- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Czy mam depresję? Co powinnam zrobić? Jak sobie pomóc?
Czy mam depresję? Co powinnam zrobić? Jak sobie pomóc?
Witam mam19 lat i od pewnego czasu moje samopoczucie budzi u mnie zastanowienie, z resztą nie tylko u mnie bo u moich znajomych również. Tak naprawdę wszystko zaczęło się ponad rok temu. Moja najlepsza przyjaciółka poznała chłopaka, który nie tylko zburzył naszą przyjaźń, ale spowodował, że teraz ona widzi we mnie wroga, kiedy próbowałam to wszystko jakoś wyjaśnić ubliżał mi groził itp. Kaśka (moja była przyjaciółka)teraz mnie nienawidzi, wyprowadziła się od rodziców, z którymi też jest skłócona i z nikim nie utrzymuje kontaktów. Jej chłopak z zazdrości odizolował ją od wszystkich. To wydarzenie spowodowało u mnie długotrwałe załamanie, potem do tego wszystkiego dołączyła nieszczęśliwa miłość, ale to długa historia. Przez przypadek poznałam go na gadu-gadu,okazało się, że mieszka niedaleko mnie i chodzimy w jednym mieście do szkoły... Łukasz bo tak ma na imię..w krótkim czasie zaczął traktować mnie jako swoją przyjaciółkę, zwierzał mi się itp. Czasem miałam go już naprawdę dość... Któregoś razu gdy nasza znajomość trwała już jakiś czas(oczywiście tylko przez gadu i smsy) wyznał mi, że jest nieszczęśliwie zakochany....jak się okazało w mojej koleżance ze wsi....gdy to od niego wyciągnęłam świat mi się zawalił i zrozumiałam że go kocham. Nic mu nie powiedziałam o swoich uczuciach i starałam się być mu oparciem. To trwało długo. Pewnego dnia gdy znów zaczął pisać mi o tej dziewczynie(w między czasie byliśmy już po pierwszym spotkaniu) nie wytrzymałam i napisałam mu co czuje. Było mu przykro i głupio, że nieświadomie mnie krzywdził, że mógł się domyślić itp.To wszystko spowodowało, że nasza znajomość się rozpadła..Łukasz stwierdził, że tak będzie dla mnie lepiej...Byłam strasznie załamana.... Minął miesiąc odezwałam się do niego...okłamałam, że nic już nie czuje(choć jakiś czas ja też naprawdę w to wierzyłam) i znów byliśmy przyjaciółmi.... Łukasz był z tą dziewczyną a ja akceptowałam to i cieszyłam się, że jest szczęśliwy bo nigdy nie oczekiwałam, że będziemy razem...... Nasza znajomość od początku była dziwna..nikt o niej nie wiedział.... Wszystko było ok do czasu kiedy Łukasz rozstał się z dziewczyną...nie układało się im...gdy dowiedziałam się, że jest sam znów serce zabiło mi mocniej...spotykaliśmy się dużo pisaliśmy, lecz on już nie maił dla mnie tyle czasu co wcześniej, miałam o to pretensje i często wybuchały awantury, które najczęściej ja łagodziłam choć uważałam że to on jest winny.Na dodatek zwierzył mi się pewnego razu, że kręci z siostrą swojej byłej to był straszny cios, próbowałam go od tego odwieść... Któregoś razu gdy pisaliśmy, zaczęliśmy ze sobą ostro flirtować myślałam, że może coś...i znów wyznałam mu miłość...niestety to był błąd...znów coraz mniej pisaliśmy ja się złościłam i tak ze skrajności w skrajność.Gdy nie przyszedł a na dodatek zapomniał o moich urodzinach miarka się przebrała....nie wytrzymałam napisałam mu jak się z tym wszystkim czuje, że nic na siłę i że koniec, tak też radzili mi przyjaciele gdyż nie mogli już patrzeć na moje łzy...Łukasz próbował się bronić źle odczytywaliśmy swoje emocje i ku mojemu zdziwieniu nastał prawdziwy koniec,to już będzie 3 miesiące. W tym czasie próbowałam mu pisać, żebyśmy się ostatni raz spotkali wyjaśnili sobie wszystko i rozstali w zgodzie niestety on to zlekceważył... Strasznie źle się z tym czuje,najgorsze jest to, że mieszkamy blisko siebie, często go widuje np wczoraj kupowałam na festynie piwo...nie wiedziałam, że on jest za ladą ,uśmiechał się do mnie, zagadał coś o prace podziękował i tyle....wróciłam do domu i nie mogłam opanować płaczu i myśli żeby ze sobą skończyć... Nie akceptuje siebie tego jak wyglądam(jestem przy kości) ciągle próbuje się odchudzać ale bez większych rezultatów, na brzuchu pojawiły mi się rozstępy i to mnie przytłacza... Mam 19 lat wszystkie moje przyjaciółki koleżanki maja facetów a ja jestem ciągle sama i nie wierze, że to się kiedyś zmieni..... Na dodatek moja sytuacja finansowa też nie jest za dobra...pochodzę z ubogiej rodziny mieszkam z mamą i bratem w jednym pokoju, rodzina z za ściany ciągle podstawia nam kłody... W tym roku zdałam maturę, poszłam zaocznie na studia gdyż na dzienne mnie nie stać poza tym chciałam studiować pedagogikę a to dość oblegany kierunek... Poszłam do pracy żeby odłożyć na szkołę...bo wiem, że w tej kwestii nie mogę liczyć na mamę...niestety z braku zamówień zwolnili mnie i teraz mam problem ze znalezieniem nowej co strasznie mnie dobija... Boję się, że będę musiała przez to zrezygnować ze szkoły... Mam już tego wszystkiego dość nie radze sobie z tym...już głupio mi się komukolwiek żalić bo ciągle słyszę ciesz się tym co masz...A tak naprawdę to co ja takiego mam? Na dobrego psychologa obecnie mnie nie stać poza tym nie mam odwagi. Martwi mnie, że tak bliskie i ważne dla mnie osoby nie chcą już utrzymywać ze mną jakichkolwiek relacji,szczególnie martwi mnie Łukasz...coraz częściej nachodzą mnie myśli samobójcze...lecz nie mam na to odwagi... nie chce tego robić bliskim bo wiem, że to egoistyczne...pomogę sobie ale innym? Nie chce żeby ktoś miał przezemnie wyrzuty sumienia...Nie potrafię sobie pomóc i wyjść z tego a gdzieś czuje, że uciekają mi najpiękniejsze lata...siedzę w domu słucham smutnej muzyki, nigdzie nie wychodze bo boję się, że przy znajomych znów sie rozkleję i zepsuje im zabawę. Proszę o radę...Co mam zrobić? Z góry dziękuje...pozdrawiam serdecznie.
Witam serdecznie,
Myślę, że znalazałaś się w trudnej sytuacji, gdyż z jednej strony trudno jest mieszkać, uczyć się i pracować nie mając "swojego kąta" i poczucia intymności. Z drugiej strony energię odebrała Ci nieszczęśliwa miłość i niedomknięcie relacji z przyjacielem. Trzecią trudność stanowi brak pracy, niewątpliwie stresujący. Moim zdaniem dobrze byłoby udać się do pedagoga lub psychologa szkolnego, doradcy zwodowego lub po prostu na wizytę do psychologa w Poradni Zdrowia Psychicznego. Nie znam miejsca twojego zamieszkania i uczelni, na której studiujesz, ale może warto byłoby rozważyć przeprowadzkę do innego, większego miasta, w którym miałabyś większą szansę na znalezienie pracy? Być może taka opcja wyda Ci się nie do przyjęcia, ale chciałabym Ci pokazać, że są r.óżne możliwości wyjścia z punktu, w jakim się znalazłaś. Pomyślałam o przeprowadzce ponieważ to pomogłoby Ci się usamodzielnić, zaczerpnąć nowej energii, spróbować czegoś nowego, a przy okazji poznałabyś nowych ludzi i inne niż dotychczasowe środowisko. Myślę, że z takiej perspektywy łatwiej byłoby Ci spojrzeć na obecną relację z przyjacielem. Zachęcam również do konsultacji z psychologiem, nawet jeżeli nie będzie to osoba prowadząca profesjonalną psychoterapię, warto spróbować. W PZP taką poradę uzyskasz za darmo, nie potrzebujesz również skierowania od lekarza I kontaktu. Mysli samobójcze są bardzo niepokojące i być może poza rozmową z psychologiem potrzebujesz również wsparcia farmakologicznego, żeby wyjść z psychicznego dołka i mieć więcej energii do nowych działań i realizacji planów. Dlatego gorąco namawiam do wizyty w poradni. Pamiętaj również, że okres studiów jest ciekawy i daje wiele możliwości. Trzymam kciuki i pozdrawiam!







Jeżeli chcesz mogę pomóc Ci się odchudzić. Jak komuś pomagam albo chcę to mnie każdy olewa, znam się na kulturystyce i myślę, że bym Ci pomógł chociaż z tym mój nr. gg 4926531
Dodaj nowy komentarz