Mam podobny problem. I chciałabym otrzymać jakąś wskazówkę lub poradę.
Mam 35 lat i w związku jestem od 8 lat, a kilka miesiecy po ślubie. Dwa lata temu miałam depresje po śmierci mamy. Silnie to przeżyłam. Leczyłam się 3 miesiące. Może za krótko? Zawsze byłam typem nerwusa. Lecz w tej chwili nie radzę sobie ze stresem ani z emocjami. Gdy ktoś lub coś mnie zdenerwuje to potok słów nie ma końca, a także ponosi mnie i potrafię uderzyć, najczęściej męża. Bo to z nim nie potrafię się dogadać. Boję się sama swoich reakcji .Czuje się jakbym była nieobliczalna. W środku odczuwam jakby diabeł ze mnie wychodził. A następnie czuję przygnębienie, odrzucenie i brak ochoty na życie. Proszę pomóżcie mi chociaż poradą, bo nie wiem co mi jest. Jestem załamana.
Też jestem nerwowa, ale mam podwójny problem, bo mój mąż jest agresywny i jeżeli wpadnę w te nerwy i panikuje, to potrafię być ze strony męża uderzona. Obecnie jestem w ciąży (i chyba wszystkie kobiety, które miewały huśtawki nastroju mnie zrozumieją), czasem potrafię z byle czego stworzyć kłótnię, a mój mąż potrafi mną porządnie szarpnąć bądź nawet ciężką ręką uderzyć. Kocham go, bo oczywiście są też piękne chwile, ale nie wiem już jak mam się zachowywać, bywają chwile, że nad swoimi humorami nie panuję (boję się, że te stresy, które mam zaszkodzą dziecku, szczególnie że to moja pierwsza ciąża).
Błagam was pomóżcie mi, powiedzcie jak mam z mężem rozmawiać, jakie mieć podejście do niego, co mam w ogóle robić?
Czekam na odpowiedź.
Pozdrawiam!
mam powazny problem i niewiem co mam robic,moj mąz podejrzewa mnie ze w sobote po dyskotece poszlam z jakims gosciem do łozka.To jest nieprawda ale on sie upiera,mowi ze jestem kurwa i wogóle pluje mnie bije poniza,nawed nie kupuje mi jedzenia!co robic od wczoraj nic nie jadlam a on przepija pieniadze, prosze o pomoc
Beato 24. Dziewczyno!!!! czy tak ma wyglądać Twoje życie???? nie zasługujesz na szacunek, partnerskie traktowanie, miłość i zrozumienie?? Dlaczego sobie tego odmawiasz? Albo niech kretyn zobaczy że traci wartościową osobę, albo niech żyje jak ten śmieć, bez Ciebie, ale niech nie robi śmiecia z Ciebie! Jeśli jesteś choć troszeczkę niezależna od niego, pokaż mu, że To on jest beeeee bueeeee i fuj. Szanuj się! Czy poza pracą jesteś zdana tylko na niego? Czy on kiedykolwiek Cię przeprosił za swoje zachowanie? A jeśli przeprosił- czy coś zmienił w swoim podejściu? Groźba rozwodu pomaga neiraz przejrzeć na oczy. A jeśli się wie co się traci..... Ja mojemu spakowałam walizki przed drzwi. Myślał, że wiem co robię, że się dowiadywałam o prawo do mieszkania w naszym mieszkaniu, że byłam u prawnika, że dzieci zostaną ze mną i ich w świetle prawa nie zobaczy (pranie z mózgu, w tym niezła jestem) itp. .... u mnie nie zawsze jest różowo, ale na otrzeźwienie groźba rozstania pomogła (tzn. raz, a porządnie, z imitacją wyprowadzki, że niby zmieniam klucze ale jeszcze dam się przekonać, niech w ciągu dwóch tygodni mnie przekona, że warto na niegoczekać). Jest conajmniej inaczej. Rozmawiamy. (ja mam z nim teraz dwójkę dzieci, ale do cholery, dam sobie radę, byle mieć spokój, jeśli nic się nie zmieni). Kim on jest, by cię tak traktować??? Jeśli tylko masz do kogo zwrócić się o pomoc (przenocowanie)- zrób to. Kilka dni otrzeźwienia-ciszy-przemyślenia nikomu nie zaszkodzi. Albo on albo Ty. Do "Wy" jak widać Wam brakuje. Pomyśl: możesz coś próbować zmienić- i tak przez całe życie, albo zmienić a potem próbowac czy to coś zmieniło u Ciebie. I kiedyś stwierdzisz, że to jest to: spokój, szacunek, zaufanie, akceptacja....kiedy to osiągniesz?-jak przyjdą z nim dzieci?? (nie piszesz nic o potomstwie)/ Tu ZAUFANIE nie funkcjonuje. A co z resztą? przemyśl- i niech on przemyśli. Nie tylko Ty tracisz na tym. Uświadom mu, że on bardziej ucierpi, bo stracił wierną mu dotąd osobę. Jestem z Tobą!!!
Mam podobny problem. I chciałabym otrzymać jakąś wskazówkę lub poradę.
Mam 35 lat i w związku jestem od 8 lat, a kilka miesiecy po ślubie. Dwa lata temu miałam depresje po śmierci mamy. Silnie to przeżyłam. Leczyłam się 3 miesiące. Może za krótko? Zawsze byłam typem nerwusa. Lecz w tej chwili nie radzę sobie ze stresem ani z emocjami. Gdy ktoś lub coś mnie zdenerwuje to potok słów nie ma końca, a także ponosi mnie i potrafię uderzyć, najczęściej męża. Bo to z nim nie potrafię się dogadać. Boję się sama swoich reakcji .Czuje się jakbym była nieobliczalna. W środku odczuwam jakby diabeł ze mnie wychodził. A następnie czuję przygnębienie, odrzucenie i brak ochoty na życie. Proszę pomóżcie mi chociaż poradą, bo nie wiem co mi jest. Jestem załamana.
Świetnie Cię rozumiem. Także mam 35 lat i 8letni staż małżeński i nie raz wściekam się na męża za byle głupstwo...
Też jestem nerwowa, ale mam podwójny problem, bo mój mąż jest agresywny i jeżeli wpadnę w te nerwy i panikuje, to potrafię być ze strony męża uderzona. Obecnie jestem w ciąży (i chyba wszystkie kobiety, które miewały huśtawki nastroju mnie zrozumieją), czasem potrafię z byle czego stworzyć kłótnię, a mój mąż potrafi mną porządnie szarpnąć bądź nawet ciężką ręką uderzyć. Kocham go, bo oczywiście są też piękne chwile, ale nie wiem już jak mam się zachowywać, bywają chwile, że nad swoimi humorami nie panuję (boję się, że te stresy, które mam zaszkodzą dziecku, szczególnie że to moja pierwsza ciąża).
Błagam was pomóżcie mi, powiedzcie jak mam z mężem rozmawiać, jakie mieć podejście do niego, co mam w ogóle robić?
Czekam na odpowiedź.
Pozdrawiam!
mam powazny problem i niewiem co mam robic,moj mąz podejrzewa mnie ze w sobote po dyskotece poszlam z jakims gosciem do łozka.To jest nieprawda ale on sie upiera,mowi ze jestem kurwa i wogóle pluje mnie bije poniza,nawed nie kupuje mi jedzenia!co robic od wczoraj nic nie jadlam a on przepija pieniadze, prosze o pomoc
Beato 24. Dziewczyno!!!! czy tak ma wyglądać Twoje życie???? nie zasługujesz na szacunek, partnerskie traktowanie, miłość i zrozumienie?? Dlaczego sobie tego odmawiasz? Albo niech kretyn zobaczy że traci wartościową osobę, albo niech żyje jak ten śmieć, bez Ciebie, ale niech nie robi śmiecia z Ciebie! Jeśli jesteś choć troszeczkę niezależna od niego, pokaż mu, że To on jest beeeee bueeeee i fuj. Szanuj się! Czy poza pracą jesteś zdana tylko na niego? Czy on kiedykolwiek Cię przeprosił za swoje zachowanie? A jeśli przeprosił- czy coś zmienił w swoim podejściu? Groźba rozwodu pomaga neiraz przejrzeć na oczy. A jeśli się wie co się traci..... Ja mojemu spakowałam walizki przed drzwi. Myślał, że wiem co robię, że się dowiadywałam o prawo do mieszkania w naszym mieszkaniu, że byłam u prawnika, że dzieci zostaną ze mną i ich w świetle prawa nie zobaczy (pranie z mózgu, w tym niezła jestem) itp. .... u mnie nie zawsze jest różowo, ale na otrzeźwienie groźba rozstania pomogła (tzn. raz, a porządnie, z imitacją wyprowadzki, że niby zmieniam klucze ale jeszcze dam się przekonać, niech w ciągu dwóch tygodni mnie przekona, że warto na niegoczekać). Jest conajmniej inaczej. Rozmawiamy. (ja mam z nim teraz dwójkę dzieci, ale do cholery, dam sobie radę, byle mieć spokój, jeśli nic się nie zmieni). Kim on jest, by cię tak traktować??? Jeśli tylko masz do kogo zwrócić się o pomoc (przenocowanie)- zrób to. Kilka dni otrzeźwienia-ciszy-przemyślenia nikomu nie zaszkodzi. Albo on albo Ty. Do "Wy" jak widać Wam brakuje. Pomyśl: możesz coś próbować zmienić- i tak przez całe życie, albo zmienić a potem próbowac czy to coś zmieniło u Ciebie. I kiedyś stwierdzisz, że to jest to: spokój, szacunek, zaufanie, akceptacja....kiedy to osiągniesz?-jak przyjdą z nim dzieci?? (nie piszesz nic o potomstwie)/ Tu ZAUFANIE nie funkcjonuje. A co z resztą? przemyśl- i niech on przemyśli. Nie tylko Ty tracisz na tym. Uświadom mu, że on bardziej ucierpi, bo stracił wierną mu dotąd osobę. Jestem z Tobą!!!
Dodaj nowy komentarz