szcęście jest zawsze blisklo tylko ... (niezweryfikowany)06.03.2012, 11:58.
może to komuś pomoże: ja byłam w trochę podobnej sytuacji. Byliśmy ze sobą 3 lata i wzięliśmy ślub, po czym on mnie zostawił bo nie zgadzałam się z jego matką i nie pozwalałam aby mną rządziła.Kłuciłam się z nim bez przerwy przez nią, aż w końcu odszedł. Powiedział Kocham Cię ale nie chcę tego dłużej kontynuować, na początku byłam wściekła a później błagałam żeby wrócił bo bardzo go Kocham i nie potrafie bez niego żyć a on nic, w końcu jednak udało mi się go namówić do powrotu, ale to był błąd, otóż zmieniłam się bardzo już nie wspominałam na temat jego matki nic, prałam, sprzątałam gotowałam i jeszcze głaskałam i przepraszałam kiedy się na coś zdenerwował albo krzyczał na mnie, robiłam wszystko aby tylko był przy mnie, po pewnym czasie jednak on znowu odszedł, powiedział, że to nie ma sensu, ale twierdziłż że nadal mnie kocha , a to bolało najbardziej. zadawałam sobie pytanie jak można mówić komuś coś takiego i zarazem odchodzić? Znowu zawalił mi się świat, ale tym razem nie prosiłam go już o nic, ani nie uroniłam przy nim ani jednej łzy przy nim, nie krzyczałam na niego ;byłam wyjątkowo spokojna zachowywałam się jakby mi nie zależało, ato podziałało najbardziej. On sam zaczął szukać kontaktu ze mną, przepraszał i pytał czy może wrócić, później już błagał.Po pewnym czasie się zgodziłam, a teraz cóż moge powiedzieć, że jest wspaniale jesteśmy oboje szczęśliwi. Nie żałuje tego co było i nie myśle o tym teraz jest wspaniale
Mam podobny problem. Jakiś czas temu mąż wyprowadził się do swoich rodziców po prawie trzech latach małżeństwa (poprzedzonych dwoma latami narzeczeństwa). Muszę na samym początku zaznaczyć ze byliśmy małżeństwem wrecz doskonałym. Rozumielismy sie bez słów. Nasze rodziny stawiały nas za wzór prawdziwego małżeństwa. Kochaliśmy się i to bardzo. Za mąż wyszłam z prawdziwej miłości. Nie dla korzyści czy też z wyrachowania. Nie traktowałam męża jak ,,maszynki do zarabiania pieniędzy". Po ślubie zaszłam w ciążę i wspólnie ustaliliśmy że po porodzie zostanę w domu z dzieckiem by mąż spokojny o nasze maleństwo mógł realizować sie zawodowo. Bardzo mnie wspierał w czasie ciąży jak i po porodzie. Angażował się w opiekę nad synkiem co sprawiało mu naprawdę dużo radości. Mnie nosił wręcz na rękach (pamiętam nawet ze jak wróciłam z synkiem ze szpitala podarował mi piękny bukiet kwiatów i podziękował za to że dałam mu tak wspaniałą pociechę). Był i sądzę, ze nadal jest wspaniałym człowiekiem. Ale jak to w każdym małżeństwie dopadła nas rutyna dnia codziennego. Praca, obowiązki domowe, pranie, sprzątanie, prasowanie, spacerki z dzieckiem itd itp. Czułam, ze oddalamy sie z mężem od siebie choć na każdym kroku okazywałam mu że bardzo Go kocham i jest dla mnie wszystkim. Mąż bardzo duzo pracował (nie myśleć proszę, ze miał kochankę gdyż jestem na 100% pewna że nie ;)) Pojawiły sie problemy finansowe co najpierw odbiło sie na pracy męża, później zaś na naszym życiu rodzinnym. Po prostu mąż przynosił swoje problemy z pracy do domu. Bardzo mnie to raniło gdyż chciałąm mu w jakiś sposób pomóc ale nie miałam jak jedynie dobrym słowem, przytulaniem i pocieszaniem co doprowadzało go wręcz do irytacji i zdenerwowania Zaproponowałam mu, że może wróciłabym do pracy o czym on nawet słyszeć nie chciał. stwierdził, że od zarabiania pieniędzy jest on. Naprawdę przez ostatnie 5 miesięcy zupelnie nie poznawałam męża. Tak jakbym miała do czynienia z zupełnie innym i obcym człowiekiem. Nie chciał ze mna rozmawiać Ciągle zastanawiał sie co robić zeby były pieniądze. My odeszliśmy zupełnie na dalszy plan. Bardzo mnie to bolało. Pomimo podejmowania prób jakiegokolwiek dialogu mąż pozostawał bierny. Wiem, że bardzo przerosła go cała ta sytuacja. Wziął na swoją głowę bardzo wiele spraw, z którymi nie mógl sobie poradzić. W końcu wszystko we mnie pękło i wykrzyczałam mu że mnie już to wszystko męczy, że ja też sie tym martwie i że martwie sie o niego bo nie wiem co się z nim dzieje i że z perspektywy kobiety zajmującej sie domem boli mnie to ze nie mówi mi o swoich problemach i nie daje sobie pomóc. Jest ambitnym człowiekiem i wiem, że chciałby wiele spraw załatwić sam ale czasami trzeba dumę schować do kieszeni i dać sobie pomóc. Odpowiedzią na to wszystko była jego wyprowadzka i wiele gorzkich słów pod moim adresem. Że juz mnie nie kocha, że to wszystko przeze mnie bo go nie wspierałam ;( to tak jakby ktoś zadawał mi nożem rany. nie usłyszałam tego przez 3 lata małżeństwa. Zawsze zapewniał mnie o swojej miłości, żebym nigdy w to nie wątpiła. I nie wątpię więc czekam co będzie dalej. Najbardziej boli mnie to że złamały go problemy finansowe. Zawsze obiecywaliśmy sobie że choćby było chłodno i głodno będziemy razem. Kocham go bardzo i w głebi duszy wiem że on mnie również tylko te ostatnie miesiące bardzo go zmieniły. Zobojętniał na wszystko. Zaproponowałam mu wizyte u psychologa ale o tym też słyszeć nie chce. Ma zmienne nastroje. Jednego dnia potrafi być dla mnie miły zaś drugiego traktuje mnie jak wroga. Wiem, że nikogo nie ma gdyż mam stały kontakt z jego bratem. Każdy się zastanawia co z nim się porobiło gdyż wiedzą, że mąż świata poza nami nie widział. Mnie pozostało czekać. Nie chcę robić kroku do przodu bo boję się, że on może wtedy zrobić krok do tyłu. Może potrzebuje czasu żeby dojść do równowagi i żeby przemyśleć to co się ostatnio wydarzyło. I co najważniejsze trzeba wyciągnąć wnioski z całej tej sytuacji. Ale mam cichą nadzieję, że wszystko się ułoży i będziemy razem. Na to potrzeba czasu. Nie można działać pochopnie i pod wpływem impulsu czy też emocji. One mogą naprawdę zgubić!
może to komuś pomoże: ja byłam w trochę podobnej sytuacji. Byliśmy ze sobą 3 lata i wzięliśmy ślub, po czym on mnie zostawił bo nie zgadzałam się z jego matką i nie pozwalałam aby mną rządziła.Kłuciłam się z nim bez przerwy przez nią, aż w końcu odszedł. Powiedział Kocham Cię ale nie chcę tego dłużej kontynuować, na początku byłam wściekła a później błagałam żeby wrócił bo bardzo go Kocham i nie potrafie bez niego żyć a on nic, w końcu jednak udało mi się go namówić do powrotu, ale to był błąd, otóż zmieniłam się bardzo już nie wspominałam na temat jego matki nic, prałam, sprzątałam gotowałam i jeszcze głaskałam i przepraszałam kiedy się na coś zdenerwował albo krzyczał na mnie, robiłam wszystko aby tylko był przy mnie, po pewnym czasie jednak on znowu odszedł, powiedział, że to nie ma sensu, ale twierdziłż że nadal mnie kocha , a to bolało najbardziej. zadawałam sobie pytanie jak można mówić komuś coś takiego i zarazem odchodzić? Znowu zawalił mi się świat, ale tym razem nie prosiłam go już o nic, ani nie uroniłam przy nim ani jednej łzy przy nim, nie krzyczałam na niego ;byłam wyjątkowo spokojna zachowywałam się jakby mi nie zależało, ato podziałało najbardziej. On sam zaczął szukać kontaktu ze mną, przepraszał i pytał czy może wrócić, później już błagał.Po pewnym czasie się zgodziłam, a teraz cóż moge powiedzieć, że jest wspaniale jesteśmy oboje szczęśliwi. Nie żałuje tego co było i nie myśle o tym teraz jest wspaniale
Witam
Mam podobny problem. Jakiś czas temu mąż wyprowadził się do swoich rodziców po prawie trzech latach małżeństwa (poprzedzonych dwoma latami narzeczeństwa). Muszę na samym początku zaznaczyć ze byliśmy małżeństwem wrecz doskonałym. Rozumielismy sie bez słów. Nasze rodziny stawiały nas za wzór prawdziwego małżeństwa. Kochaliśmy się i to bardzo. Za mąż wyszłam z prawdziwej miłości. Nie dla korzyści czy też z wyrachowania. Nie traktowałam męża jak ,,maszynki do zarabiania pieniędzy". Po ślubie zaszłam w ciążę i wspólnie ustaliliśmy że po porodzie zostanę w domu z dzieckiem by mąż spokojny o nasze maleństwo mógł realizować sie zawodowo. Bardzo mnie wspierał w czasie ciąży jak i po porodzie. Angażował się w opiekę nad synkiem co sprawiało mu naprawdę dużo radości. Mnie nosił wręcz na rękach (pamiętam nawet ze jak wróciłam z synkiem ze szpitala podarował mi piękny bukiet kwiatów i podziękował za to że dałam mu tak wspaniałą pociechę). Był i sądzę, ze nadal jest wspaniałym człowiekiem. Ale jak to w każdym małżeństwie dopadła nas rutyna dnia codziennego. Praca, obowiązki domowe, pranie, sprzątanie, prasowanie, spacerki z dzieckiem itd itp. Czułam, ze oddalamy sie z mężem od siebie choć na każdym kroku okazywałam mu że bardzo Go kocham i jest dla mnie wszystkim. Mąż bardzo duzo pracował (nie myśleć proszę, ze miał kochankę gdyż jestem na 100% pewna że nie ;)) Pojawiły sie problemy finansowe co najpierw odbiło sie na pracy męża, później zaś na naszym życiu rodzinnym. Po prostu mąż przynosił swoje problemy z pracy do domu. Bardzo mnie to raniło gdyż chciałąm mu w jakiś sposób pomóc ale nie miałam jak jedynie dobrym słowem, przytulaniem i pocieszaniem co doprowadzało go wręcz do irytacji i zdenerwowania Zaproponowałam mu, że może wróciłabym do pracy o czym on nawet słyszeć nie chciał. stwierdził, że od zarabiania pieniędzy jest on. Naprawdę przez ostatnie 5 miesięcy zupelnie nie poznawałam męża. Tak jakbym miała do czynienia z zupełnie innym i obcym człowiekiem. Nie chciał ze mna rozmawiać Ciągle zastanawiał sie co robić zeby były pieniądze. My odeszliśmy zupełnie na dalszy plan. Bardzo mnie to bolało. Pomimo podejmowania prób jakiegokolwiek dialogu mąż pozostawał bierny. Wiem, że bardzo przerosła go cała ta sytuacja. Wziął na swoją głowę bardzo wiele spraw, z którymi nie mógl sobie poradzić. W końcu wszystko we mnie pękło i wykrzyczałam mu że mnie już to wszystko męczy, że ja też sie tym martwie i że martwie sie o niego bo nie wiem co się z nim dzieje i że z perspektywy kobiety zajmującej sie domem boli mnie to ze nie mówi mi o swoich problemach i nie daje sobie pomóc. Jest ambitnym człowiekiem i wiem, że chciałby wiele spraw załatwić sam ale czasami trzeba dumę schować do kieszeni i dać sobie pomóc. Odpowiedzią na to wszystko była jego wyprowadzka i wiele gorzkich słów pod moim adresem. Że juz mnie nie kocha, że to wszystko przeze mnie bo go nie wspierałam ;( to tak jakby ktoś zadawał mi nożem rany. nie usłyszałam tego przez 3 lata małżeństwa. Zawsze zapewniał mnie o swojej miłości, żebym nigdy w to nie wątpiła. I nie wątpię więc czekam co będzie dalej. Najbardziej boli mnie to że złamały go problemy finansowe. Zawsze obiecywaliśmy sobie że choćby było chłodno i głodno będziemy razem. Kocham go bardzo i w głebi duszy wiem że on mnie również tylko te ostatnie miesiące bardzo go zmieniły. Zobojętniał na wszystko. Zaproponowałam mu wizyte u psychologa ale o tym też słyszeć nie chce. Ma zmienne nastroje. Jednego dnia potrafi być dla mnie miły zaś drugiego traktuje mnie jak wroga. Wiem, że nikogo nie ma gdyż mam stały kontakt z jego bratem. Każdy się zastanawia co z nim się porobiło gdyż wiedzą, że mąż świata poza nami nie widział. Mnie pozostało czekać. Nie chcę robić kroku do przodu bo boję się, że on może wtedy zrobić krok do tyłu. Może potrzebuje czasu żeby dojść do równowagi i żeby przemyśleć to co się ostatnio wydarzyło. I co najważniejsze trzeba wyciągnąć wnioski z całej tej sytuacji. Ale mam cichą nadzieję, że wszystko się ułoży i będziemy razem. Na to potrzeba czasu. Nie można działać pochopnie i pod wpływem impulsu czy też emocji. One mogą naprawdę zgubić!
Dodaj nowy komentarz