- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Co robić, gdy mężczyzna pogrąża się beznadziejnym stanie i nie chce udać się do lekarza?
Co robić, gdy mężczyzna pogrąża się beznadziejnym stanie i nie chce udać się do lekarza?
Witam. Od czterech lat jestem w związku z mężczyzną, który - moim zdaniem - jest ofiarą tej straszliwej choroby, a ja nie wiem, co mam robić. Próbowaliśmy już wielu sposobów, żeby wyrwać go ze szponów beznadziei i przeraźliwej pustki w sercu. Bo właśnie dlatego dziś On mnie nie kocha. To znaczy nic nie czuje. Do nikogo. Tylko pustkę. Podjęliśmy decyzję o rozstaniu. Miłość się skończyła, ale przyjaźń pozostała. Uwielbiamy spędzać czas razem... Kurczę, to takie trudne... Mi ciężko o tym mówić, a co dopiero Danielowi... Był u psychologa, ale mu nie pomógł. Daniel ma bardzo silny i trudny charakter... Czasem mówi mi takie rzeczy, że jestem przerażona. Mówi o braku jakichkolwiek uczuć, o ciągłym poczuciu winy... O tym, że tak bardzo chciałby mnie znowu pokochać... O nienawiści do rodziców, ktorzy, powiedzmy szczerze, dali mu popalic- najłagodniej mówiąc. A to taki dobry facet... Najgorsze, że nie wiem jak mu pomóc... Nie chce iść do psychiatry... Przepraszam, za taką chaotyczną wypowiedź, ale kompeletnie nie wiem jakie informacje powinnam przekazać, żeby usłyszeć, co ja mam dalej robić? Przecież nie mogę go zostawić samego. To mój przyjaciel... I mężczyzna, który naprawdę dużo dla mnie znaczy... Proszę, pomóżcie! Nie wiem, co mam robić. Musze mu pomóc!
Witam,
z tego co Pani napisała, wynika, że Pani przyjaciel potrzebuje pomocy. Nie wiem dlaczego nie godzi się na wizytę u psychiatry, nie wiem również ile ma lat, czym się zajmuje. Gdyby zechciała Pani podać te informacje być może łatwiej byłoby mi coś doradzić. Wydaje mi się jednak, że skoro, z jakiś względów, nie zgadza się na poradę psychiatry, to dobrym pomysłem mogłaby być wizyta u psychoterapeuty.
Każdy z nas przeżywa większe lub mniejsze trudności. Z niektórymi możemy sobie poradzić sami, w innych sytuacjach zwracamy się o pomoc do naszych przyjaciół, rodziny lub specjalistów. Dostrzeganie swoich problemów to wyraz ogromnej mądrości. Świadczy to o refleksyjności, umiejętności krytycznego spojrzenia na swój stan zdrowia i oceny samopoczucia. Wydaje mi się, że Pani przyjaciel takie umiejętności posiada - dostrzega swoje problemy, opowiada Pani o nich. Trudność w jego przypadku może polegać na braku wiary w możliwość zmiany tego stanu rzeczy i braku zaufania do specjalistów.
Z tego co Pani napisała, wnioskuję, że Pani przyjaciel odczuwa jednak emocje - pisała Pani, że był zakochany, pisała też, że mówi o nienawiści do swoich rodziców. Być może trudno mu jest samemu sobie z tymi emocjami poradzić. W trakcie psychoterapii dowiedziałby się, dlaczego takie emocje się pojawiają, dlaczego może odczuwać brak pożądanych emocji, wreszcie jak sobie z tym radzić. Zachecam gorąco do podjęcia takiej próby.
Pani opis świadczy o ogromnym Pani zaangażowaniu i dobroci względem przyjaciela. Pojawiło się w nim stwierdzenie: "Czasem mówi mi takie rzeczy, że jestem przerażona". Niestety nie rozumiem, jakie konkretnie są to rzeczy. Jeśli jednak pani przyjaciel ma myśli samobójcze, zawsze mogą Państwo wezwać pogotowie ratunkowe lub udać się do izby przyjęć najbliższego szpitala psychiatrycznego. Konieczna jest wówczas szybka pomoc.
