- abcdepresja.pl
- Pytania i odpowiedzi
- Już nie potrafię funkcjonować - pomocy!
Już nie potrafię funkcjonować - pomocy!
Jestem kobietą, mam 27 lat. Jestem dobrze wykaształcona, pracuję i jestem mężatką. Ostatnio jednak mam bardzo poważne problemy związane z moim funkcjionowaniem. Czuję się bezsilna, zmęczona, brak mi apetytu, nie umiem odpoczywać. Nie potrafię się zorganizować w najprostrzych sprawach jak porządki czy pranie.
Ostatnio prawie cały czas towarzyszy mi narastające uczucie przygnębienia, niemocy i beznadziei. Czuję, że moje życie nie ma sensu. Staram się spoglądać na życie moich koleżanek, które mają gorszą sytuację niż ja, ale to ja czuję się w sposób, którego nawet nie jestem w stanie opisać.
Z drugiej strony wiem, że stać mnie na wiele, że pod wieloma względami jestem w stanie zawojować cały świat, że mam ku temu wykształcenie i pomysly, które czasami eksplodują w mojej głowie i wywołują u mnie euforię. Nagle posiadam w sobie nieokiełzanany potencjał, który za chwilę gaśnie jak zapałka.
Muszę wspomnieć, że wcześniej leczyłam się na zaburzenia afektywne dwubiegunowe. Pamiętam, niestety, kłótnie z rodzicami, którzy dowiedzieli się o moich wizytach u lekarza i nazywali mnie wariatką. Reagowałam agresją słowną, płaczem i krzykiem. Z resztą chyba od zawsze nie potrafiłam spokojnie przyjmować porażek. Załamywałam się, płakałam, krzyczałam i miałam bardzo niskie poczucie własnej wartości. Po kilku dniach wracałam do normalnego życia i wydawało się, że wszystko jest okej.
W wieku ok. 23 lat, pamiętam, miałam bardzo ostrą kłótnię z mamą. Wpadłam w szał, zaczęłam demolować mieszkanie, rozbijając rękę i nogę o szklane drzwi. Nie czułam bólu, jedynie ciepłą krew spływająca po moim ciele. Zabrało mnie pogotowie. Załozono mi kilka szwów i wysłano do domu. Płakałam, kiedy zszywano mi rękę, ale nie z bólu, bólu nie czułam.
Zadzwoniłam do przyjaciółki, która wyszukała mi telefon do przychodni psychiatrycznej. Czułam się poniżona, idąc tam. Lekarka stwierdziła, że to zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Nie przejełam się tym, bo uznałam, że to nic takiego. Cały czas uważałam i uważam, że jestem zdrowa, tylko są pewne trudne momenty. Dostałam leki (nie pamiętam nazwy), chyba pomogły, bo odstawiłam po miesiącu. Niestety, rodzice dowiedzieli się o moim leczeniu i uznali, że wmawiam sobie chorobę. Podczas kłótni naigrywali się ze mnie.
To długa historia. Leki odstawiłam. Dzisiaj mam 27 lat, skończone trudne studia na dwóch kierunkach, dobrą pracę, ale kiepsko płatną, męża, który jest tymczasowo za granicą, i moje wewnętrzne problemy, które wymykają się już spod kontroli. Zauważyłam, że w sytuacji ataku słownego na mnie nie reaguję już tak często płaczem lecz agresją. Nie panuję nad tą agresją. Myślę o biciu osoby, która mnie obraziła. Te myśli pojawiają się czasami nagle. W sytuacjach kiedy wszystko jest dobrze, a ja jestem z mężem na wakacjach.
Nie mogę spać, bo prześladują mnie wspomnienia, różne sytuacje, które już mam dawno za sobą. Sytuacje banalne, które nie były przyjemne, ale z którymi sobie już poradziłam, np. jakaś porażka w szkole czy niemiłe spojrzenie koleżanki itd. Niestety, myśli te zupełnie wytrącają mnie z równowagi, wprowadzają chaos i przygnębienie. Ostatnio również hamują mój popęd seksualny. Przestałam odczuwać przyjemność z kontaktów seksualnych z mężem. Mam wrażenie, że myślami nie byłam z nim, tylko z jakimiś problemami i sytuacjami.
Mój mąż bardzo mnie kocha i dba o mnie jak tylko może, jednak nie rozumie, że ja nie panuję już nad tymi emocjami, że one same nie znikną. Te emocje pojawiają się nagle i nagle odchodzą. Czasami myślę nad tym, co czułam w momencie ataku agresji i zupełnie tego nie rozumiem i nie zgadzam się sama ze sobą, że mogłam tak myślec. Agresja, niestey, zaczęła przeradzać się również w czyny. Boję się, że pewnego dnia stracę kontrolę i to się naprawdę źle skończy.
Niestety, również ostatnio coraz częściej pojawiają się u mnie dziwne lęki. Mam je od ok. 1,5 roku. Związane są one przeważnie ze zbyt małą przestrzenią, która mnie otacza. Mam uczucie duszenia się, robi mi się ciemno w oczach, panikuję i czasami wymiotuję. Powtarzam sobie, że wszystko jest w porządku, że nic mi nie jest, że się nie uduszę, a jednak nie potrafię nad tym zapanować. Jest mi wstyd, bo takie "ataki" czasami zaskoczą mnie w różnych sytuacjach, np. kiedy jestem w pracy albo jadę samochodem pełnym pasażerów. Bardzo się wstydzę wtedy mojego zachowania, nie chcę tak reagować, ale to tak, jakbym nie ja panowała nad sobą.
Tak naprawdę to ja jestem na co dzień uśmiechnietą, zadbaną, młodą kobietą. Sympatyczną, lubianą w pracy. Znajomi znają mnie jako uśmiechnietą, asertywną osobę. Ci ludzie nie widzą mnie agresywnej, złej i załamanej, płaczącej w kącie, rzucającej talerzami i robiącej sobie krzywdę. Sama nie umiem sobie już z tym poradzić. Wcale nie mam w sobie tyle siły, ile inni we mnie widzą.
Witam serdecznie!
Być może psychiatra Pani o tym nie wspomniała, ale rozpoznanie, które postawiła, to bardzo poważna choroba. Zaburzenie afektywne dwubiegunowe jest bardzo zwodnicze, ponieważ kiedy osoba, która na nie cierpi ma epizod podwyższonego nastroju, często uznaje, że niepotrzebne jest jej leczenie. Kiedy, biorąc leki, widzi poprawę, odstawia je. Podobnie zrobiła Pani, jednak istotą leczenia jest tu przyjmowanie leków pod stałą kontrolą lekarza i zgodnie z jego zaleceniami. Pani ocena swojego zachowania może nie być obiektywna, lekarzowi, który Panią prowadzi znacznie łatwiej będzie ocenić sytuację.
Pisze Pani, że problemy wymykają się Pani spod kontroli, agresja przejawia się już w czynach, popęd seksualny jest zahamowany, pojawiły się lęki. To oczywiste, że Pani jakość życia jest teraz znacznie obniżona i nic dziwnego, że czuje się Pani przygnębiona i nie potrafi odpocząć. Przecież Pani nie ma nawet kiedy odpocząć, skoro co chwila pojawiają się nowe sytuacje, którym usilnie stara się Pani sprostać, a co przeważnie się Pani nie udaje, pojawia się więc frustracja.
Podstawową rzeczą jest, aby Pani odsunęła na bok komentarze rodziców, że wmawia sobie Pani chorobę. Ta choroba została stwierdzona przez lekarza specjalistę. Co więcej – Pani również powinna zrozumieć, że zaburzenie afektywne dwubiegunowe często ma taki przebieg, że osoba doświadczająca go nie do końca uznaje fakt, że jest chora.
Napisała Pani, że nie daje sobie już sama rady, że nie ma Pani tyle siły, ile widzą w Pani inni. Częściowo więc zaczyna Pani widzieć, że Pani sytuacja jest poważna. Nie musi Pani wyszukiwać w sobie sił, aby poradzić sobie sama. Proponowałabym udać się ponownie na konsultację psychiatryczną i spróbować posłuchać zaleceń lekarza. Takie kroki dadzą Pani o wiele większe prawdopodobieństwo poprawy jakości życia, niż samotne próby walki z chorobą.
Życzę powodzenia!








Dodaj nowy komentarz