Sama jestem w takim związku i wiem, że jakbym powiedziała, że chce chwilowego dystansu, to dla niego byłoby jak zerwanie. Miałby mnie w d..., powiedział, jak ci nie pasuje to odejdź. Teraz właśnie się kłócimy, bo on pojechał na imprezkę do kumpla i świetnie się bawił, ale mnie nic nie powiedział, tylko zniknął na dzień bez słowa. Wrócił popołudniu, nie odbierał telefonu, a ja się jak debil martwiłam. Mam serdecznie tego dosyć, serce mi się kraje, ale postanowiłam, że tym razem nie odpuszczę, nie złamię się i nie przeproszę....
Ja mam tą samą sytuację. Wszystko się kręci wokół mojego chłopaka, zawsze ja pierwsza ustępuję, bo on nie ustąpi. Jak jest dobrze, nie kłócimy się, to jest super, potrafi być naprawdę kochany, ale jak się kłócimy, to jest masakra, nie da się z nim dogadać. Potrafi mi tylko dogryzać, wypominać różne rzeczy...Myślę jak to zrobić, żeby go zostawić , ale nie potrafię tego, bo go bardzo kocham, a tak naprawdę nie wiem za co. Kiedyś on za mną latał jak głupi, a teraz ja latam za nim, sytuacja się odwróciła po roku czasu. Już rozmawiałam z nim na ważne tematy bardzo dużo, zmieniał się po jakimś czasie, ale za jakiś czasu znowu było to samo....
ja wlasnie jestem, czy raczej bylem dokladnie takim chlopakiem dla swojej dziewczyny i chcialbym sie zapytac Pani Doktor, z czego wynika taki dysonans, co jest przyczyna? ja osobiscie tez wiele rzeczy dziewczynie obiecywalem, chcialem sie dla niej zmienic, ale nie moglem, nie potrafilem panowac nad emocjami w klotniach - byly bluzgi, wyzwiska, epitety rozne...po kazdej takiej klotni mialem ogromnego dola, nie poznawalem siebie, ale potem znowu byla jakby codzienna rutyna, nudzilem sie w tym zwiazku, dziewczyna tez nie potrafila zrozumiec mnie i moich potrzeb - szczegolnej bliskosci i akceptacji, czulosci...jest to typ raczej pragmatycznej dziewczyny, wiem ze kazdym slowem ja ranilem, ale kiedy miedzy nami sie ukladalo, to mialem wrazenie, ze nie slucha do konca jej sie zwierzalem, nie rozumiala moich potrzeb...chcialem wiele razy zerwac, ale nie potrafilem tego zrobic w normalny sposob, byc moze celowo doprowadzalem do eskalacji konfliktu, bo tak mi sie wydawalo ze bedzie latwiej? prosze o jakis komentarz, bo widze, ze to nie jedyna taka sytuacja
Ja mam podobnie, wyzwiska, obelgi, kłamstwa;;;
Sama jestem w takim związku i wiem, że jakbym powiedziała, że chce chwilowego dystansu, to dla niego byłoby jak zerwanie. Miałby mnie w d..., powiedział, jak ci nie pasuje to odejdź. Teraz właśnie się kłócimy, bo on pojechał na imprezkę do kumpla i świetnie się bawił, ale mnie nic nie powiedział, tylko zniknął na dzień bez słowa. Wrócił popołudniu, nie odbierał telefonu, a ja się jak debil martwiłam. Mam serdecznie tego dosyć, serce mi się kraje, ale postanowiłam, że tym razem nie odpuszczę, nie złamię się i nie przeproszę....
Ja mam tą samą sytuację. Wszystko się kręci wokół mojego chłopaka, zawsze ja pierwsza ustępuję, bo on nie ustąpi. Jak jest dobrze, nie kłócimy się, to jest super, potrafi być naprawdę kochany, ale jak się kłócimy, to jest masakra, nie da się z nim dogadać. Potrafi mi tylko dogryzać, wypominać różne rzeczy...Myślę jak to zrobić, żeby go zostawić , ale nie potrafię tego, bo go bardzo kocham, a tak naprawdę nie wiem za co. Kiedyś on za mną latał jak głupi, a teraz ja latam za nim, sytuacja się odwróciła po roku czasu. Już rozmawiałam z nim na ważne tematy bardzo dużo, zmieniał się po jakimś czasie, ale za jakiś czasu znowu było to samo....
ja wlasnie jestem, czy raczej bylem dokladnie takim chlopakiem dla swojej dziewczyny i chcialbym sie zapytac Pani Doktor, z czego wynika taki dysonans, co jest przyczyna? ja osobiscie tez wiele rzeczy dziewczynie obiecywalem, chcialem sie dla niej zmienic, ale nie moglem, nie potrafilem panowac nad emocjami w klotniach - byly bluzgi, wyzwiska, epitety rozne...po kazdej takiej klotni mialem ogromnego dola, nie poznawalem siebie, ale potem znowu byla jakby codzienna rutyna, nudzilem sie w tym zwiazku, dziewczyna tez nie potrafila zrozumiec mnie i moich potrzeb - szczegolnej bliskosci i akceptacji, czulosci...jest to typ raczej pragmatycznej dziewczyny, wiem ze kazdym slowem ja ranilem, ale kiedy miedzy nami sie ukladalo, to mialem wrazenie, ze nie slucha do konca jej sie zwierzalem, nie rozumiala moich potrzeb...chcialem wiele razy zerwac, ale nie potrafilem tego zrobic w normalny sposob, byc moze celowo doprowadzalem do eskalacji konfliktu, bo tak mi sie wydawalo ze bedzie latwiej? prosze o jakis komentarz, bo widze, ze to nie jedyna taka sytuacja
Dodaj nowy komentarz