Pozdrawiam








No, właśnie, ja też mam taki problem. Mój wieloletni partner, człowiek na stanowisku, ma depresje dwubiegunową i pomimo leczenia się od dwóch lat u psychiatry jego stan tak się pogorszył, iż teraz wymaga leczenia szpitalnego. No i cóż udało mi się nawet zaciągnąć pod izbę przyjęć i tu nastąpił zwrot. Powiedział, że nie pójdzie do szpitala, 1,5 godziny stałam pod szpitalem i przekonywałam go wraz z synem, jego siostrą (telefonicznie) i nic. Teraz siedzi i kiwa się na krześle, odpowiada na pytania monosylabami lub wcale, śpi pół dnia i nie jest w stanie nic robić. Ponieważ pracujemy razem z tym, że to on jest bossem i nie ma ani zastępcy ani pełnomocnika, wszystko spada na mnie, plus kontakty z partnerami businessowymi, przed którymi kryję jego stan. Nie daję rady, dom, dzieci moja praca i to co on musi robić. Jak go zmusić do leczenia? Czekać aż będzie całkowity stupo i wtedy wezwać karetkę? Lekarz psychiatra powiedział, że stan jest ciężki i wymaga hospitalizacji, ale nie zmuszę go do leczenia. Mam już dosyć, boję się bankructwa firmy, nie mogę na nikogo liczyć.Czuję się bezradna.........
ł
Witam,
to równiez trudna sytuacja. Rzeczywiście nie zmusi Pani swojego partnera do leczenia, byłbym tu również ostrożny w tego typu sformułowaniach.
Możliwość hospitalizacji bez zgody istnieje, jeśli osoba chora zagraża bezpośrednio swojemu życiu lub zdrowiu i życiu innych osób. Polskie prawo chroni w tym zakresie wolność osobistego wyboru. Pewnym rozwiązaniem jest inny artykuł z ustawy o ochronie zdrowia psychicznego mówiący, iż chory może być hospitalizowany bez zgody, jeśli nie jest w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb życiowych, a jego stan zagraża zdrowiu. Trudno mi ocenić, czy tak jest w tym przypadku.
Sądzę, że trzecia możliwość, czyli tzw "tryb wnioskowy" Pana nie dotyczy. Zresztą procedura w tym zakresie jest zbyt długotrwała.
Poleciłbym tu wizytę domową psychiatry - mogłoby to wiele dać np: lekarz miałby okazję na bieżąco wyjaśnić z Pani partnerem wszelkie obawy i wątpliwości dotyczące hospitalizacji.
Jeśli jego stan będzie się dalej pogarszał, to może zajść konieczność hospitalizacji wbrew woli (decyzję na przewiezienie pacjenta na badanie psychiatryczne wbrew woli pedejmuje lekarz pogotowia). Z pewnością leczenie byłoby krótsze, gdyby Pan wyraził na nie zgodę.
Proszę mnie źle nie zrozumieć - moją intencją nie jest straszenie, a jedynie informowanie o możliwym przebiegu choroby. Z dotychczasowych informacji wynika, że stan Pani partnera się pogarsza.
Wszystko, co napisałem może być pewnym argumentem dla niego - leczenie jest w końcu równiez swego rodzaju świadczeniem usługi, której Pan w tym momencie potrzebuje. Od jego decyzji zależy, czy zysk (oczywiście w tym przypadku zdrowotny) będzie większy, czy też poniesie stratę.
Dodatkowym plusem hospitalizacji są większe, w porównaniu z opieką ambulatoryjną, możliwości diagnostyki, które w przypadkach pacjentów z tzw. "lekoopornością" często wiele wyjaśniają.
Jeśli chodzi o Pani nadmierne obciążenie, to proponowałbym poprosić kogoś z rodziny lub przyjaciół o tymczasową pomoc przy dzieciach. Pewnym wyjściem byłoby tez zatrudnienie na pewien czas pomocy domowej lub biurowej.
Pozdrawiam serdecznie i życzę Panu szybkiego powrotu do zdrowia
Witam. Mam problem z mężem. Po ślubie jesteśmy 3 lata, mój mąż (32 lata pracuje jako operator filmowy) twierdzi, że od 2 lat mamy problem, że go nie pociągam. Cały czas twierdzi, że mnie kocha, lecz nie czuje tęsknoty. Do domu rodzinnego go też nie ciągnie chociaż rodzice zawsze byli mu przychylni. Sama podjęłam wiele prób nawiązania z nim kontaktu byliśmy na terapii u psychologa i i seksuologa co prawda po jednym razie bo mąż czuje się zmuszany. Nie czuje do niczego chęci. Powiedział ostatnio że kontakt z innymi obcymi ludźmi jest inny bo bez zobowiązań i krótko się z nimi widzi. Od długiego czasu nie ma pożycia... czuje się zaniedbana, nie okazuje mi uczuć... Nie wiem co mam robić najchętniej odeszłabym bo już nie mam siły ale kocham go, tylko czuje się jakbym cały czas stała i waliła głową w mur. Powtarza ciągle że "najlepiej palnąłby sobie w łeb" . Do specjalisty nie ma szans żebym mogła go zaciągnąć ponieważ nie wyraża chęci. Na nic nie wyraża chęci. Jak mogę jemu pomóc i zarazem sobie?
Dodaj nowy komentarz