2

Czy to aspołeczność? - nie potrafię nawiązać trwałych relacji...

byronmoreno:

Witam. Odkąd tylko sięgam pamięcią do dzieciństwa, zawsze czułem się "inny" od wszystkich rówieśników. Dobrze przypominam sobie sytuację, gdy z lekką zazdrością, ale i pogardą patrzyłem przez okno mojego pokoju na znajome dzieciaki i braci grających w "zbijaka". Już wtedy, w wieku około 8 czułem się wyobcowany, chociaż nie miałem ku temu ŻADNYCH powodów. W normalnych sytuacjach życiowych byłem postrzegany jako ruchliwy, bardzo towarzyski dzieciak z poczuciem humoru, nigdy też nie miałem problemu z tym, żeby grać w chłopakami w piłkę czy przesiadywać z grupą rówieśników pod blokiem. Wszystko działo się w mojej głowie - niby byłem wśród nich, a myślami całkiem gdzie indziej, czułem się jakbym był z 'innego świata'... Dziś mam 24 lata i jestem typem kompletnego samotnika. Mam dwóch przyjaciół, z którymi rozmawiam dosłownie o wszystkich, poza tym do swojego "świata" dopuszczam też od zawsze mamę, której zwierzyć się mogłem ze wszystkiego. Reszta najbliższego otoczenia, czyli ojciec, dwóch braci, była dziewczyna - są jakby na "poziomie" niższym od w/w mamy i przyjaciół. Z nimi mam kontakt dobry, ale nie tak dobry jak np. z matką. Pozostali ludzie, tj. "znajomi" z uczelni, moi współlokatorzy (dziś jestem studentem i mieszkam w całkiem innym mieście niż to małe miasteczko, w którym się wychowałem), koleżanki, koledzy z baru, znajomi znajomych itd.. - to wszystko ludzie, których traktuję z ogromnym dystansem. Jestem w stanie porozmawiać z takimi dalszymi 'kolegami' głównie o pogodzie, piłce i uczelni. Po parunastu minutach rozmowy tematy się kończą i czuję to towarzyszące mi od lat uczucie "co ja tu robię?". Dam przykład swoich zachowań - poszedłem do pracy (czuję ogromny opór przed poznawaniem nowych ludzi, stąd bardzo ciężko mi również rozpocząć gdzieś pracę czy zapisać się na kurs językowy, cokolwiek i gdziekolwiek trzeba poznać nowych ludzi - czuję opory) i oczywiście jako totalny autsajder przez kilka pierwszych godzin w ogóle się nie odzywałem i robiłem swoje. Dopiero inicjatywa ludzi z "brygady", w której pracowałem sprawiła, że zacząłem się otwierać. To moje typowe zachowanie - dopóki ktoś jako pierwszy nie wyciągnie do mnie ręki - czy to w chęci poznania mnie, czy przeproszenia - tak ja NIGDY nie zrobię tego jako pierwszy. Po kilku dniach w nowej pracy zaakceptowałem pracujących ze mną ludzi, a oni zaakceptowali mnie, przez co z kilkoma osobami wszedłem w bardzo dobry kontakt, co zdarzało mi się bardzo rzadko przez ostatnie lata. Autentycznie sam się sobie dziwiłem i myślałem, że przełamałem jakieś bariery w kontaktach z ludźmi, że będzie lepiej. Żeby nie było tak pięknie to wychodzi tu na jaw kolejny mój "odpał" - jak już kogoś poznam bliżej, natychmiastowo obdarzam go ogromnymi pokładami zaufania - wystarczy jednak NAJMNIEJSZY błąd tej osoby, jakieś kłamstewko, cokolwiek co zepsuło mój idealny wizerunek tej osoby i natychmiast zmieniam o nim zdanie, uznając tego kogoś za niewartego zaufania. A jak niewarty zaufania to jednocześnie trzeba go odstawić na bok i zdystansować się na jakiś poziom. Tak skończyli wszyscy moi "kumple" z pracy, po kolei. Z powyższej historii wynika coś jeszcze. Jestem osobą, która kompletnie nie znosi krytyki. Wyjątkami są osoby, które darzę szacunkiem (tzw. autorytety), a po drugie krytyka pozytywna - np. od przyjaciela, kogoś bardzo bliskiego, lub krytyka, która ma na celu zmotywowanie mnie, a nie atak na mnie (od razu wyczuwam różnicę). To samo tyczy się zresztą słuchania poleceń - odkąd pamiętam nigdy nie słuchałem się prawie nikogo i zawsze się buntowałem (tu wyjątkiem był np. mój dziadek czy kierownik w pracy - póki kogoś szanuję lub ten ktoś jest moim przyjacielem to stanę za nim murem w każdej sytuacji! Bardzo cenię sobie lojalność). Do rzeczy: pewnego dnia w