Hej hej i "witaj w klubie", chciałoby się rzec. Czemu? Też kiedyś wyprowadziłam się z mamą z domu. Też ojciec nadużywał alkoholu. Też mówiono mi, że mam wiele jego cech, że temperament, że charakter. I wiesz co? Ułożyło się. Trwa to, owszem, ale jest możliwe. Napięcie z czasem ustępuje, złe wspomnienia zacierają, nowa sytuacja staje się sytuacją normalną, sytuacją mile oswojoną.
Co do alkoholizmu natomiast, u mnie było, i wciąż jest, dokładnie odwrotnie: dążyłam bowiem (po części świadomie, po części podświadomie,) do systemu wartości i stylu życia opartego na silnych kontrastach z osobą ojca i jego postawami (stąd też nie piję wcale, nie palę i... wymieniać można by było jeszcze przez dobre kilka stron A4, więc Ci tego oszczędzę, wiedz jednak, że żadne syndromy DDA i żadne predyspozycje niekoniecznie muszą być tak silne, by Cię pokonać, naprawdę).
Idąc jednak dalej, właśnie. Skoro czujesz, że sama dla siebie nie masz po co dalej żyć, to spróbuj może przetrwać ten straszny stan w oparciu o świadomość, że właśnie TY jesteś tak bardzo bardzo mocno potrzebna Twojej mamie i nikt inny na całym świecie (nikt ładniejszy, nikt zdolniejszy, nikt weselszy) jej Ciebie, szczególnie w takich chwilach, nie zastąpi. I nawet jeśli w Twoim mniemaniu teoretycznie robisz klasyczne nic, jeśli zamykasz się w pokoju z głośnikami i kartką papieru, jeśli przemykasz do łazienki z zapuchniętą od łez twarzą, uwierz mi, że nawet szuranie Twoich kapci o podłogę czy cichy dźwięk Twojego stukania w klawiaturę jest tym, co najpełniej tworzy teraz Wasz nowy Dom i... nie rezygnuj z tego, okej? :) A jeśli naprawdę nie dla siebie, jeśli nawet nie dla mamy, jeśli nie dla znajomych czy chłopaka, którzy, jak piszesz, wydają się dziwnie oddaleni, wycofani, to spróbuj chociaż, jakkolwiek to nie zabrzmi, nie poddać się dla mnie, bo nieśmiało podejrzewam, że przeszłyście tak wiele, iż pewnie z powątpiewaniem smutno uśmiechasz się na wszelkie frazesiki typu "Jesteś młoda, życie przed Tobą!" czy inne takie o szczęściu, słońcu i radości, ale właśnie ze wzmożoną siłą wszelkie te szczęścia, słońca i radości jeszcze kiedyś przeżywać będziesz (i wiem to z całkiem podobnego do tego Twojego doświadczenia).
Trzymaj się więc, choć sama rozumiem, jakie to może być trudne. Trzymaj się więc, bo gdzieś setki kilometrów od Ciebie jest sobie jakaś tam Atia, która jeszcze w Ciebie wierzy. I to mocno! Pozdrawiam :)
Dziękuję. Jeśli przeczytałabym to tydzień temu to może i bym uwierzyła, ale dziś wróciłam od mojego chłopaka, który okazało się zaczął interesować się kimś innym i znowu powróciły czarne myśli. Boję się.
