hej tesz mam chlopaka ktury pije w karzdej pracy po paru dniach go zwalniaja niewiem co mam robic wykorzystuje mnie finansowo porzycza i nieoddaje wykorzystuje to rze go kocham a sam nigdy mnie nigdzie niezaprosil teraz jest zagranica i mi tylko dzwoni jak mu marte zaladuje niewiem czy go ola bo on chyba sie zemną bawi raz mu podstawlam kolezanke i bez niczego sie umuwil i jeszcze powiedzial ze wolny jest innym razem pojechal zagranice i 3 miesiące sie nieodzywal ja go kocham ale dlurzej tego niewytrzymuje zrywa zemnąza karzdym razem jak go wkurze potem mui rze żartowal niewiem co robic jestesmy razem prawie 3 lata
z moim problemem, z nim, już się uporałam. Z bólem serca, ale zostawiłam go. Czasem gryzie mnie sumienie, ze przeze mnie teraz spadnie całkiem na dno, bo nie będzie mojej ręki, anioła stróża. Agunia29 nie daj się wykorzystywac ani finansowo ani w zaden inny sposób. "Mój" był kłamcą a spotkanie sie na boku z inną kobietą nie sprawiało mu problemu, zauważyłam to gdy wciągnęłam go pośród moich znajomych i próbował umowic sie z moją dobrą koleżanką, o czym ona mi doniosła. Było to jeszcze jakis dłuzszy czas po napisaniu tego posta. Od lutego bieżącego roku zostawiłam go i nie żałuję. Jest kwiecień ja nie daję się omamic nadziejom na jego zmianę, tel nie odbieram, urwałam kontakt, zresztą teraz jest CISZA. i dobrze, bo wierz mi, ze zadna z nas nie potrzebuje wybuchowego alkoholika ktory wyssa z ciebie ostatni grosz i energię, a potem będzie się pastwił i zapewne stosował przemoc!!! Nie pakujmu się w to, nawet w imię miłości. Zostaw go w imię troski o siebie i lepszej przyszłości. Alkoholicy moim prywatnym zdaniem się nie zmieniają, oni przyjmują pozy, które mają za zadanie uśpic Twoje obawy i czujnosc. POtem powtarza się krąg pijaństwa. Oczywiscie sa wyjątki, ale takie które widzą w sobie problem, a nie olewają sprawę i piją dalej. ZOSTAW GO, poczujesz się wolna. Będzie bolec, bo taka milosc bolec musi, ale wierz mi, nie warto. Bądź silna!
Mariusza poznałam 7 lat temu. Ja miałam 28 lat i 3-letniego syna. On miał 25 lat był wspaniałym człowiekim. Codziennie widywaliśmy się w pracy, rozmawialiśmy na wszystkie tematy. 4 miesiące minęło i zakochałam się. Szybko zamieszkaliśmy razem. Spacery, zakupy, kino, święta. Było jak w bajce. Koleżanki zazdrościły mi, że on na zebrania do szkoły chodzi, zakupy robi, pomaga sprzątać, nawet gotować nauczył się. Przeżyliśmy razem ciężkie chwile. Mój wypadek w pracy, jego wypadki(pracował zagranicą był izolerem na statkach). Płakaliśmy i śmialiśmy się razem. Mój syn kochał go bardziej niż własnego ojca. Od roku kiedy nie mógł znaleźć normalnej pracy coś zaczęło się z nim dziać. Zaczął popijać, potem dochodziło do tego, że musiałam transportować go na 4 piętro. Wychodził gdzieś i przychodził coraz bardziej pijany. Nie poznawałam go. Najpierw piwo, potem wóda. Nie zdawałam sobie sprawy z tego co to za nałóg. Byłam zrozpaczona i bezradna. Straszyłam go, że go zostawię, potem prosiłam, żeby się leczył, wyrzuciłam go wkońcu z domu. Wyrzucałam i przyjmowałam jeszcze pare razy. Rozmawiałam z nim tysiące razy ale widziałam, że to już nie mój Mariusz. Deklarował się, że się zmieni i że nas bardzo kocha ale nie daje rady. Wyrzuciłam go bo myśłałam, że jak napatrzy się na swoich patologicznych rodziców, których nienawidził to weźmie się w garść. Od pół roku nie byliśmy razem ale w kontakcie telefonicznym. 3 tygodnie temu wyjechał gdzieś tam w Polskę do pracy , 15 listopada byłam już na jego pogrzebie. Zabił go alkohol. Nie szybko się pozbieram, bo go bardzo kochałam, bardzo. Ale nie mogłam mu pomóc, bo on sobie sprawy z tego nie zdawał i chyba nie dostrzegał problemu. Parę dni minęło od pogrzebu ja na prochach jestem. Jego już nie ma, a ja muszę żyć z tą myślą, czy mogłam coś jeszcze zrobić, by do tego nie doszło. doszło ?
Myśle, że nic nie mogłaś więcej zrobic. Może to zabrzmi oschło, ale sam był sobie winien, i sam wybrał taką drogę. Każdy człowiek decyduje o sobie i ponosi konsekwencje swoich czynów. Nie mogłaś nic więcej, jeśli się zablokował na uświadomienie sobie problemu...
Ja dałam sobie spokój. On niby się pozbierał, zajęło mu to ponad rok. Ale czy w rok, tak zwyczajnie da się? Dlatego użyłam słowa "niby". U mnie nie ma już szans. Został o tym uświadomiony, przyjaciołmi też byc nie mozemy, bo każdy przyjazny gest w jego stronę, on odczytuje jako cień szansy. I jest mi z tym dobrze, ze nie wystawiłam swojego życia na zmarnowanie!.
Pozdrawiam, trzmaj się mocno!.
hej tesz mam chlopaka ktury pije w karzdej pracy po paru dniach go zwalniaja niewiem co mam robic wykorzystuje mnie finansowo porzycza i nieoddaje wykorzystuje to rze go kocham a sam nigdy mnie nigdzie niezaprosil teraz jest zagranica i mi tylko dzwoni jak mu marte zaladuje niewiem czy go ola bo on chyba sie zemną bawi raz mu podstawlam kolezanke i bez niczego sie umuwil i jeszcze powiedzial ze wolny jest innym razem pojechal zagranice i 3 miesiące sie nieodzywal ja go kocham ale dlurzej tego niewytrzymuje zrywa zemnąza karzdym razem jak go wkurze potem mui rze żartowal niewiem co robic jestesmy razem prawie 3 lata
z moim problemem, z nim, już się uporałam. Z bólem serca, ale zostawiłam go. Czasem gryzie mnie sumienie, ze przeze mnie teraz spadnie całkiem na dno, bo nie będzie mojej ręki, anioła stróża. Agunia29 nie daj się wykorzystywac ani finansowo ani w zaden inny sposób. "Mój" był kłamcą a spotkanie sie na boku z inną kobietą nie sprawiało mu problemu, zauważyłam to gdy wciągnęłam go pośród moich znajomych i próbował umowic sie z moją dobrą koleżanką, o czym ona mi doniosła. Było to jeszcze jakis dłuzszy czas po napisaniu tego posta. Od lutego bieżącego roku zostawiłam go i nie żałuję. Jest kwiecień ja nie daję się omamic nadziejom na jego zmianę, tel nie odbieram, urwałam kontakt, zresztą teraz jest CISZA. i dobrze, bo wierz mi, ze zadna z nas nie potrzebuje wybuchowego alkoholika ktory wyssa z ciebie ostatni grosz i energię, a potem będzie się pastwił i zapewne stosował przemoc!!! Nie pakujmu się w to, nawet w imię miłości. Zostaw go w imię troski o siebie i lepszej przyszłości. Alkoholicy moim prywatnym zdaniem się nie zmieniają, oni przyjmują pozy, które mają za zadanie uśpic Twoje obawy i czujnosc. POtem powtarza się krąg pijaństwa. Oczywiscie sa wyjątki, ale takie które widzą w sobie problem, a nie olewają sprawę i piją dalej. ZOSTAW GO, poczujesz się wolna. Będzie bolec, bo taka milosc bolec musi, ale wierz mi, nie warto. Bądź silna!
Mariusza poznałam 7 lat temu. Ja miałam 28 lat i 3-letniego syna. On miał 25 lat był wspaniałym człowiekim. Codziennie widywaliśmy się w pracy, rozmawialiśmy na wszystkie tematy. 4 miesiące minęło i zakochałam się. Szybko zamieszkaliśmy razem. Spacery, zakupy, kino, święta. Było jak w bajce. Koleżanki zazdrościły mi, że on na zebrania do szkoły chodzi, zakupy robi, pomaga sprzątać, nawet gotować nauczył się. Przeżyliśmy razem ciężkie chwile. Mój wypadek w pracy, jego wypadki(pracował zagranicą był izolerem na statkach). Płakaliśmy i śmialiśmy się razem. Mój syn kochał go bardziej niż własnego ojca. Od roku kiedy nie mógł znaleźć normalnej pracy coś zaczęło się z nim dziać. Zaczął popijać, potem dochodziło do tego, że musiałam transportować go na 4 piętro. Wychodził gdzieś i przychodził coraz bardziej pijany. Nie poznawałam go. Najpierw piwo, potem wóda. Nie zdawałam sobie sprawy z tego co to za nałóg. Byłam zrozpaczona i bezradna. Straszyłam go, że go zostawię, potem prosiłam, żeby się leczył, wyrzuciłam go wkońcu z domu. Wyrzucałam i przyjmowałam jeszcze pare razy. Rozmawiałam z nim tysiące razy ale widziałam, że to już nie mój Mariusz. Deklarował się, że się zmieni i że nas bardzo kocha ale nie daje rady. Wyrzuciłam go bo myśłałam, że jak napatrzy się na swoich patologicznych rodziców, których nienawidził to weźmie się w garść. Od pół roku nie byliśmy razem ale w kontakcie telefonicznym. 3 tygodnie temu wyjechał gdzieś tam w Polskę do pracy , 15 listopada byłam już na jego pogrzebie. Zabił go alkohol. Nie szybko się pozbieram, bo go bardzo kochałam, bardzo. Ale nie mogłam mu pomóc, bo on sobie sprawy z tego nie zdawał i chyba nie dostrzegał problemu. Parę dni minęło od pogrzebu ja na prochach jestem. Jego już nie ma, a ja muszę żyć z tą myślą, czy mogłam coś jeszcze zrobić, by do tego nie doszło. doszło ?
Myśle, że nic nie mogłaś więcej zrobic. Może to zabrzmi oschło, ale sam był sobie winien, i sam wybrał taką drogę. Każdy człowiek decyduje o sobie i ponosi konsekwencje swoich czynów. Nie mogłaś nic więcej, jeśli się zablokował na uświadomienie sobie problemu...
Ja dałam sobie spokój. On niby się pozbierał, zajęło mu to ponad rok. Ale czy w rok, tak zwyczajnie da się? Dlatego użyłam słowa "niby". U mnie nie ma już szans. Został o tym uświadomiony, przyjaciołmi też byc nie mozemy, bo każdy przyjazny gest w jego stronę, on odczytuje jako cień szansy. I jest mi z tym dobrze, ze nie wystawiłam swojego życia na zmarnowanie!.
Pozdrawiam, trzmaj się mocno!.
Dodaj nowy komentarz