46

Co zrobić, żeby znów być sobą i pokochać życie takie, jakie jest?

kasia0071:

Jestem dziewczyną, mam 22 lata i teoretycznie całe życie przed sobą... ale w praktyce to tylko wegetacja i czekanie na śmierć... Kiedyś byłam duszą towarzystwa, wszyscy mnie lubili, nie miałam problemów z nawiązywaniem i utrzymaniem znajomości. Mimo, że się o to nie prosiłam byłam rozchwytywana przez znajomych, żyłam beztrosko. Mogłam się wygłupić ze znajomymi i z siostrami, ale to wszystko się skończyło… Dwa lata temu moje siostry się ożeniły - wszystkie praktycznie w jednym czasie, wyprowadziły się, niedługo potem zostawił mnie chłopak i tylko dzięki przyjacielowi już wtedy nie zrobiłam się taka ponura i inna... bardzo się do siebie zbliżyliśmy, przy nim wszystko mi przechodziło i byłam szczęśliwa, zakochałam się mimo, że pił i nie chciał ze mną być i niektórzy dziwili się, że ja w ogóle się z nim zadaje... od pewnego czasu on zrobił się zupełnie obojętny na mnie i na cały świat i jest zadowolony z życia... a ja wręcz odwrotnie...zrobiłam się ponura, obrażona na cały świat.

Bardzo chciałabym mieć kogoś bliskiego, ale wszystkich zrażam do siebie. Zero chęci do wychodzenia z domu to spotkań ze znajomymi bo czuję się tam zupełnie obco jakby to nie byli ludzie, których znam tyle lat, jestem bo jestem, a jakby mnie nie bylo to nawet nikt by nie zauważył, dlatego miewam myśli samobójcze, ale jeszcze do końca nie oszalałam, żeby to zrobić. Uważam, że życie nie ma sensu - nic go nie ma, nikt mnie nie rozumie, a jak mówię, że nie mogę sobie z sobą poradzić to słyszę, że przesadzam itp. Wszystko mnie denerwuje, nawet bez powodu, często płaczę, szukam pretekstu, żeby nigdzie nie wychodzić, a potem ryczę, bo muszę siedzieć w domu i odwrotnie. Jak gdzieś pójdę to żałuję tego i tego, że się urodziłam.

Dodam jeszcze, że w domu poza tym, że wszystkich denerwuję swoim zachowaniem i wkurzaniem się o wszystko, to byłoby ok. Nigdy niczego mi nie broniono, dostosowują się do mnie...mam potwornie nudną pracę, całe dnie siedzę praktycznie sama bez żadnych szans na rozwój czy zmianę, bo mój tata ma padaczkę pooperacyjną i ,,moje miejsce jest w domu”. Po pracy obiad (ostatnio to mój drugi i ostatni posiłek na dzień, a waże 44kg przy 167cm - NIE jestem anorektyczką!), film i spać na 12h, bo na nic innego nie mam ochoty. Podsumują: nie mam przyjaciół, znajomych, a jedyna bliska osoba, dla której byłabym wstanie wziąć się za siebie, właśnie przechodzi chyba najlepszy czas w swoim życiu i nawet nie mogę z nią pogadać w cztery oczy, bo nie ma czasu dla mnie…

Odpowiedzi - Co zrobić, żeby znów być sobą i pokochać życie takie, jakie jest?
Odpowiedź eksperta Psycholog Paulina Stolorz


Pani Kasiu!

Waga 44 kg przy 167 cm wzrostu to spora niedowaga. Powinna Pani w tej sprawie skonsultować się z lekarzem psychiatrą, ponieważ to bardzo niepokojący objaw.

Pani list jest wręcz przesiąknięty zależnością od innych ludzi. Porównuje Pani swoje życie z innymi osobami i to Panią frustruje – inni mają cudowny okres w życiu, Pani odwrotnie. Wydaje się niemal, że bez bliskości osób trzecich Pani życie zupełnie traci sens. Problem rozpoczął się, kiedy wyprowadziły się obie siostry oraz odszedł chłopak, później przyjaciel. Ale czy naprawdę bez tych wszystkich osób Pani życie jest wyłącznie wegetacją i czekaniem na śmierć? Ma Pani przed sobą ciekawy okres życia i to, jak je Pani przeżyje nie zależy od nikogo innego, jak od Pani - nie od chłopaka, przyjaciół czy rodzeństwa, które założyło własne rodziny. Nawet będąc w domu może Pani żyć z pasją, podjąć studia, realizować siebie, rozwijać się, zdobywać nowe cele. Motywacją powinna być jednak chęć rozwoju dla siebie, nie dla innych. Trudno samej pokonać ten stan, dlatego warto pomyśleć o psychoterapii.

Pozdrawiam serdecznie!

Zadaj pytanie ekspertowi
zdjęcie użykownika kasia0071

tak jak napisałam wcześniej nie jestem anorektyczką, więc nie widzę podstaw do odwiedzin psychiatry w tym celu. lubię jeść i jem i zawsze byłam bardzo szczupła. poza tym mieszkam w małej miejscowości i nie stać mnie na psychoterapie.więc muszę poradzić sobie jakos sama.

Potret użytkownika anonimowego

Witam. Nie znamy się osobiście ale pozwolę sobie pisać na Ty. Chciałbym Ci pomóc ale jak sam bym znał złoty środek to bym nie był w takim dyskomforcie psychicznym jakim jestem. Może pomóc Ci czytanie podobnych sytuacji i przeżyć, może trochę ukoić ból psychiczny. W sumie to wiem co może pomóc, ale jak do tego dojść, jak to osiągnąć? Nie mam pojęcia. Na końcu napiszę o co mi chodzi. Mam 25 lat i beznadziejną sytuacje psychiczną. Taka bezradność wewnętrzna. Kończę studia mgr kierunek wybrany z rozsądku nie z powołania. W sumie od najmłodszych lat się wszystkim przejmowałem miałem tylko okres w szkole średniej takiej beztroski. Czuję taki ciągły ucisk w sercu. Beznadzieja. Ciągle szukam czegoś co mi pomoże w znalezieniu sensu w tej beznadziejności. Próbowałem podnieść pewność siebie, trenowałem sztuki walki, dalej to robię, bo uwielbiam to robić. Długo zarabiałem na za...bisty samochód i mam samochód marzeń i nic to nie dało tylko trochę zazdrości u innych. Jeżeli chodzi o dziewczyny jestem niezdecydowany. Pragnę kogoś i jak się zbliża ta osoba to już nie pragnę... głupek nie?? Wiem ale inaczej nie potrafię. Nie potrafię nad tym zapanować. Tu nie chodzi o zaliczanie i tyle. To mi nie potrzebne (chyba). Nie jestem jakiś tam maczo czy coś tam. W sumie skromny jestem. Nie jestem brzydki, budowę nawet taką w miarę, szczupły za szczupły jak dla mnie i nie wyglądam na swój wiek, tak parę lat młodszy. Dziewczyny mówią, że jestem przystojny i powiem nieskromnie ale to nie moje słowa, że mogę się podobać. No i jestem typem strachliwego gościa, chociaż w kickboxingu siedzę już trochę. Przestraszę się grupki młodocianych cwaniaczków i chociaż nie chcę, nogi same mi się gną. Mam wrogów, bo kiedyś dawałem sobie dmuchać w kaszę. Sprawy zaszły za daleko. Staram się pracować nad sobą ale kiepsko mi to idzie. Podstawa NIE WIEM CZEGO CHCE. Ja wiem, że odnalezienie ścieżki w życiu znalezienie ukochanej rozwiązało by wszystko. Jaką dziewczynę bym nie poznał, to jak czuję, że jest inicjatywa z jej strony zawsze znajdę jakąś wadę, czy tylko sobie wmawiam coś. Bije się w głowę np. ostatnio rozstałem się z bardzo wartościową dziewczyną, którą pragnąłem pokochać, ale no cóż nie dałem rady.. chyba.. Czasem dobrze mi samemu, a czasem szlag mnie trafia, że nie mam się komu pochwalić lepszym kaloryferem na brzuchu niż poprzednio. Hehe taki kiepski przykład, ale myślę wiadomo o co chodzi. W sumie trąbie tak o odnalezieniu ścieżki, bo o to chodzi w tym. Potem samo się wszystko ułoży ja to wiem. Tylko jak ją odnaleźć nie wiem jak zacząć szukać. Aha mam zajebistą rodzinę i przyjaciół. Samobójstwo odpada, śmieję się z ludzi zdrowych, którzy odbierają sobie sami życie, nie doceniają tego, że są zdrowi wśród tylu różnych chorób nieuleczalnych. Aha i czuje że nie wykorzystuję w pełni tego co dostałem od Boga i rodziców. Mam nadzieję, że to ktoś przeczyta .
Pozdrawiam Kasiu i wszystkich czytających.
KraKowiaK pis

Potret użytkownika anonimowego

ciekawe czy przez rok udało ci się coś zrobić ze swoim życiem.... jestem w podobnej sytuacji, nie wiem czego chcę, nic tak na prawdę nie daje mi szczęścia.... w sumie, to ja w przeciwieństwie do ciebie nic nie osiągnąłem.... ale tu nie chodzi o to żeby się nad sobą użalać i choć mam ciągle pod górkę staram się iść do przodu. Czasami nie wiem po co, dla kogo. Dla siebie? Ale kiedy postępujesz wbrew sobie, z rozsądku, czy to aby zawsze jest słuszne. Moje życie to historia pomyłek, zawsze wszystko robiłem źle i do tej pory robię, choć mam osoby które mnie lubią i być może co niektóre kochają to nie jestem tego pewny.... Nie raz mam wrażenie że wszyscy kłamią i nie wiem co robić. Kocham samotność i kocham przebywać wśród ludzi. Nigdy nikomu się nie zwierzałem z tego co czuję, pomimo smutku uśmiechałem się szeroko, nie pokazywałem złości, i pewnie nigdy tego nie zrobię. sam nie wiem, może ten świat to nie jest miejsce dla mnie? Nie mam zamiaru się zabijać :) Po prostu nic mnie tu nie trzyma, smutno mi że jestem smutnym człowiekiem, który nie istnieje i nic nie znaczy, który jedyne co potrafi zrobić dobrze to sprawić innym problemy.

Potret użytkownika anonimowego

Nie jestem specjalistką, ani nawet dojrzałą kobietą czy coś w tym rodzaju. Mam 14 lat i zaraz powiesz 'gówniara gówno wie o życiu'. Może i gówno wiem, ale mam podobnego rodzaju problem. Nie chodzi o to, że nie mam znajomych, bo mam. Jednak czuję się nie spełniona. Wiem 'czternastolatka nie spełniona, śmieszne'. Jak dla kogo. Bo gdy sobie tak myślę, to nie mam celu życia. A chciałabym. Chciałabym mieć dla kogo żyć. Czuję, że moje 'przyjaciółki' nie do końca mnie rozumieją i nie mają podobnych myśli. A ja chciałabym mieć kogoś lub coś, dzięki czemu mogłabym czuć się szczęśliwa i dawać szczęście. Oczywiście, krótkotrwałe szczęście daje mi wiele rzeczy: imprezy, używki, kosmetyki, moda, nauka. Ale to nie to samo. Gdy siedzę wieczorami i rozmyślam, czuję że potrzebuję tego czegoś. Nie wiem co to i płakać mi się chce na samą myśl, że tego nie mam. Czegoś, dla czego mogłabym żyć. Wiem, że niezbyt Pani pomogłam, ale nie wiem po prostu jak. Mi sprawia przyjemność, gdy odwiedzam nieznane, ciche i ustronne miejsce. Takie swoje. Może niech Pani poszuka swojego małego miejsca? Może być ono nie daleko domu, może być to miejsce, do którego trzeba dojechać autobusem. Niech Pani zabierze ze sobą ulubioną muzykę i tam pójdzie. Wtedy najlepiej się myśli. Druga propozycja to patrzenie na ludzi. Niech Pani siądzie w jakimś miejscu publicznym (przystanku autobusowym itd.) i obserwuje ludzi - ich reakcje, zachowania. To odpręża i daje do myślenia, może dzięki temu wpadnie Pani na pomysł jak kochać swoje życie. Jeśli moja opinia była zbędna, przepraszam. Pozdrawiam.

Potret użytkownika anonimowego

Ja mam 15 lat i z tego co mówisz mam taka ( moze podobna) sytuacje do Ciebie. Na prawdę.. i do tego jeszcze nie umiem byc soba. Czuje że cos trace. Czekam na zmiany, ktore i tak pewnie nie nastąpią. Mam tak od 2 lat, kiedy nastapił "przelom w moim zyciu " ....

zdjęcie użykownika kasia0071

żadna opinia nie jest zbędna, bo każda może podsunąć jakiś dobry pomysł. ja też mam znajomych, ale nie czuje się z nimi tak jak kiedyś, są imprezy, ale tak jak to dobrze ujęłaś to są takie chwilowe przyjemności. w życiu trzeba mieć cel. dla mnie kiedys całym życiem byli znajomi, a w momencie kiedy mnie odstawili po prostu czuje się samotna. mam wrażenie jakbym całe życie musiała zaczynać od nowa tyle tylko,że z dużo mniejszymi możliwościami.
Jeśli chodzi o Ciebie to tak jak powiedziałaś jesteś jeszcze młodziutka-nie chodzi mi o to, że nic nie wiesz o życiu, tylko o to, że jeszcze możesz tak pokierować swoim życiem, żeby znaleźć to ,,coś,,. Twoimi obowiązkami teraz jest nauka i pomoc w domu. w wolnych chwilach możesz zaś np. zapisać sie na kurs tańca, podróżować, poznawać nowe swoje talenty. może w końcu, któraś z takich zwykłych czynności okaże się tym czego szukasz.,.
pozdrawiam

Potret użytkownika anonimowego

Hmmm... Nie zbyt wiem, co Pani w tej sytuacji doradzić.
Mój ojciec cały czas gada o czymś takim, jak afirmacje. Nie wiem czy to pomaga, sama nawet nie próbowałam. Ale może przy odrobinie wysiłku Pani się to uda. Bierze Pani kartkę i zapisuje, to co chciałaby Pani, aby się stało, czyli na przykład ,Mam dużo przyjaciół, którzy mnie kochają., lub ,Zarabiam dwadzieścia tysięcy złotych miesięcznie,, czy coś w tym stylu. Niech Pani to zapisze, a później codziennie czyta po kilka razy. Nie wiem czy to się na coś przyda, ale warto spróbować. W każdej wolnej chwili niech stara się Pani powtarzać afirmację. Tylko uwaga, nie może być to zdanie o charakterze (wydźwięku) negatywnym, czyli na przykład ,nie zarabiam poniżej dwudziestu tysięcy złotych miesięcznie, albo ,nie uczę się tak dużo, ,nie jestem smutna, (zamiast tego np. ,jestem mądra,).
Może Pani zawsze spróbować. Pozdrawiam.

Potret użytkownika anonimowego

ja mam to samo tylko już od jakiś 4 lat nic mnie nie cieszy we wszystkim widzę złe strony, jestem pewna że nigdy nie będę szczęśliwa (mam 20 lat)

Potret użytkownika anonimowego

jeśli masz tak samo to może spróbuj zmienić towarzystwo, spróbuj nowych zajęć, może w końcu jeszcze uda Ci się odnaleźć coś co zacznie cie cieszyć i da Ci szczęście. jesteś młodziutka, może nawet się uczysz więc możesz sobie na to pozwolić. ja jestem uziemiona w pracy i nawet nie mogę nigdzie wyjechać. pozdrawiam

zdjęcie użykownika gosha

Mam 18 lat. Nie chcę pisać nic o sobie, bo oczywiście byłoby to "ja mam podobnie/tak samo/świetnie to rozumiem", a ja osobiście nie lubię takich komentarzy.

Powiem tyle, że może warto by pokochać tę samotność a nie czynić z niej kolejny problem. Jest ich już i tak bardzo dużo. Przerażenie, że jest się samym jest w Twojej sytuacji... torturą.
Potrzeba drugiej osoby i bliskości wydaje się nie-do-zastąpienia. Ale przcież zawsze będzie się miało tylko siebie inni będą przemijać wokół nas. Czy zawsze musimy polegać na kimś drugim? Zwykle oni kiedyś nas zawiodą, albo po prostu od siebie się oddalimy (nie jestem pesymistką).

Gdyby tak zbudować w sobie tak twarde oparcie dla siebie i wtedy jednocześnie móc być dla innych... To byłoby piękne.

Czy jesteś osamotniona czy samotna? To są dwa różne pojęcia. Jedno z nich jest okropne a drugie niesamowicie piękne jeśli się je pojmie, zrozumie. Zastanów się nad tym.

Nie chcę za 4 lata mieć depresji. A Ty chcesz?

Potret użytkownika anonimowego

no ja też nie chcę, dlatego robię wszystko co mogę,żeby właśnie polegać tylko na sobie. za dużo osób mnie już zawiodło i wiem że tylko na siebie można ZAWSZE liczyć, a inni... cóż każdy myśli przede wszystkim o sobie i każdy się zmienia... ja też.