Przestań, nie wolno Ci tak myśleć, on nie był Ciebie wart!!! Na pewno jesteś super dziewczyną, takie myśli przytrafiają się osobom bardzo wrażliwym - ja też je mam, jeśli w ogóle Ci dać radę, to musisz iść do psychologa, on Ci pomoże, i znajdź sobie jakieś zajęcie, coś, co Cię uszczęśliwi i sprawi, że nie będziesz tyle myśleć. Jeśli chcesz, to daj swoje gg, pogadamy :D
Twoja historia mnie poruszyła, ponieważ moja dziewczyna jest w prawie identycznej sytuacji. Kiedyś powiedziała mi, że ma myśli samobójcze i pewnie dlatego tu teraz jestem. Boje się o nią, więc wpisałem w google "myśli samobójcze" i tak trafiłem tu. Nasze historie są podobne, bo ona też będzie daleko ode mnie [jej matka chce się z nią wyprowadzić po rozwodzie]. Wiem, że nie mogę jej opuścić, bo wydaje mi się, że gdyby nie ja, to już by jej nie było na tym świecie, gdyż mniej więcej tydzień po tym jak zaczęliśmy chodzić ze sobą, zauważyłem 3 równoległe rany długości 10cm. Powiedziała mi, że wywróciła się tak po ciemku na krawężniku, ale jestem dość inteligentny i wiem, że takie rany nie powstają po zaliczeniu gleby podczas spaceru [zwłaszcza, że były tylko na lewej ręce i były głębsze od góry, co świadczy o tym że musiała to sama zrobić czymś ostrym]. Po tym zdarzeniu zrozumiałem, że nie wykrwawiła się z mojego powodu. Na razie jest dobrze, bo widujemy się codziennie co najmniej po 6-7 godzin i nie myślimy o przyszłości. TY musisz pamiętać o tym, że zawsze będzie gdzieś ktoś kto cię pokocha i zrozumie. Niech twoim priorytetem będzie przeżycie dla niego, bo on jeszcze nie wie o tym, że będzie cię kochał nad życie, gdyż jeszcze nie przyszedł czas na wasze spotkanie, ale zawsze pamiętaj, że ten piękny dzień nadejdzie. Pamiętaj o tym i wyżywaj się artystycznie. Ja też dużo pisze, a moja dziewczyna pięknie rysuje, więc w chwili zarezerwowanej na płacz, rób wszystko inne prócz tego. Życzę ci wszystkiego najlepszego, tak jak sam sobie tego życzę i oferuje pomoc: gg: 963878 e-mail: frugi@interia.eu. Trzymaj się ;***
Hej hej i "witaj w klubie", chciałoby się rzec. Czemu? Też kiedyś wyprowadziłam się z mamą z domu. Też ojciec nadużywał alkoholu. Też mówiono mi, że mam wiele jego cech, że temperament, że charakter. I wiesz co? Ułożyło się. Trwa to, owszem, ale jest możliwe. Napięcie z czasem ustępuje, złe wspomnienia zacierają, nowa sytuacja staje się sytuacją normalną, sytuacją mile oswojoną.
Co do alkoholizmu natomiast, u mnie było, i wciąż jest, dokładnie odwrotnie: dążyłam bowiem (po części świadomie, po części podświadomie,) do systemu wartości i stylu życia opartego na silnych kontrastach z osobą ojca i jego postawami (stąd też nie piję wcale, nie palę i... wymieniać można by było jeszcze przez dobre kilka stron A4, więc Ci tego oszczędzę, wiedz jednak, że żadne syndromy DDA i żadne predyspozycje niekoniecznie muszą być tak silne, by Cię pokonać, naprawdę).
Idąc jednak dalej, właśnie. Skoro czujesz, że sama dla siebie nie masz po co dalej żyć, to spróbuj może przetrwać ten straszny stan w oparciu o świadomość, że właśnie TY jesteś tak bardzo bardzo mocno potrzebna Twojej mamie i nikt inny na całym świecie (nikt ładniejszy, nikt zdolniejszy, nikt weselszy) jej Ciebie, szczególnie w takich chwilach, nie zastąpi. I nawet jeśli w Twoim mniemaniu teoretycznie robisz klasyczne nic, jeśli zamykasz się w pokoju z głośnikami i kartką papieru, jeśli przemykasz do łazienki z zapuchniętą od łez twarzą, uwierz mi, że nawet szuranie Twoich kapci o podłogę czy cichy dźwięk Twojego stukania w klawiaturę jest tym, co najpełniej tworzy teraz Wasz nowy Dom i... nie rezygnuj z tego, okej? :) A jeśli naprawdę nie dla siebie, jeśli nawet nie dla mamy, jeśli nie dla znajomych czy chłopaka, którzy, jak piszesz, wydają się dziwnie oddaleni, wycofani, to spróbuj chociaż, jakkolwiek to nie zabrzmi, nie poddać się dla mnie, bo nieśmiało podejrzewam, że przeszłyście tak wiele, iż pewnie z powątpiewaniem smutno uśmiechasz się na wszelkie frazesiki typu "Jesteś młoda, życie przed Tobą!" czy inne takie o szczęściu, słońcu i radości, ale właśnie ze wzmożoną siłą wszelkie te szczęścia, słońca i radości jeszcze kiedyś przeżywać będziesz (i wiem to z całkiem podobnego do tego Twojego doświadczenia).
