziały do "lekkiej terapii szpitalnej" takie jak F9 i F10 na sobieskiego.
f10 jest owszem zamknięty ale jak stan będzie wystarczająco dobry można dostać przepustki i wolne wyjścia. na f10 głównym elementem terapii są wszelakie zajęcia. na f10 byłem - nie ma ściśle nałożonej górnej granicy wieku ale osób po 40ce było słownie dwie pozostali to ludzie młodzi średnio 25 lat. lekarze traktują pacjentów poważnie (na f10) i stereotyp szpitala psychiatrycznego tu nie ma miejsca. poza tym jak ktoś jest chory psychicznie nawet na ciężki rodzaj zaburzeń to nie musi być świrem - osoba ze schizofrenią może być waszym współstudentem i nie zauważycie nic podejrzanego poza tym że radzi sobie gorzej. jeśli jednak boicie się towarzystwa wyłącznie osób z schorzeniami których nie rozumiecie i się obawiacie - na f10 połowa pacjentów to dziewczyny z anoreksją lub bulimią (głównie anoreksją) na tyle zaleczoną że nie zagraża bezpośrednio życiu (tj. nie są to kościotrupy ze skórą tylko wyglądają już prawie normalnie ale są wyraźnie chude) - w końcu anoreksja i bulimia ma podłoże psychologiczne. owszem można zostać źle potraktowanym ale tylko przez pielęgniarkę gdy nie ma w pobliżu lekarza a jest problem. zdarzyło mi się że ktoś/coś mnie bardzo wnerwiło. wezwano mnie do gabinetu i próbowano wmusić leki uspokajające - w międzyczasie doszedłem do siebie ale Piguła nie zauważyła mimo że ją uprzedziłem - przyjąłem doustne bo grożono domięśniowymi - potem miałem objawy depresyjne mimo że nie na depresję choruję - ale to zdarzyło się słownie raz. Lekarze są spoko ale uważajcie na pielęgniarki bo mogą być nie przeszkolone albo przeniesione z oddziałów dla osób z dużo cięższymi przypadkami, które się nie patyczkują z przyzwyczajenia. co do pacjentów to zależy jacy się trafią - będzie do 3 wrednych, około 5 towarzyskich, reszta nie będzie przeszkadzać. jak już mówiłem F9 i F10 służą leczeniu przez zajęcia a nie trzymaniu pacjenta na łóżku. wybieram się właśnie na F9 - jest to oddział otwarty - żeby wyjść nie musisz walczyć o przepustkę - możesz po prostu otworzyć drzwi (na F10 drzwi zewnętrzne są na zamek - nawet jak masz przepustkę to musi ci ktoś otworzyć by cię przepuścić) - jest to oddział dla osób z bardzo lekkimi objawami tzn. najlżejszymi przy których stosuje się szpital - tzn. głównie takie które są niegroźne ale upierdliwe - dziwne odruchy, natręctwa, problemy z koncentracją, problemy z automotywacją i stanem aktywności itp. oraz inne objawy różnych chorób z na tyle lekkimi by można by było wogóle do szpitala nie przychodzić, ale ma się zamiar wyleczyć je na tyle aby przestały utrudniać życie. na F9 i F10 naprawdę dobrze traktują dopóki nie podpadniesz jakiejś pielęgniarce - a lekarze i osoby prowadzące zajęcia są dobrze wyszkolone - więc z nim i nie ma problemu.
PS: są też specjalne oddziały dla niepełnoletnich w których właściwe wszyscy są poniżej 18 (wyjątkowo zdarza się osoba lub dwie 18-20)
PPS: nie bójcie się pójść na badanie - mnóstwo przypadków chorób można leczyć bez zaglądania do szpitala (bądź zaglądając tam epizodycznie - w razie chwilowego mocnego pogorszenia stanu zdrowia) - bardzo często wystarczy codzienne łykanie leków + 1x na miesiąc 1godzinna wizyta u psychiatry (kontrola lekarska + regulacja dawki leku) - i można żyć codziennym życiem - np studiować lub pracować.
Niestety tak jest w całej Polsce ze szpitalami psychiatrycznymi. Ja pochodzę z Radomia i dostałam się tam zupełnie "przypadkowo" dzięki pomocy mojej matki. Przez pierwsze dni siedziałam non stop w tych samych ubraniach bo mi nikt nie przywiózl z domu innych, jedzenie jest porównywalne w ilościach do tego co daję kotu. Poznałam też strasznych ludzi, dwóch emerytowanych morderców, gwałciciela oraz ludzi których stan psychiczny naprawdę jest o wiele gorszy niż mój a jednak cały czas na korytarzu musiałam przebywać z nimi chyba że zostawało mi łozko w pokoju i nic więcej.. Chorzy wydawali się odrętwiali i zupełnie bez emocji, ja nie miałam się tam do kogo odezwać chyba że do babć.. Po kilku dniach mnie przenieśli do inych ludzi i pokoju, po znów kolejnych, do nastepnego. Co zawarłam przyjaźnie to zaraz bez mojej zgody musiałam je tracić, nie rzadko trafiały się w tych nowych pokojach kradzieże przez sąsiadów. Mój pobyt z dwóch tygodni przedłużył się do dwóch miesięcy i codzienne wizyty ordynatora oraz prośby że już czuję się o wiele lepiej po lekach również, więc wiem co mam brać w domu, zdawały sie na niczym.. W końcu zawaliłam szkołe z powodu tak długiej absencji i chyba dopiero wtedy mnie wypisali kiedy się okazało że już nigdzie oprócz tej straconej szkoły nie jestem ubezpieczona. Straciłam bardzo dużo mówiac o sferze duchowej, jak i sytuacji towarzyskiej. Po wyjściu odczułam brak przychodzących znajomych gdyż pewno dowiedzieli się gdzie byłam i teraz nie chcą ze mną mieć więcej do czynienia.. czuję się jeszcze bardziej osamotniona i wiesz co, Kristen ? Leków nie biorę już ponad rok i daję sobie radę jednak żałuję tego czasu straconego na pobyt w szpitalu, ludzi którzy się odwrócili z tego powodu i przeżyć jakie tam doświadczyłam. Porad lub nowych leków szukaj może też na forach w necie, bo może jak przesadzisz z psychiatrą może być skierowanie do szpitala, chyba że to zaufany człowiek jest, pzdr..
