- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Dlaczego partner "chyba" przestał mnie kochać: sercem i fizycznie?
Dlaczego partner "chyba" przestał mnie kochać: sercem i fizycznie?
Witam, ja i mój partner jesteśmy ze sobą 4 lata. Mamy po 26 lat. Zamieszkaliśmy razem po roku znajomości. Byliśmy bardzo udaną i szczęśliwą parą. Bardzo się kochaliśmy, planowaliśmy wspólne życie. Ja byłam wszystkim dla mojego partnera, a on był wszystkim dla mnie. Przed naszym związkiem, każde z nas miało jednego partnera, ale przez dużo krótszy czas. W zasadzie, to razem zdobyliśmy nasze doświadczenia seksualne. W łóżku było nam cudownie. Nie mieliśmy żadnych problemów.
4 miesiące temu niespodziewanie powiedział mi, że już mnie chyba nie kocha. Myślałam, że to głupi żart. Okazało się, że to prawda. Cały świat mi się zawalił. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Do tej pory sobie nie radzę. Nie rozumiałam, co się stało. On stwierdził, że już nie czuje takiego szczęścia, jak wcześniej. Wiedziałam, że przez ostatnie miesiące miał dużo stresu, dużo pracy i to mogło tak na niego wpłynąć.
Przyznał się jednak, że spotkał się ze swoją pierwszą partnerką, z którą był kilka miesięcy i chce się z nią spotykać. Kobieta ta, zerwała z nim, zdradzała go, ale mimo to przez cały nasz związek pisała do niego, że o nim myśli i że tęskni, proponowała mu spotkania. Nie wierzyłam, że to co się dzieje, to prawda - walczyłam o nas. Przekonywałam go, że to niemożliwe, żeby przestał mnie kochać, że już mnie nie chce - przecież byliśmy tacy szczęśliwi...
Prosiłam go, żeby nie spotykał się z nią teraz, bo jego decyzja nie będzie obiektywna, bo łatwo zauroczy się tą jakże prowokującą kobietą. Powiedział, że mam rację, że przemyśli wszystko bez żadnego nowego związku, nowej osoby, że chce się nad sobą zastanowić. Wyprowadziłam się, jak chciał - codziennie ryczałam, nie mogłam spać, nie mogłam pracować, normalnie funkcjonować, umierałam z tęsknoty. Pomieszkiwałam u znajomych, czekając aż po mnie wróci. On pisał mi, że myśli o nas, że brakuje mu "dawnych nas", ale nie czuje tego, co wcześniej i musi to przemyśleć.
Około miesiąc temu ukląkł przede mną i błagał żebym wróciła, że wie, że mnie kocha, że chce być ze mną i że chce wszystko naprawić. Ucieszyłam się bardzo. Kilka dni później powiedział, że przez ten czas spotykał się z tą kobietą - od razu jak odwiózł mnie do moich znajomych, to pojechał do niej i uprawiali seks. To trwało 1,5 miesiąca, a ja w tym czasie umierałam z żalu. Mówił, że myślał wtedy o mnie, tak jak obiecał i że było mu super z nią w łóżku, ale nie czuł się szczęśliwy, nie kochał jej. Ale mówił też, że myśli o niej, że przypomina sobie to, co było między nimi. Postanowiłam dać mu szanse, szczególnie że go kocham i że obiecał, że wszystko naprawi.
Tydzień temu pod wpływem alkoholu powiedział, że kocha mnie bardzo, ale nie wie, czy potrafi być ze mną, bo nie pociągam go seksualnie, że od dawna zmuszał się do seksu ze mną, a z tamtą kobietą mógłby robić to cały czas. Powiedział, że trwa to od ok. 9 miesięcy. To było dla nie straszne. Jest do tej pory. Od 4 miesięcy moje życie nie istnieje, ja nie mogę normalnie żyć, nie mogę spać. Zabrał mi wszystko, co miałam, zabrał mi moją wartość i jako człowieka, i jako kobiety. Boję się, że za jakiś czas znów stwierdzi, że mnie nie kocha. Co mam robić? Co dzieje się z moim partnerem? Jak mam żyć dalej? :(
Witam!
