Byłam w związku 7 lat. Rozstaliśmy się 3 miesiące temu. Mieszkaliśmy 5 miesięcy. Wróciłam do rodziców. Też mam do siebie wielki żal. Uważam, że z mojej winy się rozstaliśmy. Też miałam fochy, marudziłam, czasami czepiałam się o byle co. Miałam dwie prace, nasze drogi rozeszły się i nawet tego nie zauważyłam. Tylko, że mój partner jeździł do rodziców i o wszystkim im mówił, narzekał na mnie, zamiast ze mną o wszystkim porozmawiać. W ciągu tych 5 miesięcy dużo w moim życiu zaczęło się dziać, byłam nerwowa, miałam ważne egzaminy. Dodam, że jego rodzice zaczęli buntować go przeciwko mnie. Żeby mnie zostawił jak ma się męczyć. Wiem, że źle robiłam, mogłam z nim rozmawiać. Mam do siebie żal, ale z drugiej strony, czy facet 35-letni nie powinien mieć innego podejścia do życia, partnerstwa, tylko żalić się rodzicom?
Witaj
mam identyczny problem, nawet wiek partnera sie zgadza. Bylam w zwiazku 2,5 roku, ostatnie 10 m-cy mieszkalismy razem (w mojej małej kawalerce) starałam jak najlepiej wywiazywac sie z roli "gospodyni", owszem czasami sie kłóciliśmy ale to przeciez normalne ! Moj partner tez był bardzo blisko związany z matka, wszystko jej opowiadał a ona i brat strasznie go podburzali, nie kryjac wrogosci wobec mojej osoby. Posunęli sie nawet do nocnego nalotu na moje mieszanie i ubliżania mi. On stał sie nerwowy, zaczął sie odsuwać ode mnie, dreczony poczuciem winy ze robi cos wbrew woli matki. Ja stawałam sie coraz bardziej nerwowa, płaczliwa, sfrustrowana, nie było juz między nami bliskości ani czułości. Zaczęłam czepiać sie różnych rzeczy, kłociliśmy sie.. gdy płakałam on sie wkurzał, gdy próbowałam rozmawiać on sie obrażal. Wyjechał do mamy na Swieta... mie zadzwonił przez 2 dni, na 3 dzien pokłócilismy sie przez telefon... i juz nie wrócil :( prosiłam, błagałam... usłyszałam ze to moja wina, że juz ma mnie dosyć, że juz mnie nie chce :((( To juz ponad miesiąc a ja nadal go kocham, nie moge pogodzić sie z mysla ze to koniec, tak bardzo chciałabym cofnąć czas... byłabym potulna jak baranek, niczego od niego nie wymagała, na wszystko sie godziła... Ale czy na tym ma polegać związek? Jest mi ciężko, bardzo ciężko....mam poczucie winy ze gdybym była inna, lepsza, cierpliwsza, bardziej wyrozumiała to mogło nam sie udac :(
Byłam w związku 7 lat. Rozstaliśmy się 3 miesiące temu. Mieszkaliśmy 5 miesięcy. Wróciłam do rodziców. Też mam do siebie wielki żal. Uważam, że z mojej winy się rozstaliśmy. Też miałam fochy, marudziłam, czasami czepiałam się o byle co. Miałam dwie prace, nasze drogi rozeszły się i nawet tego nie zauważyłam. Tylko, że mój partner jeździł do rodziców i o wszystkim im mówił, narzekał na mnie, zamiast ze mną o wszystkim porozmawiać. W ciągu tych 5 miesięcy dużo w moim życiu zaczęło się dziać, byłam nerwowa, miałam ważne egzaminy. Dodam, że jego rodzice zaczęli buntować go przeciwko mnie. Żeby mnie zostawił jak ma się męczyć. Wiem, że źle robiłam, mogłam z nim rozmawiać. Mam do siebie żal, ale z drugiej strony, czy facet 35-letni nie powinien mieć innego podejścia do życia, partnerstwa, tylko żalić się rodzicom?
Witaj
mam identyczny problem, nawet wiek partnera sie zgadza. Bylam w zwiazku 2,5 roku, ostatnie 10 m-cy mieszkalismy razem (w mojej małej kawalerce) starałam jak najlepiej wywiazywac sie z roli "gospodyni", owszem czasami sie kłóciliśmy ale to przeciez normalne ! Moj partner tez był bardzo blisko związany z matka, wszystko jej opowiadał a ona i brat strasznie go podburzali, nie kryjac wrogosci wobec mojej osoby. Posunęli sie nawet do nocnego nalotu na moje mieszanie i ubliżania mi. On stał sie nerwowy, zaczął sie odsuwać ode mnie, dreczony poczuciem winy ze robi cos wbrew woli matki. Ja stawałam sie coraz bardziej nerwowa, płaczliwa, sfrustrowana, nie było juz między nami bliskości ani czułości. Zaczęłam czepiać sie różnych rzeczy, kłociliśmy sie.. gdy płakałam on sie wkurzał, gdy próbowałam rozmawiać on sie obrażal. Wyjechał do mamy na Swieta... mie zadzwonił przez 2 dni, na 3 dzien pokłócilismy sie przez telefon... i juz nie wrócil :( prosiłam, błagałam... usłyszałam ze to moja wina, że juz ma mnie dosyć, że juz mnie nie chce :((( To juz ponad miesiąc a ja nadal go kocham, nie moge pogodzić sie z mysla ze to koniec, tak bardzo chciałabym cofnąć czas... byłabym potulna jak baranek, niczego od niego nie wymagała, na wszystko sie godziła... Ale czy na tym ma polegać związek? Jest mi ciężko, bardzo ciężko....mam poczucie winy ze gdybym była inna, lepsza, cierpliwsza, bardziej wyrozumiała to mogło nam sie udac :(
Dodaj nowy komentarz