tulejka różnie bywa
ja widziałem że pokoje były na stałe (chyba że są wątpliwości lub jakieś konflikty)
ja na początku kiepsko trafiłem pokój, ale poznałem dwie przyjazne osoby na oddziale spoza pokoju i pozwolili mi się wymienić. jak wiadomo osoba z problemami ciężko zdobywa kolegów, nawet jeśli nie wiedzą na co cierpi to i tak postrzegają go jako "białego kruka". tak więc przy okazji poznałem dwie ciekawe osoby i mogło się to odbyć bez tej "bariery" bo było wiadomo że każdy ma jakiś problem. mój stan zdrowia był dość lekki więc dostałem wolne wyjścia - mogłem chociaż wystartować do sklepiku albo automatów sprzedawczych (wyjścia teoretycznie tylko na terenie). tak oddział był zamknięty ale to był taki lekki oddział, a moje objawy były lekkie jak nawet na ten. czas nie był spędzany na leżeniu w łóżku tylko od 9:00 były zajęcia. zajęcia o właściwościach ponoć terapeutycznych, bardzo różne, ale każdy znajdzie coś co lubi i nawet coś co mu się przyda (zajęć informacyjnych było niewiele ale były takie rzeczy jak psychorysunek, muzykoterapia, ćwiczenia relaksacyjne itp). wyobraźcie sobie że na oddziale był nawet komputer do dyspozycji pacjentów (co prawda zawirusowany gruhot bez internetu ale był) - więc wieczory w które nie mieliśmy zajęć czasami spędzałem na pewnej grze turowej (tylko tak dało się grać razem przy jednym PC) - w sumie nie tak źle.
o ile oddziały zamknięte są uciążliwe - takie z ciężkimi przypadkami bardzo, takie z lekkimi przypadkami tylko trochę - to oddziały otwarte należy potraktować bardziej jako coś w rodzaju szkoły z internatem (tyle że pod względem uciążliwości przypomina bardziej przedszkole niż szkołę - no ale nie ma przedszkol dla nastolatków i dorosłych ludzi :P - i znajomym możesz z czystym sumieniem powiedzieć przez telefon że jesteś "w sanatorium" - bo oddział otwarty ze szpitalem w którym się leży bo jest się chorym ma niewiele wspólnego - to bardziej rehabilitacja niż leczenie.
I kilka rad: piżamy, ubrania na zmianę, przybory kosmetyczne itp. musisz przynieść własne - tych dyżurnych jest zazwyczaj mniej niż pacjentów. Posiłki ze stołówki nie są specjalnie smaczne, ale tak się składa że z tymi lżejszymi przypadkami trafiają anorektyczki i bulimitki, więc stołówka ma kilka diet, a jako że zdrowie nie przeszkadza (chyba że jesteś anorektyczką :P) to możesz poprosić o zmianę diety ze zwykłej na jakąś inną - ja osobiście wybieram wegetariańską, mimo że schabowym nie pogardzę (dietę wybiera się zanim znasz następne posiłki i w miarę na stałe) - ale gotowanego mięsa nie cierpię. Znajomym możesz powiedzieć że jesteś "w sanatorium" - a jeśli jest to oddział bardziej ciężki i sumienie nie pozwala nazwać tego sanatorium - należy powiedzieć że "miałeś wypadek" (rozwinięcia choroby lub jej nawrotu nie przewidzisz) i "jesteś na intensywnej rehabilitacji" (co jest zgodne z prawdą - przynajmniej z grubsza)
PS: leki powinien przepisać lekarz - albo są tylko na receptę, albo zapłacisz za nie krocie bez refundacji - poza tym to lekarz powinien dobrać dawkę (przy konsultacji z pacjentem) - co może być trudne gdy zażywasz dwa lub więcej leki na raz. poza tym leki na takie przypadłości to wredna sprawa - jest z nimi tyle problemów że lepiej polegać na lekarzu który w takich sprawach lepiej się orientuje (w przypadku decyzji o braniu leku wikipedia nie wystarczy - sama wikipedia się do tego przyznaje), co nie przeszkadza poszukać własnoręcznie informacji o leku zwłaszcza gdy już zostanie przepisany. Leki oprócz bardzo wrednych skutków ubocznych które u większości (>>50%) pacjentów nie występują, powodują szkody związane z ich głównym działaniem (z grubsza są to objawy przeciwne do tych chorobowych - co w przypadku leczenia niektórych chorób jest bardzo wredne), a także mają przeciwskazania że nie należy ich mieszać z niektórymi innymi substancjami (często jest to alkohol - nawet osoba z mocną głową przy takich lekach i wypiciu ledwie kieliszka ma problemy - ty zauważysz co się dzieje a znajomi będą myśleć że masz bardzo słabą głowę; czasami są to leki podawne bez recepty np. przeciwbólowe, a czasami nawet nie wolno jeść grejfrutów (sic!) jako że zawierają pewną niegroźną substancję organiczną która jednak wpływa na metabolizm niektórych leków)
Dodaj nowy komentarz