- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Co się ze mną dzieje? Nic mi się nie chce, nikt mi nie pomaga
Co się ze mną dzieje? Nic mi się nie chce, nikt mi nie pomaga
Od jakiegoś czasu nic mi się nie udaje. W szkole, w kontaktach z innymi, w miłości. Wśród moich rówieśników czuję się zawsze jako ta gorsza, nieśmiała, nudna, pocąca się, w okularach. Zakompleksiona dziewczyna, która jest po prostu żałosna i z którą nie warto rozmawiać, bo i nie ma o czym.
Nie potrafię z nimi rozmawiać. Z nikim nie potrafię rozmawiać, bo mam wrażenie, że nikt po prostu mnie nie rozumie. Że wszyscy uważają, że po prostu wymyślam problemy, że dużo innych ludzi przeżywa życiowe tragedie, a ja użalam się nad sobą...
Być może tak jest, ale ja po prostu źle się czuję ze sobą. Kiedy jestem sama, nie jest tak źle, ale kiedy jest przy mnie więcej ludzi, zamykam się w sobie, nie potrafię powiedzieć nic błyskotliwego, co wprawiłoby ich w rozbawienie, chcę się schować tak, żeby nikt mnie nie widział i żeby ściany mnie pochłonęły.
A ja przecież taka nie jestem! Wśród przyjaciół czułam się zawsze atrakcyjna, przebojowa, towarzyska... Teraz tak nie jest. Kiedy tylko coś mi nie wychodzi (np. tańczenie itp.), nikt z nich mnie nie zmotywuje: "Spróbuj jeszcze raz! Ja ci pokażę, jak należy to zrobić, nawet kilka razy, jeśli będzie trzeba, tak, że na pewno się nauczysz". Nie, tak nie jest. Słyszę tylko: "O ,Jezu, nie musisz być we wszystkim najlepsza, umiesz dużo innych rzeczy". Widzę wtedy, że mają satysfakcję, że w tej dziedzinie jestem beznadziejna, a to dla nich jest takie łatwe. Kiedy pytam: "Jakie rzeczy potrafię? W czym jestem dobra?" słyszę "Dobrze się uczysz". Nikt nigdy nie powie fajnie śpiewasz, ruszasz się, grasz czy coś w tym rodzaju.
I to mnie boli. Że jeżeli coś mi nie wychodzi, to każdy zwraca mi uwagę, jeżeli na odwrót, to nie usłyszę od "życzliwych" ani jednego dobrego słowa. Tym bardziej, że mojej koleżance nikt nie szczędzi takich pochlebnych opinii. Nie jestem zazdrosna, ale jest mi po prostu smutno.
A ja bym po prostu chciała, żeby ktoś mi pomógł, dał coś z siebie, a nie mówił: "No, nie musisz przecież tego umieć". I przez to zamykam się. Nie chcę tańczyć, śpiewać publicznie, bo i tak wiem, że nikomu się to nie spodoba. Już nie wspomnę o tym, że ta koleżanka szalenie podoba się komuś, w kimś jestem zadurzona od paru lat... I kto mnie chyba nawet nie lubi... I trudno mi o tym zapomnieć, kiedy jedna z moich koleżanek na sylwestrze: "Wypijmy za chłopaków. Za tych, którzy nas nie chcą". Albo jedna moja znajoma, składająca mi życzenia "A jak wszyscy, to wszyscy"
A propo motywacji, ostatnio nie chcę mi się nic. Zawsze dobrze się uczyłam, nauka nie sprawiała mi problemu, ale odkąd zaczęłam dostawać gorsze oceny, nie chce mi się nic. Bo po co, skoro i tak nikt tego nie doceni? Wiele razy nastarałam się jak głupia, a w nagrodę zostałam oceniona jak ktoś, kto praktycznie nie zrobił nic. Robię teraz wszystko na ostatnią chwilę, pomimo tego, że cały czas myślę, że powinnam to zrobić, a jednak nie mogę... Wymyślam jakieś głupie wymówki, byleby tego nie zrobić. A potem oczywiście żałuję, że przez swoje niechciejstwo nie zrobiłam czegoś tak, jak bym mogła to zrobić.
A na dodatek czuję się nieatrakcyjna. Byłam niedawno u fryzjera, a znów moja fryzura mi się nie podoba. Chciałam nosić soczewki, nie ma żadnych na to przeciwskazań, gdyby nie fakt, że nauka ich zakładania sprawia mi trudność i porwałam już trzecią parę. Całe moje pieniądze urodzinowe wydałam właśnie na to, a teraz nie mam ani soczewek, ani pieniędzy. A mój ojciec powiedział, że skoro nie umiem ich zakładać, to, że mam dać sobie spokój, bo czwartej pary mi już nie kupi. Nie wierzy w to, że jeżeli spróbuję jeszcze raz, to w końcu mi się uda.
