4

Czy psychoterapia bez leków może mi pomóc?

Viola10

Dawno, już w Polsce miałam diagnozę - osobowość prepsychotyczna - z całym opisem z badania klinicznego i miewałam już wówczas "epizody psychotyczne", jak mi mówiła moja p. doktor. Stan mój się zdecydowanie pogorszył, co lekarz psychiatra tu, w UK, sam niedawno stwierdził. Wielorakość symptomów, częstotliwość i głębokość; zaburzenia pamięci, dezorientacja w czasie i miejscu - ostatnio nawet nie zawsze wiem, co zdarzyło się w realu, a co było w moich wizualizacjach i/lub myślach, lub może mi się przyśniło - męża się muszę czasem pytać, o czym oczywiście mówiłam lekarzowi.

Lekarz psychiatra przeprowadził godzinną rozmowę ze mną, z udziałem tłumacza na wszelki wypadek, i postawił diagnozę: osobowość neurotyczna. Powiedział, że to, że wydaje mi się, że ludzie się ze mnie naśmiewają i krytykują ma podłoże emocjonalne i jest związane z urazem z dzieciństwa, a głównie tym, że matka w taki sposób się do mnie odnosiła. Powiedział, że będę mieć terapię cognitive oraz jak radzić sobie ze stresem, i że leki wyłączamy. Ale z bólami głowy, zawrotami oraz nudnościami nie powiedział, jak mam sobie radzić. Moje omamy wzrokowe nie miały znaczenia w diagnozie, ponieważ pojawiają się głównie gdy jestem zrelaksowana i są to doznania przyjemne, np. postać anioła bądź mężczyzny w moim domu, cała kuchnia wypełniona wzorami - równoległobokami ślicznymi, lejąca się do wanny woda śpiewała ładną piosenkę, czułam obecność jakby ducha za mną, miły dotyk, wejście nagle do jakby krainy z baśni nasączonej ciszą i kolorami, miłe zapachy czasem itp.

Tylko jeden był przykry - zniekształcona moja twarz pojawiła się tuż przed moimi oczyma i powoli, jakby na siłę rozdzieliła się na kolejne dwie i wyglądało to jak ktoś, kto trzyma karty do gry w ręku. Wyglądały te twarze na cierpiące i skojarzyły mi się z cierpieniem w piekle, pojawiły się po niesamowitym uczuciu przygnębienia, wręcz nieszczęścia, które miewam prawie codziennie rano jakiś czas po obudzeniu, do pół godziny może, odkąd byłam dzieckiem, całe życie.

O zapachu m.in. gazu w zeszłym roku widocznie lekarz zapomniał, bo czas się kończył lub nie miało to znaczenia - wg mnie się ulatniał gaz, ale byli pracownicy z gazowni i nie stwierdzili tego, nikt inny tego nie czuł tylko ja i wymyśliłam, że robią to na złość, bym płaciła duże rachunki, a mąż chce ze mnie zrobić wariatkę i pewno mnie opuści, bo pewno chce wrócić do swojej ex.

Nie raz mam podejrzenia w stosunku z wieloma sprawami, w tym rzadko odnośnie zdrady, lecz dotyczącymi tego, że ktoś, np. rząd tutaj mnie śledzi, że przyjaciółka kiedyś mnie śledziła byłam pewna, że w telewizji się odnosiły reklamy i informacje do mnie - teraz już nie. Ale kiedy w komputerze była wiadomość (po angielsku): "naciśnij ten przycisk, a będziesz widziana w całym internecie na żywo, co robisz" - wyłączyłam komputer. Bałam się, ale włączyłam znowu, ale już na szczęście nie było tego i pomyślałam sobie: "mój Boże, jak to trzeba w dzisiejszym świecie uważać na wszystko, jaki ten świat jest zły i czego to ludzie nie wymyślą..."