Trzymaj się więc, choć sama rozumiem, jakie to może być trudne. Trzymaj się więc, bo gdzieś setki kilometrów od Ciebie jest sobie jakaś tam Atia, która jeszcze w Ciebie wierzy. I to mocno! Pozdrawiam :)
Dziękuję. Jeśli przeczytałabym to tydzień temu to może i bym uwierzyła, ale dziś wróciłam od mojego chłopaka, który okazało się zaczął interesować się kimś innym i znowu powróciły czarne myśli. Boję się.
Przestań, nie wolno Ci tak myśleć, on nie był Ciebie wart!!! Na pewno jesteś super dziewczyną, takie myśli przytrafiają się osobom bardzo wrażliwym - ja też je mam, jeśli w ogóle Ci dać radę, to musisz iść do psychologa, on Ci pomoże, i znajdź sobie jakieś zajęcie, coś, co Cię uszczęśliwi i sprawi, że nie będziesz tyle myśleć. Jeśli chcesz, to daj swoje gg, pogadamy :D
Twoja historia mnie poruszyła, ponieważ moja dziewczyna jest w prawie identycznej sytuacji. Kiedyś powiedziała mi, że ma myśli samobójcze i pewnie dlatego tu teraz jestem. Boje się o nią, więc wpisałem w google "myśli samobójcze" i tak trafiłem tu. Nasze historie są podobne, bo ona też będzie daleko ode mnie [jej matka chce się z nią wyprowadzić po rozwodzie]. Wiem, że nie mogę jej opuścić, bo wydaje mi się, że gdyby nie ja, to już by jej nie było na tym świecie, gdyż mniej więcej tydzień po tym jak zaczęliśmy chodzić ze sobą, zauważyłem 3 równoległe rany długości 10cm. Powiedziała mi, że wywróciła się tak po ciemku na krawężniku, ale jestem dość inteligentny i wiem, że takie rany nie powstają po zaliczeniu gleby podczas spaceru [zwłaszcza, że były tylko na lewej ręce i były głębsze od góry, co świadczy o tym że musiała to sama zrobić czymś ostrym]. Po tym zdarzeniu zrozumiałem, że nie wykrwawiła się z mojego powodu. Na razie jest dobrze, bo widujemy się codziennie co najmniej po 6-7 godzin i nie myślimy o przyszłości. TY musisz pamiętać o tym, że zawsze będzie gdzieś ktoś kto cię pokocha i zrozumie. Niech twoim priorytetem będzie przeżycie dla niego, bo on jeszcze nie wie o tym, że będzie cię kochał nad życie, gdyż jeszcze nie przyszedł czas na wasze spotkanie, ale zawsze pamiętaj, że ten piękny dzień nadejdzie. Pamiętaj o tym i wyżywaj się artystycznie. Ja też dużo pisze, a moja dziewczyna pięknie rysuje, więc w chwili zarezerwowanej na płacz, rób wszystko inne prócz tego. Życzę ci wszystkiego najlepszego, tak jak sam sobie tego życzę i oferuje pomoc: gg: 963878 e-mail: frugi@interia.eu. Trzymaj się ;***
Dodaj nowy komentarz