Nikt we mnie nie wierzy. A jeżeli oni nie wierzą, to i ja przestałam. Mam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie. I ja wcalę nie próbuję użalać się nad sobą, tylko po prostu jest ze mną coś nie tak. I jest mi źle. I już prawie nie rozmawiam z moją najlepszą przyjaciółką, bo napada mnie taki dół, że po prostu nie chce mi się z nią rozmawiać. Nie potrzebuję pocieszenia typu: "Nie martw się, ja też tego nie umie, ja też ładnie nie wyglądam, ze mną on też nie rozmawia" tylko rady: "A może zrobiłabyś tak czy tak"...
Płaczę gdzieś w ciemnym kącie, a nikomu nie potrafię wyjaśnić, o co mi chodzi... Coś jest ze mną nie tak chyba... Dzisiaj na przykład dobił mnie ton mojego głosu, kiedy mówiłam komuś cześć. Był to głos nieśmiały, pełny niepokoju i mówiący "a ja chciałabym zniknąć". Ja wiem, że wszyscy widzą mnie właśnie tak. A ja nie jestem taka, ale nie potrafię udowodnić, że jest inaczej...
I jeszcze te cholerne okulary, które mnie szpecą i z którymi nie rozstanę się już chyba nigdy... Ubrać, też się ładnie nie mogę, bo jak to zrobić, kiedy jak jestem w domu, to nie pocę się w ogóle, a jak tylko gdzieś pójdę, to się wstydzę nawet ręki podnieść. Przez jakiś czas to ustąpiło, a teraz znowu... chyba nikt nie jest w stanie mi pomóc, bo tylko ja mogę to zrobić. A ja w stanie nie jestem...
Wszyscy widzą we mnie tylko fakt, że dobrze się uczę. A moi rodzice po powrocie do domu są bardziej zainteresowani telewizorem niż mną... I mam dopiero 15 lat. Jeżeli całe moje życie będzie takie, to... będzie cholernie ciężko dźwignąć się z czarnej podłogi beznadziei i braku sensu...
Witam,
z Twojego opisu wnioskuję, że przeżywasz problemy dotyczące niskiej samooceny. Chciałbym zastanowić się nad tym.
Z tego, co napisałaś, wynika, iż są rzeczy, w których jesteś "dobra". Są również i takie, które nie do końca Ci wychodzą. Z pewnością ważniejsze dla Ciebie są te drugie. Zastanawiam się, czy nie koncentrujesz się właśnie na tym, co wydaje Ci się twoją wadą. Skoro dobrze się uczysz, to wydaje się, że potrafisz utrzymać skupienie na tym, co robisz, potrafisz doprowadzać rzeczy do końca. Oczywiście czasem miewasz niepowodzenia. Porażki są jednak wpisane w nasze życie - chyba nikomu do tej pory nie udało się jeszcze odnosić w życiu samych sukcesów.
Jeśli coś nam nie wychodzi, z reguły zwracamy się o pomoc do innych - rodziny, przyjaciół, czasem specjalistów. Wydaje mi się, że jeśli masz problemy z zakładaniem soczewek, to być może Twój optyk mogłby Ci jakoś pomóc. Może warto byłoby spróbować jeszcze raz z jej lub jego pomocą?
Na tym przykładzie można by się zastanowić, czy nie warto szukać rozwiązań. Czasem przychodzą one same, jednakże o wiele częściej, gdy zadajemy sobie pytania takie jak te: Skąd wynikają moje niepowodzenia? Co mogę zrobić, by to się udało? Czy moja odpowiedź na to pytanie jest zgodna z rzeczywistością? Na ile jestem subiektywna/subiektywny w tej ocenie? Jakie inne/lepsze rozwiązanie mogę znaleźć? Jak spytać o coś, czego nie wiem?
Wydaje mi się, że Twoi znajomi próbują Cię wspierać. Zobacz - Ty stwierdzenie: "O, Jezu, nie musisz być we wszystkim najlepsza, umiesz dużo innych rzeczy" odbierasz jako ich wyraz braku zainteresowania, niechęci, zbywania Cię. Czy jednak jesteś obiektywna w tej ocenie? Twoi znajomi w tym zdaniu próbują koncentrować się na Twoich mocnych stronach, pozytywach. Być może tu jest ten rozdźwięk?
Myślę, że powinnaś udać się do psychologa. Nad takimi rzeczami warto zastanowić się nie na forum internetowym (choć i tu można znaleźć wiele cennych wskazówek, sugestii), a w gabinecie. Szukasz dobrych rozwiązań, starasz się dowiedzieć, dlaczego pewne rzeczy Ci się nie udają, próbujesz to zmienić. Wykorzystaj tę swoją siłę inwencji. Korzystanie z naszych mocnych stron i przekuwanie słabych na silne wymaga czasu i pracy. Z pewnością z pomocą psychologa będzie ono prostsze i szybsze.
Pozdrawiam serdecznie









Mam 20 lat, ale świetnie cię rozumiem. Mnie też brakuje motywacji do czegokolwiek. Jeśli coś mi nie wychodzi, to zazwyczaj słyszę: "Może spróbuj czegoś innego", "Ostrożnie" a chciałabym usłyszeć "Do przodu! Dasz radę!". Ale nic z tego.
Ireth
Jestem załamany psychicznie ale proszę o pomoc.
ja też tak czuję...