Świat wie o mnie dużo, zna moje tajemnice prywatne itp. - tak myślę często. Słyszę jak ludzie obmawiają mnie i śmieją się, jest mi smutno i czuję się niezręcznie i kontroluję nie raz któż to, który to człowiek, ale nie widzę, tzn. widząc ludzi słyszę, ale nie mam pewności, którzy dokładnie w danym momencie mogli coś powiedzieć oraz co dokładnie mówili. Ostatnio, wg mnie, ludzie mówili przez komórki o mnie i wciąż wzywali po mnie albo karetkę albo policję, a świat był inny i głosy w tym świecie jakby przygłośnione, nawet jeśli szepty, a na przystanku autobusowym nie mogłam wręcz znieść krzyków dzieci i matek, bo tak mi się zdawało przygłośnione, jakby w głośnikach.

Oczywiście obserwowana przez kierowców bywałam stosunkowo często w pewnych okresach, ale znika ten symptom (miałam wówczas lek przeciwpsychotyczny na to) i potem wraca, jak i inne. Oczywiście doszłam też do myśli, że świat mnie nienawidzi, bo jestem inna, no i także stwierdziłam, że w takim razie i ja go nie cierpię i unikam ludzi - często mam poczucie, że nie umiem już rozmawiać, porozumiewać się z ludźmi, a i zaburzenia mowy miewam - może to tylko stres i emocje.

Dawno już miałam też tak, że gdy słowo miało ten sam dźwięk, to mówiłam inne słowo myśląc, że mówię co trzeba, spowolnienia często miewałam i mam, boję się często rozmawiać przez telefon - jakbym nie widząc osoby nie mogła się skupić i ogarnia mnie niesamowity stres, przed zaśnięciem miewam silne lęki, wizualizacje jakieś makabryczne - to dosłownie ostatnio.

Kiedyś nie mogłam się modlić, bo miałam uczucie, jakby mi zły usiadł na klatce piersiowej i zabraniał, aż w końcu poddałam się i jak się modlę to w bardzo ekspresowym tempie, z nerwami i to jest bez sensu:( Nieraz mam tak, że nie mogę iść na mszę, bo albo czuję pustkę, więc żadnej korzyści z tego, albo dostaję poczucia winy, grzechu, strachu przed karą i śmiercią, a potem przez jakiś okres jest tak, jakbym się podświadomie, niechcący sama obwiniała o wszystko, nawet o lenistwo - jeśli źle się czuję..:(

Kiedyś, dawno temu, miałam długoletni okres interesowania się religią i wnikałam w Biblię głęboko, codziennie i obsesyjnie, a nawet poszukiwałam innych dróg. Ostatnio mi się udało zdystansować wreszcie, jednak nie chodzę na mszę często i potem pewnie mogę z tego powodu się też źle poczuć, tak u mnie bywało już, bo gdy byłam bardzo młoda poczułam raz w moim sercu Jezusa, z którym porozumiałam się jakby za pomocą serca i myśli i którego prosiłam o zdrowie i chleb powszedni i obiecałam, że nigdy nie będę złym człowiekiem, ani bogatym, i że zniosę wszystkie cierpienia, jakie mi da.

Jednak najistotniejszym pytaniem lekarza było: "czy ktoś wg mnie kieruje moimi myślami, zna moje myśli, a ja znam myśli innych", na co odpowiedziałam: "nie, teraz nie, ale miałam tak, że nie, że ktoś zna moje myśli dokładnie, słowo po słowie tylko, że zna historię mojego życia, że cierpię na zaburzenia psychiczne, zna moje zamierzenia czy moje sekrety wewnętrzne". Prócz tego pewnie nie miało też znaczenia, że niedawno jeszcze świat widziałam ciemniejszy, nie mój, czułam się jak robot, sztuczna, niesamowicie nieśmiała, musiałam odtańczyć, odtupać lub odstukać jakaś nieznaną mi piosenkę, która nie wiadomo skąd się pojawiła w mojej głowie i w której najważniejsze były rytmy - czułam, że jestem jak dusza uwięziona w obcym ciele lub raczej jakiejś machinerii, robocie oraz że sprawy tego ziemskiego świata w ogóle mnie nie interesują, bo są przyziemne i że to jakiś błąd, że się urodziłam w tym świecie, tych czasach lub miejscu, bo nie pasuję absolutnie do tego świata.