Na podstawie opisanych przez Panią zdarzeń, można podejrzewać, że Pani partner jest niedojrzały emocjonalnie. Jednak nie lubię wypowiadać się na temat trzeciej osoby, nie znając jej punktu widzenia. Dlatego sugerowałabym, aby udała się Pani razem ze swoim chłopakiem do psychoterapeuty, który specjalizuje się w terapii par. Wspólne spotkania z psychologiem pomogą Państwu lepiej zrozumieć dzielący Was problem i podjąć konstruktywną pracę w kierunku jego rozwiązania. Może się jednak zdarzyć tak, że Wasze potrzeby i oczekiwania okażą się zbyt rozbieżne, aby ten związek mógł przetrwać. Jednak jeśli tak jest, to lepiej, abyście doszli Państwo do takiego wniosku w drodze terapii, niż po latach wypełnionych bólem rozczarowań.
Namawiałabym Panią, aby porozmawiała Pani ze swoim chłopakiem na temat wizji wspólnej przyszłości. Czy macie Państwo podobne plany, czy Wasze oczekiwania względem siebie nawzajem mają szansę się zrealizować? Przed taką rozmowa dobrze byłoby, aby wypisała Pani na kartce swoje potrzeby i zastanowiła się, które z nich Pani chłopak zaspokaja, a których nie. Może Pani pokazać chłopakowi swoją listę i wspólnie z nim zastanowić się, co moglibyście Państwo zrobić, aby zaspokoić pozostale Pani potrzeby. Warto byłoby, żeby Pani chłopak przygotował podobną listę, którą omówicie w następnej kolejności. Ważne jest, aby rozmowa odbyła się w atmosferze przyjaźni, aby koncentrowała się na próbie rozwiązania problemu, ale, żeby nie przemieniła się we wzajemne oskarżanie się, bo to do niczego nie prowadzi.
Pozrawiam!







Mój problem ma inne oblicza. Wydaje mi się, że mój partner przestał mnie kochać, bo mu się znudziłam. Ma zero zainteresowania mną, a ja nie wiem co robić. Karolina91.
Faceci to frajerzy.
Zgadzam się z panią psycholog. Taka zdrowa rozmowa, że tak powiem, to ''lek'' na różnice poglądowe 2 osób, na spięcia i konflikty. Rozstałem się ze swoją dziewczyną po szczerej rozmowie. Walczyłem X czasu o tę dziewczynę, chociaż fatalnie się zachowywała w stosunku do mnie. Nie, to nie. Całego życia i energii nie będę na nią tracił. Tym bardziej, że mam jakieś ambicje, chciałem, żeby była kimś, kto dzieli i radości i obowiązki wspólnie, zdobywać świat, jak to się mówi. Spokojnie i delikatnie powiedziałem, jakie mam przemyślenia, co chciałbym zmienić, często pytałem, co ona chciałaby, żeby się zmieniło, co we mnie się jej nie podoba. Powiedziała mi, że chce porównania itp. Według mnie nie doceniała moich poświęceń: częstego jeżdżenia pociągami (tylko mojego), zabierania w różne miejsca (żeby nie było nudno), szanowanie jej, jej rodzinę, ogólnie zaangażowanie w związek i dawanie dużej swobody, bo tak chciała. Kiedyś mi powiedziała, że ją przytłaczam. Zabawne, bo jak można nazwać spotykanie się raz w tygodniu, kiedy wyjeżdżała z rodzicami na wakacje to i 3 tygodnie jej nie było, na ferie. Także teraz widzę tylko, że to cwaniara była, która była wygodna, niedojrzała. Po X latach związku to jej się odwidziało. Bardzo się starałem w tym związku, doceniałem. Jest mi coraz lepiej, czasami mniej, ale wiem, że nie ma sensu tkwić w związku, w którym druga osoba nie stara się dla tej drugiej osoby. Nie warto się starać dla osoby, która nie wykazuje inicjatywy, a przede wszystkim nie ma tolerancji i szacunku, nie jest wsparciem w trudnych chwilach lub jest dla nas dobra, kiedy nam się układa, mamy dużo ''floty-pieniędzy'', mamy poważanie, jesteśmy na topie.
Co do tego, że Twojego partnera pociąga inna, to smutne. Taka poradnia może i jest jakimś środkiem. Jak zależy Tobie bardzo, to spróbuj. Tylko według mnie ostrożnie i delikatnie powinnaś obserwować jego poczynania w stosunku do Ciebie (nie szpiegować - po prostu zwracać uwagę na relację pomiędzy wami). Według mnie częstymi powodami rozstań są 2 rzeczy (to jest moja bardzo subiektywna opinia, oparta z mojego doświadczenia).
