Jak pomóc siostrze, która jest w depresji, a żyje z synem w takim samym stanie?
4
Jak pomóc siostrze, która jest w depresji, a żyje z synem w takim samym stanie?
27 listopad 2009
Zofia Zielińska03.12.2009, 10:20.
Matka podejrzewa u syna chorobę psychiczną od lat, ale nigdy to nie zostało zdiagnozowane, ponieważ propozycja wizyty u lekarza wywołuje u niego napad wściekłości i kończy się trzaśnięciem drzwiami. Ona zostaje sama i drży, by sobie nie zrobił czegoś złego. To, że mężczyzna nie pracuje, to wynik lenistwa i zbyt wysokiego mniemanie o sobie, a tłumaczone nieśmiałością. Kobieta wrażliwa, delikatna, jak jego matka zniesie wszystko, byle nie było gorzej, ale sama się wykończy. Tragedia, sytuacja patowa dla tej biednej kobiety.
Witam ponownie,
wydaje mi się, że warto w tej sytuacji przemyśleć kilka możliwości postępowania.
Po pierwsze, jak już pisałem, rozumiem, że sytuacja jest niezwykle trudna. Silne emocje nie zawsze jednak bywają najlepszym doradcą. Trzeba jednak zastanowić się, jak będzie wyglądać samodzielne życie Pani bratanka. To kwestia do rozważenia raczej dla Niego, oraz pani siostry. Nawet ewentualny spadek nie starczy przecież na utrzymanie do końca życia.. Trzeba zapewnić temu Panu jakieś funkcjonowanie. Jeśli jest chory, to mógłby ubiegać się o zasiłek rehabilitacyjny, bądź rentę (czyż to nie dobry argument?).
Jeśli to nie poskutkuje, to proponowałbym wizytę domową lekarza - miałbym nadzieję, na weryfikacje stanu zdrowia bratanka oraz wsparcie i poradę co do dalszego postępowania. Pani siostrze polecałbym konsultację psychologa.
Wśród osób mających skłonności manipulacyjne czasem dochodzi do aktów agresji i zachowań zagrażających - w takich sytuacjach można wezwać policję lub pogotowie, które ma prawo dowieźć pacjenta na badanie psychiatryczne bez jego zgody. W szpitalnej izbie przyjęć rozpatruje się wówczas zasadność przyjęcia pacjenta do szpitala wbrew jego woli. Oczywiście jest to pewnego rodzaju ostateczność, niemniej jednak - warta przemyślenia.
Najlepiej byłoby omówić te sprawy ze specjalistą psychiatrą, możliwie przed planowaną wizytą domową.
Wielkie dzięki za chęć niesienia pomocy, za cenne rady. Nie wiem czy zdołam skłonić siostrę na wizytę lekarską.O konieczności myślenia o przyszłości bratanka niejednokrotnie usiłowałam rozmawiać, ale każda próba rozmowy na ten temat denerwuje siostrę. Ona jest przekonana, że nie ma ratunku dla chorej duszy syna, bo On nigdy nie zgodzi się na rozmowę z lekarzem, uważając taką propozycję za chęć robienia z Niego wariata. Wyczuwam, że siostra się Go boi, godząc się na wszystkie Jego pomysły, siedzi cichutko jak przysłowiowa "mysz pod miotłą". Ucieka w choroby, by wzbudzić w Nim litość. Po powrocie z pogrzebu mojego syna, wylądowała w łóżku, nigdzie nie wychodzi, a dzieląc ze mną ból, cierpi i z tego powodu, że syn nie był razem z nią. Płaczącym głosem mówi, że nic ją nie interesuje, że życie straciło sens i dobrze, że o niczym nie musi myśleć, bo syn "przejął całą inicjatywę w swoje ręce". Ona jest po prostu roślinką w tym domu, "podlewaną", bo daje "tlen". To okrutne.
Sama jestem pogrążona w rozpaczy po nagłe śmierci syna, człowieka pracowitego, kochającego ojca 3 dzieci. Będąc w takim stanie trudno mi być doradcą siostry, skoro nasze wcześniejsze rozmowy nie odnosiły pożądanych skutków.
Panie doktorze jeszcze raz ogromne dzięki. Postaram się w miarę możliwości, z uzyskanych rad zrobić użytek, a czy coś pozytywnego z tego wyniknie, to już zupełnie inna sprawa. Dziękuję, z poważaniem Zofia
Matka podejrzewa u syna chorobę psychiczną od lat, ale nigdy to nie zostało zdiagnozowane, ponieważ propozycja wizyty u lekarza wywołuje u niego napad wściekłości i kończy się trzaśnięciem drzwiami. Ona zostaje sama i drży, by sobie nie zrobił czegoś złego. To, że mężczyzna nie pracuje, to wynik lenistwa i zbyt wysokiego mniemanie o sobie, a tłumaczone nieśmiałością. Kobieta wrażliwa, delikatna, jak jego matka zniesie wszystko, byle nie było gorzej, ale sama się wykończy. Tragedia, sytuacja patowa dla tej biednej kobiety.
Witam ponownie,
wydaje mi się, że warto w tej sytuacji przemyśleć kilka możliwości postępowania.
Po pierwsze, jak już pisałem, rozumiem, że sytuacja jest niezwykle trudna. Silne emocje nie zawsze jednak bywają najlepszym doradcą. Trzeba jednak zastanowić się, jak będzie wyglądać samodzielne życie Pani bratanka. To kwestia do rozważenia raczej dla Niego, oraz pani siostry. Nawet ewentualny spadek nie starczy przecież na utrzymanie do końca życia.. Trzeba zapewnić temu Panu jakieś funkcjonowanie. Jeśli jest chory, to mógłby ubiegać się o zasiłek rehabilitacyjny, bądź rentę (czyż to nie dobry argument?).
Jeśli to nie poskutkuje, to proponowałbym wizytę domową lekarza - miałbym nadzieję, na weryfikacje stanu zdrowia bratanka oraz wsparcie i poradę co do dalszego postępowania. Pani siostrze polecałbym konsultację psychologa.
Wśród osób mających skłonności manipulacyjne czasem dochodzi do aktów agresji i zachowań zagrażających - w takich sytuacjach można wezwać policję lub pogotowie, które ma prawo dowieźć pacjenta na badanie psychiatryczne bez jego zgody. W szpitalnej izbie przyjęć rozpatruje się wówczas zasadność przyjęcia pacjenta do szpitala wbrew jego woli. Oczywiście jest to pewnego rodzaju ostateczność, niemniej jednak - warta przemyślenia.
Najlepiej byłoby omówić te sprawy ze specjalistą psychiatrą, możliwie przed planowaną wizytą domową.
Pozdrawiam serdecznie
Wielkie dzięki za chęć niesienia pomocy, za cenne rady. Nie wiem czy zdołam skłonić siostrę na wizytę lekarską.O konieczności myślenia o przyszłości bratanka niejednokrotnie usiłowałam rozmawiać, ale każda próba rozmowy na ten temat denerwuje siostrę. Ona jest przekonana, że nie ma ratunku dla chorej duszy syna, bo On nigdy nie zgodzi się na rozmowę z lekarzem, uważając taką propozycję za chęć robienia z Niego wariata. Wyczuwam, że siostra się Go boi, godząc się na wszystkie Jego pomysły, siedzi cichutko jak przysłowiowa "mysz pod miotłą". Ucieka w choroby, by wzbudzić w Nim litość. Po powrocie z pogrzebu mojego syna, wylądowała w łóżku, nigdzie nie wychodzi, a dzieląc ze mną ból, cierpi i z tego powodu, że syn nie był razem z nią. Płaczącym głosem mówi, że nic ją nie interesuje, że życie straciło sens i dobrze, że o niczym nie musi myśleć, bo syn "przejął całą inicjatywę w swoje ręce". Ona jest po prostu roślinką w tym domu, "podlewaną", bo daje "tlen". To okrutne.
Sama jestem pogrążona w rozpaczy po nagłe śmierci syna, człowieka pracowitego, kochającego ojca 3 dzieci. Będąc w takim stanie trudno mi być doradcą siostry, skoro nasze wcześniejsze rozmowy nie odnosiły pożądanych skutków.
Panie doktorze jeszcze raz ogromne dzięki. Postaram się w miarę możliwości, z uzyskanych rad zrobić użytek, a czy coś pozytywnego z tego wyniknie, to już zupełnie inna sprawa. Dziękuję, z poważaniem Zofia
Zawsze trzeba pomagać swojej siostrze. Ja nadal pomagam, ona mi też. Dziękuje mówi Dorota.
Dodaj nowy komentarz