Potret użytkownika anonimowego

Cześć:) opowiem Wam o sobie w skrócie. Może dlatego, że czuję że muszę to komuś powiedzieć, tak się anonimowo wygadać i poużalać do ludzi którzy są w temacie:)

Dodam tylko że mam 21 lat. powiedziałam sobie kiedyś że z nikim nie będę i nikogo nie potrzebuję, w prawdzie zrobiłam mały odstęp od tej reguły kiedy pierwszy, krótki i ostatni jak dotąd raz się zakochałam. Potem długo było mi źle, choć starałam się tego nie pokazywać. Postanowiłam sobie, że od tej pory nic mnie nie będzie obchodziło, robię na co mam ochotę, przed nikim się nie tłumaczę. I tak w to zabrnęłam, że zaczęły się imprezy, picie na umór i niekończące się morale i wstyd przed samą sobą. Nic mnie nie cieszy, przestaje widzieć piękno, ciągle się kamufluje, udaję, że jestem przebojowa i zadowolona z siebie i życia, żeby nikt nie zauważył jakim wrakiem się czuje. Nawet przed sobą udaje. Chcę więcej od życia, mam ogromne wymagania wobec siebie i dobija mnie fakt że nie potrafię im sprostać. I jestem słaba. Mówię, że dziś nie piję, a wracam na czworakach, robię rzeczy których nigdy bym nie zrobiła. Włóczę się sama, mam jakieś lęki, że ktoś coś o mnie wie, czego nie powinien, obmyślam plan naprawy swojego świata i ciągle ląduje w punkcie wyjścia. Chciałam zadać pytanie. Czy można się polubić, tak wewnętrznie, kiedy ktoś czuje się tak wyjałowiony , zbrukany, i kiedy zboczył jakieś parę lat świetlnych z obranego i wymarzonego dla siebie kierunku?

Potret użytkownika anonimowego

Moim zdaniem dobrze, że szukasz "pomocy" tu na tym forum to dobry krok, krok na przód. Powinnaś skonsultować się z lekarzem psychiatrą ponieważ twoje objawy, a głównie to, że pijesz i to, że wydaje ci się że ktoś coś o tobie wie. Myślę, że to może się przemienić w coś poważniejszego. Wizyta u lekarza psychiatry to nic strasznego. Jeżeli mogę Ci coś doradzić to idź albo do poleconego przez kogoś prywatnego albo poszukaj pomocy w państwowej placówce: Poradnia Zdrowia Psychicznego gdzieś blisko twojego miejsca zamieszkania. Powinnaś też znaleźć sobie osobę z którą możesz o wszystkim pogadać, która Cię wysłucha, bo rozmowa pomaga tylko żeby to była zaufana osoba, która poświęci Ci bez problemów czas np rodzeństwo. Ale i tak idź do lekarza, mówię Ci z doświadczenia. Pozdrawiam, hej cześć.

Potret użytkownika anonimowego

Zastanawiam się ostatnio, skąd w człowieku bierze się depresja, dół, poczucie samotności, zbędności,czy wyjałowienia.? Czemu człowiek nie daje sobie szansy i nie chce nawet pomóc sam sobie (czasem warto założyć że w jednym człowieku są dwie osoby - nie chodzi bynajmniej o schizofrenię)?
Depresje i nerwicę lękową zaliczyłem kilkanaście lat temu i nie chciałbym do tego wracać. Na pewno nie pomogły mi w tym psychotropy ani psychiatrzy. Najlepiej pomagają ( wg mnie) ludzi, których sami możemy wybrać. Jednak nikt nam nie pomoże, jeśli nie uznamy, że potrzebujemy pomocy i że jej chcemy. Nie wszyscy siedzący w dole chcą by ich stamtąd wyciągać. Czasem w dole jest komuś dobrze. Zna dół. Boi się zmiany, wyjścia ( do ludzi) boi się zranienia, odrzucenia i wielu innych czasem wydumanych potworów.
Szukam uniwersalnego sposobu na depresję, a właściwie nie na nią tylko na coś odwrotnego.
Nie tak dawno po wielu latach życia niby w jakimś celu, ale podszytego lękami i niepewnością, odkryłem w końcu czego chce w życiu, co chcę w życiu robić i krok po kroku to swoje życie oswajam. Właściwie patrząc na kilka minionych lat, to nie powinno mnie tu być, na tym świecie.
Jednak jestem i chcę coś ze swoim życiem zrobić. Wiem jak chcę żyć i choć jeszcze tak jak pragnę całkowicie nie jest, to każdego dnia robię jeden krok, by zbliżyć się do celu.
Jeśli wiesz, kim jesteś i dokąd idziesz, zaczyna robić się jaśniej, pojawiają się pomysły (najczęściej , pod prysznicem:), nie wiadomo skąd pojawiają się ci właściwi ludzie i życie zaczyna układać się w sensowną całość.
Nie znikają problemy, które narosły przez lata. To raczej ja rosnę i staję się większy od nich, by dzięki temu móc je rozwiązać, a nie przed nimi uciekać.

Jeśli chcesz i zaczniesz szukać swojego celu, to go znajdziesz. Może tak jak ja po kilku latach, ale znajdziesz. Jednak musisz chcieć go znaleźć. Nie musisz skupiać się od razu na rewolucji w życiu. Szukać można równolegle z tym,co teraz dzieje się w Twoim życiu. Ale jeśli naprawdę chcesz, i szukasz, to znajdziesz. Zobaczysz.

Robię każdego dnia to,co lubię - piszę. Może to reklama, może nie, ale chcę się podzielić i pochwalić tym, co lubię. Może komuś się to przyda, może lepiej się poczuje, gdy poogląda dobry film, posłucha niebanalnej muzyki. Może.
Dlatego zostawiam drogowskaz. Droga prosta. Podobnie jak moje życie;)
odkrywca

Potret użytkownika anonimowego

mhm... weszłam na to forum całkiem przypadkiem. Mam 22 lata i podobnie jak Wy odczuwam pewien dyskomfort psychiczny (czy aby depresyjny wręcz). 2 lata temu byłam zupelnie inną dziewczyną. Chciało mi się żyć. Może i nie miałam jako takiego wytyczonego celu ale cieszyłam się życiem. Każda chwila...mhmmm byłam tzw, duszą towarzystwa, "wszędzie było mnie pełno". Teraz tak jakby coś we mnie pękło...wszystko wydaje mi się takie bezbarwne. Odsunęłam się od znajomych (czuje się w ich towarzystwie wyobcowana-"uśmiecham się"-ale dosłownie wszystko we mnie krzyczy). Na nic nie mam ochoty. Wytworzyłam skorupkę pesymistyczną. Masakra po prostu...

Potret użytkownika anonimowego

Oho widzę, że fajna grupa ludzi z podobnymi problemami do moich;)

Potret użytkownika anonimowego

A macie coś takiego, że robicie na każdym korku z siebie debila, kretyna, idiotę? Ludzie w pracy rzucają mi aluzje, że jestem debilem, a ja co? W pierwszym momencie uśmiech (żeby nie wyjść na gbura). a dopiero po kilku sekundach dochodzi do mnie, że to nie był żart, tylko coś obraźliwego. Wszyscy mają mnie za idiotę, dziwaka. (tu dziwi mnie fakt, że mam 123 IQ). Nie umiem rozmawiać z ludźmi. Zazwyczaj sprawa wygląda tak, że wszyscy się śmieją, gadają, a ja nie mam nic do powiedzenia. Nie śmieszą mnie ich żarty, nic mnie nie bawi. Nigdy nie wiem co powiedzieć. Zanim wejdę do pracy to układam sobie w myślach, jak zacznę rozmowę do tego i tego gościa. Boże, czemu to musi być takie poj.....? Na tym ma życie polegać? Na codziennym wkurzaniu, że przyszedłem na świat, że moje życie to męka, że nie potrafię zrobić nic konstruktywnego? Na dodatek pracę załatwiła mi moja mama, która jest normalna i lubiana przez innych. Świadomość, że zaniżyłem jej wizerunek swoim ją dołuje, mnie tylko jeszcze bardziej. Idę spać, bo jutro do pracy i znowu zrobię z siebie idiotę, nie umiejącego się zachować. W autobusie, w szatni, w pracy, nawet podając komuś rękę zrobię z siebie idiotę. Idiotyczna ludzka egzystencja. sadysta siedzi tam na górze i cieszy mordę patrząc na nas. Zesłać masę ludzi, dodać wojny, choroby i cale zło, doprawić kompleksami i genialny plan sadysty gotowy.