Po pierwsze: niewykazywanie inicjatywy w związku, co wiąże się z zaangażowaniem. Często takie osoby są niedojrzałe i nie ma sensu kurczowo trzymać się ich. Odwidzi im się prawdopodobnie za rok, 2, 3, kilka miesięcy, różnie to bywa. A osoby angażujące się'', wiśta wio... gdzieś z dala ode mnie, bo ja potrzebuję oddychać, dla nich dobry związek to ciężkie brzemię, a przede wszystkim chyba nie potrafią sobie poradzić z tym że są z kimś długo''.
Po drugie to: egoizm, ''szanowanie przez ech i ach swojego czasu'', przez co nie szanuje się też drugiej strony. Według mnie dobry związek polega na zaangażowaniu i luzie w związku. Według mnie egoizm jest wtedy, kiedy ktoś spotyka się ze znajomymi lub kimkolwiek, poświęca się karierze, itd., a partner jest ''od wielkiego dzwonu'', idzie w odstawkę (bo tak komuś wygodnie, np. raz na tydzień, raz na 2 tygodnie, chyba że nie ma innej możliwości np.odległość). (Tutaj jest taka kwestia że w związku na odległość 2 osoby powinny się bardziej starać, angażować). Powinien też być luz, bo chyba każdy chce mieć czas np. na popływanie na basenie lub na wyjście z ''psiapsiółą'' czy kumplem ''na browara''. Także według mnie dobry związek polega na takim zaangażowaniu, w którym chłopak i dziewczyna pielęgnują swój związek jednocześnie, mając czas dla siebie. Bycie najważniejszym dla siebie!
Synkowie mamuś, córeczki tatusiów, koleżaneczki wielu znajomych, koledzy wielu koleżanek: Ciągła walka o związek (co to znaczy walka w związku: zdobywanie partnera, pomimo że się z nim jest, nie tak że ja już mam chłopaka, dziewczynę i ja się poświęcam sobie, co to ma znaczyć???, chyba każdy odczuwa potrzebę bycia widzianym w oczach tej 2 osoby jako ''te światło'', cholercia, ruszyć swoje zacne dupsko i spędzić trochę czasu ze sobą) i inicjatywa w związku, np. różne pomysły (chyba nudno jest jak dziewczyna/chłopak chcą chodzić w 3 miejsca non stop, robić to samo). Lenistwo i cwaniactwo trzeba leczyć.
Co do byłych partnerów: według mnie nie powinno się przyjaźnić z eks, tym bardziej kiedy się ma nową dziewczynę/chłopaka. Jak ktoś nie umie się uwolnić od byłych to niech nie zawraca w głowie nowej osobie. Każdy związek to uczucia mniejsze/większe i budowanie relacji. Czy nie lepiej zaangażować się w swoim związku i zostawić przeszłość? W końcu z jakiegoś powodu zainteresowaliśmy się tym kimś nowym. Co do przeszłości, to ''nie można ciągnąć 2 srok za ogon'', to jest cwaniactwo. Odradzam takie związki, gdzie ktoś taki jest. To niech wraca do eks, jeżeli ma taką potrzebę. Nie można nikogo kurczowo trzymać za rękę. Nie, to nie po prostu. Jak ta druga osoba będzie robiła do was ''wielkie oczy'', że macie taką osobowość to się nie przejmujcie tym. To wy wtedy stawiacie na związek, w którym ważne jest zaangażowanie. Jak nowa osoba nam się nie podoba, bo w końcu chodzenie ze sobą jest po to, aby ''kogoś poznać'', to powinno się rozstać. Jeżeli ludzie zaczęliby wykazywać zainteresowanie, zaangażowanie, chęć poznawania (i walki, o której pisałem), to według mnie byłby to dobry fundament do tego, żeby być po jakimś czasie gotowym do małżeństwa. Małżeństwo powinno być takim stanem, kiedy po zauroczeniu (chcemy chłonąć i podziwiać), zakochaniu (mamy motylki w brzuchu), następuje POKOCHANIE tego kogoś. Poznajemy wady i zalety tego kogoś, wiemy jaki ten ktoś jest. Może do końca nie. Ale mamy większą możliwość na coś zajefajnego. Nie byłoby też tylu rozwodów. Ludzie często nie dostrzegają ''niedojrzałości'' u tej drugiej osoby i planują już wspólne życie. Każdy ma wolną wolę tylko później może być bardzo przykro, jak mąż poczuje powiew świeżości w ramionach innej lub żona będzie tu i tam szukać (bardzo subiektywnie dalej piszę i to jest moje zdanko na ten temat).
Napiszę teraz na temat seksu... pewnie teraz czyta to co drugi nastolatek ;d. W szkole mało mówią o seksie, to ja zabawię się w seksuologa. Dobry seks jest wtedy, kiedy 2 osoby darzą się uczuciem. Tak naprawdę nie czuje się satysfakcji z seksu bez uczuć. Niektórzy rozgraniczają seks i uczucia, ale według mnie to powinno spajać ''dojrzały'' związek. I nie przejmuj się jak on Tobie mówi, że znajduje zaspokojenie u innej. A niby czemu Twoje ciało ma być gorsze? Trywialnie napiszę, że każda ma to i tamto. Jeżeli nie stroniłaś od seksu, to nie martw się. Jak znajduje przyjemność u innej, to o uczuciach nie ma mowy. Słuszna uwaga pani psycholog, że powinno się wypisać na kartce to, co nas zadowala. Ja bym wolał powiedzieć Jej, co mi się podoba, kiedy jest okazja się kochać. Ale to chyba dlatego, że jestem rzeczowy. Oczywiście niech nastolatki nie myślą, że jak się nie jest gotowym na seks to rura i ''na chłopaka/ dziewczynę''. Seks i odpowiedzialność! Na pewno po pierwsze trzeba być dojrzałym letnie, a po drugie dojrzałym emocjonalnie. Nie kocha się naprawdę kogoś, jeżeli bliska osoba nie pociąga ją seksualnie, to raczej ''miłość Iwana do pługa'', tak bym to nazwał, ''szczeniacka miłość'', ''zauroczenie, fanatyzm kimś''. Według mnie to jest ostry kryzys kiedy on idzie do tamtej, ona do tamtego. Chyba żebyś go zaniedbywała, to wtedy bym go rozumiał... No cóż trzeba walczyć o kogoś. Nie pochwalam tego, ale nie podoba mi się, jak się kogoś zaniedbuje w rażący sposób. Najlepiej wtedy znaleźć sobie kogoś innego i tyle. Ale jak się starałaś, to nie miał powodu Ciebie zdradzać. Nie chcę Ciebie dołować kobietko, ale czasami dobrze się obudzić i dostrzec, że 2 osoba wykorzystuje partnera. Ja np. nie chciałbym ,żeby moja dziewczyna (hipotetycznie piszę) kochała mnie, ale seks był do du... dla niej. Powiedz sobie w serduchu, że od dzisiaj trzymam się pewnych zasad, w którym ktoś będzie mnie szanował tak, jak ja na to zasługuje, i sama w każdym nowym związku będę wykazywała inicjatywę i obserwowała, jak ktoś do mnie podchodzi. To się dotyczy obu płci. Ja mam prawie 22 lata, także widzisz wiek wiekowi nierówny w jako takiej dojrzałości. Cześć.
jestem bardzo zszokowana Twoją wypowiedzią i strasznie szanuje Cie i rozumiem ... wiem ze to co napisałeś było wyjęte z moich ust bardzo mi się podoba Twoja wypowiedz i z kimś takim uczuciowym mądrym i wrażliwym miło by było porozmawiać ... rzadko bywam na takich portalach ale fajnie mi się czytało coś z czym zgadzałam się w 100 % tak jakbym słuchała swojego serca :) pozdrawiam i całuje życzę dużo szczęścia .... wiem ze znajdzie się i czeka ta jedyna bo ktoś tak wrażliwy zawsze zostanie doceniony :* :* przez twoją wypowiedź uśmiecham się i wierze ze są jeszcze na świecie PRAWDZIWI MĘŻCZYŹNI :)
Witam. Pragnę nawiązać do wypowiedzi jednego z użytkowników: dlaczego uważasz, że mężczyźni są frajerami? Jestem jednym z milionów przedstawicieli rodzaju męskiego i muszę stwierdzić, że my - ja - czujemy zadawany nam ból. Kobiety także ranią, doprowadzają do skrajnych odczuć, do tego, iż tracimy sens życia :(:(:( Pozdrawiam wszystkich z bolącym serduszkiem.
Ja tez słyszałem "nie wiem czy Cie kocham", słyszałem i nie zareagowałem na jej słowa. Chodziło o mieszkanie. byliśmy ze soba 8 lat, wcześniej zdarzyło nam się rozstać ale po 3 miesiącach wróciła do mnie a w zasadzie wrócilismy do siebie. w tym czasie 3 miesięcy spotykała się z kimś innym, nie wiem czy to on ja rzucił czy ona jego. No i wróciliśmy do siebie, jej cały czas zależało na zamieszkaniu razem a ja chciałem mieszkać z nia i moim Tata u mnie w mieszkaniu. mamy 120m2 i były warunki do tego. długo się nie chciała na to zgodzić. Później zaręczyliśmy się, bez wahania przyjęła pierścionek i zamieszkaliśmy razem u mnie. "sielanka " trwała jakieś 3 miesiące, nie akceptowała Taty, wydawało mi się, że stał się wrogiem nr 1 dla niej, nie odzywała sie do niego, były tylko zdawkowe" dzien dobry" . to mieszkanie z Tata to nie był mój kaprys, miałem ku temu poważne moim zdaniem powody, których ona nie akceptowała. w Pewnym momencie po jakiejś sprzeczce po prostu położyła na stole pierścionek wzięła najpotrzebniejsze rzeczy i wróciła do mamy. Na drugi dzień przyjechała po resztę rzeczy. Byłem wściekły. kocham ją jak cos, kolejny rok po tym " zerwaniu" i oddaniu pierścionka widywaliśmy sie, chodziliśmy razem w różne miejsca. Sprawiałaa wrażenie jakbyśmy byli znów razem i wspominała o mieszkaniu, zarzucała mi ze wole mieszkac z Tata niz z nia a ona chce tylko i wyłącznie ze mna. Mówiła, że źle sie czuła u mnie, mówiła ze zawsze sie czuła ta druga osoba w moimj życiu, niewiele pomagały moje zapewnienia ze tak nie było. i nastał maj 2011 - wyjechaliśmy na weekend, mówiła "kocham Cie" mówiła "tęsknie" mówiła "dziękuję ze jesteś" w między czasie dużo czasu spędzała w delegacjach w szwajcarii, jak tam był to dziennie wieczorem rozmawialismy na gg, nie umiałem się doczekać kiedy wroci, zdarzało jej sie mówić " tesknie za Toba". następnie już było gorzej owszem widywaliśmy się ale było juz inaczej. Ja sadziłem ze jest ok i że może zrozumie mnie i moje podejscie do mieszkania, może zrozumie i zaakceptuje moje powody - nie zaakceptowala. dowiedziałem się ze "chyba mnie nie kocha" póżniej twardo słyszałem " nie kocham Cie" chociaż w twarz tego powiedzieć nie umiała. później parę dni temu nastał szok. wspominała wcześniej, że chce sobie zycie ułozyc ze chce na stałe wyjechac do szwajcarii, ze chce kogoś poznać i przyszedł 22.07. moje urodziny i pojawiła się w progu z prezentem. Stwierdziła, że czuła ,że musi w ten dzień u mnie być.to był dzień kiedy zacząłem odzyskiwać radośc i usmiech, dzień w którym samym przyjściem wlała w moje serce mnóstwo nadzei. Zaznaczyła jednak, że " "raczej nic z teog nie będzie" i "raczej mnie nie kocha". Parę dni temu dowiedziałem się, ze poznała kogoś w szwajcarii , nie wiem czy miesiac temu czy dwa. Ostatnia delegację przedłuzyła o 2 dni które spędziła z nim. powiedziała mi ze mnie nie kocha ( jego tez nie ale podoba jej sie i jest dobrym czlowiekiem) i poweidziala ze z nim jedzie na wakacje a zaraz po nich zwalnia sie z pracy i wyjezdza do niego na stale do szwajcarii a ja mam sobie kogos znalezc i byc szczesliwym. mam sie zaczac z kims spotykac. twierdiz ze jest juz za pozno aby naprawiac nasz zwaizek, ze mi nie wierzy, ze postanowila juz i ze chce jechac tam do niego. chce jechac do czlowieka i zamieszkac z nim a praktycznie w ogole go nie zna. Na wakacje wyjezdzaja razem za 2 dni. A ja? Ja siedze w domu i nie umiem tego ogarnac, slowa nie opisza tego co czuje i co sie ze mna dzieje. Swiat m isie zawalil całkowicie. Ona przestała sie zupełnie do mnie odzywać, napisałem jej list dzwoniłem wysyłałem smsy i dowiedziałem się tylko ze to co robie tylko pogarsza moja sytuacje i działa wrecz odwrotnie nizbym chciał. nie mysli o mnie o nas o probie ratowania tego zwaizku, odrzuca te mysli robi wszystko zeby nie mysleco tym. spotyka sie z innymi znajomymi. powiedziała mi wczoraj, że najchetniej juz by do tej szwajcarii pojechała. Nie wiem co ze soba zrobic, nie mam zadnego pomyslu na zycei na siebie. wiem ze chce ja odzyskac ale nie mam na to ani czasu ani pomyslu. Rozmowy nic nie daja, nie chce mnie słuchać. Jestem załamany
Dodaj nowy komentarz