pracy szef firmy zwrócił mi (niesłusznie i niesprawiedliwie) uwagę, że zamiast pracować siędzę i czytam gazetę (w firmie mamy kamery). Poczułem ogromną nienawiść do tego człowieka, mimo że wcześniej go szanowałem i tego samego dnia wziąłem torbę i już nie wróciłem do firmy. "Byle burak nie będzie mnie pouczał ani oskarżał, a wy nieudacznicy życiowi, pracujcie dla nich dalej, ja odchodzę!" - tak mniej więcej to wyglądało. A propos wyobcowania - dobrze czuję się tylko w towarzystwie zaufanych osób. Nienawidzę tzw. "integracji" czy innych spotkań grup, osób (np. studentów), którzy tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą, a gadają ze sobą, piją, bawią się. Zawsze w takich sytuacjach myślę sobie - o czym oni do cholery mogą ze sobą rozmawiać? O pogodzie, studiach, "co u Ciebie, skąd jesteś" - rozumiem, ale ileż można? Czuję w takich sytuacjach totalne zażenowanie i od dawna unikam tzw. imprez grupowych, gdzie są moi "znajomi" z uczelni, nie mówiąc już o osobach obcych. Nawet wśród kolegów, których znam od gówniarza, nie czuję sie totalnie swobodnie. Zamykam się w takim towarzystwie osób, do których mam jakiś tam dystans i jedyne o czym możemy pogadać to totalne pierdoły, jak te, które wymieniłem wcześniej. Uwielbiam natomiast spotkania w cztery oczy i dyskusje na trochę głębsze tematy niż "co tam słychać". Tyle tylko, że takie spotkania mogę organizować tylko z dwoma przyjaciółmi, których wymieniłem na początku tekstu. Stawia się wtedy na stół alkohol (niekoniecznie, ale wtedy najlepiej nam się "myśli") i rozkminia - co, dlaczego, po co - typowo egzystencjalne tematy. Obaj kumple i kilkoro ludzi w życiu mówiło mi już, że z nikim nie rozmawiali tak "głęboko" i z nikim innym nie mogą udać się ze swoim problemem jak właśnie do mnie. Może nadałbym się na psychologa? ;-) Wśród ludzi i znajomych jestem postrzegany jako osoba inteligentna i być może trochę buńczuczna, arogancka. Z jednej strony jestem typem gościa, który na wszystko ma dobry żart i ciętą ripostę, a z drugiej samotnika, który zbudował wokół siebie mur i nie pozwala nikomu dostać się bliżej. Jeśli chodzi o moje plany życiowe to oczywiście są wielkie - na pewno założę jakiś biznes, w którym to ja będę rządził, wszak nie nadaję się do pracy dla kogoś. Organizuję też i jeżdzę sam na wycieczki, takie niskobudżetowe survivalowe wypady w Europę, spanie pod balkonami i na dworcach z 5 euro w kieszeni. To też robi wrażenie na ludziach, tym bardziej, że sam nigdy o nich nie opowiadam (nienawidzę chwalenia się!), a wiadomo jak 'plotki' i informacje od osób trzecich potrafią zbudować czyjś obraz ;) Ludzie, szczególnie koleżanki widzą we mnie kompletnie niedostępnego typa. Raz jedna dziewczyna powiedziała mi (chyba miała już dosyć własnych podchodów do mnie, przy jednoczesnym moim odrzucaniu jej "zalotów" ;) [- aroganckie? nie, prawdziwe.]), że ja już zawsze będę sam, bo nie daję się poznać. Przypominam sobie jej słowa od lat przy wielu różnych sytuacjach, gdy zawiodłem sam siebie. Miała cholerną rację. Co jeszcze - bardzo szybko się nudzę. I to nie tylko ludźmi (niestety), ale dosłownie wszystkim. Miałem już tysiące planów na życie, a tylko jak zacząłem je realizować to porzucałem je, uznając, że to nie dla mnie. Studiowałem już na trzech uczelniach, trzy różne kierunki. To też nie jest coś normalnego. Jestem człowiekiem, który może nagle stwierdzić - zwalniam się! Pakuję torbę, wychodzę z firmy i nie wracam. Albo inny przykład - siedzę znudzony i nagle w głowie świta mi pomysł - "poleciałbym do Barcelony". W 5 minut rezerwuję bilet lotniczy do Barcelony i lecę dwa dni później. Czasami zdarza mi się żałować tak drastycznych i emocjonalnych 'ruchów' - np. porzucenia studiów dziennych i przeniesienia się na zaoczne (bo znalazłem super pracę! - to ta od "złego" szefa, który zwrócił mi uwagę), natomiast na dzień dzisiejszy