Poza tym bardzo często nie widzę wyraźnie otoczenia, tylko przymglone, przyciemnione i obce, ale czasami wracam do świata żywych, do normalności - wtedy widzę otoczenie wyraźnie i nie miewam żadnych symptomów poza uczuciem przygnębienia czasami i pustki.

Moje myśli znowu słyszałam głośno ostatnio, wszystko jakby na przyspieszonych obrotach i jak na filmie i jakbym się broniła i tłumaczyła tym różnym ludziom, których słyszałam i widziałam w tych niby myślach. To były jakieś szepty, ale głośno, jakieś półsłówka i urywki zdań, których nie byłam w stanie zrozumieć lub zapamiętać, jakbym była w jakimś dziwnym stanie wtedy i tylko raz się ten "film" zatrzymał na krotko i zobaczyłam panią - połowę sylwetki, która mi powiedziała (po angielsku), że nadejdzie ciężki dla mnie okres - tak jakby mnie poinformowała i nie mogę zapomnieć tego.

Nieraz jestem w chwilach jakby zamroczenia czy coś. Nie wiem nic - jaki dzień, godzina, co się dzieje... Raz nawet zapomniałam mojej 7-letniej córki imienia na jeden dzień, a ona mieszka ze mną! A raz nie rozpoznawałam twarzy osób z rodziny męża i nie mogłam się z nimi porozumieć przez to, bo mi mówili: "ciocia, to nie ja jestem" i "to nie ja mam iść z wami" i tak w koło do jednych i tych samych osób wracałam i mówiłam, a oni to samo i nie mogłam się połapać w ogóle, a przed tym miałam tak, że przysypiałam na jawie, miewam tak już od dawna, a poza tym jeszcze gubię się nieraz w terenie znanym mi i córka mi mówi, jak mamy wracać:( Także miewałam okresy, jakbym nie istniała, a potem wracałam do świata żywych, nie wiem tylko skąd:(

EEG i CT były w normie, a neurolog powiedział, że w moim wieku (42 lata) padaczki się nie diagnozuje, no chyba, że ktoś by mnie widział jak mam jakikolwiek napad. Podwyższony nastrój, lub raczej bardzo dobre samopoczucie, występuje u mnie tylko czasem, na krótko w ciągu dnia lub na 3 dni lub tydzień, ale to jest bardzo rzadko (niestety) i ten stan wyróżnia niezwykle jasny umysł, zero lękowości a czasem jest tak, jakbym była "na haju" (narkotyków nie brałam nigdy, ale tak to odbieram i określam).

Niby mania psychotyczna (lekarz mnie wtedy nie widział, tylko zreferowałam, bo potem pamiętałam) wystąpiła rok temu, gdyż odstawiłam od razu antydepresant i L*** po tym, jak się załamałam gdy lekarz mi powiedział, że nie wiedzą co mi jest i że to powinnam im powiedzieć - płakałam długo w gabinecie, a w domu stwierdziłam, że nikt mi nie pomoże, więc muszę znaleźć sposób i wymyśliłam, że miłość jest lekiem na wszystko - zapisywałam taką teorię w zeszycie co chwila, co mi przyszło do głowy w międzyczasie nieustannego sprzątania, gdy przez kilku dni byłam niezmęczona i nie spałam prawie wcale rozwinęła się (wg mojej opinii) mania psychotyczna, ponieważ rozmawiałam za pomoc umysłu z ptaszkiem i kotkiem, mogliśmy się porozumieć, czułam się jakby w transie - cały czas otoczenie było przyciemnione itp. oraz nie miałam pojęcia zupełnie przez cały ten czas jaki jest dzień, godzina i myślałam, że co zdarzyło się wczoraj to było, np. z rok temu i odwrotnie.

