Nie radzę sobie z nerwicą. Bardzo bym chciał, żeby było jak dawniej. Jak tego dokonać?
5
Nie radzę sobie z nerwicą. Bardzo bym chciał, żeby było jak dawniej. Jak tego dokonać?
02 listopad 2009
iskierka28.11.2009, 20:18.
Witaj Boazerio:)
Od 2 godzin buszuje po internecie i szukam odpowiedzi na gnębiące mnie pytania.
Skąd bierze się nerwica lekowa i jak sobie z nią radzić, by wygrać tą walkę.
Moja nerwica zaczęła się około 2 miesiące temu, a dokładniej ujawniła się całkowicie.
Tak naprawdę już od dłuższego czasu czułam, że coś jest ze mną nie tak.
2 miesiące temu zabrało mnie do szpitala pogotowie, gdzie powiedziano mi że mam nerwice lekową. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba i zatruło moje życie.
Na początku nerwica zwalała mnie z nóg częstymi omdleniami, jednak bez utraty przytomności. Nagle zawroty głowy, kołatanie serca, sinienie ust i palców, cierpniecie kończyn, to był prawdziwy koszmar. Zgłosiłam się do psychiatry, dostałam leki, na których jestem do dziś. Ustąpiły omdlenia, a pojawiły się duszności, coś niesamowitego, jakby coś ściskało mi gardło i płuca, sprawiając że nie mogę oddychać, potem ból w mostku i ten paniczny strach, że zaraz coś mi się stanie, że się uduszę i nikt mi nie pomoże. Wiem ze to wszystko siedzi z mojej głowie, gdzieś głęboko zakorzenione, sama napędzam ten lek, czuje że robi mi się duszno i to już wystarcza, by rozpędzić machinę leku, robi mi się coraz duszniej, a wtedy kładę się i próbuję opanować, bo wiem że im bardziej będę myśleć i panikować to będzie tylko gorzej.
Teraz, kiedy już coś wiem o nerwicy, staram się wyciszyć i poszukać źródła problemu.Jestem osobą emocjonalnie podchodząca do życia, zawsze wszystko szczegółowo analizowałam, każde większe i mniejsze wydarzenie w moim życiu. Może zbyt poważnie podchodziłam do wszystkiego?
Kiedy cofam się o parę lat wstecz widzę siebie.
Siebie jako osobę zamkniętą, dusząca wszystko w sobie. Ciągłe pasma niepowodzeń. Nie miałam większych problemów w szkole, w domu, z przyjaciółmi.
Myślę, że zbyt wiele od siebie oczekiwałam, starałam się robić wszystko jak najlepiej i moje oczekiwania przerosły rzeczywistość. Nie miałam ojca alkoholika ani złej matki, nikt mnie nie bił, ale w domu między rodzicami panowała wieczna znieczulica. Myślę, że przeżywałam to nieświadomie jako dziecko, co potem odegrało się na dalszym moim życiu.
Zauważyłam, że na moje nerwicowe dolegliwości pomaga mi naprawdę niezły wycisk fizyczny, kiedy leje mi się pot z czoła.
Pomaga mi bieganie i pływanie. Wtedy skupiam się nad tym co robię, biegnę aż brakuje mi tchu aż padam. Wtedy wychodzi ze mnie ten stres, czuję ulgę i odprężenie, żaden lek mi nie zapewni takiego uczucia. Musiałam zrezygnować ze szkoły i pracy. Postanowiłam skupić uwagę tylko na sobie. Staram się robić to co lubię, aby jak najmniej myśleć o nerwicy. Są dni kiedy nic mi nie pomaga, leżę jak kłoda na swoim łóżku i płaczę. Wydaje mi się wtedy, że jestem całkiem sama i że nikt i nic nie jest mi w stanie pomoc. Potrafię tak płakać godzinami, a potem znowu się dźwigam i walczę. Pragnę, by nie zabrakło mi sił do walki z nerwicą, chcę walczyć i wygrać tą walkę za wszelką cenę, bo kocham życie...
Witam,
czasem jest tak, iż leki usuwają objawy lekowe w 100%, niekiedy tylko do pewnego stopnia. Wydaje mi sie, że jeśli, tak jak to jest w Pani przypadku lekarstwa nie do końca działają (no właśnie - czy próbowano już zmieniać leki, modyfikować dawki? Może warto pomyśleć o zmianie - nie zawsze udaje się dobrać lek za pierwszym razem..) to warto pomyśleć o psychoterapii. W pewnym sensie już Pani wykoanła część pracy i to sporą - odkryła Pani, iż koncentrowanie się na objawach lęk tylko napędza. Warto byłoby przemyśleć skąd takie emocje się biorą - częściowo odpowiedziała Pani sobie równiez i na to pytanie.
Napisała Pani bardzo ważną rzecz - iż zrozumienie przyczyn powstawania lęku i mechanizmu jego działania zmniejszyło jego nasilenie i pozwoliło Pani podjąc pewne działania jemu przeciwdziałające. To bardzo ważny krok, jednak wydaje mi się, że warto tą pracę kontynuować z psychoterapeutą.
Znacznie łatwiej jest szukać wówczas konkretnych odpowiedzi i rozwiązań. Gorąco polecam terapię poznaczo-behawioralną.
Witaj Boazerio:)
Od 2 godzin buszuje po internecie i szukam odpowiedzi na gnębiące mnie pytania.
Skąd bierze się nerwica lekowa i jak sobie z nią radzić, by wygrać tą walkę.
Moja nerwica zaczęła się około 2 miesiące temu, a dokładniej ujawniła się całkowicie.
Tak naprawdę już od dłuższego czasu czułam, że coś jest ze mną nie tak.
2 miesiące temu zabrało mnie do szpitala pogotowie, gdzie powiedziano mi że mam nerwice lekową. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba i zatruło moje życie.
Na początku nerwica zwalała mnie z nóg częstymi omdleniami, jednak bez utraty przytomności. Nagle zawroty głowy, kołatanie serca, sinienie ust i palców, cierpniecie kończyn, to był prawdziwy koszmar. Zgłosiłam się do psychiatry, dostałam leki, na których jestem do dziś. Ustąpiły omdlenia, a pojawiły się duszności, coś niesamowitego, jakby coś ściskało mi gardło i płuca, sprawiając że nie mogę oddychać, potem ból w mostku i ten paniczny strach, że zaraz coś mi się stanie, że się uduszę i nikt mi nie pomoże. Wiem ze to wszystko siedzi z mojej głowie, gdzieś głęboko zakorzenione, sama napędzam ten lek, czuje że robi mi się duszno i to już wystarcza, by rozpędzić machinę leku, robi mi się coraz duszniej, a wtedy kładę się i próbuję opanować, bo wiem że im bardziej będę myśleć i panikować to będzie tylko gorzej.
Teraz, kiedy już coś wiem o nerwicy, staram się wyciszyć i poszukać źródła problemu.Jestem osobą emocjonalnie podchodząca do życia, zawsze wszystko szczegółowo analizowałam, każde większe i mniejsze wydarzenie w moim życiu. Może zbyt poważnie podchodziłam do wszystkiego?
Kiedy cofam się o parę lat wstecz widzę siebie.
Siebie jako osobę zamkniętą, dusząca wszystko w sobie. Ciągłe pasma niepowodzeń. Nie miałam większych problemów w szkole, w domu, z przyjaciółmi.
Myślę, że zbyt wiele od siebie oczekiwałam, starałam się robić wszystko jak najlepiej i moje oczekiwania przerosły rzeczywistość. Nie miałam ojca alkoholika ani złej matki, nikt mnie nie bił, ale w domu między rodzicami panowała wieczna znieczulica. Myślę, że przeżywałam to nieświadomie jako dziecko, co potem odegrało się na dalszym moim życiu.
Zauważyłam, że na moje nerwicowe dolegliwości pomaga mi naprawdę niezły wycisk fizyczny, kiedy leje mi się pot z czoła.
Pomaga mi bieganie i pływanie. Wtedy skupiam się nad tym co robię, biegnę aż brakuje mi tchu aż padam. Wtedy wychodzi ze mnie ten stres, czuję ulgę i odprężenie, żaden lek mi nie zapewni takiego uczucia. Musiałam zrezygnować ze szkoły i pracy. Postanowiłam skupić uwagę tylko na sobie. Staram się robić to co lubię, aby jak najmniej myśleć o nerwicy. Są dni kiedy nic mi nie pomaga, leżę jak kłoda na swoim łóżku i płaczę. Wydaje mi się wtedy, że jestem całkiem sama i że nikt i nic nie jest mi w stanie pomoc. Potrafię tak płakać godzinami, a potem znowu się dźwigam i walczę. Pragnę, by nie zabrakło mi sił do walki z nerwicą, chcę walczyć i wygrać tą walkę za wszelką cenę, bo kocham życie...
Witam,
czasem jest tak, iż leki usuwają objawy lekowe w 100%, niekiedy tylko do pewnego stopnia. Wydaje mi sie, że jeśli, tak jak to jest w Pani przypadku lekarstwa nie do końca działają (no właśnie - czy próbowano już zmieniać leki, modyfikować dawki? Może warto pomyśleć o zmianie - nie zawsze udaje się dobrać lek za pierwszym razem..) to warto pomyśleć o psychoterapii. W pewnym sensie już Pani wykoanła część pracy i to sporą - odkryła Pani, iż koncentrowanie się na objawach lęk tylko napędza. Warto byłoby przemyśleć skąd takie emocje się biorą - częściowo odpowiedziała Pani sobie równiez i na to pytanie.
Napisała Pani bardzo ważną rzecz - iż zrozumienie przyczyn powstawania lęku i mechanizmu jego działania zmniejszyło jego nasilenie i pozwoliło Pani podjąc pewne działania jemu przeciwdziałające. To bardzo ważny krok, jednak wydaje mi się, że warto tą pracę kontynuować z psychoterapeutą.
Znacznie łatwiej jest szukać wówczas konkretnych odpowiedzi i rozwiązań. Gorąco polecam terapię poznaczo-behawioralną.
Pozdrawiam serdecznie
Ja mam cały czas zawroty głowy i boje się, że coś mi się stanie...
ja mam dokładnie to samo zawroty i uczucie ze zaraz zemdleje ..co robic brałąm wczesniej leki ale w sumie podobnie sie czułam ten LĘK mnie przeraza
jestem w totalnym dolku:(jestem w szostym miesiacu ciazy ,wszytko mnie drazni ,nie potrafie juz rozmawiac ze swoja najlepsza przyjaciolka ,boje sie porodu ,jest poprostu strasznie:(((
Dodaj nowy komentarz