38

Nie umiem poradzić sobie z rozstaniem

Potret użytkownika anonimowego

Faceci tognpje, mój mnie zostawił po 3 latach związku (mieszkaliśmy razem). Pokłóciliśmy się o mycie okien, a dwa tygodnie później się wyprowadził (w zasadzie właśnie się pakuje). Wiem, że będę płakaź, będzie ciężko, ale wychodzę z założenia, że skoro on posunął się do takiego kroku, to czemu ja mam mu zabraniać. Nie można nikogo uszczęścliwiać na siłę. Jeżeli by został, to by się wyprowadził za pół roku przy natępnym myciu okien. Co się odwlecze, nie uciecze... Ale są plusy, mam całe mieszkanie dla siebie, mogę nago fikołki robić, mogę wziąć kąpiel ze świeczkami przy głośno nastawionej ulubionej muzyce... Ale niestety będę sama spać, sama się budzić, sama jeść... Ehh... Nie ma złotego środka. Pozdrawiam, trochę czasu już u Ciebie minęło, może już jest lepiej?

Potret użytkownika anonimowego

i jeszcze jedno, postanowiłam całkowicie poświęcić się mojemu marzeniowi i w końcu nauczyć się grać na gitarze, no i rzucić palenie i schudnąć. Wogóle muszę sobie zrobić listę czego chcę i do tego dążyć. Smam niestety... Jednak faceta nic nie zastąpi, no może...przyjaciel na baterie :) Ale tego kwiata pół świata...

Potret użytkownika anonimowego

Chłopak zostawił mnie po 6 latach bez sensownego powodu. Uzyskałam odpowiedź, że w nim coś pękło. Stało się to dwa tygodnie temu, a ja do tej pory nie mogę jeść, spać, ogólnie nie chce mi się żyć. Zaciera po mnie wszystkie ślady, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na smsy, zostawił mnie samą i jak mam żyć. Nie umiem sobie z tym poradzić, a byłam przekonana, że jesteśmy szczęśliwi. Zawalił mi się świat i nie potrafię się z tym pogodzić. Jeszcze dobija mnie myśl, że ma kogoś innego...Co ja mam zrobić? Jak moje uczucie nawet odrobinkę się nie zmieniło.

Potret użytkownika anonimowego

Heh mnie zostawiła moja ukochana po 6 latach. 3 miesiące temu zawaliło mi się wszystko, bo się kompletnie tego nie spodziewałem. Nie szukaj kontaktu, daj święty spokój, bo będziesz się tylko pogrążała w swoim cierpieniu. Wiem, że jest Ci ciężko, bo wiem jak się czułem przez pierwsze 2 tygodnie. Wiem też, że szybko to nie minie, bo to są 3 miesiące od rozstania, a np. dzisiaj płakałem, śniła mi się dzisiaj i wstałem zapaliłem papierosa i w ryk... i wiem, że jeszcze będę miał dużo takich nawrotów... co masz robić, na pewno nie walcz o niego daj i jemu odczuci, że on tez coś stracił.... na pewno nie siedź w domu, wiem, że ci się nic nie chce i nic nie jest w stanie zająć twoich myśli na dłużej niż 2 minuty, żeby o nim nie myśleć, ale musisz walczyć ze sobą, dzwoń do przyjaciół, wychodź niech rozmawiają z tobą... wygadaj się, wypłacz się, to naprawdę pomaga. Wiedz, e nie tylko ty jesteś w takiej sytuacji. Nie daj się zwariować, naprawdę to nie jest warte, wiem, że czytasz to i pomyślisz "Jezu co on pisze... ja nie jestem w stanie niczego jeść, a on mi radzi żeby gdzieś wyjść" powiem Ci tylko tyle, że jeść też nie moglem, nie moglem pić, nie moglem spać. Jak zasypiałem na 15 min to budziłem się zaraz, bo mi się śniła, ale uwierz mi, że to mija. Ja po 3 miesiącach czuję się zupelnie inaczej, nie ma dnia żebym o niej nie pomyślał, nie ma nawet takiej godziny, ale uwierz mi, że nauczyłem się bez niej funkcjonować. Jest to bardzo trudne ale wykonalne, ale im szybciej zaczniesz się tego uczyć, oswajać, że jego już nie ma, to szybciej wyjdziesz z tej pierwszej fazy cierpienia. Mi zaproponowała przyjaźń, tak po prostu... przyjaźń....od tak... a usłyszałem, że coś się w niej wypaliło, że nie sprawia jej spędzanie czasu ze mną przyjemności, że się nie cieszy jak do niej przyjeżdżam, że nie cieszy się jak przyjeżdża do mnie, a mojemu kumplowi ostatnio napisała, jak starał się jej przemówić do rozsądku..., że dla niej te 6 lat to były tylko wspólnie spędzane wakacje:( boli i to bardzo

Potret użytkownika anonimowego

Wcale nie jest tak łatwo, mnie narzeczony, przed ślubem zostawił pół roku temu po 6 latach wspólnego mieszkania. Stres związany z rozstaniem bardzo odbił się na moim zdrowiu i w sensie psychicznym i fizycznym. Stwierdził, że namiętność się wypaliła i znalazł sobie młodszą dziewczynę. To dopiero boli.........

Potret użytkownika anonimowego

Mój związek rozpadł się po 2 latach minęło już 4 miesiące, wpadłam w depresję, walczyłam, spotykałam się ze znajomymi, wypłakiwałam się bliskim,,,,chodziłam na imprezy...poznawałam nowych ludzi..piłam więcej niż zwykle...spotykałam się z innymi facetami....nawet szłam do łóżka żeby tylko nie czuć tego bólu. Nic nie pomogło, straciłam swoją godność rozpaczliwie prosząc by wrócił...nie mogę znieść tej pustki...tej samotności innych dłoni ust też...klin klinem wybijam, a czuję się tylko gorzej. Śpię do południa, jestem pół przytomna. Myślami gdzie indziej, niedługo mam sesję egzamin zawodowy z ratownictwa. Nie potrafię skupić swojej uwagi...myślę, że jeśli ktoś ma silny charakter i wolę może z tego wyjść...ale często jest tak ze nie chcemy ....wypierać z umysłu i z serca tej drugiej osoby,,,,stoimy w miejscu wracając do tego co było...a to w niczym nie pomaga...dopóki chcemy tkwić w tym co było nie uda nam się wyrwać. Jestem tego świadoma, a to jeszcze bardziej powoduje mojego doła...związałam się z kimś po drodze, myślałam, że zapomnę przy nim. Kiedy jednak ta osoba mieszkała setki kilometrów...zakochałam się? Przywiązałam jak do wybawcy a on też mnie zostawił....zupełnie jak wyrzucona zabawka. Nie wiem już jak sobie radzić, same leki nic nie rozwiążą, więc nie szukam pomocy u lekarzy.

Potret użytkownika anonimowego

Ja też nie potrafię się znaleźć po tym, jak z dnia na dzień przestałam obchodzić kogoś, kto tak wiele dla mnie znaczył. Już prawie cztery miesiące, jak nie mogę przestać o tym wszystkim myśleć. Nie potrafię się uśmiechać, cieszyć tym, co mam. Nie obchodzi mnie to, jak wyglądam, ani to co myślą o mnie inni. Prowizorycznie pocieszam się nowymi ciuchami, flirtami bez najmniejszych emocji, alkoholem popijanym w samotności. Nie umiem zapomnieć, choć trwało to tak krótko. Nie umiem zapomnieć, że byłam tak szczęśliwa jak nigdy w życiu. Nie potrafię przestać płakać, kiedy nikt nie patrzy. Mam ogromny żal do siebie, bo wiem, że mam kochających ludzi wokół a mimo to nie umiem dalej się z tym pogodzić. Tęsknię. Tak strasznie tęsknię i ciągle obwiniam się za to, co się stało. Nie umiem zupełnie żyć dalej...

