- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Co mi jest? Po rozstaniu
Co mi jest? Po rozstaniu
Witam. Trzy lata temu wyprowadziłam się od rodziców i zamieszkałam z chłopakiem, jednak on mnie zostawił i zostałam sama, jestem bez pracy i od pół roku, kiedy narzeczony mnie zostawił nawet nie mam siły jej szukać. Czuję się ciągle przygnębiona i smutna, w nocy mam dziwne myśli, że moi rodzice umrą i zostanę zupełnie sama (to jedyna moja rodzina), bardzo się tego boję, bo te wyobrażenia są takie realistyczne, że wpadam w panikę i czuję jak zaczyna mi walić serce, zasypiam dopiero nad ranem. Rano lęk znika i pojawia się ogromne przygnębienie. Całymi dniami siedzę w domu, nic nie robię, bardzo często godzinami patrzę w jedno miejsce, często płaczę jak mała dziewczynka, wystarczy, że jakaś myśl przebiegnie mi przez głowę i wybucham płaczem, potrafię się nawet rozpłakać na ulicy. Czuję się poza tym słabo fizycznie, na nic nie mam siły, a najmniejszy wysiłek jest dla mnie ponad siły. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że moje życie nie ma sensu, że lepiej żeby mnie nie było... nikt mnie nie kocha, nikomu nie jestem potrzebna. Nic mi się w życiu nie układa i chociaż mam 28 lat to nie mam własnej rodziny, pracy, żadnego wsparcia. Chciałabym umrzeć, bo moje życie nie ma sensu, ale jestem tchórzem. Coraz częściej przeglądam strony internetowe jak to zrobić bezboleśnie...
Witam Panią serdecznie,
Trudności jakich Pani doświadcza wskazują na depresję, która może być spowodowana nałożeniem się na siebie odejścia ukochanego mężczyzny, brakiem pracy i bliskich. Myśli jakich Pani doświadcza oraz problemy z zasypianiem mają z tym związek. Proszę jednak pamiętać, że Pani nastrój wpływa na sposób postrzegania przez Panią świata. W tej chwili wszystko wydaje się beznadziejne: nie ma pracy, nie ma mężczyzny u boku, jest się samemu, bez rodziców, którzy kiedyś odejdą. Nasze życie (Pani, moje i każdego czytającego tę wypowiedź internauty) ulega ciągłym zmianom. Nawet jeśli ich nie dostrzegamy. Głęboko wierzę, że każde nawet najtrudniejsze wydarzenie ma swój ogromny (czasem ukryty) sens. Możliwe, że za pół roku Pani sytuacja zupełnie się zmieni. Niespodziewanie otrzyma Pani ciekawą ofertę pracy. W pracy pozna Pani nowe osoby, będzie się Pani zajmowała czymś, co Panią pochłonie, co nada Pani życiu ogromny sens. W ciągu tych kilku miesięcy może Pani poznać innego mężczyznę, który pokocha naprawdę i nigdy nie będzie chciał odejść. A może zacznie Pani doceniać bycie samą i niezależną? Większość rodziców odchodzi, ale to przecież nie musi się wydarzyć akurat w tym momencie. Myslę, że ten lęk przed ich śmiercią bierze się z poczucie, że sobie Pani bez ich pomocy nie poradzi. Ale nawet bez rodziny nie jest Pani na świecie sama i jest wielu ludzi, którzy Pani pomogą nie tylko w znalezieniu pracy, ale również w depresji. W wieku 28 lat zapewne większość Pani znajomych pozakładała już swoje rodziny, ale część z nich prawdopodobnie z tych związków nie jest zadowolona. Wg zasłyszanych przeze mnie niedawno badań (niestety nie moge się powołać na konkretne źródło, gdyż go nie pamiętam) najszczęśliwsze i najbardziej trwałe małżeństwa to te zawarte między 26, a 35 życia, więc znajduje się Pani akurat na samym początku tego przedziału wiekowego. Proszę spróbować spojrzeć na swoją sytuację z tej strony, z choćby małą nadzieją na zmianę, która prędzej czy później, ale jest pewna.
Koniecznie potrzebuje Pani wsparcia psychiatrycznego, dlatego proszę udać się do lekarza psychiatry, który oceni Pani stan zdrowia i pomoże Pani wrócić do zdrowia. Koniecznie proszę też pomyśleć o psychoterapii. Najlepiej poprosić lekarza o polecenie dobrego specjalisty. Myśli samobójcze, lęk i bezsenność mają związek z Pani obecnym stanem psychicznym, ale są przejściowe. Proszę o tym pamiętać i nie zwlekać z wizytą w Poradni Zdrowia Psychicznego! Im szybciej zdecyduje się Pani na leczenie, tym szybciej poczuje się Pani lepiej. Pozdrawiam serdecznie i trzymam za Panią kciuki!









i ja też trzymam :)
ja tez trzymam. Jestem w podobnej sytuacji. zyje tylko z mama choc mam juz 31 lat. Zwiazki mi nie wychodza, nie mam rodziny nawet psa. Mam nawet swoje mieszkanie ale nie mieszkam w nim, gdyz samotnosc jest zbyt przytłaczajaca. Nie mysle o samobojstwie gdyz jestem katoliczka , poza tym uwazam ze jezeli Bóg powołał mnie na ten świat, to w jakims celu to zrobił, nie wiem w jakim, bo poza praca nie robie nic, nie jestem za nikogo odpowiedzialna, nie mam zadnych problemow tak jak inni normalni ludzie. Wydaje mi sie ze jestem dziwakiem, wariatka, niedojrzałą stara panna, ktora nie potrafi sobie ułożyć zycia. Bylam w wielu zwiazkach wszystkie sama zakonczylam tak jakbym sie bala bliskosci, stalosci, normalnosci.czasem mam taka depresje , leki, kołatanie serca, szczegolnie gdy mysle o samotnej starosci. Chce cos zmienic, ale nie wiem jak
Dodaj nowy komentarz