żałuję też zwolnienia się z owej pracy, bo teraz siedzę i nic nie robię, nie mogąc znaleźć motywacji do podjęcia kolejnej pracy - w sumie po co, skoro i tak za jakiś czas (tydzień, miesiąc?) się zwolnię i tak w koło. Nie potrafię znaleźć stabilizacji w każdym aspekcie mojego życia. Zmierzając do końca - opowiem o sytuacji, która zmotywowała mnie do wejścia na to forum i napisania do Państwa. Od jakiegoś czasu rozmawiałem przez Internet z koleżanką ze studiów dziennych, które rzuciłem 2 lata temu. Będąc jeszcze na uczelni praktycznie nie rozmawialiśmy ze sobą (prawie z nikim nie rozmawiałem bliżej, mimo że miałem kilku "kolegów" i "koleżanek", byliśmy grupą kilkunastoosobową, która razem siedziała na wykładach i "nic nie robiła"). Od tematu do tematu - postanowiłem (wyczuwając też jej inicjatywę) spotkać się z nią przy okazji imprezy uczelnianej. Taaak, sam fakt, że zdecydowałem się tam iść to już sukces! Do rzeczy - trafiliśmy na siebie w klubie, siedzieliśmy obok siebie przez kupę czasu, z tym, że tak naprawdę...nic nie zrobiłem. Nawet gdy ona wyciągała mnie do tańca - odmawiałem (zawsze twierdziłem, że facet tanczący to żenada), próbowała zarzucać durne tematy, o których piszę wyżej, czyli "jak tam sesja i czy naprawdę jesteś z stąd, a stąd? Myślałam, że z Gdyni!" - Chryste drogi, szkoda było mi jej w pewnym momencie. I tu jest mój główny problem - nie potrafię zapoznawać się z ludźmi i nie tyczy się to tylko kobiet, a ludzi ogółem. Siedziałem tam około dwóch godzin, co chwilę myśląc o starym dobrym "co ja tu właściwie robię?". Z dziewczyną, którą planowałem poderwać, zamieniłem na imprezie może z kilkadziesiąt słów, że o reszcie znajomych nie wspomnę. Suche gadki, to wszystko. Co do kobiet - oczywistym jest fakt, że to facet powinien walczyć o dziewczynę, a nie odwrotnie (chociaż to też się zdarza coraz częściej). Bardzo chciałbym poznać ją bliżej, ale NIE POTRAFIĘ się przełamać i kleić gadki suchymi sloganami. Najgorzej sytuacja ma się właśnie, gdy druga osoba jest nieśmiała (tak jak ta dziewczyna) i sama też nie będzie się mi narzucać. Wiem, że to do mnie powinien należeć ruch, a i tak go nie wykonuję (i to się tyczy nie tylko tej niewiasty, ale i kilku zmarnowanych okazji na poznanie dziewczyn wcześniej). Dlaczego? Bo myślę - "co za żenada, to nie dla mnie". Impreza skończyła się tak, że siedząc mocno znudzony, wstałem nagle, pożegnałem się ze wszystkimi i wyszedłem. To była jedna z największych porażek w moim życiu. Porażka ze samym sobą. I nie jest to opowieść sfrustrowanego nastolatka, który nie potrafi zarwać dziewczyny. To jest jeden z dziesiątek czy setek przypadków w moim życiu, który tylko przelał czarę goryczy. Sytuacja miała miejsce wczoraj. Potrzebuję pomocy. Najważniejsze to znać przeciwnika, hm? Muszę wiedzieć co mi dolega, chociażby proszę o naprowadzenie mnie na medyczną stronę problemu. Jeszcze jedno, o czym nie wspomniałem wcześniej, a co może rzucić się od razu w oczy po takim opisie problemu - Ja nie odpycham od siebie ludzi i siebie od ludzi, dlatego że się ich boję, boję się co powiedzą, stresuję się w ich towarzystwie, trzęsą mi się ręce i boję się klapnąć jakąś bzdurę - nie! Przeciwnie - ja czuję się lepszy, inteligentniejszy, "a te głąby gadają o pogodzie, Chryste, co za bzdury!". Na wszystkich patrzę z góry i "to ludzie mają zabiegać o kontakt ze mną, a nie odwrotnie!: Staranie się o czyjeś względy uważam za totalne poniżenie - tyczy się to kobiet, kolegów, przepraszania szefa czy proszenie się o ocenę od profesora na uczelni. Nie? To nie! Ja wam jeszcze pokażę! - tak to wygląda w mojej głowie. W Enneagramie jestem 4w3, jeśli to jakoś pomoże dodatkowo opisać mi moją skromną osobę. Zawsze uznawałem siebie i byłem uznawany za totalnego indywidualistę. Nienawidzę pracy w grupie, zawsze czuję się lepszy i mądrzejszy od reszty. Proszę o pomoc! T.M.