Potret użytkownika anonimowego

Witam :( Dziewczyna zostawiła mnie po 2 latach praktycznie bez powodu :( Stwierdziła, że jej się nie podobam, że jej się znudziłem, że mnie już nie kocha i mnie zwyzywała :( Robiłem dla niej wszystko... gotowałem obiady, odwoziłem ją wszędzie, praktycznie cały czas byliśmy razem :( a ona od tak zerwała..... i udaje, że mnie nie zna...

Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Raz nawet wziąłem 20 tabletek żeby trafić do szpitala żeby ją sumienie ruszyło.....

Nie umiem sobie z tym poradzić....

Potret użytkownika anonimowego

Czasem tak bywa, mnie też zostawił chłopak, ale nie ma sensu robić z siebie ofiary i truć się tabletkami, i brać kogoś na litość. Musimy dać radę jest, to ciężkie, bo sama po sobie wiem, i walczę z tym pół roku, płaczę, wydzwaniam, proszę, żeby wrócił, a on nawet nie odbiera:( ale w życiu nie przyszło mi do głowy, żeby sobie jakąś krzywd zrobić;/

Potret użytkownika anonimowego

i co ruszyło

Potret użytkownika anonimowego

Witajcie, ja już pół roku jestem załamana po rozstaniu. Nie dość, że zostawił mnie facet, na którym mi zależało, to jeszcze straciłam dobrą pracę. Wiem, że gdyby on był przy mnie, byłoby mi łatwiej. Tak za nim tęsknię. Byliśmy ze sobą dwa lata. Myślałam, że już zawsze będziemy razem, a okazał się egoistą i socjopatą niezdolnym do poświeceń i życia w związku. Wszyscy mi mówią: zapomnij o nim, masz wiele możliwości i w ogóle, jesteś mądra, piękna, czego ci więcej trzeba, ale do mnie to nie dociera. Tak za nim tęsknię, codziennie o tym myślę. Staram się z tym żyć, ale jakoś nie potrafię :( czasem dopada mnie taki dzień, że plączę i piszę do niego, i dzwonię, ale on nawet nie odbiera i nie odpisuje. A był mi tak bliski. Ten stan już trwa tak długo, chyba potrzebuję pomocy :( mam przyjaciół, którzy mnie wspierają, staram się wychodzić do ludzi, ale to nic nie daje, wciąż myślę o nim, nie mogę nawet patrzeć na innych chłopaków :( jestem zrozpaczona.

Potret użytkownika anonimowego

Witam. Mnie chłopak zostawił bez słowa po 2 latach bycia w "trudnych" okolicznościach. Ja studiowałam 2 kierunki w dwóch zupełnie innych uczelniach, dzieliło nas 50 kilometrów. Ale starałam dawać z siebie wszystko... 2 dni po mojej obronie (na której mi towarzyszył) zamilkł, i pewnej nocy odebrałam pożegnalnego SMS-a... przeżywałam to tak samo jak Wy, bo skoro się kocha, to trudno tak nagle się "przestawić"... Wpadłam w depresję i zamknęłam się na świat.. Od mojego rozstania mija 8 miesiąc... 2 tygodnie temu napisałam do niego, żeby wiedzieć, jak wygląda moja sytuacja... jak zwykle przepraszał i powiedział, że na zawsze zachowa mnie w sercu... przepłakałam kilka dni, ale teraz jestem już spokojna... Kochani, od kilku dni dla mnie znowu zaświeciło słońce:) Jestem pewna, że wcześniej czy później wasze życie też się odmieni:) Nie warto wracać do przeszłości, która i tak już nie powróci... a przed wami nowe jutro:) Pomyślcie, że nadchodzi wiosna, i to najlepszy drogowskaz, jaki można mieć:) Każdy z nas przechodzi etapy swojego życia w bardziej lub mniej szczęśliwy sposób, ale to wy musicie odnaleźć w sobie siłę, która pozwoli wam odnaleźć się w rzeczywistości... spotyka nas wiele cierpień, ale przecież życie nie ma tym polega... Po rozstaniu zawsze czuje się pustkę, bo to naturalna reakcja na zadany ból. I możecie mi wierzyć lub nie, ale jestem żywym przykładem tego, że człowiek może się z największego cierpienia pozbierać... bo gdybyście widzieli jak wyglądałam jeszcze kilka miesięcy temu... czasem trzeba opaść na dno, by się od niego odbić, a wtedy fakt, że się uratowaliście jest najpiękniejszym stanem jaki wg mnie człowiek powinien chociaż raz poczuć:) kiedyś też nie mogłam patrzeć na innych ludzi, kolejne dni nic nowego nie przynosiły... ale przecież to my decydujemy jak ma wyglądać nasze życie, jacy chcemy, by nas postrzegano. Po minionych doświadczeniach jestem o wiele silniejsza i sama kieruję swoim życiem:) Uśmiecham się codziennie, by podziękować swojej wewnętrznej sile, która mnie uwolniła od lęków, łez i zwątpienia w prawdziwe uczucia:) Jestem pewna, że przyjdzie dzień, w którym każdy z was odnajdzie to w sobie:) Poznaję siebie na nowo, wiem czego od życia oczekuję. Nie pomoże wychodzenia do ludzi, pomoże tylko zmiana waszego sposobu widzenia świata po rozstaniu. Czy warto cierpieć, skoro ktoś próbował na siłę udowadniać wam, co dla was jest dobre? Rada ode mnie: nie myślcie, że jesteście gorsi, bo ktoś was zostawił!! Żal mi ludzi, którzy odchodzą bez słowa, zdradzają, bo tym samym niszczą samych siebie, choć mogą eksponować swoją wyższość, to i tak są bardzo mali... tylko,że oni zrozumieją to, gdy wy już będziecie silni. Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję, że po głębszym przeanalizowaniu waszych przeżyć zrozumiecie, że życie trwa nadal i jeszcze może nas niejednym zaskoczyć:)

Potret użytkownika anonimowego

Witajcie.
Tak to prawda, najważniejsze jest nasze nastawienie do tej sytuacji, jaka nas spotkała. Ja też przez prawie rok cierpiałam z powodu rozstania z facetem. Mój chłopak również zostawił mnie po 2 latach, tak samo był ze mną na obronie i dwa dni później koniec, a tylko dlatego, że chciałam z nim spędzać dużo czasu. Zdenerwował się na mnie tak, że mnie zostawił i nie chciał mnie już znać. Tego nie jestem w stanie zrozumieć do tej pory, ale to specyficzny człowiek ;/. W sumie to wiele złego mi wyrządził, a ja za każdym razem mu wybaczałam, bo go kochałam. Przez rok walczyłam i prosiłam, żeby do mnie wrócił ,ale zadaje sobie teraz pytanie po co skoro nie był mnie wart. Wtedy byłam nieszczęśliwa. Do tej pory czasem za nim tęsknie, jeszcze parę miesięcy temu byłam wrakiem człowieka, jak w takim stanie można poznać kogoś fajnego? ;/ Postanowiłam wziąć się w garść, przecież tak dłużej być nie może. Nie pomagały spotkania ze znajomymi, może tylko na chwile, ale jak byłam sama, to zawsze to wracało do mnie, ta straszna pustka. Teraz za wszelka cenę będę myśleć pozytywnie i nie załamywać się tylko muszę iść do przodu, przecież on i tak mnie źle traktował i nawet jakby wrócił i tak bym była nieszczęśliwa. W tym momencie muszę zacząć żyć inaczej nie myśleć o tym, co było tylko o tym, co będzie. Chcę być szczęśliwa, a skoro on tego nie docenił to jego strata. Więc dziewczyny radzę wam nie załamujcie się choć wiem, że to nie jest łatwe, ja walczyłam rok. Trzeba iść do przodu i pokazać się z jak najlepszej strony, żeby inni zauważyli, że jesteście wartościowe, bo czas ucieka i nie warto go marnować na smutki.