Potret użytkownika anonimowego

Większość ludzi tutaj ma tak 20-23 lata. Ja mam 21 i też jestem w takim dołku życiowym. Wydaje mi się, że to przez to, że już nie chodzimy do szkoły, trzeba pracować, zacząć dorosłe życie. W sumie niczego mi nie brakuje, wszystko mam, powinnam być zadowolona z życia. Ale cofam się często 3 lata wstecz: jak w szkole było tak fajnie, niczym się nie przejmowałam, chodziłyśmy z koleżankami na miasto, zakupy, na piwo, szkolne wycieczki itd. Wszystkie moje koleżanki się przeprowadziły do 3miasta. Ja tu zostałam sama. Większość z nich studiuje dziennie, ja się zapisałam na studia zaoczne i teraz żałuję. Nic w życiu mi nie wychodzi, wszystkie moje decyzje są nie przemyślane i w efekcie ich żałuję. Nie pracuję, też tego żałuję, ale myślę, że jak bym pracowała gdzieś, to też nie byłoby fajnie. Mam niby swoją małą firmę (sklep internetowy), dzięki niemu mam zajęcie na jedną godzinę dziennie i nie jest to zbyt dochodowe. Pomagam trochę rodzicom w ich firmie. Nie mam żadnych marzeń, ani planów. Nie wiem czego chcę od życia. Czy dalej chce prowadzić ten sklep czy spełnić się w kierunku, który studiuję, ale znowu, czy będę chciała siedzieć 8 h w pracy? Nie umiem też dogadać się z ludźmi. Czuję, że robię z siebie idiotkę za każdym razem kiedy ktoś mnie o coś zapyta, czy coś mi powie, a ja nie wiem jak odpowiedzieć. Nic mi się nie chce. Nie mam z kim się spotkać, wszystkie moje znajome wyjechały. Mieszkam w małym mieście, nie ma tu żadnych atrakcji. Nie mam co robić. Nie wiem jak moje życie się potoczy, czy kiedykolwiek wyleczę się z mojej nudy życiowej? Mam nadzieję, że kiedyś tylko wspomnę o tym smutnym okresie w moim życiu? A może już nigdy mój los się nie odwróci? Ale wiecie co? Mam kilka rad dla tych, którzy są w dołku życiowym jak ja. Zawsze jak mam już na prawdę zły humor, myślę sobie, że inni mają o wiele gorzej, może to Wam też pomoże. Staram się cieszyć z tego co mam, że jestem pełnosprawna- mam 2 ręce, 2 nogi, widzę, słyszę, czuję. Myślę sobie czasami jak bym chciała, żeby wyglądała moja przyszłość i staram się szukać w necie co zrobić, aby to się spełniło ( jakie kursy trzeba ukończyć itd. ) Może powinniście zmienić pracę czy kierunek, zająć się czymś co Was bardziej by interesowało?

Potret użytkownika anonimowego

Hej takie jest życie, ja mam 29 lat miałem jednego przyjaciele i za razem jedną dziewczynę, która mnie zostawiła prawie rok temu. Mam dystymie i wiem, że nigdy nikt mną się nie zainteresuje, bo jestem zwyczajnie brzydki, świat jest bardzo niesprawiedliwy i czasem nie mam siły by dalej żyć. Ciągle o niej śnię i myślę ale ona nigdy do mnie nie wróci i nigdy nie zrozumie, że była i nadal jest moim światem zupelnie całym. Zrobiłbym dla niej wszystko pomimo tego, że w ogóle jej nie obchodzę. Jestem zupelnie sam boję się ludzi, każdych kontaktów z nimi. Każdego dnia myślę, że gorzej być nie może, a okazuje się, że może i każdy kolejny dzień jest gorszy. Wiem, że któregoś dnia popełnię samobójstwo takie które się uda. Nienawidzę siebie nienawidzę życia, które jest zwykła kara dana przez Boga ale nie wiem za co.

Potret użytkownika anonimowego

Cześć wszystkim ;]
Wiecie co? Podziwiam Was. Każdą jedną osobę, która tu napisała! Jesteście świetni, nie dlatego to piszę, żeby Was pocieszyć (choć nie ukrywam, że tak jest). Mam 18 lat i jestem szczęśliwa. Wiecie dlaczego? Bo mam tyle fajnych chwil, które i wy też przeżyjecie i których wam życzę. Podziwiam Waszą codzienną mękę, tj. pójście do pracy... Niech Pan się nie przejmuje tym, co o Panu sadzą, kurczę, ich problem, na pewno są ludzie, którzy uznają Pana poczucie humoru. Chciałabym tu każdemu coś napisać. Jesteście strasznie fajni. Chciałabym każdego z Was poznać. Ale to chyba nierealne. Życzę Wam udanego życia. Pomyślcie, że każda chwila jest wspaniała. Np. jedzenie lodów czekoladowych. Pozdrawiam.

zdjęcie użykownika anonimowo3

Co zrobić, żeby znów być sobą i pokochać życie takie, jakie jest? c.d....................

Cześć przeczytałam wszystkie listy, jakie tu zamieściliście i pomyślałam sobie ze fajnie byłoby z kimś z Was pogadać, zawrzeć znajomość, kto wie może i przyjaźń, dlatego jeśli ktoś miałby chęć proszę napiszcie:anonimowo3@op.pl
Oczywiście znalazłam się na tej stornie z tego samego powodu co Wy, czuje że moje życie wymyka mi się spod kontroli. Mam 25 lat skończyłam studia i nie wiem co dalej począć ze sobą, co więcej mam dosyć czasami życia. Są dni w miarę normalnie upływające, jednak większość jest takich że głośno płacze, mam wstręt to bliskich, drażnią mnie swoją osobą, byciem. Czasem ogarnia mnie taka złość ze mam chęć czymś rzucić. Nie wiem skąd biorą się takie stany. Wiem jedno, nie widzę celu po co wstaje i po co czekam na kolejne dni skoro one i tak nic ciekawego nie przynoszą. Czuje że jestem przepełniona żalem, ale do kogo??? Chyba do samego świata!! o to że jestem jaka jestem. Wiem ze dał mi dużo możliwości lepszego życia, ale nie potrafię z tego skorzystać. Czasem bardzo nienawidzę siebie za to. Chce coś zmienić ale nie potrafię, czuje strach, lęk, każda najmniejsza zmiana w moim życiu pobudza we mnie ogromne przerażenie. Ogólnie to jestem osoba, która nie potrafi się z niczego cieszyć, taka zgorzkniała, wypłukana z dobrych uczyć, pałająca często złością i negatywnymi emocjami. Dlaczego tak jest, przecież kiedyś taka nie byłam, mimo że miałam większe problemy w życiu...
Poza tym czuje ze moje życiu zależy wyłącznie od innych osób, robię to na co inni mają ochotę, wychodzę wówczas kiedy oni tego chcą i strasznie mnie to irytuje. Chce to zmienić, poznać ludzi, wstrząsnąć swoim życiem, ogarnąć myśli i słowa. Niby proste a tak ciężko o to zawalczyć w tym stanie...

Pozdrawiam wszystkich.

Potret użytkownika anonimowego

Cześć.
Przeczytałam każdy listy który tu zamieściliście i pomyślałam sobie, że fajnie byłoby z kimś z Was pogadać, załapać kontakt przez maila czy gg. Może wyklaruje się z tego jakieś koleżeństwo, a możne nawet przyjaźń. Czuje, że jest mi coś takiego potrzebne, wiec jakby ktoś miał chęć proszę napisz: anonimowo3@op.pl

Oczywiste jest to, że mam takie same problemy jak Wy, bo inaczej nie znalazłabym się na tym forum. Mam 25 lat i uważam, że nic mnie już w życiu ciekawego nie spotka:( skończyłam 2 miesiące temu studia i nie wiem co mam ze sobą dalej począć. Mam chłopaka z którym jestem kilka lat, niby planujemy wspólną przyszłość, ale nic do końca nie jest powiedziane. Żadne z nas chyba nie jest gotowe na wspólne życie, a szkoda, bo czas najwyższy. Mieszkam z mamą, z którą się od dłuższego czasu nie dogaduje, mój tata wyprowadził się z domu, gdy miałam 9 lat. Dzieciństwo to jedna wielka awantura. Nic dobrego z niego nie pamiętam. płacz, kłótnie, szarpanie i tak minęły dni i lata. Gdy byłam na studiach miewałam czasem depresje i stany w których nie radziłam sobie z własnym życiem. Pomimo tego uważałam ten czas za najlepszy okres w życiu. poznałam wiele fajnych ludzi, imprezowałam, spędzałam ciekawiej czas, jednak z miasta w którym studiowałam musiałam się wyprowadzić, wróciłam do malej miejscowości, w której nic się nie dzieje. Tam zostawiłam wielu moich znajomych. tu mam jedna przyjaciółkę i chłopaka o którym wcześniej wspomniałam. Wszystko mnie tu dołuje!.Mam również siostrę o kilka lat ode mnie starszą, która ma już męża i dziecko. Czuje, że wszystko krąży wokół nich. Odczuwam brak zainteresowania zarówno od mamy jak i taty. Nikt nie pyta co dalej, co zamierzam zrobić ze swoim życiem. Ja czuje że znalazłam się w punkcie z którego nie wiem w którą stronę iść, nie jestem na siłach żeby wyprowadzić się z domu. Mimo, że wszystko doprowadza mnie tu do szału. Nie potrafię podjąć żadnej konkretnej decyzji, boje się kolejnych zmian.
Mam dni w których nienawidzę ludzi, plączę bardzo głośno, targają mną bardzo mocne nerwy, mam chęć czymś rzucić. Jednego dnia jest w miarę ok, w inne dni czuje się bardzo samotnie. Mimo, że mam chłopaka, przyjaciółkę, którym mogę bardzo wiele powiedzieć, (jak nie wszystko), to czuje, że nie wiele dla nich znaczę...;/
Poza tym nie mam żadnych marzeń, zainteresowań, poglądów. Zupełna pustka.
Smutne lecz prawdziwe.
Pozdrawiam Was gorąco. Czekam na maila.