Gdy wracał mąż z pracy to wpadałam w szal irytacji i darłam się niesamowicie na niego, że mnie okłamuje, co do faktów właśnie takich, i nawet nie pomagało gdy mówił, żebym popatrzyła na zegar czy kalendarz, bo z góry wiedziałam, że kłamie. Nie jadłam i nie piłam prawie, bo zapominałam cały czas co robię (to miewam dość często, poza tamtym okresem także), mówiłam szybko, krzyczałam i myślałam bardzo szybko i szybko zapisywałam w zeszycie teorie leczenia miłością, żeby ewentualnie móc kiedyś udostępnić to innym ludziom cierpiącym na świecie.

Miałam też wtedy zapachy różne z nienacka, nie dbałam o higienę właściwie:( nie wychodziłam z domu, nieustannie czyściłam mieszkanie z pasją, gotowałam z pasją, tylko nie kosztowałam nawet i nie jadłam, nie pamiętam w ogóle twarzy córki, żebym ją widziała w tym okresie czasu:( choć wiem, że jeść musiałam jej dawać, na pewno, bo bym o tym wiedziała od niej czy męża, gdyby nie...

To trwało około 3 tygodni (bo później to wiedziałam), a zorientowałam się, że jest coś nie tak ze mną dopiero gdy po zapisaniu całego zeszytu zdziwiłam się tym i próbowałam sprawdzić, czemu pisałam tak dużo i nie mogłam się skupić na czytaniu, bo głowa za szybko pracowała, a jak coś zauważyłam w ogóle to to, że się powtarzałam w treści i nie tylko oraz to, że po jednej kłótni z mężem, a raczej to ja się wydzierałam tylko nieludzkim głosem, nagle się chyba wystraszyłam, że tak wrzeszczę i zaczęłam bez powodu może płakać - strasznie po czym nagle się chyba zdziwiłam, że płaczę i zaczęłam się nagle śmiać głośno i dopiero wtedy mąż spytał, co mi się dzieje i ja byłam zgodna z nim, że coś nie tak i dopiero wówczas zarejestrowałam się do lekarza. Wystraszyłam się bardzo moim stanem i wzięłam od nowa leki, kiedy doszłam na termin lekarz już nic nie widział po mnie, tylko zreferowałam.

Lekarze od 4 lat zmieniali się, tak tu jest - uważali, że mam depresję i GAD. Teraz stwierdzono osobowość neurotyczną i jako leczenie przepisano mi terapię, którą postarają się zorganizować niebawem. Na tej wizycie u lekarza byłam dość, że tak to nazwę, kontaktowa, co przypuszczam upewniło lekarza, że nie ma podstaw do obaw, z tym, że u mnie się wszystko zmienia jak w kalejdoskopie:(

Co ja czuję (wiem) o sobie to to, że na pewno źródłem moich problemów są emocje i nadmierna wrażliwość, skłonność do depresji, przygnębienie, itp. oraz wręcz chroniczny, niesamowity stres (ostatnio już nawet zaczęło mnie trząść wewnętrznie, zwłaszcza w głowie, jakby mi się trząsł mózg jak galareta, a zewnętrznie pulsują mi czasem rytmicznie poszczególne mięśnie).