Potret użytkownika anonimowego

Minęły właśnie 2 tygodnie odkąd mnie zostawił człowiek, którego kocham nad życie, po 5 latach razem, planach na wspólny wyjazd, marzeniach...
Jestem zrozpaczona, zdruzgotana, nie widzę sensu życia... ;((
Mam wielu przyjaciół, którzy przemawiają mi do rozsądku, ale to pomaga tylko na jakiś czas... Później znów wpadam w dół samonienawiści.
Nie rozumiem, jak mogę go tak kochać, a tyle przez niego wycierpiałam, już podczas związku, tyle wypłakałam łez, był takim egoistą... raz poznał nawet młodszą dziewczynę, i się z nią spotykał. Jechał do niej nawet na urodziny i spał u niej! A do mnie przychodził i mnie tulił jak przyjaciel, i robił mi pranie mózgu. Mówił, że 'muszę zaakceptować co co mi się może nie podoba, ale to minie". Później mi obiecywał, że to na mnie czekał całe życie i teraz już to wie na pewno, źle nigdy mnie już nie skrzywdzi. Wybaczyłam mu, bo tak bardzo kochałam.... i żałuję teraz ;(((
Teraz odszedł, wyjechał. Chce być sam, i chce aby nikt mu nie mówił co ma robić. Mówi, że też bardzo cierpi. Znów mną manipuluje, aby siebie usprawiedliwić, i mówi tak abym to ja czuła się winna. No i dopiął swego ;((( Czuję się jak wrak człowieka.
Strasznie boli mnie serce, w ogóle coraz gorzej się czuję. Mam ochotę umrzeć.

Potret użytkownika anonimowego

Witajcie, mnie właśnie zostawiła dziewczyna po 5 latach. Jestem załamany. Wiem, że minęło dopiero 1,5 tygodnia, ale to jest dla mnie jakaś masakra, jakby się świat zawalił. Nie wiem co mam robić, jak pracować, jak żyć, jak się odnaleźć w obecnej sytuacji. Nie życzę tego uczucia nikomu- to jest straszne. Facet potrafi się zamienić w szlochającego bobra, coś tragicznego. Straszliwie tęsknie, najlepiej to bym ją porwał i zatrzymał dla siebie. Pomocy :(

Potret użytkownika anonimowego

Wierze w Ciebie, bo jeśli Tobie się uda, to będę mieć nadzieję dla siebie. Mnie 2 tygodnie temu zostawił chłopak po 4,5 roku, mieliśmy spędzić razem życie. Mam bardzo złe myśli i jestem załamana, jak Ty. Więc proszę trzymaj się jakoś, by dać mi nadzieję, że można to przejść. Przytulam Cię mocno.

Potret użytkownika anonimowego

Hejka. To przykre co teraz przezywasz, ja nie mogę dojść do siebie po ponad pól roku ;/. Może dlatego, że wciąż żyje nadzieją i się odzywam, ale od jakiegoś czasu już tego nie robię. Pewnie z dnia na dzień będzie mi lepiej. My byliśmy 2 lata i tak bardzo to przeżywam. Wyobrażam sobie co Ty musisz czuć. Mogę tylko powiedzieć, że to nie jest koniec świata i że jeśli ktoś tak postanowił to nie da się tego zimnic na siłę, bo ja już próbowałam na wiele sposobów.
pozdr.