zdjęcie użykownika anonimowo3

Cześć przeczytałam wszystkie listy, jakie tu zamieściliście i pomyślałam sobie ze fajnie byłoby z kimś z Was pogadać, zawrzeć znajomość, kto wie może i przyjaźń, dlatego jeśli ktoś miałby chęć proszę napiszcie:anonimowo3@op.pl
Oczywiście znalazłam się na tej stornie z tego samego powodu co Wy, czuje że moje życie wymyka mi się spod kontroli. Mam 25 lat skończyłam studia i nie wiem co dalej począć ze sobą, co więcej mam dosyć czasami życia. Są dni w miarę normalnie upływające, jednak większość jest takich że głośno płacze, mam wstręt to bliskich, drażnią mnie swoją osobą, byciem. Czasem ogarnia mnie taka złość ze mam chęć czymś rzucić. Nie wiem skąd biorą się takie stany. Wiem jedno, nie widzę celu po co wstaje i po co czekam na kolejne dni skoro one i tak nic ciekawego nie przynoszą. Czuje że jestem przepełniona żalem, ale do kogo??? Chyba do samego świata!! o to że jestem jaka jestem. Wiem ze dał mi dużo możliwości lepszego życia, ale nie potrafię z tego skorzystać. Czasem bardzo nienawidzę siebie za to. Chce coś zmienić ale nie potrafię, czuje strach, lęk, każda najmniejsza zmiana w moim życiu pobudza we mnie ogromne przerażenie. Ogólnie to jestem osoba, która nie potrafi się z niczego cieszyć, taka zgorzkniała, wypłukana z dobrych uczyć, pałająca często złością i negatywnymi emocjami. Dlaczego tak jest, przecież kiedyś taka nie byłam, mimo że miałam większe problemy w życiu...
Poza tym czuje ze moje życiu zależy wyłącznie od innych osób, robię to na co inni mają ochotę, wychodzę wówczas kiedy oni tego chcą i strasznie mnie to irytuje. Chce to zmienić, poznać ludzi, wstrząsnąć swoim życiem, ogarnąć myśli i słowa. Niby proste a tak ciężko o to zawalczyć w tym stanie...

Pozdrawiam wszystkich.

Potret użytkownika anonimowego

A ja mam taki problem. Czuję się normalnie, gdy jestem sam, gdy jest towarzystwo większe mam napad lęku, nie wiem dlaczego;/

Potret użytkownika anonimowego

Nadanie sensu życiu może doprowadzić
do szaleństwa, ale życie bez sensu
Jest torturą niepokoju i próżnych pragnień,
jest łodzią pragnąca morza
i jednocześnie obawiającą się go.

Potret użytkownika anonimowego

jest to wina systemu ktory nas zniszczyl , ale ja sie nie poddam , nigdy , chociaz wiem ze to moze doprowadzic do szalenstwa , jedno wiem nie chce w tym uczestniczyc , w tym calym bajzlu , ktory system nam zafundowal

Potret użytkownika anonimowego

Witam wszyskich na forum!i doszłam do wnoisku ze kazdemu z was przydażyło sie to co mi:(
w kazdym z listów jest czastka mnie:( nie bede sie rozpisywac i dzielic sie z wami moimi problemami a jest ich trosze ale jesli ktos bedzie miał mnie ochote wysłuchac i poswiecic mi troszke czasu to piszcie na adres: krysiaciacho23@o2.pl pozdrawiam:!

Potret użytkownika anonimowego

NAWET NIE WIECIE CO WAM JEST !!! JA WIEM CO WAM WSZYSTKIM LUB WIĘKSZOŚCI DOLEGA BO SAM TO MIAŁEM I SIĘ WYLECZYŁEM. OPOWIEM WAM CO TO JEST. GDY MIAŁEM 18 LAT ZACZĄŁEM ĆWICZYĆ NA SIŁOWNI BRAŁEM DUŻO ODŻYWEK ITD. NASTĘPNIE BRAŁEM DŁUGI OKRES ANTYBIOTYKI NIE BĘDĘ PISAŁ OD CZEGO I W JAKIM CELU. CZUŁEM SIĘ ŚWIETNIE AŻ PO JAKIMŚ CZASIE MNIE TO DOPADŁO TZW. ZAŁAMANIE NERWOWE DEPRESJE NERWICE LĘKI MYŚLI ITD. NIC NIE MIAŁO SENSU . NIE WIEDZIAŁEM CO MI JEST WOGÓLE . DŁUGO TO TRWAŁO Z 4 LATA . I PEWNEGO RAZU ZACZĄŁEM CZYTAĆ COŚ O CHOROBACH PSYCHICZNYCH SKĄD SIĘ BIORĄ JAK TO WSZYSTKO SIĘ ZACZYNA . OTÓŻ POWODEM TEGO WSZYSTKIEGO SĄ BAKTERIE W NASZYM ORGANIZMIE LUDZIE TO SIĘ NAZYWA ZANIECZYSZCZONY ORGANIZM KTOŚ SIĘ MOŻE ŚMIAĆ ALE TO WYWOŁUJE WSZYSTKIE CHOROBY RÓWNIEŻ PSYCHICZNE ROZUMIEM JAK NP. KOMUŚ KTOŚ UMARŁ LUB JAKIEŚ WYDARZENIE ALE JAK Z DNIA NA DZIEŃ NIC SIĘ NIE DZIAŁO A NAGLE BRAK CHĘCI DO ŻYCIA TO JEST WIADOMO TZW. CANDIDA KANDYDOZA ORGANIZMU. ZOBACZCIE W LUSTERKU JAKI MACIE JĘZYK LUB RANO DO SZKLANKI WODY WYSTARCZY TROCHĘ SLINY PRZED JEDZENIEM I JAK ŚCIEKAJĄ NITKI W WODZIE TO WIADOMO CO JEST GRANE. PO PROSTU CZŁOWIEK SIĘ MYJE TYLKO NA ZEWNĄTRZ A WEWNĄTRZ ? TAK WIĘC MOŻECIE SIĘ ŚMIAĆ ALE TYLE CO JA SIĘ OCZYTAŁEM ITD. TO JUŻ WIEM CZYM TO JEST SPOWODOWANE . ŻADNE PSYCHOTROPY NIE POMOGĄ A PO CZASIE ICH BRANIA JESZCZE BĘDZIE GORZEJ ZATRUTY ORGANIZM PSYCHICZNY RÓWNIEŻ PROWADZI TO DO BŁEDNEGO KOŁOA. LEKARZE ? ODRADZAM MAŁO O TYM WIEDZĄ I NAZYWAJĄ LUDZI CHORYCH PSYCHICZNIE A PROBLEM JEST GDZIE INDZIEJ ZATRUTY ORGANIZM PRZEZ WIELE LAT ODŻYWIANIEM LEKAMI ANTYBIOTYKI PAPIEROSY NARKOTYKI ITD. TRZEBA OCZYŚCIĆ ORGANIZM U MNIE TRWAŁO TO ROK ZMIANA DIETY I WOGÓLE NA POCZĄTKU BĘDZIE CIĘŻKO CHCECIE TO WIERZCIE LUB NIE JA TEŻ MIAŁEM JUŻ TRAGICZNĄ SYTUACJĘ JAK SOBIE PRZYPOMNĘ MYŚLAŁEM ŻE TO JUŻ KONIEC A TU NAGLE JESTEM ZNÓW SOBĄ . POZDRAWIAM I POLECAM TO CO TU NAPISAŁEM JAK CHCECIE BYĆ ZNÓW SZCZĘŚLIWI . CHCESZ TO WIERZ NIE TO NIE . BŁOGOSŁAWIENI KTÓRZY UWIERZYLI A NIE WIDZIELI.

