Jak się pozbyć natrętnych myśli o przeszłości mojej dziewczyny?
2
Jak się pozbyć natrętnych myśli o przeszłości mojej dziewczyny?
19 luty 2010
Wischmaster19.06.2010, 11:56.
Mam dokładnie ten sam problem. Chciałbym jednak jakoś sam uleczyć tą chyba już "chorobę". Nie wiem jak sobie z tym radzić, a na specjalistyczną pomoc ani nie mam czasu ani pieniędzy, bo kobieta o którą chodzi jest obecnie ze mną w ciąży i muszę pracować, a jestesmy bardzo młodymi ludźmi. Bardzo dziękuję za pomoc i z góry dziękuję.
Na początku witam Was serdecznie. Miałem ten sam problem.
Ja nie miałem żadnego doswiadczenia, Ona jedno, z facetem starszym o 11 lat, który miał dziecko. Była z nim 2 miesiace, ale "dała" mu na 3 czy czwartym spotkaniu. Chyba chciała się po prostu rozdziewciczyć. Myślę, że spieszyło się jej. Miała też inne historie, ale nie aż tak poważne.
To Ona mnie zeschizowała, jeśli wiecie co mam na myśli. Ja już miałem prawie 30 lat i nigdy nie miałem kobiety. Nieproszona zaczęła mi opowiadać jakieś historie, co jakiś czas, co tydzień, i tak przez dwa miesiace. Totalnie się "zeschizowałem", wpadłem w depresję, zniszczona została moja przyszłość. Nasza przyszłość też. Później zrozumiała swój błąd, robiła to z głupoty. Zwiazek trwał prawie 3 i pół roku. Zostawiła mnie dla innego, bo ja się nie angażowałem. Nie dziwię się jej. Potajemnie ją zdradziłem, z dwoma prostytutkami, ale to nie to. Pomogło, ale za słabo. Zacząłem umawiać się na intenrecie za jej plecami, chciałem wciąż "wyrwać" jakąś na prawdę. Nie wychodziło mi. Działałem nerwowo. Nie udało mi się.
Myślę, że ofiarami zazdrosci o przeszłość są zazwyczaj ludzie inteligentni i wrażliwi. Zazwyczaj Ci, którzy piszą o tym na Internecie potrafią się poprawnie i interesujaco wypowiadać.
Od razu gdy mnie zostawiła, skończyła się ta cholerna zazdrość o przeszłość. Owszem rozpaczałem, ale bez niej poczułem się wolny. Totalnie wolny od cierpienia. Wtedy coś więcej, sporo więcej już wiedziałem o kobietach. Pierwszą "zaliczyłem" już 9 dni po porzuceniu. Działałem naturalnie i spokojnie. Zawodowa akcja. U niej w domu na pierwszej randce. I zaliczałem tak kolejną co dwa miesiące. Przestałem na po dziewiątej (w moim zyciu), która zaczęła straszyć mnie dzieckiem. Robiłem ostre rzeczy, czasem świństwa. ale wyluzowałem. Czasem było bardzo przyjemnie:)
Teraz wiem, że jedynie Ci faceci, którzy mieli mniej partnerek seksualnych od swojej kobiety cierpią. Widziałem na włąsne oczy jak kobiety potrafią się, sorki za określenie, "puszczać". Teraz wiem jakie jest życie. A co najważniejsze, czuję się pełnowartościowym mężczyzną bez zadnej tam frustrujacej zazdrosci o przeszłość, chociaż jestem sam. Ale znowu zaczynam "akcję wyrywania", i wiem, że to nie jest takie trudne.
Ważne też, żeby nie móić nić swojej przyszłej partnerce. Gdy powiedziałem swoje historie, i to nie nazbyt cnotliwym koleżankom, powiedziały, żeby nic nie mowić o swojej przeszłości swojej przyszłej dziewczynie. Mają rację, nie chcę żeby ktoś przeze mnie cierpiał przez to, jakie świńatwa wyrabiałem. Naprawdę uważam, że lepsze jest kłamstwo niż czyjeś nieszczęście. Z tamtymi ni mam żadnego kontaktu, raz wie przypadkowo i to z daleka widziałem na ulicy.
Zazdrość o przeszłość. Koszmar...
Dziś jestem szczęśliwy (bo jej nie mam), a trudno być nieszczęśliwy nie mająć już depresji, pamiętając jaki to kosmar.
Ale generalnie, podrywanie lasek (do momentu aż w końcu znajdzie się tę Jedyną) to miłe zajęcie.
Właśnie tak skończyła się moja zazrość o przeszłość:)
Mam dokładnie ten sam problem. Chciałbym jednak jakoś sam uleczyć tą chyba już "chorobę". Nie wiem jak sobie z tym radzić, a na specjalistyczną pomoc ani nie mam czasu ani pieniędzy, bo kobieta o którą chodzi jest obecnie ze mną w ciąży i muszę pracować, a jestesmy bardzo młodymi ludźmi. Bardzo dziękuję za pomoc i z góry dziękuję.
Sluchajcie Panowie!
Na początku witam Was serdecznie. Miałem ten sam problem.
Ja nie miałem żadnego doswiadczenia, Ona jedno, z facetem starszym o 11 lat, który miał dziecko. Była z nim 2 miesiace, ale "dała" mu na 3 czy czwartym spotkaniu. Chyba chciała się po prostu rozdziewciczyć. Myślę, że spieszyło się jej. Miała też inne historie, ale nie aż tak poważne.
To Ona mnie zeschizowała, jeśli wiecie co mam na myśli. Ja już miałem prawie 30 lat i nigdy nie miałem kobiety. Nieproszona zaczęła mi opowiadać jakieś historie, co jakiś czas, co tydzień, i tak przez dwa miesiace. Totalnie się "zeschizowałem", wpadłem w depresję, zniszczona została moja przyszłość. Nasza przyszłość też. Później zrozumiała swój błąd, robiła to z głupoty. Zwiazek trwał prawie 3 i pół roku. Zostawiła mnie dla innego, bo ja się nie angażowałem. Nie dziwię się jej. Potajemnie ją zdradziłem, z dwoma prostytutkami, ale to nie to. Pomogło, ale za słabo. Zacząłem umawiać się na intenrecie za jej plecami, chciałem wciąż "wyrwać" jakąś na prawdę. Nie wychodziło mi. Działałem nerwowo. Nie udało mi się.
Myślę, że ofiarami zazdrosci o przeszłość są zazwyczaj ludzie inteligentni i wrażliwi. Zazwyczaj Ci, którzy piszą o tym na Internecie potrafią się poprawnie i interesujaco wypowiadać.
Od razu gdy mnie zostawiła, skończyła się ta cholerna zazdrość o przeszłość. Owszem rozpaczałem, ale bez niej poczułem się wolny. Totalnie wolny od cierpienia. Wtedy coś więcej, sporo więcej już wiedziałem o kobietach. Pierwszą "zaliczyłem" już 9 dni po porzuceniu. Działałem naturalnie i spokojnie. Zawodowa akcja. U niej w domu na pierwszej randce. I zaliczałem tak kolejną co dwa miesiące. Przestałem na po dziewiątej (w moim zyciu), która zaczęła straszyć mnie dzieckiem. Robiłem ostre rzeczy, czasem świństwa. ale wyluzowałem. Czasem było bardzo przyjemnie:)
Teraz wiem, że jedynie Ci faceci, którzy mieli mniej partnerek seksualnych od swojej kobiety cierpią. Widziałem na włąsne oczy jak kobiety potrafią się, sorki za określenie, "puszczać". Teraz wiem jakie jest życie. A co najważniejsze, czuję się pełnowartościowym mężczyzną bez zadnej tam frustrujacej zazdrosci o przeszłość, chociaż jestem sam. Ale znowu zaczynam "akcję wyrywania", i wiem, że to nie jest takie trudne.
Ważne też, żeby nie móić nić swojej przyszłej partnerce. Gdy powiedziałem swoje historie, i to nie nazbyt cnotliwym koleżankom, powiedziały, żeby nic nie mowić o swojej przeszłości swojej przyszłej dziewczynie. Mają rację, nie chcę żeby ktoś przeze mnie cierpiał przez to, jakie świńatwa wyrabiałem. Naprawdę uważam, że lepsze jest kłamstwo niż czyjeś nieszczęście. Z tamtymi ni mam żadnego kontaktu, raz wie przypadkowo i to z daleka widziałem na ulicy.
Zazdrość o przeszłość. Koszmar...
Dziś jestem szczęśliwy (bo jej nie mam), a trudno być nieszczęśliwy nie mająć już depresji, pamiętając jaki to kosmar.
Ale generalnie, podrywanie lasek (do momentu aż w końcu znajdzie się tę Jedyną) to miłe zajęcie.
Właśnie tak skończyła się moja zazrość o przeszłość:)
Dodaj nowy komentarz