Potret użytkownika anonimowego

Witajcie. Każdy widzę z Was przeżył coś strasznego... rozstanie. MASAKRA JAKAŚ! Na samą myśl o ty słowie słabo mi się robi. Byłam z facetem prawie 7 lat, zamieszkaliśmy ze sobą w listopadzie 2009, mieliśmy umowę do marca 2010. Na początku było pięknie i kolorowo, cieszyliśmy się, że jesteśmy wreszcie razem, że mamy siebie obok. On zawsze był za mną, strasznie się o mnie martwił, kochał, naprawdę kochał. Znajomym opowiadał o naszej przyszłości, no i w ogóle, że jest nam dobrze, same dobre słowa. Zaczęliśmy być ze sobą jak mieliśmy po 15 lat, młode gnojki i nawet nie myślałam, że to się przerodzi w taką miłość. Walczył o mnie rok, dałam mu szansę i zaczęliśmy być parą. Bywały lepsze dni i gorsze, ale zawsze sobie dawaliśmy radę z rozwiązywaniem problemów. Wspólne wakacje, wyjazdy na działkę, wspólne święta, on u mnie, ja u niego. Następnym etapem naszego życia była jego propozycja zamieszkania ze sobą, czyli wynajem mieszkania na 5 miesięcy, bo na marca w sumie mieliśmy w planach wyremontować w ogóle mieszkanie (jego) i do tego czasu on chciał już bardzo ze mną zamieszkać w tym wynajmie. Ja byłam przeciwna, gdyż ja studiuję i miałam zaledwie 200-250zł miesięcznie, choć on pracował, to uznałam, że to głupi pomysł, bo w którymś momencie wkurzy się, że musi wydawać kasę, ale on się w ogóle na mnie wkurzył, że ja tak mówię, bo nie chcę z nim mieszkać, że go nie kocham. Jak to w nerwach się mówi, no ale się zgodziłam. I to może był błąd, bo tak to byśmy byli do tej pory szczęśliwi. Ostatni miesiąc naszego mieszkania był jakimś koszmarem. On miał zastój w pracy i nie pracował, ja miałam sesje, czyli 24h na dobę. On zaczął grac w jakieś gry całymi dniami potrafił, kłóciliśmy się też i o to, o to że nie chce ze mną na spacery wychodzić, gdzieś się przejechać. Ja sobie tłumaczyłam, że on jest podenerwowany tym, że nie ma pracy, ja sesja, no i że te kłótnie to przez to są. Jak ja wychodziłam na uczelnie, to on potrafił od rana grać do wieczora jak ja wróciłam. Nie posprzątane, narajane w pokoju papierosami, nawet obiadu sobie nie potrafił odgrzać, który wystarczyło wziąć z lodówki i na patelnię 5 min i gotowe. Ehh jakieś uzależnienie zauważyłam z tymi grami. A on mi odpowiadał, że co on ma robić. Proponowałam spacery, ale jego odpowiedź brzmiała „nie chce mi się, tu nie ma gdzie spacerować”, eh. Zerwaliśmy przy któreś awanturze w nerwach, ale tydzień minął i daliśmy sobie szansę, bo ja poprosiłam. Potem znowu to on chciał, a za trzecim razem ja znowu chciałam szansę nam dać, ale to już nie było to samo. Te wszystkie słowa wypowiedziane w nerwach. Ja je ciągle mam w głowie. Powiedział mi, że żałuje że mnie poznał, tych 7 lat. Potem przepraszał, że w nerwach to mówił, no ale ja już nie zapomnę o tym. Nadszedł dzień rozstania, a on chciał się pokłócić ewidentnie, ale ja się nie dałam sprowokować. Przy jego odjeździe do jego domu, powiedział mi, że mnie kocha, że może nie musimy się rozstawać, że może się nam uda, ale stanęło na tym, że jakoś nikt z nas nie powiedział tak zostajemy razem. Więc rozstanie. Jeszcze pocałował mnie w czółko i przytulił:( A po co? I bye bye pojechał. Napisał, że dojechał do domu i na tym jego smsy się zakończyły. Ja tego nie rozumiem. Potem za 4 dni miał urodziny, więc napisałam smsa z życzeniami, nic nie odpisał,w weekend się odezwałam czy myśli o nas odp., że nie. Bolało, bo najgorsze jest to, że on mi nie powiedział w ogóle dlaczego tak naprawdę on już nie widzi szans dla nas. Gadał tylko wygasło, że nie będzie ze mną szczęśliwy. A ja? Co ja mu zrobiłam? To, że gotowałam, sprzątałam, prałam, kochałam, wstawałam rano przed nim żeby kawę mu zrobić, żeby miał akurat do pica przed pracą, jedzenie szykowałam, to sprawiało mi przyjemność, kochałam go i on za to mnie zostawia? Eh powód: wygasło tak po prostu, ja tego nie potrafię zrozumieć do tej pory no, bo jeśli mówi mi, że mnie kocha, że chciałby przytulić, pocałować, ale nie widzi dla nas przyszłości. a wcześniej? To on nam planował przyszłość jak to będzie, że będziemy szczęśliwi, dom, dziecko. Nie potrafię tego zrozumieć. Uważam, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, to przynajmniej trzeba zdać się na szczerość i po tylu latach należą się partnerce (partnerowi) wyjaśnienia, bo jeśli nie chce być ze mną, to niech mi da to do zrozumienia, a nie mąci w głowie, a ja nie wiem co myśleć, co robić? Ja się starałam naprawdę po tym rozstaniu spotkałam się z nim 2 razy, choć ciężko mi go było zwabić. Ale się udało. I to samo kocham, chciałbym być z tobą, ale po takim rozstaniu już nie damy rady się pozbierać, a ja powiedziałam, że najlepiej teraz niż później, bo im wcześniej, tym może udało by się jakoś naprawić i każdy by miał czyste sumienie, że była szansa i że do końca się staraliśmy, a jakby nie wyszło, to po prostu łatwiej by było obu osobom. Tak myślę, choć nie wiadomo. No więc po ostatnim spotkaniu już do niego nie piszę, minął tydzień i jest mi lepiej, bo mam świetnych znajomych, którzy mi pomagają, choć tak naprawdę nie muszą, bo przez faceta ja ich straciłam, bo kontaktów nie mieliśmy. A oni są moimi skarbami, bo pokazali, że są prawdziwymi znajomymi, których nie doceniłam, ale teraz wiem też co straciłam nie mając z nimi kontaktu. Najgorsze jest to, że ja pokochałam rodzinę mojego byłego faceta. Dzieciaki w tej rodzinie, byłam przy narodzinach, wszystkich świętach. I tak naprawdę teraz straciłam i faceta i ich. To boli i to bardzo. Życzenia wysłałam do jego rodziny, ale do niego nie. Zastanawiam się, bo to przecież święta i do tego pierwsze w samotności... osobno....ale każdy mi nie radzi pisać, bo mówią, że już za dużo się starałam, że jeśli on kochał, to zrozumie kogo stracił i co. Ale wiecie każdy mówi, że nie ten to następny, ale łatwo komuś to powiedzieć. Choć u mnie znajomi też się rozstawali i mam taki przypadek, że po roku się zeszli dopiero potem po pół roku bycia razem znowu druga osoba zerwała i znowu po 5 miesiącach się zeszli i są ze sobą szczęśliwi. Mają więcej wolności, ale są razem. Ja naprawdę go kochałam i nadal kocham. Próbuję zająć sobie czas, ciągle coś, a to sprzątnie, a to znajomi, a to piwko, a to spacery, disco, ale tak jak większość wyżej pisała są niby faceci, ale na nich już się inaczej patrzy. Nie mam już takiego zaufania do facetów jak miałam do niego. W ogóle nie czuję, ze nie mam już faceta, owszem no nie mam niby, tak jak ktoś pyta, ale w środku, w sercu on i tak jest więc niby nie jest ze mną ciałem, ale moje serce go nie potrafi wyrzucić. Są dni, że dam sobie radę, bo to on mnie zostawił, a ja go na siłę nie mogę zatrzymać, bo go kocham, a jeśli ze mną nie wyobraża sobie przyszłości to, co to by była za przyjemność. Kocham go więc daję mu wolność, napisałam mu list i dałam mu na ostatnim spotkaniu powiedziałam, żeby przeczytał w momencie kiedy uzna, że naprawdę nie chce ze mną być,( bo on mówi, że ma mętlik w głowie i musi sobie wszystko pookładać). Czasami przychodzą chwile w których uważam, że to naprawdę koniec i muszę się z tym pogodzić, ale są też takie, w których mam nadzieję, że będziemy ze sobą, no bo zawsze potrafiliśmy o siebie walczyć. Ale ja już nie mogę, przecież się narzucać, bo mnie znienawidzi. Daję mu czas. To jego decyzja, mam nadzieję, że będzie szczęśliwy, ale nie myślę, że będzie z inną, bo to by mnie chyba doszczętnie pogrążyło. On mi powiedział, że rozstajemy się, ale on nie chce mieć już innej dziewczyny i sami powiedzcie, jak ja mam to wszystko rozumieć? Robić nadzieje? Czy pogodzić się? Czy on nie rozumie, że takie sprawy przedstawia się jasno i konkretnie żeby nie krzywdzić drugiej osoby, która jednak się kochało. No nic zobaczymy. teraz to już zostało mi pogodzić się z sytuacją i nacieszyć się może wolnością? Znajomymi? Imprezami? Po prostu życiem. Choć wolałabym z nim, ale nie jestem egoistką i nic na siłę. Pisaliście niektórzy tam na górze, że minęło ok 2 tyg wy nie jecie, nie spicie, palicie, pijecie. Znam to, ja to samo miałam, uwierzcie z tego co ja wiem, każdy to przechodzi. Ja też nie potrafiłam nic jeść, a jak zjadłam małą kanapkę, to wymiotowałam. Przed jego ostatnim przyjazdem żebyśmy do końca wyjaśnili sprawę, godzinę przed tym w kiblu siedziałam i też wymiotowałam już nawet nie miałam czym, ale tak się stresowałam, że masakra. Silniejsze ode mnie. Nie spałam, dajcie spokój ok 2 tygodnie, to ja spałam piąte przez dziesiąte, a nie daj boże jak się w nocy obudziłam, to już do rana bezsenność. Ale też wyszłam z tego, wiecie doceniłam, że jeżeli jego honor nie pozwala mu na napisanie w ogóle jak sobie radzę, czy jak się czuje, to to nie ma sensu. Bardzo mi pomogli znajomi naprawdę, teraz minął 3 tydzień od takiego rozstania, gdzie już ze sobą nie mieszkamy. Odświeżcie kontakty, wiem to trudne, bo nie chce się nigdzie wychodzić, gadać, ale naprawdę to pomaga. Zakupy też:) Wiecie, kochać myślę, że będziemy do końca, bo jeśli ktoś jest z drugą kochającą osobą przez dłuższy czas, to nie da się po prostu przestać kochać, wymazać w pamięci. Ja wiem, ze zawsze będę go kochała, bo to nie było przyzwyczajenie odczulam to właśnie, cierpienie straszne, ale są takie etapy wyjścia z tego wszystkiego, z utraty bliskiej osoby, której się ufało, wszystko mówiło, a teraz? Nie ma do kogo się naprawdę odezwać, bo przez miłość traci się przyjaciół, ale pamiętajcie, ze prawdziwi przyjaciele do nas powrócą i pomogą. Nie ważne ile czasu się nie kontaktowaliście. Eh wspierajmy się, może komuś to pomoże. Trzymajcie się cieplutko. Pozdrawiam i życzę smacznego jajka i bardzo mokrego dyngusa:) yhm i to pytanie ciągle krążące po głowie. Czy on wróci? A jeśli tak, czy warto wchodzić w to samo? hmmmm

Potret użytkownika anonimowego

A jak poradzić sobie jak odchodzi mąż po 14 letnim małżeństwie. Zaznaczam, że przedtem byliśmy ze sobą 5 lat, a więc właściwie całe moje dojrzałe życie.

Potret użytkownika anonimowego

No tego to nie potrafię sobie wyobrazić, ale wiem po mojej mamie co przeżywała. :( To najgorsza rzecz jaka może się przytrafić po tylu latach i jeszcze jak to wpływa na dzieci. :(

Potret użytkownika anonimowego

Minęły właśnie 2 tygodnie odkąd mnie zostawił człowiek, którego kocham nad życie, po 5 latach razem, planach na wspólny wyjazd, marzeniach...
Jestem zrozpaczona, zdruzgotana, nie widzę sensu życia. ;((
Mam wielu przyjaciół, którzy przemawiają mi do rozsądku, ale to pomaga tylko na jakiś czas. Później znów wpadam w dół samonienawiści.
Nie rozumiem, jak mogę go tak kochać, a tyle przez niego wycierpiałam, już podczas związku, tyle wypłakałam łez, był takim egoistą. Raz poznał nawet młodszą dziewczynę, i się z nią spotykał. Jechał do niej nawet na urodziny i spał u niej! A do mnie przychodził i mnie tulił jak przyjaciel, i robił mi pranie mózgu... mówił, że 'muszę zaakceptować co co mi się może nie podoba, ale to minie". Później mi obiecywał, że to na mnie czekał cale życie i teraz już to wie na pewno, źle nigdy mnie już nie skrzywdzi. Wybaczyłam mu, bo tak bardzo kochałam.... i żałuję teraz ;(((
Teraz odszedł, wyjechał, chce być sam, i chce aby nikt mu nie mówił co ma robić. Mówi, że też bardzo cierpi. Znów mną manipuluje, aby siebie usprawiedliwić, i mówi tak abym to ja czuła się winna. No i dopiął swego ;((( Czuję się jak wrak człowieka.
Strasznie boli mnie serce, w ogóle coraz gorzej się czuję. Mam ochotę umrzeć.

zdjęcie użykownika Aasia

Kochani porzuceni.
Mnie chłopak zostawił po prawie 4 latach, 3 miesiące temu. Doskonale Was rozumiem. Był moją pierwszą miłością, ja jego też. Nie rozumiem co się stało. 2 tygodnie wcześniej powiedział, że mnie kocha. Czułam się pewna, bezpieczna, nie podejrzewałam, że może zrobić coś takiego. Gdy zabierał swoje rzeczy był płacz, krzyk i błaganie, żeby mnie nie zostawiał. Pewnie gdzieś w głębi nadal mam nadzieję, że wróci. Ostatnio, gdy próbowałam wydusić z niego co się takiego stało, że to zrobił powiedział, że jemu jest tak (samemu) dobrze. To wszystko bardzo nadal boli, ale wierzę, że kiedyś los mi to wszystko wynagrodzi.
Jeżeli chodzi o sposoby radzenia sobie z rozstaniem, to mi bardzo pomogły koleżanki. To, że miałam możliwość wygadać się. Spakowałam jego rzeczy do pudła (wszystkie wspólne pamiątki, prezenty), oddałam mu jego rzeczy, uporządkowałam rzeczy na kompie, żeby mnie nie korciło wieczorne oglądanie zdjęć. Wiem, co to znaczy zasypiać i budzić się z bólem serca i płaczem. Mam 24 lata i wszyscy moi znajomi są "sparowani", albo zaraz się zaręczą, albo już planują śluby. Jak się spotykamy, to tylko ja jestem sama. Najbardziej boli to, że ja go tak kocham, wszystko bym dla niego zrobiła, zawsze to ja pierwsza wyciągałam rękę po kłótni, moi rodzice traktowali go jak członka rodziny itd. Teraz jestem sama. może byłam za dobra? Wszystkim załamanym osobom chce powiedzieć, że z czasem będzie lepiej. Ja już nie wybucham płaczem kilka razy dziennie. Jeśli macie przyjaciół to poproście ich, żeby jak najczęściej wyciągali Was z domu. Znajdźcie sobie jak najwięcej zajęć. Dobrze radziłam sobie, gdy pracowałam po 10 godzin i zwyczajnie nie miałam czasu o nim myśleć. Nadal jest ciężko, ale rozum mówi, że może dobrze, że to się teraz stało. Co by było gdybym została sama z dziećmi? Tak mam szansę jeszcze kogoś poznać, choć nie wiem jak miałabym komuś zaufać. Straciłam najlepszego przyjaciela, człowieka, którego kochałam i to chyba zawsze będzie tak samo boleć, bo serce będzie już zawsze poharatane.
Wiecie co, kiedyś przyczesałam takie zdanie, które radzę zapamiętać. Myślę, że może wam pomóc, tak jak mi. "Jeśli kochasz puść wolno. Jeśli wróci jest twoje, jeśli nie nigdy twoje nie było"
Ja puściłam (nie dzwoniłam, nie rozmawiałam z nim, widujemy się na uczelni) i nie wrócił :(. Teraz próbuję się z tym pogodzić, że już nie wróci.

zdjęcie użykownika o nim

Czytam te Wasze wpisy i płakać mi się chce:-( Widzę, że ostatni list był napisany jeszcze w maju więc nie wiem czy jak tu się "spiszę "czy ktoś to w ogóle przeczyta. Zaglądnę tu później lub jutro więc jeśli tu jesteście to "dajcie znak":-) Pozdrawiam serdecznie!

Potret użytkownika anonimowego

Jestem kolejną osobą do kolekcji na tej stronie :((( Mnie również zostawił chłopak, którego kocham nad życie, po 6 latach :( Nie umiem sobie z tym poradzić, to tak boli :(

Potret użytkownika anonimowego

Witam drogie panie.
Chcialem powiedziec ze nie tylko kobiety maja takie problemy, ze my faceci tez sie borykamy z takimi problemami.Ja np jestem za granica dzis moja kobieta mi oswiadczyla ze juz nie chce ze mna byc. Strasznie mnie to zabolalo, prosilem o zmiane decyzji ale slysze stanowcze nie. Jutro idzie na miasto pozamykac wszystkie swoje sprawy typu konto itd. Wiem ze nie jestem bez winy, od jakiegos czasu sie klucimy i czasami mam dosc i sie zamykam w drugim pokoju ale to tylko po to zeby sie nie klocic wiecej. Jakies 2 tyg temu kupilem jej czarnego labradorka suczke zeby pokazac jej ze naprawde mi na niej zalezy, wczesniej sie nie zgadzalem na psiaka bo to duzy obowiazek a teraz ten obowiazek zpadl tylko na mnie, dostalem orzeczenie ze sunia zostaje ze mna. Moze macie jakas porade jak uratowac moj zwiazek, bardzo ja kocham i boje sie zostania samemu. Nie jestem w stanie sobie tego ogarnac. Boje sie zostac sam w tym duzym domu. Powiedzcie czy ja wiele wymagam, szukam tylko spokoju, lubie ze swoja kobieta poogladac filmy, pojechac do wesolego miasteczka. Moja kobieta nie lubi wesolych miasteczek, nie lubi ogladac filmow. Wieczory spedzalem zawsze sam ogladajac filmy, bylismy na kolejkach w wesolym miasteczku to nawet ja nie moglem sobie pojezdzic na kolejkach bo ona nie chciala zebym ja tez jezdzil, nie moglismy sobie znalezc wspolnego zainteresowania... Jest to juz drugie takie w moim zyciu rozczarowanie... Mam 27lat daleko od rodziny i przyjaciol trace chec do zycia.. Moze to ja jestem jakis inny...:(( Chetnie bym juz poznal przyszla zone i wkoncu sie ustatkowal a nie ciagle sie martwil co bedzie jutro... Pozdrawiam Krzysztof

Potret użytkownika anonimowego

Witam Was,
Sporo jest takich komentarzy...Niektóre bardzo pomogly zrozumiec mi pewne kwestie po rozstaniu inne natomiast zasmucily...Ale zaczynam sie zastanawiac czy warto naprawde sie starac o to zeby druga osoba wrocila..Ja rozstsalam sie tydzien temu i nie przypuszczalam ze to tak nagle wyjdzie...Ale wiem, ze on zdaje sobie sprawe co ja czuje i tak naprawde on powinnien miec odwage wrocic tymbardziej po tym jak postapil...A skoro twierdzi, ze lepiej nie to nie da się nikogo uszczesliwic na sile..bo predzej czy pozniej ta sytuacja sie powtorzy...wiem ze jest ciezko, ale prawda jest, ze nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki..
Powodzenia zycze wszystkim singlom:)) Jutro zaswieci slonce:)

Potret użytkownika anonimowego

witam wszystkich
wasze problemy to nic dowiedzialem sie pare dni temu ze mam borelioze w zaawansowanym stopniu rozwoju lekarze mowia ze pol roku max mi zostalo niewiem jak z tym sie mam pogodzic zrzera mnie strach co sie stanie jak odejde z tego swiata jak moja matka sobie poradzi przecierz to rodzice powinni umrzec pierwsi a nie dziecko co moja siostra zrobi i ojciec niewiem jak mam z nimi zyc jak slysze o osobach ktorzy maja ta chorobe to az mna rzuca ....szukam forum na ktorym pomoga mi sie z tym jakos oswoic jak sie zachowac itd jak zyc ? :) narazie staram sie jakos normalnie zyc ale ciagle wizyty u lekarzy mnie dobijaja prosze was ludzie dajcie znac co i jak mam robic jutro odwiedze to forum dozobaczenia i dziekuje za przeczytanie to dla mnie jest bardzo wazne .
Uwazajcie na kleszcze

Potret użytkownika anonimowego

Słuchaj mój bardzo dobry kumpel ma nowotwór koło błędnika. Brał chemię, miał depresje. Teraz w marcu 2011 otworzą mu czaszkę i powiedzą jakie są rokowania, czy będzie w ogóle żył. To też jest niezły dół. Ostatnio się zżyliśmy i też to przeżywam. Rozumiem więc Cię doskonale z tą boreliozą.

Jeśli chodzi o związki to mój zakończył się ok. 2 miesiące temu. Była to moja pierwsza miłość. Związek trwał 4 lata i właściwie to ona podjęła decyzję o rozstaniu tłumacząc, że to chyba nie to. Początkowo jakoś to zniosłem, swoje wypłakałem i jakoś się żyło. Jednak 3 dni temu coś się stało. Przyszło tak nagle. Pracowałem na komputerze i nagle po prostu łzy same napłynęły do oczu. Zacząłem sobie wspominać różne sytuacje, jej głos, śmiech, brakuje mi tego. Zrobiłem też największą głupotę i zadzwoniłem do niej prosząc o zastanowienie się nad jej decyzją ale ze stanowczością powtarza, że to nie to i że chyba nic już nie czuje. Mam 27 lat i jestem dość uczuciowym facetem z zasadami. Nie należę do ciepłych kluch ale jeśli chodzi o uczucia, to jestem raczej miękki. Dużo mi dały Wasze historie. Przeczytałem każdą. Taki paradoks, bo cieszę się, że nie jestem jedyny zraniony ale z drugiej strony wszyscy czujemy smutek. Najgorszy ten wiek. Przeżyłem z nią najwspanialszy okres, myślałem, że niedługo ślub, dzieci, a tu takie rozczarowanie i 27 lat na karku. Powiecie pewnie, że jestem młody i sobie jeszcze znajdę. Tak, to prawda znaleźć znajdę bo nie mam z tym problemu, tylko przeraża mnie to sprawdzanie, docieranie się. Niby to najfajniejszy okres w związku, ale co jak okaże się, że to nie ta, tylko kolejna i kolejna. Boję się też porównań, że będę nową partnerkę odrzucał podświadomie bo nie będzie taka jak moja była. Cóż, trzeba wziąć się w garść i zacząć wszystko od nowa. Życzę Wam odnalezienie swojej drugiej połówki i szczęścia na nowej drodze życia.

Potret użytkownika anonimowego

Mam 50 lat, od dwóch miesięcy jestem sama. Ja kobieta po przejściach, on mężczyzna z przeszłością..spotkaliśmy się 5 lat temu i mieliśmy już być na zawsze razem. Dwa miesiące temu powiedział mi, że od kilku miesięcy jest w związku z dziewczyną dwudziestoparoletnią i nie ma siły już mnie oszukiwać i porzuca mnie, bo to dla faceta przed 60 "dar z niebios" i ona mu daje tyle radości....jestem na dnie. Ja zerwałam kontakty, on pisze, że nikt mnie nie zastąpi...ale nie ma zamiaru tego związku kończyć. Może kiedyś jak ona odejdzie to wróci...Piszę to i dociera do mnie jaka z niego kanalia.....Ale tak strasznie mi żal,cierpienie nie ma końca, tak się boję samotności....

zdjęcie użykownika Mago2

Mam podobny dylemat - podobny z uwagi na wiek, oprócz panny , bo w momencie rozstania nie miał nikogo. I nie bardzo wiem dlaczego tak się stało czyli z jakich przyczyn przestaliśmy być razem - trochę mnie to przerosło.Twój były to ewidentny osiol ,ale mój ex ze swoim pokrętnym i niezdecydowanym charakterem był w zasadzie cały czas nie do wytrzymania. Dlaczego więc rozpaczam ??? Napisz - może sytuacja u Ciebie uległa zmianie
pozdrawiam

Potret użytkownika anonimowego

Witam.
Ja mam trochę Inny problem. Mianowicie chodzi o to,że byłam ze swoim chłopakiem, a właściwie już narzeczonym bo od roku byliśmy zaręczeni,no wiec byliśmy razem 3 lata a od roku mieszkaliśmy razem.Przez 3lata związku bardzo się kochaliśmy i nie mogliśmy żyć bez siebie. Na początku lutego stwierdził ze musi wyjechać do domu (pochodzi z Olsztyna a ja z warszawy). Dzień po wyjeździe napisał mi ze nie wie co chce robić w życiu i ze chyba mnie nie kocha i musi sobie wszystko przemyśleć. Po tygodniu odezwał się do mnie w nocy dzwoniąc i mówiąc mi ze nie może ze mną pisać ani rozmawiać a gdy zapytałam dlaczego to powiedział ze dlatego ze mnie kocha i rzucił słuchawka.Następnego dnia chciał żebyśmy znów byli razem po czym po tygodniu zmienił decyzje pisząc ze chodzi o inna dziewczynę i ze mnie nie kocha,minęło kilka dni a on znów odezwał się przepraszając mnie i tłumacząc ze nie było innej,ze wymyślił ja sobie żebym była zazdrosna,po czym chciał żebym do niego wróciła,byliśmy tak razem przez 2 tygodnie. Po dwóch tygodniach znów zmienił decyzje,wiec ja niewiele myśląc wsiadłam w PKS i pojechałam do niego żeby z nim porozmawiać a on do mnie mówi ze mnie kocha.Poprosiłam go żeby dal mi odejść. Powiedział ze nie bo mnie kocha i chce ze mną być.Po czym w walentynki wieczorem powiedział mi ze on nie wie co ma robić i ze potrzebuje pol roku żeby podjąć jakąś decyzje.Wiem ze mogę się już teraz spodziewac wszystkiego,ze moze napisac ze kocha a za kilka dni ze znów nie wie co robic.Zapytal mnie czy dam mu te pol roku po czym po kilku dniach napisal ze juz chyba nie kocha mnie tak jak kiedys. Kocham go najbardziej na swiecie i nie potrafie zapomniec i przestac myslec tym bardziej ze mielismy dziecko ktore umarło po porodzie. Błagam Was pomóżcie mi bo nie wiem co robic.Kocham go bardzo i chcialabym zeby sie zdecydowal w koncu albo zebym ja mogla jakos wplynac,naprowadzic go na jakas decyzje.

Potret użytkownika anonimowego

Ja tez należe do kobiet kochajacych za bardzo:(nawet aż za bardzo.... moja rada jest taka ,daj sobie spokoj ,z tego nic nie bedzie ,jak ktos kogos kocha naprawde to nie potrzebuje dni ,miesiecy ani godzin zeby sie nad tym zastanawiać! Robi ci bałagan w głowie i nic wiecej,szkoda tylko twoje czasu i zdrowia na kogos takiego jak on ,bo z tego co piszesz jest nic nie wart~. Ja byłam w związku ponad 4 lata byliśmy zaręczeni ,data zerwalam zaręczyny ,wyprowadziłam sie ,zerwałam wszelkie kontakty z jego rodzina i znajomymi....on nie stsrał sie wogóle walczyc o mnie ,na sam koniec wywał mnie on najgorszych choc nigdy nie miał powodów do tego zeby mnie nazywać dz...ką lub ku...wa,nigdy go nie zdradziła ,gotowałam ,sprzatałam ,prałam troszsczyłam sie o mojego ukochane jak o małe dziecko bo widziałam ze to lubi ,nawet jak szłam na zakupyy to najpierw myślalam co by moje kochanie zjadło albo co mu kupic na obiadek zeby był zadowolonślubu ustalona, gośćie i rodzina powiadomiona ,byłam szczesliwa niesamowicie ,kochałam na zabój człowieka który jak mi sie wydawało kocha mnie tak samo mocno i szczerze jak ja jego ..Ale jak toksyczny,strasznie sie kłocilismy ,ja czesto sie wyprowadzałam bo portafił mnie nawet uderzyc i wyzwac od najgorszych w kłotni....ale tak kochałam go mocno,tak sie mocno uzależniłam od niego ze wracałam jak tylko zadzwonil albo napisał ,nawet nie musial przepraszac ani sie za bardzo wysilac ..poprstu wracałam bo kochalam całym sercem.W końcu pewnego dnia mialam dość y a na samym końcu dopiero myślałam o sobie i co w zamian dostałam????????? po tym jak odeszłam szybko nagle sie wprowadziała ,młodsza , ładna blondyneczka obdażona cudnie przez nature czego u mie natura nie była tak chojna .Załamałam sie ,,upiłam sie i chciałam sie zabić ,mieszkam na 11 pietrze chciałam skoczyć ,nie mogłam uwierzyc ze człowiek ktorego tak kochałam i tak ufałam okazał sie w zupełnie kimś innym niz mi sie wydawało,świat mi sie zawalił ,nie jadłam nie spałam do pracy chodziłam jak mumia ,nie mialam ochoty na nic :( rodzina sie o mnie martwiła i przyjaciele ,moje życie było mi obojetne bo po mimo tylu przykrych słow jakie usłyszalam od tego człowieka on nadal był motorem mojego życia .....Okazałao sie ze cudny Nowy ZWIAZEK mojego eks nie trwal długo tylko 2 miesiace ,dziewczyna poszła do innego .Cieszyłam sie w głebi serca bo myslałam ze sobie cos przemysli,ze moze tak musialo byc by zrozumial wiele rzeczy ale okazałao sie nastepna sie pojawiła ,to mnie totalnie dobiło i pozbawiło nadzieji na to ze bedziemy razem:((( Jakos zaczełam funkcjonowac nie za bardzo mi to wychodziło ale co najważniesze zaczełam jesc i spac chociaż tyle....to wszystko trwałao 9 miesiecy ...a tu nagle niespodzianka wrócił ...bo kocha mnie i tylko mnie i nie moze zapomniec ,ze jestem jego powietrzem do zycia i jedyna miłoscia ,ze wiele zrozumial ,a te dziewczy to były tylko po to zeby zapomniec o mnie na siłe ale jednak nie potrafi.....i jak myslicie co zrobiłam ?????????? oczywiscie ze wróciłam nie zastanawialam sie nawet godziny po takim wyznaniu miłosci kto by sie zastanawiał !!!!!!!!! wszyscy mi odradzali ,rodzina ,przyjaciele zebym sie dala omamić ale ja oczywiscie byłam mądrrzejasza niz wszyscy i nie dałam przekonąc ,bo wierzyłam sie zmienil i mnie kocha! Moja sielanka trwała 3 mies. W tym krotkim okresie dostałam pare razy w twarz ,zostałam zwyzywana od szmat itp,wyrzucana z jego domu,a na dodatek zeby było jescze milej odkryłam dodatkowo ze moj ukochany jest zalogowany od 2 lat na portalach randkowych ,oraz erotycznych i szuka miłośći !!!! Zabiło mnie to doszczetnie ...byłam zniszczona psychicznie ,nie mogłam uwierzyc w to wszystko znowu świat mi sie zawalił ,on sie wypieral ze to nie on ze nie wie co to jest i skad to sie wszystko wzieło ze mam jakią paranoje i chore fazy sobie wmawiam ,ze on mnie kocha i tylko mnie ze ze mna chce miec rodzine i ze jestem miloscia jego życia i po takich cudnych słowach nie wrócił na noc ! nigdy tegonie robił wczesniej,niby był u kolegi ,ja nie spałam cała noc ,nie odbierał ani jednego ani drugiego tel odemnie bo niby mial wyciszone i nie słyszal a poza tym wypil 4 piwa i go troche zamuliło. Ja już w te bajki nie mialam siły wierzyc powiedzialm ze odchodze i ze mam nadzieje ze ona bylatego warta ,spakowalam sie odeszłam.....nawet mnie nie zatrzymywal ,na koniec powiedzial ze ie chce mnie znac i ze mam juz nigdy nie wracac bo on nie chce sie męczyc ze mna ..wiec ok. Popadłam w depresje ,poszłam do psychologa ,nic nie pomogło ,nadal serce krwawilo,moje zycie bylo mi obojetne .Ja cierpialam , ale moj ukochany za postanowil jechac sobie na wakacje z jakas dziewczyna poznana na potralu ! najgorsze w tym bylo to ze przez te 4 lata nigdzie mnie na wakacje nie zabral ,zawsze tylko obiecywal ze mnie gdzies zabierze ale zawsze konczylo sie tylko na gadaniu, a tu jakas sikse poznał na necie i zaraz zaproponował jej wspolny wyjazd !przygladalam sie jego szczesciu i cierpiałam jescze bardziej,:( ...postanowilam wiec zmienic swoje życie ,wyjechałam do Anglii ,stwierdzialm ze pomoze mi to w zapomnieniu o nim.Mineło 6 mies a tu nagle moj eks pisze ze on nie moze przezyc ze mnie stracil ,ze wyjechalam ze nie moze życ beze mnie ,ze on przyjedzie do mnie i mnie zabierze spowrotem , bo on moze tylko byc szczesliwy ze mna!!!! kolejny raz dałam sie nabrac na to wszystko,,byłam tak zdruzgotana i osamotniona ,tak strasznie teskniłam za nim ze dałam kolejna szanse na tez związek.Dzwonil do mnie codziennie ,pisalismy , gadalismy godzinami na skypie, powiedzialam mu ze te kilometry które nas dziela to bedzie sprawdzian na to czy bedzemy razem, ale tak tesknilam do niego do jego bliskosc i on tez tak jak mowił ze postanowilam wracac do polski jak najszybciej bo moj ukochany na mnie czeka z utesknieniem. Smieszne bo mam 34 lata nie jestem juz nastką ale jestem tak samo głupia jak i naiwna jak te wszystkie małolaty,i o to mam żąl do siebie samej ,ze dawałam sie tyle razy nabierac na jego piekne słowka i widzac w tym żadnych czynów i dowodow milosci ,stracilam szcunek do samej siebie ,poswiecilam ,przyjaciól ,i bliskich w imie tej milosc a teraz zostałam z niczym ...dosłownie z niczym. Nie zdążyłam rzucic tej Angli i znowu sie okazało ze jestem jego kolem ratunkowym,bo mu nie wyszło z inna to wracał do mnie z ta sama spiewką..........a ja głupia wierzylam w jego piekne słowka . Teraz jestem sama , pracuje w Angli od mojego rozstania mineły 3 miesiace ,cierpie ...sa dni ze bywa lepiej ze czuje ze go nienawidze ,ale dzis jest taki dzien ze ogladam go na fb i łzy leca same bo nie moge sie z tym pogodzic wszystkim,nawet wyjazd za granice ,nowa praca ,nowi znajomi nie pomogli mi w zapomnieniu o człowieku ktorego bardzo kochalam po mimo tych wszystkich cierpień jakie mi zadawał . Czasem mysle ze juz nigdy nikogo tak nie pokocham jak jego ,wszyscy mi sie dziwa za co ja ko tak kochałam ...odp jest prosta nie ma powodów do milośći ,kocha sie za nic ! Najgorsze ze on dał mi wiare na prawdziwa i wielka milośc i jednoczesnie ja zabrał pozostawiajac mnie wrakiem kobiety nie wartej jego miłości :((((( nie wiem gdzie popełnilam blad ,staralam sie jak moglam ,nigdy go nie zdrdzilam,nawet mi to przez myśl nie przeszło,troszczyłam sie o niego ,kochałam z całych sił ,wybaczałam zdrady ,upokorzenia a nawet bicie((( nie mam łatwego charakteru ,jestem bardzo nie cierpliwa ososba ,mam czasem foch,i jestem kłotliwa jedza ale o wielkim sercu i potrafie byc oddana :( Mam 34 lata i nie wierze ze juz w milosc ,nie wierze ze bede miec rodzine ,nie chce nikogo nawet poznawac ,on pozbawił mnie wiary we wszystko a na sam koniec dobił słowami ze jest zerem w jego mniemaniu i nigdy juz wiecej nie bede nic dla niego znaczyć ,ze świat bylby lepszy gdyby mnie na nim nie było:(((( ot to sa słowa człowieka który 3 mies temu plakał na skypie i wyznawał mi milośc ,ze nie moze beze mnie zyc i zebym wracała bo on chce mnie miec przy sobie....i jak tu wierzyc w milosc??? jak ???wiem tylko ze jest zalogowany dalej na swoich portalach randkowych i szuka prawdziwej milosci ,bo ja mu takiej nie dawałam ,takiej nie chcial.... cocdzienie rozmawiam z bliskimi na skypie i udaje ze wszystko jest juz ok ,ze sie pozbierałam i jestem sczesliwa,ale tak naprawde jestem rozdarta wewnwtrznie ,kazdy dzien to walaka z wiatrakami,jestm wrakiem ,bez checi do życia I mam pytanie gdzie jest ta sprwiedliwosc ????? on szczesliwie zyje i cieszy sie zyciem ,pewnie nawet nie wspomina ze mial taka nażeczona jak ja ,a ja w obcym kraju bez rodziny ,bez przyjaciól ,i bolem w sercu ktorego nie da sie opisac.....dziekuje Wszystkim za wytrwałość którzy dotarli do konca mej marnej historyjki,nigdy wczesniej nie pisałam na żądnym forum ale poczułam wewnetrzna ulge ze wyrzucilam to z siebie ,i życze powodzenia tym wszystkim którzy maja tak samo złamane serca jak ja aby sie nie dawali ! i zycze Wam prawdziwej miłości:!pisałam wydawało. Nasz zwiazek był

Potret użytkownika anonimowego

hej, moglibyśmy pogadać ? mnie zostawiła, może nam ulży jak pogadamy

Potret użytkownika anonimowego

jasne moje gg jak by ktos cchial mi doradzic co mam robic albo porostu pożalić..

Potret użytkownika anonimowego

jeszcze spróbujemy tak napisz może na: tymczas_anim tutaj małpa i dalej wp kropka pl.
U mnie 3 tyg po rozstaniu jest trochę lepiej ale cały czas siedzi w głowie, kupuję kursy, które mi pomagają :)

Potret użytkownika anonimowego

no niestety chyba nie pogadamy bo moderatorzy usuwają :)

Potret użytkownika anonimowego

jeszcze spróbuje tak napisz może na adres: tymczas_anim tutaj małpa i dalej wp kropka pl
u mnie 3 tyg po rozstaniu trochę lepiej ale cały czas jest głowie kupuję kursy którę mi pomagają :)

Potret użytkownika anonimowego

witam
też zostałem pożucony po 2,5 roku mineło od tego czasu już ponad pół roku i nadal nie moge sobie z tym poradzić wiem że dużo zawaliłem nie zamierzam tego ukrywać starałem sie jak tylko mogłem byłem na każde skinienie pomagałem we wszystkim nawet zajmowałem sie jej rodzeństwem zajmowałem sie jak swoim woziłem codziennie do szkoły zresztą ją też (liceum) prezenty wyjazdy co tylko chciała zdecydowaliśmy że po zakończeniu jej szkoły wyjedziemy za granice przerwałem studia nie chciałem wyjeżdzać ale stwierdziłem że jeśli ona tam che układać życie to pojade za nią byliśmy tam razem nie cały miesiąc było cieżko dużo kłutni problemów ale miałem nadzieje że jakoś sie ułoży że to przetrwamy że to nas umocni ale niestety usłyszałem że już od dłuższego czasu nic do mnie nie czuje wróciłem do kraju próby kontaktu powrotu usłyszałem jedynie że ten związek nigdy nie miał sensu że powinien sie dawno skończyć i że dopiero teraz jest szczęśliwa byłem przy niej zawsze byłem gotów jechać o 12 w nocy po ciastka bo miała ochote woziłem i przywoziłem ze szkoły co dziennie jedno jej słowo i byłem nie raz urywałem sie z zajęć żeby ją odwieżć pomóc i dowiedziałem sie tylko że to nigdy sensu nie miało po 2,5 roku związku:(

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
Rozwiąż działanie i podaj wynik.
Kolejne pytania Nie umiem poradzić sobie z rozstaniem
Witam, Mam 23 lata, jestem mężczyzną i o ile mi wiadomo fizycznie nic mi nie dolega. Obawiam się jednak, że ze ...
Witam, jestem młodą kobietą, mam 25 lat i potrzebuję porady. Problem wygląda może jak wiele innych, o których już na ...
Mam 16 lat. Jestem uczennicą gimnazjum. I mam bardzo duży problem. Od ok roku wszystko mnie denerwuje, zaczynając od ...
Witam, jestem 24-letnią kobietą. 2 lata temu umarła moja mama (dodam, że była mi bardzo, bardzo bliska). Od tamtej ...
Witam, nie wiem jak sobie mam poradzić. Urodziłam dziecko i wszystko w moim życiu się zmieniło. Mąż w niczym mi nie ...
Witam, mam 25 lat i nie wiem, jak sobie poradzić. Poznałam chłopaka, spotykaliśmy się i fajnie się razem bawiliśmy. ...
Mam 20 lat, jestem mężczyzną. Z dnia na dzień moje myśli są coraz gorsze.... Myślę wręcz, żeby zakończyć swój krótki ...
Witam, jestem kasia i mam 21 lat. Cztery tygodnie temu zostawił mnie mój facet po 1,5 roku związku. Mieliśmy ...
Witam:(Mam 24 lata. Mężczyzna, z którym byłam, ma 32 lata. Poznaliśmy się zupełnie przypadkowo. 11 września ...
Witam! Mam na imię Natalia i mam 22 lata. Jestem na 3 roku studiów. Od jakiś 2 miesięcy nie umiem sobie ze sobą ...
Pokrewne tematy

Choroby

  • Alergia
  • Astma
  • Białaczka
  • Cukrzyca
  • Grypa
  • Grzybica
  • Impotencja
  • Rak piersi

Styl życia

  • Ćwiczenia / Fitness
  • Dieta
  • Odchudzanie
  • Seks

Dziecko

  • Antykoncepcja
  • Ciąża
  • Poród

Medycyna

  • Badania
  • Chirurgia
  • Kardiologia
  • Leki
  • Szczepienia

Psychologia

  • Bezsenność
  • Depresja
  • Narkomania
  • Nerwica