Ja nie wiem co to będzie ze mną teraz, bo przecież objawy wracają stale. Bardzo proszę eksperta o ustosunkowanie się do mojego pytania tak, by mi pomóc w zrozumieniu, co się właściwie ze mną dzieje i czy wskazane leczenie, jedynie terapia cognitive i informacyjna, jak znosić stres (która już miałam i którą mają powtórzyć, bo nie pomogła), rzeczywiście może pomoc i wystarczy, a powyżej opisane symptomy, jak znikały same to i będą znikać, a nie pogorszą się? Jak właściwie klasyfikuje się osobowość neurotyczna w ICD-10? Czy na skutek rzucenia leków (antydepresantów i przeciwlękowych) w zeszłym roku, to co wystąpiło, to była mania czy coś innego i czy to nie ma znaczenia dla historii choroby?

Proszę o pomoc, jakieś wytłumaczenie mi symptomów i uspokojenie mnie, że to leży w gestii jedynie stresu. Nie wiem - cokolwiek, muszę się jakoś uspokoić.

Odpowiedzi - Czy psychoterapia bez leków może mi pomóc?
Odpowiedź eksperta Psycholog Arleta ...


Witam!


Nie jestem lekarzem, ale zaburzenia, które Pani opisała wymagają leczenia farmakologicznego. Leki pozwolą ustabilizować Pani nastrój i normalnie funkcjonować. Dzięki odpowiedniemu leczeniu, także psychoterapia odniesie większe efekty, ponieważ Pani stan psychiczny będzie ustabilizowany.

Myślę, że powinna Pani skorzystać z rady jeszcze jednego lekarza psychiatry, żeby mieć pewność, co do diagnozy. Pani zaburzenia są poważne i zaburzają funkcjonowanie, dlatego warto opowiedzieć lekarzowi o wszystkich zauważonych objawach. Dzięki temu będzie mógł postawić trafną diagnozę i dopasować leczenie. Terapia pomoże, kiedy będzie Pani mogła się skupić na niej i nie będzie Pani miała takich problemów ze stresem i nastrojem. Podjęcie szybkich działań pozwoli zahamować rozwój zaburzeń i dać Pani szansę na normalne funkcjonowanie. 

Pozdrawiam
Zadaj pytanie ekspertowi
zdjęcie użykownika Viola10

Serdecznie dziękuję za odpowiedź. To dla mnie bardzo istotne. Niestety nie mam tu możliwości wybierania sobie lekarza w ramach podstawowego ubezpieczenia zdrowotnego ani nie mogę stawiać wymagań - który lekarz się trafi na krócej lub dłużej, takiego mi przydzielają. Muszę jakoś przeczekać z nadzieją, że któregoś dnia stąd wyjadę.

Tu są inne reguły. Tu nawet lekarz specjalista nie zajmuje się pacjentem kiedy jest potrzeba wizyty, lecz w zamian za to można jedynie pójść do lekarza ogólnego, który z resztą ma wiele uprawnień i także i on zmienia leki, po czym zawiadamia listownie specjalistę i wówczas się czeka na termin. Jeśli potrzeba szybko, to wtedy już na pewno nie można się spodziewać, że będzie to ten sam lekarz.

Lekarze zmieniają się co 6 m-cy - mi powiedział sam lekarz psychiatra, który obiecał, że będzie ze mną już on i że tylko on jest tu na stale. Widzieliśmy się w sumie trzy razy, w tym włącznie z diagnozą. Na każdej wizycie traktują mnie jakbym przyszła do nich po raz pierwszy. Nie maja pojęcia o pacjencie. Nie zaglądają w kartotekę i ze zdziwieniem pytają co i kiedy dokładnie i jeszcze żebym to ja wytłumaczyła im dlaczego się źle czuję i kiedy oraz dlaczego dobrze, wg mnie.

Ja ledwo funkcjonuję często, a już na pewno psychologiem nie jestem, by w taki sposób im pracę ułatwiać, bo gdybym wiedziała to bym walczyła. Wszystko zazwyczaj robią nerwowo i na szybko, by wymienić co jest i było wcześniej i porównać - samemu wszystko, nie interesuje ich nawet czy dobrze się czuję po danym leku, a jeśli źle się czuje to ja niestety nie zawsze wiem czy coś jest od leku, czy to się dzieje niezależnie od leku.

