niestety nie potrafie sobie poradzic sam ze soba, minelo juz 3 lata a ja nadal chodze mysle o niej. Czuje sie mega zdolowany , ciezko mi sie na czyms skupic, zycie mi sie zawalilo i stracilo sens. Zaczalem wszystko negowac i kpic z prawie wszystkiego . Probowalem sportu ale pomaga tylko na chwile.
Psycholog Marta Mauer-Włodarczak03.10.2009, 21:20.
Myślę, że niegłupim rozwiązaniem, w Pana sytuacji, byłaby wizyta u psychoterapeuty. Psychoterapia naprawdę działa, proszę mi wierzyć. Czasem wystarczy, że terapeuta nakieruje nas na trochę inny sposób myślenia, a cały świat od razu zaczyna wyglądać inaczej. Myślę, ze warto spróbować.
Zgadzam się z Panią Magister... Byłam w związku 5 lat, jestem DDA, więc poświęciłam temu mężczyźnie całą siebie, porzuciłam wszystko, przyjaciół, olałam rodzinę, nawet pracę znalazłam obok jego domu, by móc być wciąż z nim... Rozstaliśmy się, mineły prawie 2 miesiące, po 2 tygodniach od rozstania, gdy nie widziałam sensu życia i nie wyobrażałam sobie życia bez niego, poszłam do psychologa. Pani psycholog kazała mi pisać o tym co mnie boli, co do niego czuję, jak bardzo mi go brakuje itd... było bardzo trudno, znowu przychodziły mroczne myśli... Wysłano mnie do psychiatry, okazało się, że mam depresję, spowodowaną tym, że moje życie się zmieniło, że brak w mym życiu, tego "jedynego" z którym chciałam stworzyć wspólny dom i być zawsze z nim, do końca.... Tzw Zespół adaptacyjny obniżonego nastroju. Miałam brać psychotropy, ale... wiem że sobie poradzę, co tydzień chodzę do psychologa i już się tego nie wstydzę, wręcz przeciwnie- jestem z tego dumna, gdyż staram się sobie pomóc... Wiem, że kiedyś zaświeci słońce, mimo, że narazie jest bardzo pochmurno! Musimy żyć dalej i otwierać się na nowe doświadczenia. A kto wie co los przyniesie? Wierzę w to że kiedyś jeszcze będę szczęśliwa, choć na razie jedyne o czym marzę to wtulić się w jego ramiona... Więc rozumiem Cię i trzymam za Ciebie i za wszystkich, którzy są, lub będą w tak bolesnych sytuacjach kciuki. :) Głowa do góry, poradzimy sobie!
Opuściła mnie najwspanialsze stworzenie świata....... wyjechałem do rodzinnego domu, aby sobie krzywdy nie zrobić.. mam nadzieję ją odzyskać, nie wiem czy się uda.. Na razie piję i plączę na zamian, ból nie do zniesienia.
Ludzie, jak się kochacie, szanujcie się nawzajem i doceniajcie to co macie, bo tak łatwo wszystko stracić przez własne głupie zachowanie i odzwyczajenie się do kochanej osoby.
Jak można kogoś kochać a jednocześnie nienawidzić?
Moja sytuacja jest beznadziejna, jesteśmy razem już 3 lata mieszkamy razem, a on nagle stwierdził, że go oszukuje ale w czym to już mi nie powiedział rzucił tylko hasło że powinnam wiedzieć o co chodzi i mieć choć trochę odwagi by się przyznać. Tylko, że ja nic a nic złego nie zrobiłam ani go nie zdradziłam, ani nie okłamałam.
I tak już cały tydzień to trwa. Prosiłam żeby mi powiedział i wymuszałam to na nim a on swoje i swoje.
Jedyna myśl jaka mi przychodzi do głowy to taka, że ma mnie już dość, tylko nie wie jak mi to powiedzieć żeby nie zranić i czeka aż ja nie wytrzymam i sama odejdę.
Pomóżcie co tu zrobić?
niestety nie potrafie sobie poradzic sam ze soba, minelo juz 3 lata a ja nadal chodze mysle o niej. Czuje sie mega zdolowany , ciezko mi sie na czyms skupic, zycie mi sie zawalilo i stracilo sens. Zaczalem wszystko negowac i kpic z prawie wszystkiego . Probowalem sportu ale pomaga tylko na chwile.
Myślę, że niegłupim rozwiązaniem, w Pana sytuacji, byłaby wizyta u psychoterapeuty. Psychoterapia naprawdę działa, proszę mi wierzyć. Czasem wystarczy, że terapeuta nakieruje nas na trochę inny sposób myślenia, a cały świat od razu zaczyna wyglądać inaczej. Myślę, ze warto spróbować.
Zgadzam się z Panią Magister... Byłam w związku 5 lat, jestem DDA, więc poświęciłam temu mężczyźnie całą siebie, porzuciłam wszystko, przyjaciół, olałam rodzinę, nawet pracę znalazłam obok jego domu, by móc być wciąż z nim... Rozstaliśmy się, mineły prawie 2 miesiące, po 2 tygodniach od rozstania, gdy nie widziałam sensu życia i nie wyobrażałam sobie życia bez niego, poszłam do psychologa. Pani psycholog kazała mi pisać o tym co mnie boli, co do niego czuję, jak bardzo mi go brakuje itd... było bardzo trudno, znowu przychodziły mroczne myśli... Wysłano mnie do psychiatry, okazało się, że mam depresję, spowodowaną tym, że moje życie się zmieniło, że brak w mym życiu, tego "jedynego" z którym chciałam stworzyć wspólny dom i być zawsze z nim, do końca.... Tzw Zespół adaptacyjny obniżonego nastroju. Miałam brać psychotropy, ale... wiem że sobie poradzę, co tydzień chodzę do psychologa i już się tego nie wstydzę, wręcz przeciwnie- jestem z tego dumna, gdyż staram się sobie pomóc... Wiem, że kiedyś zaświeci słońce, mimo, że narazie jest bardzo pochmurno! Musimy żyć dalej i otwierać się na nowe doświadczenia. A kto wie co los przyniesie? Wierzę w to że kiedyś jeszcze będę szczęśliwa, choć na razie jedyne o czym marzę to wtulić się w jego ramiona... Więc rozumiem Cię i trzymam za Ciebie i za wszystkich, którzy są, lub będą w tak bolesnych sytuacjach kciuki. :) Głowa do góry, poradzimy sobie!
Pozdrawiam- Ania!
Opuściła mnie najwspanialsze stworzenie świata....... wyjechałem do rodzinnego domu, aby sobie krzywdy nie zrobić.. mam nadzieję ją odzyskać, nie wiem czy się uda.. Na razie piję i plączę na zamian, ból nie do zniesienia.
Ludzie, jak się kochacie, szanujcie się nawzajem i doceniajcie to co macie, bo tak łatwo wszystko stracić przez własne głupie zachowanie i odzwyczajenie się do kochanej osoby.
Jak można kogoś kochać a jednocześnie nienawidzić?
Moja sytuacja jest beznadziejna, jesteśmy razem już 3 lata mieszkamy razem, a on nagle stwierdził, że go oszukuje ale w czym to już mi nie powiedział rzucił tylko hasło że powinnam wiedzieć o co chodzi i mieć choć trochę odwagi by się przyznać. Tylko, że ja nic a nic złego nie zrobiłam ani go nie zdradziłam, ani nie okłamałam.
I tak już cały tydzień to trwa. Prosiłam żeby mi powiedział i wymuszałam to na nim a on swoje i swoje.
Jedyna myśl jaka mi przychodzi do głowy to taka, że ma mnie już dość, tylko nie wie jak mi to powiedzieć żeby nie zranić i czeka aż ja nie wytrzymam i sama odejdę.
Pomóżcie co tu zrobić?
Dodaj nowy komentarz