Odpowiedzi - Czy to aspołeczność? - nie potrafię nawiązać trwałych relacji...
Odpowiedź eksperta Psycholog Arleta Balcerek
Witam!

Po przeczytaniu Pana listu nie mogę stwierdzić, czy cierpi Pan na zaburzenia psychiczne. Aby się tego dowiedzieć niezbędna jest bezpośrednia wizyta u specjalisty. W temacie wpisał Pan pytanie "aspołeczność?". Nie sądzę, żeby był Pan aspołeczny - potrafi Pan nawiązywać trwałe i wartościowe relacje. Uważam, że sedno problemu leży w Pana postrzeganiu innych osób. Ostatnie zdania doskonale obrazują Pana podejście do otoczenia. Łatwo Pan rezygnuje ze wszystkiego, niby się nudząc lub przestając szanować konkretną osobę. Jednak czy Pan jest zawsze i wobec wszystkich w 100% szczery? Nie ma Pan żadnych irytujących otoczenie cech oraz swoich małych sekretów czy kłamstewek? Kategoryzowanie ludzi od razu jako "buraków" czy "głąbów" nie sprzyja nawiązywaniu przyjaźni. Pisze Pan, że nie potrafi pierwszy nawiązać kontaktu z innymi ludźmi. Doskonale sam Pan wytłumaczył, dlaczego tak się dzieje, cyt. "Na wszystkich patrzę z góry" i "to ludzie mają zabiegać o kontakt ze mną, a nie odwrotnie!: Staranie się o czyjeś względy uważam za totalne poniżenie - tyczy się to kobiet, kolegów, przepraszania szefa czy proszenie się o ocenę od profesora na uczelni. Nie? To nie! Ja wam jeszcze pokażę!". Kontakty społeczne to nie tylko udowadnianie wszystkim naokoło swoich racji i poglądów, ale przede wszystkim pójście na kompromis. Warto popracować nad przekonaniami i otworzyć się na cudze poglądy. Nie musi Pan chodzić na zbiorowe imprezy, ale inni chcą i lubią. Warto wziąć to pod uwagę i zaakceptować inny niż tylko własny punkt widzenia. Czytając Pana list miałam wrażenie, że jest Pan bardzo zamkniętym na nowości i innych człowiekiem. Natomiast chcąc żyć z ludźmi trzeba poznawać ich poglądy i akceptować je. Nie oznacza to, że musi się Pan z nimi zgadzać. Warto, żeby zastanowił się Pan, co tak naprawdę Panu w obecnej sytuacji przeszkadza, bo w liście Pan tego nie zawarł. Wszyskie Pana problemy sam Pan wyjaśnił i podał ich przyczynę. Znając przyczynę można walczyć ze skutkami. Jednak to od Pana zależy, jak dalej będzie wyglądało Pana życie i relacje z ludźmi.

Pozdrawiam

Zadaj pytanie ekspertowi
Potret użytkownika anonimowego

Witaj T.M..:)

Szkoda, że znalazłam tą stronę dopiero teraz. Przeczytałam z wielką uwagą Twój post i mam dokładnie ten sam problem od pewnego czasu. Mam 17 lat, (lecz nie warto sugerować się wiekiem). Wszystko zaczęło się tak naprawdę rok temu. Bo właśnie wtedy dostałam się do nowej, wymarzonej szkoły. Zadawałam sobie sprawę, że do mojej klasy pójdę zupełnie sama i będę musiała jakoś nawiązać znajomość z obcymi ludźmi. Myśl ta mnie niemało przerażała, bo wśród obcych jestem osobą nieśmiałą i skrytą, nie potrafię się otworzyć.
Rozpoczął się wrzesień. Poznałam parę osób, włączyłam się do grona klasowej grupki, podczas gdy reszta klasy się integrowała ze sobą(chodziła na imprezy, spotykała się itp.) Dodam, że wśród bliskich znajomych, przyjaciół(a mam ich 2 wraz z moim obecnym chłopakiem) jestem osobą charyzmatyczną, wesołą, dowcipną i zabawową. Jednak gdy jest za dużo ludzi, których nie znam to znika i odgradzam się murem. Oprócz tego jestem osobą niesłychanie przewrażliwioną. Wynika to głownie z tego, że w przeszłości byłam bardzo niepewna siebie. Byłam "brzydkim kaczątkiem", lecz nie izolowałam się wtedy od rówieśników. Mimo to, niektóre sytuacje i incydenty zostawiły trwałe rany w mojej psychice i odbijają się one do dziś na moich kontaktach interpersonalnych. (wyśmiewanie, dogryzanie) Upłynął czas, dojrzałam, zmienił się mój wygląd i psychika po części w kwestii postrzegania mojego ciała. Zaczęłam być inaczej traktowana. Czuję się atrakcyjna, mam swój styl, mam świadomość, że mogę podobać się pewnej grupie mężczyzn. Jednak nienawidzę krytyki i żartów z mojej osoby, przywar. Śmieję się, ale w głębi duszy to mnie boli i za każdym razem muszę gasić ten ból, choć wiem, że często ktoś palnął coś, zupełnie nie chcąc, żebym to tak odczuła. "Skreślam" ludzi, po tym jak mnie obrażą, nawet w żartach.

Nie mam rodzeństwa. Większość czasu bawiłam się sama, początki moich problemów w gruncie rzeczy zaczęły się w zerówce. Wtedy moja wychowawczyni zadeklarowała mojej matce, że nie integruje się z grupą i mam problem ze sobą ( w nawiązywaniu kontaktów). Rodzice zawsze chronili mnie przed strasznym światem, bo byłam małą niezdarą :P, i po części im za to dziękuję. Lecz, przez wyobcowanie i brak rodzeństwa ukształtowałam się jako introwertyk, indywidualistka. Jestem osobą zdolną, nigdy nie miałam problemów z nauką, przez to odstawałam często od grupy. Zaczęłam słuchać ciężkiej muzyki, ubierać się na czarno. Rzeczywistość niekiedy mnie przytłaczała. Jednak zawsze znałam swoją wartość i dążyłam do celów.

Ostatnio dla przykładu pojechałam z nową klasą na wyjazd integracyjny. Zrozumiałam, że to, że jestem elokwentna w wypowiedzi, mam ciekawe poglądy nie wystarcza. Nie miałam o czym gadać praktycznie z nikim. Udawałam, że się świetnie bawię w towarzystwie klasy. Były owszem fajne momenty ale cały wyjazd był dla mnie przykrym wnioskiem. Nie jestem osobą , która się przechwala, nie lubię się wywyższać i poniżać innych, czy zawstydzać ich tym co mam. Nie lubię się chwalić. Trudno mi znaleźć temat do rozmowy, oczekuję otworzenia się innych, a sama jestem zamknięta. W pewnym sensie boję się potencjalnego odrzucenia, boję się, że coś palnę, że ktoś mnie nie zaakceptuje, że się komuś nie spodobam. To przykre mówić to, ale bliscy mnie tak nie postrzegają. Mało tego, oni nie wiedzą, że mam taki problem. Ja pragnę kontaktu z ludźmi, tylko nie wiem jak go uzyskać! Chcę prowadzić bujne życie i korzystać z niego na całego.

Jeśli chodzi o zainteresowania to mam ich wiele, ale nie mam w życiu żadnej pasji. Szybko się nudzę, lubię zastrzyki adrenaliny, lubię robić coś szalonego, codziennie być w innym miejscu. Jestem obecnie znudzona monotonią mojego życia. Przez to cierpi mój związek. Mój partner nie jest w stanie zrealizować wszystkich moich zachcianek, bo to dla nas obecnie nierealne! Czuję, że monotonia zabija moją radość, jaką powinnam czerpać z życia! Tymczasem życie jest dla mnie egzystencją, przeplataną niekiedy pięknymi, aczkolwiek krótkimi chwilami. Mam trudny charakter, mam zróżnicowane cechy, oprócz tego zmiany nastrojów, od płaczu potrafię przejść w śmiech, wszystko z byle powodu. Nie rozumiem sama siebie, czuję się zagubiona. Jestem ostatnio bardzo znerwicowana, nie wysypiam się jak należy, jestem osłabiona przez chorobę. Nie chcę ranić innych moim zachowaniem, bo wiem, że jestem nieznośna i trudno czasem ze mną nawiązać kontakt. Kiedyś jeszcze jakoś ogarniałam mój wewnętrzny chaos, ale teraz on urósł i chciałabym usłyszeć jakąś obiektywną opinie na podstawie zarysu mojej sytuacji.

Jeśli ktoś to przeczytał, to proszę o jakąś rozsądną odpowiedź.
Mortiszia.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Kolejne pytania Czy to aspołeczność? - nie potrafię nawiązać trwałych relacji...
Poznałam faceta, na studiach. Od początku czułam, że jest z nim coś nie tak, zdarzało się, że mnie lekceważył. W ...
Mam 25 lat. Od jakiegoś czasu nic mnie nie cieszy, mam problemy ze snem, tzn. długo nie mogę zasnąć, a rano, jak się ...
Nie wiem od czego zacząć... Mam częste bóle głowy, śnią mi się koszmary, często się budzę w nocy, mam wahania ...
Witam, Mam 19 lat i moim problemem jest moja rodzina, która ma na mnie dłuży wpływ. Mój ojciec jest biernym ...
Witam! Mam 17 lat. Podczas nauki nie potrafię się skupić, co chwilę mnie coś rozprasza, nie umiem usiedzieć nawet 15 ...
Witam. Mam 25 lat. Pomimo obaw, ale za to pełna wiary, radości, razem z chłopakiem, obecnie mężem, postanowiliśmy ...
Witam, mam 18 lat. Jestem osobą nieśmiałą, nie można powiedzieć bym miał przyjaciół, mam duży problem z ...
Od kilku dni wszystko mnie denerwuje. Nie odpowiada mi to co mówią w telewizji, co mówią rodzice. Najbardziej na tym ...
Witam. Mam 22 lata. Chyba mam objawy aspołeczne, a nawet dużej depresji. Ale nie wiem nawet, od czego zacząć, tyle ...
Witam, mam 21 lat, studiuję. Do tej pory bardzo dobrze radziłam sobie w obcym mieście. Mieszkam z chłopakiem, jakoś ...
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica