- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Doły i samookaleczanie się - czy są znikąd?
Doły i samookaleczanie się - czy są znikąd?
Mam 14 lat. Nie radzę sobie z życiem... Podcinam sobie żyły... Moje myśli samobójcze nie dają mi spokoju :( Od jakiegoś czasu chodzę do szkolnego pedagoga. Niestety, nic mi to nie daje. Ten mówi, że jestem zapatrzona w siebie. Nie wiem już co mam robić. Smutek nie daje mi spokoju, a łzy płyną jak oszalałe... Nie jestem w stanie nic robić. To, co kiedyś mnie cieszyło, już teraz nie daje mi zadowolenia. Zasypiam z myślą, że być może to był mój ostatni dzień męczarni... Być może to już będzie koniec. Moje doły biorą się zwykle znikąd. Tak po prostu... jeden dzień jestem wesołą nastolatką, a na drugi dzień najchętniej nie pokazywałabym się wśród ludzi. W szkole radzę sobie dobrze. Jestem jedną z lepszych uczennic. W domu jest ok. Nie dogaduję się zbyt dobrze z mamą... Raz zobaczyła moje blizny na rękach, ale nic z tym nie zrobiła. Powiedziała tylko, że jestem głupia ;(. Już dalej tak nie mogę. Życie mnie przerasta. POMOCY ! Co mam robić? ;(
Witam serdecznie!
Niestety pana/panią pedagog najlepiej byłoby zmienić w trybie natychmiastowym. Absolutnie nie sugeruj się poradami w stylu jesteś zapatrzona w siebie. Masz poważny problem i należy go równie poważnie potraktować - sprawa ta nadaje się jednak nie dla pedagoga, ale psychoterapeuty. Powinnaś poprosić jednego ze swoich rodziców o skierowanie Cię do Poradni Zdrowia Psychicznego dla dzieci i młodzieży. Jeżeli nie masz dobrego kontaktu z rodzicami poproś o pomoc w takiej rozmowie pedagoga szkolnego.
Doły nie biorą się znikąd. To nie jest tak, że będą z Tobą do końca, że nie masz nad nimi kontroli. Trudno mi napisać coś więcej bez rozmowy z Tobą, ale psycholog, który podejmie się Twojej terapii na pewno pomoże Ci przez to wszystko przejść. Zobaczysz jak stopniowo Twoje smutki i potrzeba rozładowywania napięcia poprzez samookaleczanie się, będzie się zmniejszać.
Pozdrawiam i trzymam kciuki!








Depresja jest okropną chorobą duszy. Odbiera możliwość chęci do działania, poprawnego odbierania rzeczywistości, odbiera chęci do pracy,spotkań z ludźmi. Nie pozwala realnie myśleć i często sięga się pamięcią jak żyło się bez tej dolegliwości. Tłumaczenia innych czasami nie pomagają i lekarze także wiem jedno potrzeba akceptacji, zrozumienia , bliskich , aby wyjść z depresji.
Cześć!
Miałam dokładnie taki sam problem mając 13 lat. MIałam straszną depersje przez pół roku. Oczywiście miałam powódy. Nowa szkoła i nowe otoczenie. Byłam gnębiona w szkole za to, że lepiej się uczę i jedna z moich rówieśniczek mnie straszyła, że mnie pobije. A drugim powodem był chłopak. W tym wieku pierwszy raz się zakochałam, a on mnie zranił... Pierwszy raz coś takiego poczułam jak wtedy... Płakałam, ciełam się... z nikim nie rozmawiałam chodziłam smutna ubrana na czarno... Nie Emo... nigdy nie należałam do tej subkultury poprostu się czułam jak te kolory, w których byłam. Raz chciałam popełnić samobujstwo... Położyłam się na tory... Nie radziłam sobie z życiem... Myślałam że to za trudne... Wtedy uratowała mnie starsza kobieta kazała mi zejść z nich i krzyczała na mnie... Ja tylko powiedzialam żeby mnie zostawiła i z łzami w oczach pobiegłam do domu... tak wyglądało 10 miesięcy... potem rodzice się zorientowali że coś jest nie tak.. kazali mi mówić co się dzieje ale ja nic... Potem przyjaciółka jednego dnia powiedziała mi "Milena! Nie mogę tak na Ciebie patrzeć choć..." Zaprowadziła mnie do swojej cioci która była psychologiem... Przez trzy miesiące chodziłam do niej na wizyte... Na początku mówiłam że to nic nie da, ale po miesiącu widzialam poprawe... Moja przyjaciółka rodzina i psycholog pomogli mi wyjść z tego... Dzisiaj mam 15,5 lat i czuje się wspaniale. Jestem szczęśliwa i radze sobie z życiem... Każdy nowy dzień witam z uśmiechem... A czarne ubrania wydałam, bo mam nadzieje, że mi sie już nie przydadzą. A mgr Paulina Stolorz ma racje... Musisz się wybrać do psychiatry i nie zamykać wszystkiego w sobie...
Jeżeli chcesz porozmawiać możesz pisać: 6087535
Witam! Zajrzałam tutaj z ciekawości... Muszę przyznać, że zdziwiło mnie to, iż osoby w tak młodym wieku nie negują tego, że mają problem i szukają pomocy- podziwiam- nie jest to łatwe. Ja nie miałam tyle odwagi co Wy. Sama siebie oszukiwałam, wmawiając sobie, że nic złego się nie dzieje i że to samo minie, jak dojrzeję... Zrobiłam sobie tylko krzywdę takim podejściem do tematu. Dziś mam 24 lata i dopiero rok temu zaczęłam szukać pomocy i zaakceptowałam fakt, że mam problem- problem, z którym trzeba się zmierzyć. Czeka Was ciężka praca, jeśli rzeczywiście podejmiecie walkę z tym destrukcyjnym sposobem "radzenia"' sobie z tym co przeżywacie... ale warto! Życzę sukcesów!
Pozdrawiam i pewnie jeszcze tu zajrzę :)
szyszunia;)
Cześć.! Powiem Ci, że miałam podobny problem, lecz moim głównym powodem samookaleczenia się był alkoholizm moich wujków, bo z nimi mieszkam i niestety nie mam zbyt ciekawego życia. Jednak odkąd chodzę do pani psycholog moje życie się zmieniło... Gdy od niej wychodzę jestem napawana optymizmem. :) Wiele dla mnie zrobiła.
Na Twoim miejscu poszłabym to psychologa. A nawiązując do Twojego Pedagoga to nie wiem dlaczego pracuje z dziećmi jak w ogóle lekceważy twoje "uzależnienie", bo tak to można nazwać.
Problem samookaleczenia nie rozwiązuje problemów... Bo później, gdy będziesz chciała wyjść na plażę to jak? W długim rękawie?
Ja okaleczając się chciałam "wypchnąć" swój ból na światło dzienne... to nie jest tak, ze chciałam bardziej cierpieć. Jednak sprawiało mi to wyzwolenie.
Życzę Ci, żeby życie Cię cieszyło i żeby było wszystko w jak najlepszym stanie. ;) Pozdrawiam gorąco.
Nie dziwię ci się, mam to samo. Nie dogaduję się z moją starszą, a poza tym próbowałam się wiele razy zabić, nie poskutkowało.
Leczę się już 9 lat i wiem dokładnie jak to jest mieć taki problem. Najważniejsze to mieć z kim pogadać i mam tu na myśli jakiegoś fachowca.
MAM POWAŻNY PROBLEM. W TAMTYM ROKU PODCIĘŁAM SOBIE ŻYŁY, DO DZIŚ WIELE OSÓB O TYM NIE WIE. JUŻ TERAZ SIĘ NIE TNĘ, ALE BOJĘ SIĘ, ŻE KIEDYŚ JAK MI NERWY PUSZCZĄ ZROBIĘ TO. NIE MAM Z KIM O TYM POROZMAWIAĆ ANI POPISAĆ. BARDZO PROSZĘ O JAKIEGOKOLWIEK MAILA NA MÓJ ADRES monika5302@o2.pl
Nie wiem, co robić... Miesiąc temu mój były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku bycia razem... Był to związek na odległość, ale mimo to jest On dla mnie ważny jak nic innego! Dzięki niemu nie cięłam się 1,5 roku. Jednak po tym, gdy odszedł, znów zaczęłam to robić... Moje przyjaciółki nie chcą ze mną rozmawiać, ponieważ uważają, że to, co robię, to mój wybór. Kiedyś próbowały zaprowadzić mnie do pani pedagog, ale ja boję się o tym opowiedzieć, ponieważ mieszkam w małej miejscowości i wszyscy znają i szanują tu moich rodziców... a nie chcę popsuć im opinio... Co mam robić?
Moim zdaniem to jest chore:|
Sama pocięłam się kilka razy i to głównie przez chłopaka.....Ale teraz żałuję.........Wątpię że daję Ci to przyjemność:(
trzymaj się......Pozdro;*
Dodaj nowy komentarz