Witam nie wiem czy to jeszcze przeczytasz, ale mi się wydaje, że brakuje ci coś w organizmie, jakichś hormonów, czy coś. Nie wiem, nie jestem dobry z biologii, mam kolegę w klasie, którego nikt nie lubi, ja z nim czasem porozmawiam ale też mi się nie chce z nim gadać. Po prostu mi go trochę szkoda mi się wydaje, że on jest inny niż wszyscy i że mu z tym ciężko i nie wiem jaka substancja w organizmie jest za to odpowiedzialna, że go nikt nie lubi, ale to na pewno nie jest kwestia jego charakteru/ Wypowiedź powyższa lekarza wydaje mi się nietrafna, ponieważ kwestia nie leży w psychice ale w budowie fizycznej organizmu, przynajmniej jeśli chodzi o mojego kolegę w powyższym przypadku pewnie jest podobnie, przypadek kolegi o którym pisze ma niepociągający głos taki trochę dziecinny i rysy twarzy też lekko dziecinne, a ma już 17 lat. Myślę, że u niego problem tkwi w niedoborze testosteronu ale to tylko moje domysły nie jestem dobry w takich tematach. Proszę lekarza, o ponowne zastanowienie się nad tematem i odpowiedź, czy niedobór czegoś w naszym organizmie może mieć wpływ na kontakt z otoczeniem?
Witam,
oczywiście, że tak. Niedobór lub nadmiar hormonów (wzrostu, tarczycy, nadnerczy i innych) może powodować zmiany zachowania. Nie jest jednak tak, iż w każdym przypadku tak jest. W większości przypadków osób dorosłych jest wręcz przeciwnie. W przypadku osób w okresie dojrzewania zmiany hormonalne bywają raptowne (tzw. "burza hormonalna"), nie zawsze jednak również są one przyczyną problemów psychicznych. Dzieje się tak dlatego, iż ludzie w tym wieku uczą się funkcjonowania w różnych sytuacjach społecznych i osobistych, co wiąże się z ekspozycją na sytuacje stresowe. W tych rozważaniach ważny jest kontekst wystepowania doznań oraz ich nasilenie.
Oczywiście zawsze należy wykluczyć tzw. przyczyny organiczne lub somatyczne (choroby takie jak niedoczynność gruczołów wydzielania wewnętrznego) i temu służy osobiste badania, które zawsze polecam.
Być może w przypadku Pana kolegi warto wykonać stosowne badania. Nie wiem tego. Jednakże Pan w swojej ocenie opiera się na własnych doświadczeniach, a nie jest to dowód naukowy najwyższej rangi. Próbowano kiedyś problemy psychiczne opisywać w kategoriach czysto biologicznych. Okazało się, że za obniżony nastrój odpowiadają nie tylko zmiany hormonalne czy zmiany aktywności nueroprzekaźniczej mózgu. Z drugiej strony udowodniono, iż psychoterapia powoduje dokładnie takie samo wyrównanie czynności mózgu jak podawanie leków, a ma jedną zasadniczą zaletę - brak działań nieporządanych.
Ludzie próbują leczyć swoją nieśmiałość i lęki za pomocą alkoholu, narkotyków, wielu stosowanych leków, etc. Efekty można obserwować w oddziałach leczenia uzależnień.
Gdyby sprawa była tak prosta, iż w każdym przypadku wystarczy podać "magiczną pigułkę", by uzyskać zamierzony efekt, z pewnością żyłoby się nam prościej, ja zaś nie pisałbym w tym momencie na tym portalu. Niestety, a może na szczęście tak nie jest.
"Na szczęście" napisałem w tym punkcie dlatego, iż w wielu przypadkach myślenie tego typu powoduje uzależnienie w sensie psychicznej inwalidyzacji - "wezmę lek, który załatwi wszystkie moje problemy".
Proszę nie mieć złudzeń - taki lek nie istnieje i prawdopodobnie nigdy nie powstanie.
W razie dalszych pytań proszę założyć nowy wątek na portalu abczdrowie.pl
Pozdrawiam serdecznie
Hej
Mam na imię Jacek i mam 24 lata. Jestem studentem 5 roku zarządzania. Od roku mam ciężką depresję. W dodatku straciłem pracę 3 miesiące temu. Teraz się boję że już nie znajdę drugiej. Byłem zakochany w pewnej dziewczynie jednak ona mnie zostawiła bo wiedziała że jestem chory i nie mam kasy. Niestety nie mam kasy bo mój ojciec nie ma własnej firmy w której mógłby mnie zatrudnić. Uważam że ten świat jest niesprawiedliwy. Rok temu byłem pełen życia. Starałem się w pracy i byłem szczęśliwy że sam na siebie zarabiam. Teraz jest tragedia. I w dodatku choroba która robi pustkę w mózgu.
I stawiam pytanie?
Czy ty byś chciała pokochać nieszczęśliwego chłopaka bez kasy i pracy,w dodatku chorego który w liceum był wzorem dla innych
moje gg -3731402
Jeśli ktoś jeszcze przegląda ten wątek niech sie odezwie.
Dodaj nowy komentarz