14

Jak sobie poradzić w załamaniu psychicznym?

zdjęcie użykownika joasia28

Witam wszystkich. Nie wiem, czy to depresja, ale mam niektóre objawy tu przedstawione. Od pięciu lat nie pracuję, wychowuję czteroletnią córkę, mało przebywam z ludźmi, ponieważ mieszkamy z mężem sami na uboczu wsi. Nie pochodzę stąd, więc nie znam tutejszych mieszkańców. Dziecko też nie ma bardzo z kim się bawić, co zresztą mnie martwi, bo jest trochę samolubne. Zazwyczaj chodzę późno spać, a rano nie mogę się obudzić, często dopada mnie taka chandra, że nawet na spacer z dzieckiem nie chce mi się wyjść, a do sklepu wolę jechać samochodem, żeby ominąć wszystkich po drodze. Mam poczucie bezradności,samotności. Często płaczę, bo wydaje mi się, że jestem złą matką. Nie mam z kim porozmawiać. Mój mąż to dobry człowiek, ale kiedy mówię mu, że potrzebuję rozmowy, to on na to, że jak się nie ma problemów, to samemu się je wynajduje. Więc teraz nawet nie zaczynam takich tematów. Boli mnie również to, że matka nie interesuje się w ogóle mną ani moją córką. Nie mam do niej daleko i przecież mam samochód, ale kiedy tam pojadę, to dopiero wracam chora. Nawet nie zapyta, co u mnie, tylko nawija o sobie, o swojej pracy itd. A ja czuję się jak ta sierota, która nie ma do kogo pójść się wyżalić. Na dodatek mieszkam niedaleko teściowej, w oczach której jestem złą żoną, kiepską matką i w ogóle to nic nie potrafię. Nie mam cierpliwości do dziecka, pocę się i denerwuję, kiedy jestem gdzieś w towarzystwie i ktoś chce ze mną porozmawiać, czuję się gorsza, głupsza.Nie mam przyjaciół, nie lubię imprez, najlepiej czuję się sama w domu. Czy to jest depresja?

zdjęcie użykownika dariusz

Musisz zadać pytanie na początku serwisu na zakładce start, mi także się nie udało za pierwszym razem bo wpisałem moje pytanie dodając je do komentarza innej osoby, prosze tylko się nie zniechęcaj cześć, głowa do góry, pisz.

zdjęcie użykownika marzena_k83

Pani Joasiu. Chyba wiem, co Pani czuje, i sama zadaję sobie pytanie, czy to depresja. U mnie to wygląda tak; nie mogę patrzeć na siebie w lustrze, bo wydaje mi się, że jestem strasznie brzydka i gruba, nie potrafię się z niczego cieszyć, wszystko wokoło mnie denerwuje, jestem mężatką i matką 8- miesięcznej kochanej córeczki, na którą długo czekałam, a teraz nie mam zbytnio ochoty się nią zajmować. Z mężem nie układa mi się najlepiej, ponieważ denerwuje mnie dosłownie wszystko, na przykład denerwuje mnie to, że w filmie są ładne aktorki, a akurat mój mąż ten film ogląda. Większość czasu przepłakałabym bez konkretnego powodu, mam też myśli typu lepiej by było, gdyby mnie już na tym świecie nie było - nieraz miałam myśli samobójcze... Najgorsze jest to, że mąż mi mówi, że mnie kocha i nie chce innej kobiety, a ja mu na to, że powinien sobie poszukać kobiety lepszej ode mnie, bo ja nie jestem go warta... Nigdzie też razem nie wychodzimy, bo ciągle mnie drażnią kobiety lepiej wyglądające ode mnie - mąż ciągle słyszy z moich ust, że się ,,gapi", co również doprowadza go do szału. Podsumowując wszystko - nie mam do dziecka cierpliwości, jestem codziennie niewyspana i rozdrażniona, a na dodatek nienawidzę samej siebie i mam o wszystko do męża pretensje. Co Pani na to? Pozdrawiam

zdjęcie użykownika anna24051

Jestem matką trójki dzieci. Dwa lata temu stwierdzono u mnie ciężką depresję. Próbowałam odebrać sobie życie. Przepisano mi mianserynę, po której spałam 2 dni, kilka dni spędziłam na oddziale psychiatrycznym, ale wyszłam na własne życzenie, ponieważ leżały tam pacjentki nie tylko z depresją... Jednym słowem mówiąc, było strasznie!!! Gdybym tam została, mój stan na pewno by się pogorszył. Po powrocie do domu powoli wracałam do siebie. Mianseryna przestała działać, więc przepisano mi bioxetin, który po kilku miesiącach również przestał mi pomagać. Zgłosiłam się więc do mojej pani psychiatry, mówiąc jej o tym, a ona potraktowała mnie jak natręta, któremu tak naprawdę nic nie dolega, a czułam się okropnie, przestałam się leczyć... Od kilku miesięcy źle się czuję, wiem, że depresja wróciła, 1,5 miesiąca temu po raz kolejny próbowałam popełnić samobójstwo, ale pomogła mi córka i zaprzyjaźnieni księża. Nie boję się śmierci... Wystarczy jakieś małe niepowodzenie, a od razu tracę ochotę do życia... nie myśląc o dzieciach, o niczym, czuję, że z moją chorobą staję się ciężarem dla innych... Co robić? Do swojej byłej psychiatry na pewno nie pójdę, bo jak można w ten sposób traktować pacjenta? Zniechęciła mnie do walki z chorobą... Czekam na komentarze i z góry serdecznie dziękuję. Pozdrawiam.

zdjęcie użykownika dariusz

Anna jeśli kochasz swoją córkę to się lecz, masz dla kogo żyć, dla Boga także nawet jeśli Ci się nie chce.Idź do innego psychiatry, czy psychologa. A co z uczuciami Boga wobec Ciebie przecież Cię kocha, a co z uczuciami córki ona Cię kocha i potrzebuje tutaj a nie w niebie.Możesz przerwać ten stan idąc do lekarza, ty w ogóle chcesz się wyleczyć czy jesteś taką egoistką że Ci wszystko obojętne? Wiem być może obojętne, ale dasz radę zacznij tylko chcieć i idź po leki i niech cię nic nie obchodzi czy lekarz to czy tamto sobie myśli czy mówi na pewno chce dobrze, powiedz czego od niego oczekujesz, mi pomogła psychoterapia i psycholog,leki też były potrzebne.

Potret użytkownika anonimowego

Witaj Dariuszu.Dziękuję za Twój komentarz.Oczywiście,że kocham swoje dzieci.Od Boga oddaliłam się,a jeszcze tak niedawno byłam tak blisko niego...Nie jestem egoistką...U nas niestety nie ma prowadzonych psychoterapii,lekarze też są kiepscy.Tak naprawdę nie ma do kogo zwrócić się o pomoc...Pozdrawiam serdecznie.

Potret użytkownika anonimowego

Anno jeśli zechcesz kiedyś porozmawiać napisz do mnie Magad@onet.eu mam podobne problemy

Potret użytkownika anonimowego

Niestety nie zawsze wszystko jest tak oczywiste i proste panie Dariuszu...Wszystko zalezy od rodzaju choroby psychicznej. Sa takie choroby gdzie kogos trzeba zaprowadzic do tego lekarza, umowic wizyte, zawiesc, czekac i wspierac razem z nia w kolejce...i miec bardzo duzo sily za siebie i za osobe ktorej chcemy pomoc, ktora sama nigdy sobie nie pomoze z roznych powodow. Powody jednoczesnie sa objawami choroby i sa czesto nie rozumiane nawet przez inne chore osoby np silny lek przed wyjsciem z domu i spotkaniem sie z innymi ludzmi, lek przed tlumami, lek ze z niczym sobie nie poradzimy - nie trafimy w miejsce wizyty , wsiadziemy do nieodpowiedniego autobusu itd Czesto jest tak ze czlowiek chory np na schizofremie z urojeniami nie zdaje sobie sprawy ze jest chory, zadne tlumaczenia rzeczywistosci nie maja sensu bo ta osoba zyje w swoim swiecie i uwaza ze my ja oklamujemy na kazdym kroku. Tak wlasnie bylo z moja siostra....zaczela poprostu mowic od rzeczy, ze maz ja zdradza, ze dziecko nie zdalo do nastepnej klasy, ze gdzies sa podsluchy, ze wszyscy sie na nia patrza i spiskuja za plecami...myslelismy ze ciagle powtarzanie jej iz to nie jest prawda cos zmieni, mylilismy sie. Bylismy przerazeni, plakalismy ...bylismy w szoku...ukrywalismy to ze placzemy ale raz nas podejrzala i nie stwierdzila ze placzemy bo cos zlego z nia sie dzieje lecz dlatego ze ona jest taka beznadziejnie glupia i beznadziejna. Nie wiedzielismy co robic bo nie chciala sie zgodzic na wizyte u lekarza, bylam u niej codziennie jak tylko wrocilam z pracy. Wszystko rozegralo sie w ciagu paru dni, znalezlismy juz specjaliste i wtedy nastapil szok. Pewnego dnia zobaczylam ze okaleczyla sie w reke, mowila ze chciala sobie podciac zyly. Jej wizja samej siebie i urojone problemy wziely gore nad nia, nie panowala nad soba. Biegala za dzieckiem mowiac ze celowo od niej ucieka bo jest okropna matka, ze maz ma potajemne spotkania z kochanka bo jest spasiona, glupia zona...Nie mieszkala sama, byl maz, dziecko, tescie.... a jednak tylko moja wizyta u niej i powazna rozmowa z reszta rodziny (gdy zobaczylam ta reke) przyspieszyla reakcje nas wszystkich. Szybko zabralismy ja do psychiatry ignorujac jej sprzeciw, niesluchalismy gdy mowila ze jej sie nie chce, ze jest wszystko ok, ze da rade...zawiezlismy ja tam, w czasie wizyty byl z nia maz, wspieralismy ja tak jak potrafilismy. Podobno etap urojen, depresji i agresji wobec siebie mogl sie przerodzic w etap agresji wobec innych, nie tylko slownych, nie doszlo do tego. Wyleczyla sie z urojen lecz z depresja ciagle sie boryka, raz ma normalne dni, raz zbytnio euforyczne a czasem pol dnia spedza w lozku - to trzecie poglebia jej depresje teraz bo lezala calymi dniami, jadla i tyla. Twierdzi ze to po tych lekach...i ze wplynelo to bardzo zle na jej zycie intymne czego teraz jej bardzo potrzeba. Musze dodac ze bardzo jestem zwiazana z siostra i ciezko to przezylam, do tego nasza mama, dziadek, obie ciotki tez cierpia na schorzenia nerwowe...wspieram ich jak moge ale jestem zbyt wrazliwa na to wszystko, stracilam ojca, dziecko, mam koszmarne problemy finansowe z mezem, maz tez zawsze byl nerwusem i czesto nie panowal nad emocjami, ja mialam patologiczne dziecinstwo i coz...Sama nie jestem chyba normalna, jestem wycofana, nie podejmuje wyzwan, zamartwiam sie az mnie to przygniata, zamykam sie przed swiatem, wszystkie rzeczy zalatwia maz, probuje sie z kims zaprzyjaznic ale konczy sie tylko na marudzeniu co odstrasza wszystkich. Sama nie wiem czego chce, a jesli wiem to boje sie po to siegnac, tak to dobre okreslenie - boje sie zbyt wielu rzeczy. Za bardzo koncentruje sie na tym co mi nie wychodzi, na sobie...tak, sama ja to jedna wielka pomylka, nie wiem po co zyje...ale wcale nie mam zamiaru sie zabic. Najgorsze jest to ze przyciagam do siebie rownie marudnych ludzi co ja i obarczaja mnie swoimi problemami tyle ze mnie nikt nie chce zrozumiec, ostatnio rozmawialam pare razy z jedna fajna dziweczyna ktora jest zupelnie inna niz ja, swietnie mi sie z nia gadalo bo choc przez chwile moglam byc kims innym, wyluzowanym i wesolym. Ale niestety zawsze przychodzi w takim przypadku moment ze zaczynam czuc sie gorsza, to psuje wszystko...bo gdy ktos jest pewny siebie i wesoly to czyje sie na poczatku przy nim tez wesolo bo nie pozwalam sobie na marudzenie, zeby nie zrazic kogos...ale za kolejnym razem juz nie mam ochoty na wyglupy bo mam gorszy dzien a ta osoba przychodzi wykreowala, wystylizowana , wesola wtedy nie jest mi do smiechu i wkurza mnie dobry nastroj innych. Zawsze brakowalo mi wiary w siebie wiec maskowalam to oryginalnym modnym strojem a moze po to zeby tym wyrazic kim jestem gdy nie dopada mnie deprecha - pewnie jedno i drugie...wtedy czuje sie troche lepsza, pewniejsza...Swiat wydaje mi sie zbyt szary, nudny i samozachowawczy, wiec chce sie wyroznac ale to bron obusieczna - potencjalne kolezanki - kobiety patrza na mnie z gory. Chyba wolalyby zebym zawsze miala ta depreche i tluste wlosy zamiast olsniewac...z koleji i ja sie czuje gorsza przy kims wygladajacym lepiej ode mnie. Ale tak naprawde problem mam w glowie, zaden najfajniejszy ciuch nie zmieni mnie w szczesliwa kobiete a podswiadomie poprzez swoj wyglad tworze dystans miedzy mna a nimi i wtedy czuje sie bezpiecznie. Zawsze mialam dusze artystyczna, ale zaprzepascilam ten talent, chcialam byc malarka lub projektantem, rodzice mowili ze nic z tego nie bedzie, w ogole rzadko mowili ze ze mnie cos w ogole bedzie, bo byli zajeci swoimi klotniami. ech...szkoda gadac, mam 28 lat, 10 lat po slubie...czuje sie stara...brak mi celu w zyciu...i perspektyw, chyba mam nerwice zoladka, dziwne kolatania serca, stawy mi wysiadaja, wlosy wypadaja garsciami i siwieja...boje sie miec znowu dziecko, bo raz nie wyszlo...maz mi nie jest w stanie pomoc bo sam ma jakies objawy depresji czasem...mowi ze juz nie daje rady.

Potret użytkownika anonimowego

wiem co pani czuje.mam ciężką depresje nikt mi nie chce pomóc ,maż od dłuższego czasu mnie zdradza,a wszystkim opowiada,że ciężko pracuje ja nawet wiem z jakimi kobietami pracuje niektóre mu nawet za to płacą ,właśnie dzisiaj mnie zostawił bo wczoraj odkryłam ze umawia się.mam ochote się zabić na nk ze swoja dawną milośćią w nocy mnie pobił a .dzisiaj zostawił Pozdrawiam

Potret użytkownika anonimowego

do użytkownika anonimowego-proszę zgłosić się do psychiatry leki i psychoterapia pani pomogą nie można sie poddawać,trzeba jak najszybciej do tego się zabrać, mam depresje lecze sie pomaga. Słońce zaświeci i dla Pani i dla mnie. proszę obiecac ,że Pani coś z tym zrobi.

Potret użytkownika anonimowego

Witaj anonimowy użytkowniku.Wiem co czujesz...ale ja patrząc z perspektywy czasu trochę inaczej patrzę na swoje życie.Tak naprawdę zostałam sama,rodzina się ode mnie odwróciła,mam partnera,ale też nie zawsze mogę na niego liczyć.Cieszę się bo znalazłam pracę,ciężką co prawda bo nie ma mnie od rana do nocy w domu.Wychodzę jak dzieci śpią i wracam jak śpią.Widuję je tylko w łóżkach.Depresja daje się we znaki bo nadchodzi jesień,ale próbuję się jakoś trzymać.Radzę tobie nie poddawaj się,nie daj satysfakcji temu draniowi,który Cię skrzywdził.Pokaż,że na wiele jeszcze Cię stać.Że jesteś silna,a jeśli tak nie jest to chociaż przed nim udawaj,że wszystko jest ok.Dla Ciebie też zaświeci słonko i znajdzie się ktoś,kto Cie doceni :)Jeżeli w Twoim miejscu zamieszkania są dobrzy psychiatrzy lub psychologowie udaj się do nich o pomoc.Ciesz się życiem,a jego jeszcze życie doświadczy za krzywdy,które Ci wyrządził.Pozdrawiam i życzę powodzenia :)

Potret użytkownika anonimowego

Piszę ponieważ szukając w internecie pomocy znalazłam ludzi cierpiących nie mniej niż ja.To straszne ,ale listy powyżej są jakby przeze mnie napisane,a szczególnie ten z 17.10.09r.
Ta choroba jest bardzo podstępna,to żadna moda na depresję ,czy jak inni mówią"masz za dużo czasu".Ja niestety nie mogę nic poradzić ,bo sama nie wiem jak sobie poradzić,mogę tylko powiedzieć nie dajmy się zwariować walczmy o siebie wszystkimi możliwymi metodami.Trzymam za Was i za siebie!

Potret użytkownika anonimowego

Bardzo przepraszam jeśli kogoś uraziłem, jednak podkreślam zawsze jest dla kogo żyć, ja miałem próbę samobójczą/teraz żyję tak jakbym dostał drugie życie/, wyszedłem z depresji dlatego że mam dzieci i żonę i nie warto odchodzić nawet gdybym nie miał rodziny to warto żyć bo kocha mnie Bóg i Panią też kocha każdego kocha bardzo mocno takiego jakim jest w depresji czy w upadku w grzechu czy w szczęściu w rodzinie czy w samotności Bóg wszędzie tam jest. Jeśli jest to trudne doświadczenie depresji to tylko albo aż czas próby ale to w końcu minie, odejdzie

Potret użytkownika anonimowego

Witam wszystkich.
Przeczytałem te wszystkie komentarze i trochę mnie to martwi. Ja również przeżyłem depresję i znam te uczucie odrzucenia, braku wiary w siebie, braku sensu do podejmowania jakichkolwiek działań. Piszę, aby wam powiedzieć co mi tak naprawdę pomogło dać sobie z tym radę - otóż KSIĄŻKI i rozmowa z ludźmi, którzy to wszystko przeżyli i dali sobie radę. Leżałem przez dwa miesiące praktycznie w łóżku i nie chciało mi się pod koniec wstać by cokolwiek jeść. Moje otoczenie uważało, że po prostu leń ze mnie patentowany i tyle. Rzuciła mnie dziewczyna, odizolowałem się od kolegów i byłem sam z problemami finansowymi. Decydującym przełomem w mojej sytuacji (ja nie chodziłem do psychiatry, gdyż tego rodzina, by nie zniosła wyleczyłem się na własnych siłach), było spotkanie grupki dzieci młodzieży, którzy od kilku lat jeździli na wózkach lub byli sparaliżowani. Widząc ich pomyślałem sobie, oni to mają ciężkie życie ale o dziwo, gdy podszedłem do nich na ich buziach były uśmiechy, oni naprawdę cieszyli się z życia w każdym geście. Gdy wróciłem do domu to poszedłem do domu spojrzałem się w lustro i zobaczyłem osobę sprawną fizycznie, która nie cieszy się z życia, a dlaczego? Bo co, mam problem z pieniążkami ? Bo co, bo jest mi ciężko? Zacząłem płakać i po raz pierwszy od kilku lat zacząłem płakać, ale nie dlatego, że jestem do dupy, bo tak wcześniej uważałem, ale dlatego, że cieszyłem się z tego jaki jestem? ZDRÓW Kochani powiem wam, że każdy z nas ma niesamowite pokłady zdolności oraz piękna w sobie. Teraz wiem, że warto żyć dla tych którzy nas kochają, dla tych wierzą w nas, a jest ich cała gromada. Jeżeli jesteśmy na tym świecie to znak, że jesteśmy tu potrzebni i to bardzo. Życzę wam takich samych spotkań jakiego ja doświadczyłem i które zmieniły moje życie.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Kolejne pytania Jak sobie poradzić w załamaniu psychicznym?
Witam. Mam 44 lata, jestem mężczyzną, od 10 lat choruję na depresję.Mam zmienność nastoju - raz jestem spokojny, po ...
Mam 24 lata, męża i szczęśliwy dom, ale od pewnego czasu zaczynają mnie nurtować myśli samobójcze. Czuję się bardzo ...
Witam! Chłopak mnie rzucił po 2 latach związku. Sądziłam, że wszystko między nami w porządku, nie dał mi odczuć w ...
Mam 19 lat i zaczęłam pierwszy rok studiów. Wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam ze swoim chłopakiem, który jest ...
Witam. Jestem 20-letnią, bardzo ambitną kobietą. Od niedawna rozpoczęłam nowy rozdział w życiu, zaczęłam uczęszczać ...
Witam. Mam 25 lat, mieszkam poza granicami kraju, wyjechałam parę lat temu z Polski, jedynie na parę miesięcy - ...
Witam. Nie wiem od czego zacząć, ale od kwietnia byłem juz w szpitalu 3 razy za każdym razem miałem postawioną inną ...
Mam takie pytanie: około 2 lat temu zaczęłam miewać w nocy tak zwane "lęki nocne". Budziłam się z ...
Jestem 43-letnią kobietą. Moje lęki zaczęły się w dzieciństwie, z biegiem lat nasilały się. Lekarze uważali, że ...
Witam. Mam na imię Ula, mam 17 lat. Od prawie 3 lat marzę o śmierci. Nie wiem jak dokładnie to wytłumaczyć. Nie boję ...
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica