Problem w tym , że Pan uwierzył , wiara zawsze mocno trzyma, tyle, że wiara w coś może pomagać lub przeszkadzać.....Pan sam pisze ....Uwierzyłem, że to jest właśnie ona - właśnie ona - podkreślam. Skoro Pan uwierzył , że to właśnie ona, a związek nie wyszedł, to jest Pan nieszczęśliwy. Fakty są takie, że to nie ona bo związek się nie udał, a to nie znaczy, że z Panem coś nie tak. Ona nie uwierzyła w to, że to właśnie Pan i nie sądzę, aby Pan miał wpływ na to, w co ona uwierzy. Aby sobie pomóc powinien Pan uwierzyć, że czeka inna ...gdzieś tam....bo życie lub los pokazało Panu, że to nie ona. To, że ktoś nie chce z nami być, nie można traktować jako porażki, a jedynie pogodzić się z faktami, na które nie mamy wpływu.
Dwa miesiące temu zostawił mnie ktoś na kim ma na prawdę bardzo zależało .. był jedynym, któremu powiedziałam, że go kocham. Żadnemu innemu nigdy tego nie mówiłam. Gdy mu zaufałam .. odszedł . Jego życie trochę się pokrzyżowało, miał problemy, a ja prawie każdego dnia nie mam w sobie życia. Jak dowiedziałam się o jego problemach przygnębienie jeszcze bardziej mnie dopadło. Najbardziej pragnę jego szczęścia. Pozwoliłam mu odejść, mimo że miałam ochotę wykrzyczeć, że tak bardzo go kocham, że ma zostać, że zrobię wszystko, ale powiedziałam tylko aby był szczęśliwy i szedł do przodu. Przeprosiłam go za wszystko i powiedziałam, że zawsze może na mnie liczyć, jako kolega chociażby. Nie odwrócę się od niego. On też przeprosił .. i pytał czy mu wybaczę .. wybaczyłam od razu. Minęły dwa miesiące i zamiast być lepiej to z dnia na dzień jest coraz gorzej .. piszę pamiętnik. Nie mówię przyjaciółce o wszystkim co się u mnie dzieje, bo nie chcę aby się zamartwiała. Nie mówię prawie nic, jedynie wspominam to co było, choć też mi jest czasem ciężko. Dwa miesiące to nie dużo .. ale czuję się fatalnie .. w nocy ciężko mi spać, a jak już zasnę to śni mi się on. W dzień w szkole jest mi wszystko obojętne, a w domu muszę udawać zadowoloną każdego dnia, a potem idę leżeć i wpatruję się w jeden punkt do samego wieczoru. Płacze przy każdej okazji .. choć nie chce. Chcę udawać, że jest dobrze ale nie potrafię. Głowa boli mnie każdego dnia i gdyby nie szkoła to przeleżałabym tak cale dnie .. spotkania towarzyskie też nie są dla mnie przyjemne .. czy będzie lepiej .. mam nadzieje .. lecz na razie nie jest. I nie wiem już jak mam sobie z tym radzić .. czasem mam ochotę rzucić się na ziemię i krzyczeć, ale tak aby nikt mnie nie słyszał .. nie wiem co się ze mną dzieje .. mam dopiero 16 lat i wiem ze jeszcze nie jedno mnie w życiu spotka, że kiedyś się może jakoś ułoży. Ale nawet to mnie nie buduje. To był dla mnie jedyny tak wyjątkowy chłopak.
anonimowy użytkowniku napisz na gg, czuję się podobnie podaje nr 7463426
Problem w tym , że Pan uwierzył , wiara zawsze mocno trzyma, tyle, że wiara w coś może pomagać lub przeszkadzać.....Pan sam pisze ....Uwierzyłem, że to jest właśnie ona - właśnie ona - podkreślam. Skoro Pan uwierzył , że to właśnie ona, a związek nie wyszedł, to jest Pan nieszczęśliwy. Fakty są takie, że to nie ona bo związek się nie udał, a to nie znaczy, że z Panem coś nie tak. Ona nie uwierzyła w to, że to właśnie Pan i nie sądzę, aby Pan miał wpływ na to, w co ona uwierzy. Aby sobie pomóc powinien Pan uwierzyć, że czeka inna ...gdzieś tam....bo życie lub los pokazało Panu, że to nie ona. To, że ktoś nie chce z nami być, nie można traktować jako porażki, a jedynie pogodzić się z faktami, na które nie mamy wpływu.
Dwa miesiące temu zostawił mnie ktoś na kim ma na prawdę bardzo zależało .. był jedynym, któremu powiedziałam, że go kocham. Żadnemu innemu nigdy tego nie mówiłam. Gdy mu zaufałam .. odszedł . Jego życie trochę się pokrzyżowało, miał problemy, a ja prawie każdego dnia nie mam w sobie życia. Jak dowiedziałam się o jego problemach przygnębienie jeszcze bardziej mnie dopadło. Najbardziej pragnę jego szczęścia. Pozwoliłam mu odejść, mimo że miałam ochotę wykrzyczeć, że tak bardzo go kocham, że ma zostać, że zrobię wszystko, ale powiedziałam tylko aby był szczęśliwy i szedł do przodu. Przeprosiłam go za wszystko i powiedziałam, że zawsze może na mnie liczyć, jako kolega chociażby. Nie odwrócę się od niego. On też przeprosił .. i pytał czy mu wybaczę .. wybaczyłam od razu. Minęły dwa miesiące i zamiast być lepiej to z dnia na dzień jest coraz gorzej .. piszę pamiętnik. Nie mówię przyjaciółce o wszystkim co się u mnie dzieje, bo nie chcę aby się zamartwiała. Nie mówię prawie nic, jedynie wspominam to co było, choć też mi jest czasem ciężko. Dwa miesiące to nie dużo .. ale czuję się fatalnie .. w nocy ciężko mi spać, a jak już zasnę to śni mi się on. W dzień w szkole jest mi wszystko obojętne, a w domu muszę udawać zadowoloną każdego dnia, a potem idę leżeć i wpatruję się w jeden punkt do samego wieczoru. Płacze przy każdej okazji .. choć nie chce. Chcę udawać, że jest dobrze ale nie potrafię. Głowa boli mnie każdego dnia i gdyby nie szkoła to przeleżałabym tak cale dnie .. spotkania towarzyskie też nie są dla mnie przyjemne .. czy będzie lepiej .. mam nadzieje .. lecz na razie nie jest. I nie wiem już jak mam sobie z tym radzić .. czasem mam ochotę rzucić się na ziemię i krzyczeć, ale tak aby nikt mnie nie słyszał .. nie wiem co się ze mną dzieje .. mam dopiero 16 lat i wiem ze jeszcze nie jedno mnie w życiu spotka, że kiedyś się może jakoś ułoży. Ale nawet to mnie nie buduje. To był dla mnie jedyny tak wyjątkowy chłopak.
Ja już przez ponad rok nie mogę dojść do siebie ... przez tą jedyną, teraz to już w ogóle nie widzę sensu w niczym.
Dodaj nowy komentarz