Czy to może być depresja po rozstaniu? Gdzie się udać?
2
Czy to może być depresja po rozstaniu? Gdzie się udać?
13 luty 2010
użytkownik anonimowy15.02.2010, 11:31.
Bardzo dziękuję za opinię. Chyba zgłoszę się rzeczywiście do Poradni Zdrowia Psychicznego.
Jeżeli chodzi o studia, to rzeczywiście chcę je skończyć, trudno mi tylko znaleźć motywację, bo pieniądze potrzebne - owszem, tylko nie mam perspektywy na założenie rodziny, wyjazd z kimś bliskim, wspólne mieszkanie, itp. Ja pracuję od 2 lat, studiuję zaocznie.
Ludzie, których uznawałam za przyjaciół przez wiele lat po rozstaniu jakby zniknęli - dla mnie, bo z moim ex nadal utrzymują świetny kontakt, nic się nie zmieniło. Zostałam sama, choć pojawiają się nowe bliskie osoby, ale trudniej teraz dopuścić kogoś na tyle blisko - boję się że odejdą i znów będę cierpieć, więc staram się zbytnio od nich nie uzależniać.
Wiem, że w "normalnym" stanie nie mogłabym się doczekać tego nowego etapu, zmian, itp. Teraz myślę o nich niechętnie, raczej się boję. A przyjemności typu kino, teatr, koncert, czy wycieczka - nie chcę samotnie, poczułabym się tylko gorzej nie mając z kim podzielić się wrażeniami.
Zbyt skupiłam się na moim byłym chłopaku, nie zależało mi na innych ludziach, znajomościach, nie mam też za bardzo swojego hobby. Tylko teraz nie mam energii by robić cokolwiek.
Ja również dziękuję i za poradę, i za pytanie Nikity. Jestem w identycznej sytuacji: kończę studia, prawie rok temu odszedł ode mnie chłopak. Początkowo udało mi się zacząć życie jakby od nowa, odnowiłam przyjaźnie (też zaniedbywane w trakcie trwania związku), dbałam o siebie, ale z końcem zeszłego roku wszystko się zmieniło. Jest już początek marca, miałam nadzieję, że od nowego roku będzie jeszcze lepiej, tymczasem czuję się, jakbym zapadła w letarg. Chciałabym gdzieś wyjechać, przestać czuć żal i tęsknotę, ale w domu trzymają mnie obowiązki (koniec sesji na dwóch kierunkach studiów).
Najgorsze jest chyba to, że widzę, jak moją biernością rozczarowana jest moja mama. Próbowałam opowiedzieć o tych uczuciach najlepszej (jedynej?) przyjaciółce, ale tego nie zrozumiała, miała pretensje, że zawracam jej głowę, mówiąc o tęsknocie za byłym chłopakiem.
Czuję się z tym wszystkim totalnie sama. Nie wierzę już chyba ani w miłość, ani przyjaźń. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że może nie powinnam w ogóle żyć. Jestem jakąś kosmiczną pomyłką, jak się zdaje ;)
Pozdrawiam
Bardzo dziękuję za opinię. Chyba zgłoszę się rzeczywiście do Poradni Zdrowia Psychicznego.
Jeżeli chodzi o studia, to rzeczywiście chcę je skończyć, trudno mi tylko znaleźć motywację, bo pieniądze potrzebne - owszem, tylko nie mam perspektywy na założenie rodziny, wyjazd z kimś bliskim, wspólne mieszkanie, itp. Ja pracuję od 2 lat, studiuję zaocznie.
Ludzie, których uznawałam za przyjaciół przez wiele lat po rozstaniu jakby zniknęli - dla mnie, bo z moim ex nadal utrzymują świetny kontakt, nic się nie zmieniło. Zostałam sama, choć pojawiają się nowe bliskie osoby, ale trudniej teraz dopuścić kogoś na tyle blisko - boję się że odejdą i znów będę cierpieć, więc staram się zbytnio od nich nie uzależniać.
Wiem, że w "normalnym" stanie nie mogłabym się doczekać tego nowego etapu, zmian, itp. Teraz myślę o nich niechętnie, raczej się boję. A przyjemności typu kino, teatr, koncert, czy wycieczka - nie chcę samotnie, poczułabym się tylko gorzej nie mając z kim podzielić się wrażeniami.
Zbyt skupiłam się na moim byłym chłopaku, nie zależało mi na innych ludziach, znajomościach, nie mam też za bardzo swojego hobby. Tylko teraz nie mam energii by robić cokolwiek.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam
Ja również dziękuję i za poradę, i za pytanie Nikity. Jestem w identycznej sytuacji: kończę studia, prawie rok temu odszedł ode mnie chłopak. Początkowo udało mi się zacząć życie jakby od nowa, odnowiłam przyjaźnie (też zaniedbywane w trakcie trwania związku), dbałam o siebie, ale z końcem zeszłego roku wszystko się zmieniło. Jest już początek marca, miałam nadzieję, że od nowego roku będzie jeszcze lepiej, tymczasem czuję się, jakbym zapadła w letarg. Chciałabym gdzieś wyjechać, przestać czuć żal i tęsknotę, ale w domu trzymają mnie obowiązki (koniec sesji na dwóch kierunkach studiów).
Najgorsze jest chyba to, że widzę, jak moją biernością rozczarowana jest moja mama. Próbowałam opowiedzieć o tych uczuciach najlepszej (jedynej?) przyjaciółce, ale tego nie zrozumiała, miała pretensje, że zawracam jej głowę, mówiąc o tęsknocie za byłym chłopakiem.
Czuję się z tym wszystkim totalnie sama. Nie wierzę już chyba ani w miłość, ani przyjaźń. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że może nie powinnam w ogóle żyć. Jestem jakąś kosmiczną pomyłką, jak się zdaje ;)
Pozdrawiam
Dodaj nowy komentarz