To jest tak, jakbym przyszła i wymyślała sobie jakieś symptomy, ponieważ zawsze reagują zdziwieniem, dosłownie. Przecież to oni wypisują leki to wiedza jakie i powinni wiedzieć co mogłoby być od leku! W każdym razie ja już na pewno nie wiem, ja nawet nie wiem często co się zdarzyło rok temu, bo myślę, że to było wczoraj i odwrotnie. Nie będę powtarzać (nie zawracam głowy, bo nie czuję się nawet dobrze z z tym, że zawracam głowę), bo pisałam i to jak najmożliwiej w skrócie w poprzednich dwóch moich zapytaniach.

To dokładnie - pomyślałam nieraz sobie - wygląda tak jakby nie wierzyli, że jestem w stanie zreferować jak się czułam, bo gdybym się źle czuła i była z symptomami psychotycznymi, to bym nie była do tego zdolna. A ja w danym momencie lub okresie czasu nie jestem zdolna, ale im więcej czasu upłynie i gdy mam mniej silne objawy, to lepiej dochodzę do siebie i mniej czasu potrzebuję, by się zorientować co się działo ze mną mniej więcej, ale gdy mam silniejsze objawy i one dłużej trwały, to tym dłuższego czasu potrzeba aż samo mi się przypomina, jakby się wyłaniało z podświadomości dużo wspomnień - wówczas dodatkowo się martwię i koło się zamyka, czyli stres znowu pociąga kolejne.

Postanowiłam, że spróbuję tak silnie się sama pilnować, by nie dochodziło do wyłączeń itp., postanowiłam sama walczyć z życiem o życie, bo lekarze tu "patrzą na zegarki", a już na pewno nie wytłumaczą nic, nie podlega dyskusji nic, nawet kierunek leczenia ani przepisywane leki - w życiu nie czułam się tak u żadnego lekarza w Polsce i nie tylko. Jednak tutaj, niestety, tak. Nieraz myślę, że może oni mają zasadę odgórną jakąś, by jak nie ma zagrożenia życia i podobnych poważnych stanów. Także dotyczy to ogólnych lekarzy i wiem, że wiele osób tutaj spotyka się z takim, a nie innym podejściem do pacjenta i skarży się bądź jest niezadowolonych co najmniej. Tak samo i dzieci traktują: jak chore - nie pokazywać się, bo zarażać mogą w ośrodku ludzi przeziębieniem:(.

Mam nadzieje uda mi się pójść do mojej lekarki w Polsce, bo ona mnie zna, to mnie uspokoi i będę przynajmniej wiedzieć w miarę na czym stoję. No i nie wpłynie na mnie źle psychicznie, bo mnie się wydaje, że lekarz psychiatra to zwłaszcza nie powinien pacjenta swoim zachowaniem dołować, no ale może się mylę.

Bardzo dziękuję za odpowiedzi wszystkie dotychczas. Jest to dla mnie znak, że powinnam poradzić się innego lekarza. Ja nie twierdzę, że powinnam dostać inną diagnozę, ale żebym została potraktowana jak człowiek - pacjent, a nie człowiek, który przychodzi im głowę zawracać. Dopóki się nie rozumie czegoś, co się z nami dzieje, nie ma się pojęcia o przyjętej strategii leczenia - jest się w nieustannie pogarszającej się trwodze. Przecież mowa o lekarzu, który powinien postarać się polepszyć, a nie pogarszać wciąż stan pacjenta, czyż nie?

Pozdrawiam i dziękuję.

zdjęcie użykownika Magda Weichert

Hej Viola! Bardzo Ci współczuję twojego odczuwania, nawet nie wiem co napisać - masz wielkie problemy, ale radzisz sobie z nimi i żyjesz, to jest godne podziwu!

Zazdroszczę Ci tych wizji aniołów, ale nie wiem czy chciałabym to widzieć, bo i tak już za dużo czuję, bym mogla jeszcze coś takiego znieść, ale odbieram to jako dużą ulgę dla ciebie i przyjemność, kiedy widzisz takie rzeczy. Nasz mózg robi z nami co chce... Trzymaj się kobitko!

Magda

zdjęcie użykownika Viola10

Tak, Magda, nasz umysl robi z nami dokladnie co chce wbrew naszej woli lecz wg mnie to najczesciej rob z nami co chce gdy jeste nasza czujnosc uspiona i sie niespodziewamy, jednak kiedy zdolamy sobie uzmyslowic ze cos jest nie tak zaraz po tej chwili mozemy walczyc.I tak cien aniola, kraina czarow Alicji, pieknie udekorowana kolorywymi wzorami kuchnia, obecnosc jakiej przyjaznej istoty- jakby ducha za plecami, dotyk czuly w lydke:),ostatnio czarny kot:), to wszytsko co nas zaskakuje wcale nie jest na dana chwile przyjemne poniewaz jest bardzo zaskakujace, najpierw sie dobrze rozgladam czy aby nie ma rzeczywiscie kogos w domu, ost szukalam kota:) z mopem ..wszytskie okna byly , sprawdzilam jescze uprzednio, zamniete i przystapilam do poszukiwan:) przerazona ze nagle mi on wyskoczy i sie przestrasze, sadzilam ze to moze kot sasiadow lub inny jakis dziki bo sa tu, wszedl sobie do domu wczesniej i byl, jak go zobaczylam syknelam na niego przestraszona szzzzzz/no bo jak nie masz kota w domu i nage ci sie pokaze to chyba normalka ze sie przerazi czlowiek/ i tak po bezowocnym przeszukaniu domu stwierdzilam ze to tylko ladny kotek i tyle:) tak jak z wzorami w kuchni- "oj jak to ladnie ktos mi kuchnie wydekorowal:))- tak by sie zrelaksowac, aniola tez szukalam bo myslalam ze moze sie myle i nie jest to ktos przyjazny lecz jakis np wlamywacz sie ukrywa itp lecz gdy nie znalazlam nikogo w domu pocieszylam sie mysla ze to na pewno jakis aniol/tak mi sie sreszta zdawalo jakby cien aniola- mezczyzny/ i ze w kazdym razie ktos dobry czuwa tu i stotne ze nie mialam zlych odczuc, wowczas nadeszla faktycznie juz taka pewnosc i ulga i takie przyjemne odczucie i poczucie bezpoieczenstwa w domu:), tak ze wszystkimi moimi dziwnymi od pewnego czasu zdarzeniami jest ze w zasadzie wiekszosc z nich odpukac jest przyjemna nawet jesli z poczatku zaskakuje, ja sadze jednak ze to jak kazdy odczuwa jakiekolwiek objawy i jak dlugo i intensywnie to zalezy bardzo indywidualnie od osobowosci podstawowego ja , rodzimego ja, danej osoby.Poniewaz na inne przykre symptomy juz dawno reagowalabym ostro....., wrogo, agresywnie i niekiedy nawet w ost chwili sie powstrzymuje, ale to co wydobywa jak najszybciej z siebie to ta moja bron- milosc do ludzi, to tak jakbym sobie np mowila, no to co nawet jesli ktos patrzy czy sie smieje czy obgaduje i jesli nawet to rzeczywiscie odnosi do mnie/tego nie miewalam 10 lat temu, to nowe/, kazdy jest tylko czlowiekiem a ludzie nie sa idealni, nie jest tez powiedziane ze kazdy musi byc perfect zdrowy itd lub reagowac zaleknionym wyrazem twarzy lub zamarwtiajacym sie/jak sadze choc siebie nie widze/ a coz to ludzi obchodzi, kazdy ma swoje problemy i takze moze miec takie momenty, kazdy moze krytykowac..bo jestesmy tylko ludzmi, mamy wady i zalety i nalezy wybaczac wszytskim bo jedynie tylko w taki sposob mozna przetrwac najciezsze momenty w zyciu a skad wiemy ile nas czeka jescze oraz nikt nie wie zdrowy czy i jego nie dopadnie cos takze, ludzie miewaja problemy psychiczne wynikajace z problemow zdrowotnych fizycznych, tarczyce, cukrzyce, miazdzyce.., mozna miec wypadek jakis i dostac rowniez objawow wiec ne powinni sie ludzie jeden z drugiego nasiewac lecz niestety nie jest wielu ludzi ktorzy sa tak wyrozumiali i nawet nie chcva wyobrazac sobie ze ktos inny na prwade cierpi, niektorzy nawet wcale nie uwazaja ze sa nie OK a sa nawet i psychopatami , lub reaguja zbyt spontanicznie i wrecz agresywnie na jakies sytuacje lecz traktowane jest to jako mlodosc itd i z wiekiem sie czlowiek uspokaja w dzialaniach/ja/ poniewaz przemysli swoje postepowanie jako nieadekwatne, poniewaz wybierze milosc jako bron choc nielatwa..a cierpienie w ciszy znosi a agresje woli obrocic w depresje/ja/, tak by krzywdy innym nie wyrzadzac a w kazdym razie niecelowo i w jak najmniejszym stopniu, nie kazdy jednak ma zamiar sie zastanawiac nad soba ..i jeslibym podtrzymywala i myslala nieustannie w ten sposob ze ludzie sa zli i swiat jest zly i wrogi i ze obmawia itd i nie brala tego jako ulomnosci ludzkie bo nie kazdy jest w stanie rozumowac dobrodusznie itp , no to na pewno bym nie jeden szpital zaliczyla do tej pory..To jest moja jedyna jedyna nadzieja i moja bron, milosc i wybaczenie/nawet jesli w danym momecie jestem zagubiona staram sie przeczekac bo wiem ze zadne objawy nie trwaja wiecznie nawet jakiekolwiek silne jakieby nie byly przejda same a im bardziej sie zrelaksujemy w damym momencie tym szybciej z tego wyjdziemy.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Kolejne pytania Czy psychoterapia bez leków może mi pomóc?
Znajoma ma częste zmiany na stroju, wybuchy gniewu. Również ma znacznie rozbudowaną wyobraźnię, co gorsza wierzy w ...
Witam! Piszę, ponieważ bardzo martwię się o moja starsza siostrę, ma 40 lat. Ostatnimi czasy wymyśla ...
Witam. Kilka miesięcy temu miałem kilka urojeń paranoidalnych i raz omam wzrokowy i notorycznie omamy zapachowe. ...
Od ponad roku spotykam się z mężczyzną, u którego stwierdzono zaburzenia schizotypowe, borderline, niedojrzałość ...
Witam wszystkich, jestem tu nowy może to forum stanie się dla mnie wybawieniem, może będę wiedział co mi jest. Od ...
Moja siostra od 4 lat mieszka z Rodzicami w małym mieście. Ma 32 lata, nie jest w żadnym związku. Wróciła z Warszawy ...
Mam 20 lat, od długiego czasu ciągle jestem zła, na przemian smutna, nie chce mi się z nikim rozmawiać, spotykać, ...
Witam. Odeszłam od męża z powodu krzywd, znęcania się psychicznego, wykorzystywania seksualnego i zdrady, nie żyję ...
Mam 25 lat, jestem wykształconą młodą kobietą, skończyłam studia wyższe, pracuje w zawodzie, dobrze zarabiam. ...
Witam. Zacznę od tego, że mam 19 lat i jestem na 1 roku studiów. Mój problem polega na tym, że mam straszne wahania ...
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica