Nie liczy się dla mnie nic, prócz nauki - co jest ze mną nie tak?
1
Nie liczy się dla mnie nic, prócz nauki - co jest ze mną nie tak?
30 grudzień 2010
agnieska (niezweryfikowany)03.01.2011, 17:29.
Znam to z własnego doświadczenia. Mam 28 lat i jedyne co pamiętam z ostatnich 15 to książki i naukę. Naukę w liceum traktowałam bardzo poważnie, uczyłam się z lekcji na lekcję z każdego przedmiotu, nie poszłam spać dopóki nie umiałam wszystkiego, spałam po 4 godziny, a rano wstawałam z bólami brzucha ze stresu... Na studiach podobnie. Nie chodziłam na i prezy, bo nie mogłam sobie wyobrazić jak można poświęcić sobotę na imprezowanie zamiast nauki... Na Sylwestrze ostatni raz byłam 11 lat temu... A tak to co roku zostaję w domu, oglądam Sylwester w telewizji albo usiłuję zasnąć i przespać te pare godzin, żeby nie myśleć, ze inni się bawią a ja jestem sama. Zawsze sobie i innym tłumaczyłam, że imprezy nie są dla mnie, że nie jest mi taka rozrywka potrzebna, że nie lubię tańczyć ipt itd a w rzeczywistości zazdrościłam innym, że potrafią tak beztrosko spędzić czas. Na skutki nie trzeba było długo czekać. W liceum miałam koleżanki, nie imprezowałam z nimi, ale się dogadywałyśmy, na studiach też, ale nasze znajomości związane były głównie z nauką. A teraz, no cóż, wszyscy znajomi są już w związkach albo dawno mają już swoje rodziny, a ja nie mam nikogo żeby porozmawiać, nikogo w swoim wieku, mam wrażenie, że przespałam ostatnie 15 lat swojego życia, zmarnowałam, po co mi były te paski na świadectwie, po co te piątki na studiach, co z tego, ze rodzice pękali z dumy, skoro czuję, ze przegrałam swoje życie... Nie było w nim nic poza książkami... Też mnie już praktycznie nic nie cieszy, czasem zakupy, ale i tak nie widzę sensu w kupowaniu nowych ciuchów, bo po co....? Na zewnątrz udaję twardą osobę, zdecydowaną i zdyscyplinowaną, ale w środku dawno już pękłam i nie mam siły i ochoty na nic. Po świetnie skończonych studiach, dostałam propozycję pracy na uczelni i pisania doktoratu. Super, byłam zachwycona, ale czuję się już tak wypalona, ze całe moje zamiary i wielkie plany są teraz nie do zrealizowania, bo zwyczjnie nie mogę już patrzeć na stosty papierów, nie mogę znieść siedzenia całymi godzinami i pisania artykułów, które i tak przecież nikomu życia nie uratują, bo to nie medycyna.... zupełnie nie mam celu, chciałaby coś zmienić, ale nie umiem, nie potrafię, nie mam z kim nawet iść na siłownię... o czymkolwie pomyślę, właśnie-może basen od tego roku?- od razu milion argumentów przeciwko. Bo skoro przez ostatnie 15 lat żyłam tylko książkami, to trudno nagle stać się rozrywkową osobą... Zazdroszczę Ci, że masz dopiero 20 lat!!!! Zazdroszczę. Powiedz sobie, ze nie musisz być perfekcyjna, bo nie musisz. Ja w liceum miałam świadectwa z paskiem i poszłam na takie studia, jakie były dostępne w moim mieście, bo na wyjazd do innego miasta nie było mnie stać. A osoby, które ledwo zdawały z klasy do klasy pokończyły prawo i zarabiają 4 razy tyle co ja... Nie dziwię im się- ja po tylu latach nauki nie mam już sił na nią, a oni nigdy nie niczym nie martwili, mieli po kilka poprawek z egxzaminów, ale studia jakoś skończyli, nikt im do dyplomu nie zagląda i średniej z indeksu nie liczy... A całe życie świtenie się bawią. Piszesz, że życie jest beznadziejne- zgadzam się- takie życie jest bezznadziejne, wiem to, takie właśnie jest moje życie. Odpuść sobie, nie musisz umieć wszystkiego (wiem, łatwo powiedzieć, mi też nieraz mówiono- naucz się na trójkę, po co kuć na piątkę? Ale nie umiałam inaczej :( ). Zmień swoje życie od zaraz, bo za parę lat spojrzysz wstecz i będziesz żałować każdej chwili spędzonej nad książkami. Tym, że nie masz chłopaka sie nie przejmuj- skąd masz go mieć, skoro nie wychodzisz nigdzie. Zobaczysz, pójdziesz parę razy na wypad z koleżankami i ktoś się Tobą zainteresuje prędzej czy później. Zmień swoje życie od dzisiaj, bo zmarnujesz je tak, jak ja to zrobiłam. Pomyśl, żyjemy tylko raz. Jesteś młoda, smakuj życie. Obejrzyj sobie Senność Magdaleny Piekorz, troszkę dziwny film, ale jakie piękne przesłanie. Pozdrawiam.
Znam to z własnego doświadczenia. Mam 28 lat i jedyne co pamiętam z ostatnich 15 to książki i naukę. Naukę w liceum traktowałam bardzo poważnie, uczyłam się z lekcji na lekcję z każdego przedmiotu, nie poszłam spać dopóki nie umiałam wszystkiego, spałam po 4 godziny, a rano wstawałam z bólami brzucha ze stresu... Na studiach podobnie. Nie chodziłam na i prezy, bo nie mogłam sobie wyobrazić jak można poświęcić sobotę na imprezowanie zamiast nauki... Na Sylwestrze ostatni raz byłam 11 lat temu... A tak to co roku zostaję w domu, oglądam Sylwester w telewizji albo usiłuję zasnąć i przespać te pare godzin, żeby nie myśleć, ze inni się bawią a ja jestem sama. Zawsze sobie i innym tłumaczyłam, że imprezy nie są dla mnie, że nie jest mi taka rozrywka potrzebna, że nie lubię tańczyć ipt itd a w rzeczywistości zazdrościłam innym, że potrafią tak beztrosko spędzić czas. Na skutki nie trzeba było długo czekać. W liceum miałam koleżanki, nie imprezowałam z nimi, ale się dogadywałyśmy, na studiach też, ale nasze znajomości związane były głównie z nauką. A teraz, no cóż, wszyscy znajomi są już w związkach albo dawno mają już swoje rodziny, a ja nie mam nikogo żeby porozmawiać, nikogo w swoim wieku, mam wrażenie, że przespałam ostatnie 15 lat swojego życia, zmarnowałam, po co mi były te paski na świadectwie, po co te piątki na studiach, co z tego, ze rodzice pękali z dumy, skoro czuję, ze przegrałam swoje życie... Nie było w nim nic poza książkami... Też mnie już praktycznie nic nie cieszy, czasem zakupy, ale i tak nie widzę sensu w kupowaniu nowych ciuchów, bo po co....? Na zewnątrz udaję twardą osobę, zdecydowaną i zdyscyplinowaną, ale w środku dawno już pękłam i nie mam siły i ochoty na nic. Po świetnie skończonych studiach, dostałam propozycję pracy na uczelni i pisania doktoratu. Super, byłam zachwycona, ale czuję się już tak wypalona, ze całe moje zamiary i wielkie plany są teraz nie do zrealizowania, bo zwyczjnie nie mogę już patrzeć na stosty papierów, nie mogę znieść siedzenia całymi godzinami i pisania artykułów, które i tak przecież nikomu życia nie uratują, bo to nie medycyna.... zupełnie nie mam celu, chciałaby coś zmienić, ale nie umiem, nie potrafię, nie mam z kim nawet iść na siłownię... o czymkolwie pomyślę, właśnie-może basen od tego roku?- od razu milion argumentów przeciwko. Bo skoro przez ostatnie 15 lat żyłam tylko książkami, to trudno nagle stać się rozrywkową osobą... Zazdroszczę Ci, że masz dopiero 20 lat!!!! Zazdroszczę. Powiedz sobie, ze nie musisz być perfekcyjna, bo nie musisz. Ja w liceum miałam świadectwa z paskiem i poszłam na takie studia, jakie były dostępne w moim mieście, bo na wyjazd do innego miasta nie było mnie stać. A osoby, które ledwo zdawały z klasy do klasy pokończyły prawo i zarabiają 4 razy tyle co ja... Nie dziwię im się- ja po tylu latach nauki nie mam już sił na nią, a oni nigdy nie niczym nie martwili, mieli po kilka poprawek z egxzaminów, ale studia jakoś skończyli, nikt im do dyplomu nie zagląda i średniej z indeksu nie liczy... A całe życie świtenie się bawią. Piszesz, że życie jest beznadziejne- zgadzam się- takie życie jest bezznadziejne, wiem to, takie właśnie jest moje życie. Odpuść sobie, nie musisz umieć wszystkiego (wiem, łatwo powiedzieć, mi też nieraz mówiono- naucz się na trójkę, po co kuć na piątkę? Ale nie umiałam inaczej :( ). Zmień swoje życie od zaraz, bo za parę lat spojrzysz wstecz i będziesz żałować każdej chwili spędzonej nad książkami. Tym, że nie masz chłopaka sie nie przejmuj- skąd masz go mieć, skoro nie wychodzisz nigdzie. Zobaczysz, pójdziesz parę razy na wypad z koleżankami i ktoś się Tobą zainteresuje prędzej czy później. Zmień swoje życie od dzisiaj, bo zmarnujesz je tak, jak ja to zrobiłam. Pomyśl, żyjemy tylko raz. Jesteś młoda, smakuj życie. Obejrzyj sobie Senność Magdaleny Piekorz, troszkę dziwny film, ale jakie piękne przesłanie. Pozdrawiam.
Dodaj nowy komentarz