Potret użytkownika anonimowego

hyhyhy oczyścić organizm? dobre! czyli wszyscy którzy odnajdują jakieś szczęście w życiu przyklejają sobie te plastry co je reklamują w tv markecie? xD Słuchajcie ludzie, miałem taki sam problem jak Wy wszyscy. Nie mogłem się nawet odezwać w towarzystwie, nic mnie nie cieszyło i miałem zero chęci do życia. Tak jakies 4 lata. Przez cały ten okres próbowałem rozkminić jakiś złoty środek na to żeby w końcu przestać się przejmować tym co inni o mnie myślą i żeby zacząć po prostu żyć. Próbowałem naśladować różne osoby, które były moimi wzorcami. Najlepsze było to że miałem czasami takie kilkudniowe momenty kiedy rzeczywiście czułem, że żyłem. Przychodziły rzadko i trwały krótko. Ostatnio też mi się zdarzyło odnaleźć w sobie energię i przez 2 dni chodziłem po ulicach czując, że mogę zrobić wszystko a potem znowu bum! i nie mam żadnej ochoty żeby gdziekolwiek wyjść, cokolwiek zrobić czy chociaż porozmawiać o byle gó**ie z kimś z domowników. I tak już prawie się znowu popłakałem kiedy uświadomiłem sobie co jest naszym problemem. Po prostu za dużo myślimy. Ciągle się przez to martwimy i narzekamy. Zastanówcie się, czemu to zawsze idioci podrywają ładne dziewczyny? Bo oni nie myślą! Jeśli przestaniecie na chwilę myśleć, to nie znaczy że nagle staniecie się głupsi czy coś w tym stylu. Po prostu nagle staniecie się sobą. Wydaje się to głupie, ale spróbujcie! Nie macie nic do stracenia, a może Wam to pomoże. Mi pomogło. Pozdrawiam z drugiej, szczęśliwej strony życia! Więcej akcji, mniej myślenia!

Potret użytkownika anonimowego

za dużo myślimy?......coś w tym jest
zastanawiam się jak niektórym ludziom tak swobodnie i z lekkością przychodzi żyć, wyrażać się,
może właśnie dlatego że nie rozkminiają kazdego swojego ruchu i wypowiedzi tylko poprostu działają, mówią...nie tracą czasu na zbędne analizy......mają w sobie coś co ich niesie, dodaje skrzydeł, coś co jest wiarą w siebie, poczucie własnej wartości.......podstawy które powinniśmy wynieść z domu, powiniśmy.......jednak nie wszyscy mają to szczęście
ale wierze że sami tez możemy sobie te wartości wypracować, sami sobie pomóc
osobiście polecam wam serie audycji Zostaw wiadomość - Tu i teraz, traktują one o różnych ludzkich problemach, i chodź nie dają doraźnej pomocy to świetnie nakreślają problem, zadaja pytania i pokazują że nie jesteśmy osamotnieni w swych problemach
audycje te są dostępne w internecie

ja też moge się utożsamić z niektórymi wyżej widocznmi wypowiedziami
chodź i tak zrobiłam już duże postępu nad sobą, to jednak nadal czuje jakby coś mnie ograniczało, nie pozwalało w pełni realizować się, rozwijać
wiem w jakim kierunku chce pójść i mam takie mmożliwości, jednak mam jakiś problem ze sobą....nie dokońca wiem jak go rozwiązać
myśle o wizycie u psychologa, chodż sceptycznie do nich podchodze
ale nie chce już niczego robić na pół gwizdka, chcę zacząć żyć w pełni
nie gnić w sobie

powodzenia wam i sobie życze
eM

Potret użytkownika anonimowego

Rozumiem ;) miałam to samo ALE NIE MOŻESZ SOBIE WMAWIAC : BOŻE ! TO BEZ SENSU ! ŚWIT JEST GŁUPI ITP ;( ZNAJDZ SOBIE JAKIEŚ HOBBY I NIE MYSL ŻE KIEDYŚ BYŁO TAK , TAK I TAK .TERAZ JEST TERAZ I TRZEBA NIESTETY BRAC ŻYCIE JAKIE JEST ;)
A JAK SIĘ ŻLE W TOWAZYSTWIE CZUJESZ TO NIE MUSSZ NA SIŁĘ TAM BYC .
POWIEC O TYM JAKIEJŚ OSOBIE .
TO ŻE POWIESZ O TYM MAMIE LUB TACIE TO NIE ZNACZY PRZECIŻ ŻE JESTEŚ MIĘCZAK ;/
LUDZIE BĄDZDZIE POLAKAMI ;/

Potret użytkownika anonimowego

Rozumiem ;) miałam to samo ALE NIE MOŻESZ SOBIE WMAWIAC : BOŻE ! TO BEZ SENSU ! ŚWIT JEST GŁUPI ITP ;( ZNAJDZ SOBIE JAKIEŚ HOBBY I NIE MYSL ŻE KIEDYŚ BYŁO TAK , TAK I TAK .TERAZ JEST TERAZ I TRZEBA NIESTETY BRAC ŻYCIE JAKIE JEST ;)
A JAK SIĘ ŻLE W TOWAZYSTWIE CZUJESZ TO NIE MUSSZ NA SIŁĘ TAM BYC .
POWIEC O TYM JAKIEJŚ OSOBIE .
TO ŻE POWIESZ O TYM MAMIE LUB TACIE TO NIE ZNACZY PRZECIŻ ŻE JESTEŚ MIĘCZAK ;/
LUDZIE BĄDZDZIE POLAKAMI ;/

Potret użytkownika anonimowego

Witam,pierwszy raz piszę o tym na forum bo myślałem że tylko ja tak mam, jak próbuje coś gadac(przeważnie po pijaku)moim znajomym to zaczynają sie ze mnie smiac i mi dogryzac.W którejś wypowiedzi było że jest to spowodowane tym że zakonczyliśmy swoją edukację i powoli musimy wkraczac w tzw. dorosłe życie.Osobiście uważam że coś w tym jest. Moja chistoria wygląda tak. Mam 25 lat, skończyłem studia, mam kochająca dziewczynę, dobrą parcę. Jednak czuję że czegoś mi w życiu brakuje. Cały czas pamiętam czasy z przed 5, 6 laty, byłem bardzo szczęśliwym człowiekiem,twardo stąpającym po ziemi, z wielkimi marzeniami,dużo imprezowałem,robiłem żeczy na które tylko miałem ochotę,teraz prawie nic mnie nie cieszy.Dobija mnie wizja przyszłości, moja dziewczyna, chociaż ma 22 lata zaczyna powoli gadać o ślubie czym całkowicie dodaje do pieca. Jak patrze na mojego brata(29 lat,3 dzieci, nie ma na nic czasu , zmarnowana młodość, ciągłe problemy finansowe, wiecznie praca i dom) to nie dziwie się ludziom co wychodzą po papierosy i nie wracają. Kiedy studiowałem i zaliczałem kolejne egzaminy czułem się świetnie, teraz jak jestem już po studiach i pracuje to nie wiem co dalej. Mam tyle marzeń, chciałbym zrobic coś większego, nie byc przeciętny, ale jak na razie siedzę w dołku. Moja dziewczyna myśli chyba że ślub wszystko rozwiąże ale to tylko gwóźdz do trumny. Wogóle to myśle że za wcześnie wpakowałem się w związek(ja mialem 20 ona 17 lat),dla niej zostałem w swoim mieście,( może za mało się wyszalałem i terz żaluję) , zdrugiej strony to boję się ją stracic bo wiem jak ciężko teraz o dobrą dziewczynę i jak ciężka może byc samotnośc a ja nie młodnieje niestety. Większośc znajomych rozjechała się po świecie, powoli i ja o tym myśle. Wcześniej nie było weekendy żebym usiedział w domu ,teraz przeważnie z dziewczyą przed telewizorem.Czuję jak czas ucieka mi przez palce i poczucie kłucia w sercu że nic z tym nie robię.5 lat studiów zleciało mi błyskawicznie a ja dalej czuje sie jak 18 latek.Boje się tylko że będę się tak użalał ze sobą i męczył się w środku a za nim się obejrzę stracę resztki młodości i jakiekolwiek szansę na odnalezienie tego czegoś. Najbardziej boję się typowego polsiego schematu rodziny(praca, dom, dzieci,weekend papieros pod klatką i sprawdzanie czy małolaty nie porysowały mi samochodu).Jak patrze na ludzi po 30-tce w naszym kraju to od razu widac że są nieszczęśliwi(przeważnie i mówię tu o mniejszych miastach).Wyobrażam sobie że też mieli marzenia, plany ale gdzieś to przeoczyli zmarnowali szansę. Nie ma dnia żebym nie myślał o pszyszłości, bardzo boję się co będzie jak będę starszy, jakie życie mnie czeka, to myślenie mnie najbardziej dobija...
Także tak wyglądają moje odczucia, jak zagląda ktoś jeszcze na tą stronę niech napisze co sądzi na ten temat oraz jak jest u was(czy coś się zmieniło, poprawiło itp) ,pozdro

Potret użytkownika anonimowego

hmmm ja mam 23 lata i problem z tym iż za dużo myślę i rozmyślam. W danej sytuacji żyję nie myślę o tym co robię w danej chwili na imprezie jest fajnie. Ale po zaczynam myśleć to zrobiłam źle to powiedziałam nie tak tu wyszłam na kretynkę o tym będą gadać śmiać się itd. A może tak nie jest ale ja i tak myślę o tym. Druga sprawą jest to ze chyba kocham być w centrum uwagi. zawsze coś mi się dzieje mam różne wypadki. Ale nie robię tego specjalnie. jednakże moja mama stwierdziła że robię z igły widły. Bo mam bandaż np na ręce by usztywnić dłoń a że pracuje w sklepie spożywczym i jest to widać i zaczynajace się pytania co sie stało. ahh

Potret użytkownika anonimowego

mam te same problemy, co ty Kasiu (i większość forumowiczów). W tej chwili lęki są tak mocne że muszę zażywać leki antydepresyjne i na uspokojenie. mam 28 lat i zmagam się z problemem depresji od wielu wielu lat. Tylko że wcześniej nie wiedziałam gdzie i jak szukać pomocy, nie miałam też na to środków finansowych. Sytuacja teraz się zaostrzyła i z tego względu zdecydowałam się na leczenie. Po prawie miesiącu nie mogę powiedzieć że widzę jawną poprawę stanu. Zaniepokoiło mnie to, co napisał dominator, że depresja może być spowodowana przez grzyby w organizmie. Rzeczywiście kandydoza może powodować depresję (sprawdziłam w necie), ale dlaczego w takim razie lekarze specjaliści nic o tym nie mówią???? Dlaczego nie prowadzi się badań profilaktycznych???? Jeżeli nawet nie musi być to, ale może powód tej choroby, to może warto by było zrobić badania i sprawdzić???
Jeżeli jest osoba na tym forum, która coś na ten temat wie, być może jest lekarzem...?, bardzo proszę o odpowiedź.

Potret użytkownika anonimowego

Witam serdcznie zacne grono.

Szczerze wpółczuję wszystkim z Was, którymi targają liczne roztezki i rozgoryczenia. Nadzieję pokładam w wierze odnaleziania spokoju Waszch umysłów i dusz. W moim życiu również rozgrywa się nieustanna troska o uwarunkawania mego bytu, co nie ukrywam dostarcza mi często dużej dawki chaosu, poczucia bezradności, braku bezpieczeństwa, bezwartościowości. Są to bezapelacyjnie doznania przykre i bolesne. Jednakowoż uważam, że takiego typu doznania zawsze stanowią pewną wartość. Warto im się przyjżeć z różnych stron, nie tylko z czarnej perspektywu smutku. Sądzę, że każde zdarzenie w życiu stanowi swoistą jakość, która intensywnie dostarczając emocji i przeżyć wzbogaca, umacnia, uczy.
Uważam również, że wszelakie długoterminowe sztywne plany na przyszłość nie sprzyjają spokojowi duszy. Każdy plan, każdy cel który sobie wymyślimy wpędza nas podświadomie w sidła ślepych i czasem despotycznych dążeń do osiągnięcia tego co sobie założyliśmy, bo myśłimy, że osiągnięcie celu przyniesie radość i ukojenie - a tymczasem życie przepływa między palcami. Nie zakładajmy sobie sami klapek na oczy. Jedynymi osobami, które mogą Wam pomóc jesteście Wy sami, nikt inny tego za Was nie zrobi z prostego powodu - jesteście jedynymi osobami, które mają wstęp do Waszych głów. Inni mogą jedynie Wam kibicować, stanowić podporę, wsparcie.
Na koniec taka zdaje się prosta konkluzja, abyśmy wszyscy pamiętali, że każdy dzień, w którym jest nam dane żyć jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Każdy niesie coś dobrego, niezależnie od tego co się w nim wydarzy - trzeba tylko odpowiednia go zinterpretować, co niestety nie jest ławte, a i może równiez zdażyc się, że prawidłowa interpratacja będzie wymagała czasu. Nie zrażajcie się złem teraźniejszym, bo w rezultacie w przyszłości może okazać się dobrem.
Doceniajcie piękno dnia powszedniego, bowiem innego prawdziwego piękna nie ma.
' Face up... make your stand
And realise you're living in the golden years '
:)
Serdecznie pozdrawiam i życzę wielu sposobności do pogłębiania mądrości życiowej - a co za tym idzie większego rozumienia otaczającego świata. Bywajcie z zdrowiu :)

Potret użytkownika anonimowego

Witam mam 30 lat. Mi też nic nie brakuje ma kolegów,przyjaciół ale coś we mnie jakby pękło nie potrafię się śmiać ani płakać jakbym nic od życia nie chciał. Mieszkam z mamą która się przejmuje a ja jakby nie. mam takiego doła że nie wiem co robić. Nawet z sąsiadami nie rozmawiam. Bo nie wiem co powiedzieć.
Doradźcie coś będę wdzięczny

Potret użytkownika anonimowego

Urban00, mi się nie chce wychodzić z domu, odpisywać znajomym, spotykać się z nimi... Czasem próbuję - gdy uświadomię sobie, że życie mi mija, i za parę lat będę za stara, by móc zmienić coś, czego teraz nie chciałam zmieniać.
I przyjdzie starość, a ja będę żałować że nie wykorzystałam młodości, tylko spędziłam ją bezczynnie. I przyjdzie samotność. I będę żałować że nie wykazałam się większą determinacją żeby kogoś poznać, kogo mogłabym pokochać i z kim mogłabym pokonać obecną samotność...

Potret użytkownika anonimowego

Moi drodzy jesteście za bardzo nastawieni negatywnie do życia ... Cóż przeczytałem wszystkie wasze odpowiedzi i uważam, że brakuję wam pewności siebie. Prawda jest taka, że jak się nastawicie do życia, tak wam się ułoży. Najważniejsze jest mieć cel w życiu, jeżeli ktoś go niema to należy go sobie postawić! Życie bez celu jest jak kosztowanie czekolady przez papier .... Depresja zdarza się każdemu ... nie pozwólcie by was zdominowała!

Potret użytkownika anonimowego

Witam mam 30 lat i kiedyś myślałem podobnie jak Wy więc powiem tylko jedno:
przestańcie się nad sobą użalać, jeżeli Wasze życie nie ma sensu to nadajcie sens życiu innym,np pomóżcie komuś -finansowo, fizycznie lub nawet psychicznie, tyle jest ludzi wokół nas, którzy naprawdę potrzebują pomocy . I powiem jeszcze to jest za je bis te uczucie "czyjaś radość" i nie liczcie na podziękowanie i sławę za pomoc< pomagajcie w cztery oczy nie wszyscy muszą o tym wiedzieć , nie chodzi o " pomoc na pokaz " Gwarantuję Coś w serduszku się przełamie i na pewno odnajdziecie ukojenie i sens istnienia.

POWODZENIA !!!

Potret użytkownika anonimowego

Ciekawe co tu piszecie. Moja starsza siostra (22) jakiś czas temu powiedziała mi, że od kilku lat nie widzi sensu życia. Kompletnie...wmurowało mnie. Myślałam, że jest szczęśliwa, w końcu się już wyprowadziła od tych nienormalnych rodziców, jest wolna, studiuje, po prostu może robić co chce. Nie wiedziałam co jej powiedzieć. Myślę, że ludzie zwyczajnie nie wiedzą czego chcą. Najpierw uczepią się czegoś, myślą, że to będzie brama do nieba. Jak to osiągną, to dopiero się zastanawiają "po co mi to było"...
Nie czekajcie na zbawienie. Musicie sami być panami własnego życia. Uwierzcie w siebie. Jeśli nie macie sensu życia, to pomyślcie, co chcieliście kiedyś zrobić. Jakie marzenia mieliście?
Jeśli macie kasę, przez całe życie do niej dążyliście i w końcu się przekonaliście, że nie jesteście szczęśliwi, to ZRÓBCIE TO CZEGO W ŻYCIU BYŚCIE NIE ZROBILI. Jeśli nie jesteście szczęśliwi, to rzućcie wszystko! Wyjedźcie na misję, albo gdzieś gdzie jest bieda. Spójrzcie na wszystko z innej perspektywy. Zróbcie coś dla innych. CEL MA KAŻDY. Po prostu poszliście nie waszą ścieżką...
"To coś" czego szukacie samo nie przyjdzie. MUSICIE SAMI coś zrobić. Ludzie nie wiedzą czego chcą. Zaryzykujcie. Nie trzymajcie się tak zawzięcie jednego miejsca. Musicie być z siebie dumni.

Potret użytkownika anonimowego

Może jakieś grupowe terapie? A może właśnie jak zaczniemy coś robić w tym kierunku żeby pomóc takim jak my pomożemy także sobie? Najważniejsze jest to by się nie poddawać, walczyć o siebie.

Potret użytkownika anonimowego

Mialem, mam czasem podobnie do autorki. Czuje ze mi przechodzi. Od kiedy wyznalem wszystko co mnie mi po glowie chodzi, wszelkie urazy i wspomnienia z dziecinstwa zaczelo sie cos we mnie zmieniac. Przestaje sie wstydzic tego. Uznalem siebie takim jakim czuje ze jestem, przestalem kontrolowac otoczenie. Uswiadomilem sobie ze moja najwieksza potrzeba to milosc, niekoniecznie taka tylko jak w zwiazku dwojga ludzi. Przyznalem ze potrzebuje wspolczucia, ciepla, podziwu i akceptacji innych osob, dzieki temu sam takze dostrzegam ze pod tym wzgledem nie roznimy sie od siebie, nawet kiedy ktos mowi ze nikogo nie potrzebuje...
Zaczalem rozumiec o czym mowil Jezus (o ile istnial), dla mnie samoakceptacja to jedyna droga, myslalem ze nie moge byc soba bo jestem zly i bede krzywdzil innych jak moj ojciec. Po tym jak wyrzucilem z siebie poklady agresji i wszelkiego brudu nagromadzonego latami czuje sie wolny i moje relacje z innymi ukladaja sie poniewaz ja sam czuje sie w nich dobrze. Nie czuje sie bezwzglednym panem swojego losu.
Zaczalem robic to podpowiada mi przeczucie, rzucilem studia i chociaz nie mam "papierka" to czuje ze dam sobie rade.
Chce okrazyc swiat :DD

Ludzie mowcie co w was siedzi bo to nie przejdzie nigdy !!!!!!!!!!!

Potret użytkownika anonimowego

Witam może mój problem nie jest taki straszny jak wasze .. mam 17 lat wszystko zaczeło sie po tym jak rzuciła mnie dziewczyna pewnie sie wam wydaje jak 16 letni chłopak mógł kochac co on wie o miłosci itd... ale rycze za nia juz półtora roku i to nie mija czuje pustke nie wiem co robić ten zwiazek był idealny ;( mógł bym o tym napisac ksiazke ;) mam jednego przyjaciela który mi pomaga wyciaga mnie na masto itp.. tak jak napisała wyzej kolezanka byłem kiedys rozchwytywany przez znajomych teraz jest zupełnie inaczej mam wrazenie że nikt mnie nie lubi :/ Po tym jak zuciła mnie dziewczyna zaczołem palić marihuane zapominałem o niej jak byłem na bani i tak mi zostało pale to gówno do teraz codziennie. Powiedzcie mi prosze co moge ze sobą zrobić żeby poczuc sie lepiej bo jak narazie moje życie nie ma sensu :( próbowałem z innymi dziewczynami i nie wychodziło jakos nie potrafie teraz zaufac kobiecie a bardzo bym chciał poczuc sie jak wtedy. Generalnie jest tak mam patologiczną rodzine moje życie jest do bani zioło niszczy mi głowe i psychike jednym słowem ta suka zrujnowała mi życie :/ Prosze i pilną odpowiedź.

Potret użytkownika anonimowego

Kiedyś myślałam, że życie to ciągłe dążenie do sukcesu i pieniędzy. To mi wpajali rodzice, całe życie. Dobre studia, a potem zarabianie dużych pieniędzy, to przepis na szczęście. Tak więc robiłam i myślałam, że dopóki spełniam ich oczekiwania, to również spełniam się życiowo.
Czy mogłam popełnić większy błąd?

W ogóle nie poznaję siebie ostatnio, miewam głupie pomysły, zupełnie szczeniackie i nieżyciowe, a jednak czuję, że tego mi trzeba. Mało mnie obchodzi, co ludzie myślą. Kiedyś to mnie bardzo blokowało. Teraz myślę, że nie ma to w ogóle znaczenia. Potrzebuję dużej zmiany. Potrzebuję poznać nowych ludzi. Nową pracę, zupełnie nową. Nie szukam nawet dobrze płatnej, nie chcę kariery, w tym momencie potrzeba mi pracy, która mi pozwoli poznać ludzi pozbawionych jakichkolwiek wątpliwości, co do sensu życia. Takich, którzy działają impulsywnie, pozytywnych. Takich, którzy jednego dnia postanawiają przeprowadzić się na drugi koniec Polski, bo tak. Takich, których nie obchodzi to, czy ktoś jest wytatuowany, czy ma różowe włosy, czy poglądy takie, czy śmakie. Cholera, nigdy mnie to nie obchodziło. Liczy się człowiek. Nie pieniądze, nie samochody, drogie sprzęty, tylko człowiek. Satysfakcja z bycia sobą!
Cieszę się, że nie jest dla mnie za późno. Cieszę się, że pozwoliłam sobie w końcu na określenie siebie. Wiem, że nie chcę tego, co chcieli moi rodzice. Mam własny rozum i żałuję, że tak długo blokowałam, to co było we mnie.
Wiem, że rodzice chcieli dla mnie dobrze. Ale wiem też, że ja nie chcę takiego uporządkowanego życia. Chcę spontaniczności, zmian. I robię to! Zmiany są dobre, nie wiem, czemu się ich bałam. Czuję, że chcę coś zrobić, i to robię. Kiedyś nie ryzykowałam. Najgorsze, co może być. Strach przed ryzykiem. Powiem tak- nawet jak teraz ryzykuję i coś nie wyjdzie, to i tak żal jest nieporównywalnie(!) mniejszy, niż wtedy, gdy strach nie pozwolił mi na konkretne działania. Mówię wprost o uczuciach, jak coś do kogoś czuję :) To przynosi ogromną ulgę. Rodzicom również mówię, co czuję. Myślę, że zrozumieli, a nawet jeśli nie, to już nic na to nie poradzę. Taka jestem i taka chcę być... Za krótkie życie, by nie ryzykować.
Co dalej? Cóż, dzisiaj doszłam do wniosku, że chcę mieszkać w innym mieście. O godzinie 22.00 już załatwione lokum. Tak sobie beztrosko pożyję, nie chcę się spinać całe życie i tylko gonić za pieniędzmi, bo już wiem, że to mi szczęścia nie dało...NIE DAŁO.
Dużo jeszcze przede mną, ale myślę, że jestem już na tej dobrej drodze...
Życzę wszystkim najlepszego.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Kolejne pytania Co zrobić, żeby znów być sobą i pokochać życie takie, jakie jest?
Mam 20 lat. Jestem chłopakiem, z natury spokojnym. Półtora roku temu miałem wypadek samochodowy, udział w nim brała ...
Witam,   Mam 27 lat, Katarzyna. 3 miesiące temu dowiedziałam się, że znów czeka mnie walka z nowotworem. Tym ...
Witam! Mam na imię Magdalena. Mam 14 lat. Od pewnego czasu (ok.1 rok) nie chce mi się żyć. Kiedyś często chciało mi ...
Mam pewien problem: moi rodzice bardzo często się kłócą, przez jakiś czas jest normalnie, ale później budzę się w ...
Mam skończone 18-scie lat, a tak naprawdę nie mam siły już żyć. Czuję się taka samotna i przygnębiona, że już sama ...
Mam 22 lata, roczną córę i kolejne dziecko w drodze. Stany depresyjne mam od 12 roku życia. Pojawiają się i znikają, ...
Witam Państwa. Mam 31 lat. Jestem osobą samotną. Gdy miałam 5 lat matka odeszła z mężczyzną, moim wychowaniem zajęła ...
Od ok. pół roku czuję się fatalnie. Gdy zerwałam z chłopakiem, ten nie dawał mi spokoju, ciągle mnie męczył, ...
Witam, Nie jestem szczęśliwa osobą, od kiedy pamiętam zawsze szukałam dziury w całym, stawiałam sobie wysoko ...
Mam problem: praktycznie od 10 lat zawsze wszystko brałam do siebie i z reguły byłam uważana jako osoba spokojna, a ...
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica