Jakich użyć argumentów, by przekonać osobę z depresją do leczenia?
3
Jakich użyć argumentów, by przekonać osobę z depresją do leczenia?
26 listopad 2009
singiel1980rok29.11.2009, 22:44.
Ja też mam 30 lat (kończę w styczniu, czyli już niedługo) i też nie mam stałej pracy (utrzymuję się z pracy dorywczej, mam pieniądze wtedy, kiedy akurat ktoś do mnie zadzwoni, da mi zlecenie, pojadę, wykonam pracę, dostanę pieniądze do ręki, kilka stówek, a potem siedzę często całymi tygodniami i czekam na następne zlecenie, to jest moje utrzymanie), mam wielkie problemy ze snem, też z nikim nie rozmawiam, nie utrzymuję kontaktu, też jestem zamknięty w sobie i sam się zamykam w czterech ścianach, w ogóle nie wychodzę do ludzi, sam się izoluję. Od pięciu lat mieszkam sam, mam dom, jestem kawalerem i prawie w ogóle z mojego domu nie wychodzę, przez pięć lat nawet nie zdążyłem poznać wszystkich ludzi u mnie na wsi, a to jest przecież tylko zwykła wioska, na której wszyscy się znają, a ja nawet nie znam imion moich najbliższych sąsiadów. Jestem bardzo samotny, nie chodzę na imprezy, nie bawię się (jako gość), nikt mnie nigdzie nie zaprasza, bo nawet nie ma kto, bo nie mam kolegów i koleżanek, nie mam znajomych, nie mam dziewczyny, nie mam się komu wygadać, wyżalić, nie mam z kim porozmawiać na jakikolwiek temat, nie mam ani jednego kolegi, ani jednej koleżanki, nie mam przyjaciela, nawet psa nie mam, tylko siedzę sam w moim domu i przez te pięć lat stałem się już dziwny, jeżeli chodzi o moje zachowanie, ja już po prostu dziwaczeję. Mam wiele różnych nerwic, fobii, mam w/g mnie silną depresję... piszę że w/g mnie, bo do lekarza nie chodzę, nie leczę się, nie biorę leków, nic nie robię w kierunku wyzdrowienia, tylko po prostu siedzę w domu i czekam na śmierć, która mnie uwolni od wszystkiego. A z domu wychodzę tylko czasem do pracy (jak mam zamówienie), do sklepu, jadę rowerem do miasta na pocztę zapłacić rachunki, czasem w niedzielę pojadę do kościoła, ale ostatnio bardzo rzadko, bo mi się nie chce nawet z domu wychodzić. A na ulicy ludzi tylko mijam, oni niby są obok mnie, na wyciągnięcie ręki, ale czuję, że jest między nami jakaś granica nie do przebycia, której nie potrafię przejść. Ja ludzi tylko mijam, tylko przechodzę obok nich.
Ej chłopie! Trzy dychy na karku i już Ci się spieszy do trumny?... A dlaczego nie masz znajomych? A ze szkoły? A dlaczego do lekarza nie? Boli mnie gardło- do internisty, boli mnie dusza- do psychiatry! Od tego jest! A siedzieć tak w domu i się użalać nad sobą to bezsensu...w dodatku kompletnie samemu, nawet bez psa....jedź do schroniska, przygarnij jaka bidę, od razu lepiej się Wam razem zrobi!
Miałem psa, to mój ojciec przyjechał do mnie i mi go zabrał bez mojej zgody i oddał go do schroniska, bo stwierdził, że ja nie potrafię się nim opiekować. A przecież był najedzony, aż za bardzo, jadł kiedy chciał, dobrze go traktowałem, zajmowałem się nim całymi dniami, to ojciec przyjechał i mi go zabrał.
Ja też mam 30 lat (kończę w styczniu, czyli już niedługo) i też nie mam stałej pracy (utrzymuję się z pracy dorywczej, mam pieniądze wtedy, kiedy akurat ktoś do mnie zadzwoni, da mi zlecenie, pojadę, wykonam pracę, dostanę pieniądze do ręki, kilka stówek, a potem siedzę często całymi tygodniami i czekam na następne zlecenie, to jest moje utrzymanie), mam wielkie problemy ze snem, też z nikim nie rozmawiam, nie utrzymuję kontaktu, też jestem zamknięty w sobie i sam się zamykam w czterech ścianach, w ogóle nie wychodzę do ludzi, sam się izoluję. Od pięciu lat mieszkam sam, mam dom, jestem kawalerem i prawie w ogóle z mojego domu nie wychodzę, przez pięć lat nawet nie zdążyłem poznać wszystkich ludzi u mnie na wsi, a to jest przecież tylko zwykła wioska, na której wszyscy się znają, a ja nawet nie znam imion moich najbliższych sąsiadów. Jestem bardzo samotny, nie chodzę na imprezy, nie bawię się (jako gość), nikt mnie nigdzie nie zaprasza, bo nawet nie ma kto, bo nie mam kolegów i koleżanek, nie mam znajomych, nie mam dziewczyny, nie mam się komu wygadać, wyżalić, nie mam z kim porozmawiać na jakikolwiek temat, nie mam ani jednego kolegi, ani jednej koleżanki, nie mam przyjaciela, nawet psa nie mam, tylko siedzę sam w moim domu i przez te pięć lat stałem się już dziwny, jeżeli chodzi o moje zachowanie, ja już po prostu dziwaczeję. Mam wiele różnych nerwic, fobii, mam w/g mnie silną depresję... piszę że w/g mnie, bo do lekarza nie chodzę, nie leczę się, nie biorę leków, nic nie robię w kierunku wyzdrowienia, tylko po prostu siedzę w domu i czekam na śmierć, która mnie uwolni od wszystkiego. A z domu wychodzę tylko czasem do pracy (jak mam zamówienie), do sklepu, jadę rowerem do miasta na pocztę zapłacić rachunki, czasem w niedzielę pojadę do kościoła, ale ostatnio bardzo rzadko, bo mi się nie chce nawet z domu wychodzić. A na ulicy ludzi tylko mijam, oni niby są obok mnie, na wyciągnięcie ręki, ale czuję, że jest między nami jakaś granica nie do przebycia, której nie potrafię przejść. Ja ludzi tylko mijam, tylko przechodzę obok nich.
Ej chłopie! Trzy dychy na karku i już Ci się spieszy do trumny?... A dlaczego nie masz znajomych? A ze szkoły? A dlaczego do lekarza nie? Boli mnie gardło- do internisty, boli mnie dusza- do psychiatry! Od tego jest! A siedzieć tak w domu i się użalać nad sobą to bezsensu...w dodatku kompletnie samemu, nawet bez psa....jedź do schroniska, przygarnij jaka bidę, od razu lepiej się Wam razem zrobi!
Miałem psa, to mój ojciec przyjechał do mnie i mi go zabrał bez mojej zgody i oddał go do schroniska, bo stwierdził, że ja nie potrafię się nim opiekować. A przecież był najedzony, aż za bardzo, jadł kiedy chciał, dobrze go traktowałem, zajmowałem się nim całymi dniami, to ojciec przyjechał i mi go zabrał.
Dodaj nowy komentarz